Nie ma zgody na takie zachowanie
Do zdarzenia doszło 16 czerwca, przed południem, podczas sesji poznańskich radnych. Jak relacjonują media, na salę obrad wtargnęła grupa mieszkańców. Jeden z nich niósł tort, którym rzucił w prezydenta Poznania. W ten sposób próbowano okazać niezadowolenie wobec polityki mieszkaniowej prowadzonej przez władze Poznania. Mężczyzna, który dokonał ataku, został zatrzymany przez policję. Sesja została przerwana na pół godziny.
Na to zdarzenie zareagowała Unia Metropolii Polskich, która wydała oficjalne oświadczenie.
- Zdecydowanie potępiamy fizyczny atak na Prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Samorząd jest miejscem dialogu, ale czasem też trudnych debat i silnych emocji. Jednak nawet w najostrzejszych sporach powinny obowiązywać zasady i dialog, a nie przemoc i poniżanie. Nie ma zgody na takie zachowania wobec kogokolwiek. Oczekujemy ukarania sprawcy. Wyrażamy solidarność z Prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem oraz samorządowcami i mieszkańcami naszych miast, którzy stają się celem podobnych zachowań - napisano w oświadczeniu, które opublikowała w mediach społecznościowych m.in. prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.
By nie doszło do tragedii
Do wtorkowego ataku odniósł się także oficjalnie prezydent Jacek Jaśkowiak.
- Napastnik, zawodnik Muay Thai (podobno mistrz Polski), zaatakował fizycznie publicznego funkcjonariusza. Jeżeli nie będziemy reagować na łamanie prawa, na tym jednym ataku się nie skończy. Kolejnym krokiem będzie być może kwas solny (miesiąc temu dostałem takie groźby), a być może nóż. Może warto zadziałać teraz i nie czekać na zabójstwo kolejnego, po Pawle Adamowiczu prezydenta miasta, wójta, czy burmistrza - napisał prezydent Jaśkowiak.
Co grozi sprawcy wtorkowego ataku?
Prezydent miasta jest funkcjonariuszem publicznym. Zgodnie z obowiązującym prawem, za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego (art. 222 § 1 Kodeksu karnego), czyli fizycznego kontaktu, w tym obrzucenie przedmiotem lub substancją (np. ciastem) podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych - grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.