Grupa z dorobkiem
Trupa Trupa gra od 15 lat. Ich muzykę można określić mianem rocka alternatywnego, post-punka czy noise. Grupa występowała na największych festiwalach świata m.in. amerykańskim SXSW czy Primavera Sound w Barcelonie. Muzyka gdańskiej formacji grana była m.in. przez Iggy Popa w jego audycji w BBC 6 Music oraz w amerykańskiej stacji publicznej NPR.
Mijający rok był dla zespołu wyjątkowy. Agnieszka Holland wykorzystała muzykę zespołu Trupa Trupa w swoim nowym filmie “Franz” o życiu Franza Kafki.
Z kolei zawierający pięć utworów minialbum (fachowo: EP-ka) zatytułowany “Mourners” (pol. Żałobnicy) znalazł się w zestawieniu albumów roku według Onetu. Album został wyprodukowany przez Nicka Launaya (pracował wcześniej z takimi wykonawcami, jak Nick Cave, Idles, Killing Joke czy PiL). Recenzenci podkreślali, że jest muzyczną odpowiedzią na dramaty polityczne dziejące się na świecie, przede wszystkim na coraz większą popularność skrajnej prawicy w Europie.
Recenzent Onetu napisał:
"To zaledwie 13-minutowa EP-ka, ale wyjątkowo treściwa. Doprawdy hipnotyzujące granie. Do tego zaskakująco przebojowe - każdy z tych pięciu kawałków to gotowy materiał na singiel. Utwory balansują między zimnofalową Anglią lat 80. ("Sister Ray"), psychodelią ("Mourners") i ciężkim, industrialnym nerwem ("Backwards Water"). Kontrast wokali - śpiewnego Grzegorza Kwiatkowskiego i krzyku Wojciecha Juchniewicza - nadaje tej muzyce dodatkowego charakteru. Można się uzależnić.
Tytułowy utwór “Mourners” z tego wydawnictwa znalazł się w setce najlepszych piosenek roku 2025 portalu muzycznego “The Rolling Stone” na miejscu 76. Hipnotyczna piosenka zawiera dwa powtarzane w kółko wersy: let the mourners go/ let the mourners come (niech żałobnicy odejdą/niech żałobnicy powrócą).
Amerykański portal pisał:
Polski zespół art-rockowy oferuje słuchaczom psychodeliczny sen z linią basu, która przywodzi na myśl Radiohead z lat 2000. „Oh, let the mourners go” - śpiewa gitarzysta Wojtek Juchniewicz, a lider zespołu, Grzegorz Kwiatkowski, poeta i aktywista antyfaszystowski, zapewnia kontrapunkt swoim beatlesowskim wokalem: „Let the mourners come”. Wystarczy się wsłuchać, a utwór zaczyna brzmieć jak krzyk przeciw narastającej popularności prawicowej, autorytarnej polityki na całym świecie.
Radiowa Trójka także umieściła ten utwór w pierwszej 10. piosenek roku 2025.
W maju zespół zagrał sesję na żywo w studiu BBC w Manchesterze dla programu “Riley and Coe”. Zagrał też trasę siedmiu koncertów w USA. Wywiady z liderem grupy Grzegorzem Kwiatkowskim ukazały się w “The Chicago Tribune” i “The New York Times”.
Wywiad z Grzegorzem Kwiatkowskim, liderem zespołu Trupa Trupa
Sebastian Łupak: Jak doszło do waszej współpracy z Agnieszką Holland przy filmie “Franz”?
Grzegorz Kwiatkowski: Z Agnieszką przyjaźnimy się od bardzo wielu lat. Jest fanką Trupa Trupa i mojej poezji od 2009 roku, więc to naprawdę długi czas. Połączyło nas również miasto Gdańsk, a dokładnie nagroda Europejski Poeta Wolności. Agnieszka była jurorką, a moja książka, bardzo gdańska książka pod tytułem “Eine kleine Todesmusik”, trafiła do niej właśnie tą drogą.
Potem nastąpiło spotkanie, przyjaźń, kolejne spotkania i pogłębianie przyjaźni. Najpierw Agnieszka sięgnęła po naszą muzykę do "Zielonej granicy", a później do "Kafki", i to już w znacznie szerszym zakresie. Nie znam lepszej osoby pod względem artystycznym i etycznym.
Co miniony rok, pełen sukcesów, zmienił dla was jako zespołu?
Dla nas sukcesem jest bycie razem jako zespół ludzi, którzy się szanują, przyjaźnią i tworzą muzykę. To jest największy sukces. Samo trwanie oraz kreowanie nowych muzycznych światów i opowieści. Rzeczywiście, ten rok był niezwykle owocny pod względem odbioru tej muzyki, zarówno ze strony publiczności, jak i krytyki artystycznej. Co mogę powiedzieć... cieszy nas to, ale sedno trochę inne. Jest nim sama muzyka, samo jej robienie i proces przyjaźni. To są rzeczy najważniejsze. Ale absolutnie nie bagatelizujemy publiczności. Po prostu jesteśmy tworem wsobnym. Nie odwróconym plecami, ale na pewno nie próbującym się za wszelką cenę przypodobać.
Jaki moment, sytuację czy spotkanie zapamiętasz jako kluczowe dla ciebie i zespołu w 2025 roku?
Dla mnie takim momentem jest sytuacja, w której jestem artystą rezydentem Uniwersytetu Yale, kuratoruję wydarzenia w Oksfordzie, a jednocześnie gram w postpunkowym zespole, tworzymy muzykę i prezentujemy ją na całym świecie. Nagle mam tryb, w którym jestem na przykład w San Francisco, rano prowadzę wykład na UC Berkeley, a wieczorem gram koncert Trupa Trupa. To jest dla mnie naprawdę duża radość, także logistyczna, ale przede wszystkim taka, w której różne wątki mojego życia, Trupa Trupa, moja poezja, moje zajęcia uniwersyteckie, zaczynają się ze sobą łączyć. To mnie bardzo cieszy.
Jednocześnie podkreślam, że Trupa Trupa to są trzy osoby i trzy osobne wizje. To nie jest mój zespół. To jest indywidualny byt. Dla mnie to całość, ale to tylko moje patrzenie. Każdy z nas, członków zespołu, widzi sprawy inaczej, zarówno muzycznie, jak i ideologicznie. Jesteśmy za wieloma interpretacjami. To dla nas bardzo ważne, żeby nie być przyszpilonym do jednej akcji, jednego zdania, jednego tekstu czy jednej ideologii. Niech każdy czyta, myśli i interpretuje to po swojemu.
Dlaczego Twoim zdaniem słowa o żałobnikach ‘let the mourners go/let the mourners come” tak mocno rezonowały wśród krytyków i słuchaczy?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale cieszy mnie ta mnogość interpretacji, przez romantyczne aż po polityczne.
Jak wyglądają plany zespołu na 2026 rok?
Pracujemy nad nową płytą długogrającą. Więcej nie mogę powiedzieć. Mogę natomiast powiedzieć, że jesteśmy zafascynowani, podekscytowani i naprawdę rozradowani. Te piosenki bardzo nas cieszą. Nie możemy się doczekać, żeby je pokazać publiczności.