Dwukrotny mistrz Polski juniorów. 16-letni Paweł z Gdańska pnie się na bilardowy Olimp

16-letni Paweł Boguszewski z Przymorza na co dzień jest jednym z tysięcy gdańskich licealistów. Jego życiową pasją jest bilard. Kiedy sześć lat temu po raz pierwszy dostał do ręki kij i kule, to nie można było go oderwać od stołu pokrytego zielonym suknem. Dziś nastolatek ma na swoim koncie już dwa tytuły mistrza Polski juniorów w bilardzie. Marzy, aby być najlepszy na świecie. 
( Publikacja: 24.05.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Młody gdańszczanin stawia sobie ambitne zadanie do wykonanie - zdobycie tytułu mistrza globu
Młody gdańszczanin stawia sobie ambitne zadanie do wykonanie - zdobycie tytułu mistrza globu
fot. European Pocket Billiard Federation

Ostatni złoty medal Paweł przywiózł na początku maja z Łodzi z mistrzostw Polski w bilardzie U-19. Rok temu stanął zaś na najwyższym podium w kategorii do lat 16. Listę dotychczasowych osiągnięć gdańskiego licealisty uzupełnia srebrny medal drużynowy reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy juniorów, zdobyty w sierpniu ub. roku w Słowenii.17. 

Na stronie internetowej Polskiego Związku Bilardowego Paweł Boguszewski jako zawodnik Green Club Gdańsk napisał, że zaczął grać w bilard “ponieważ zrobiłem rodzicom na złość”.  - To jest taki głupi żart - śmieje się licealista.

- Faktycznie było jakieś święto i wszystko było pozamykane na dzielnicy. Wybraliśmy się z rodzicami na jakieś jedzenie i zobaczyliśmy, że otwarty jest Green Club. Z godzinę graliśmy sobie w bilarda. Tam był trener, który stwierdził, że mam do tego smykałkę. I potem już poszło. Zacząłem regularnie odwiedzać klub. I nie mogłem już od stołu odejść. Nie sposób było mnie od niego oderwać  - opowiada młody sportowiec.

Uderzenia bilą na milion wariantów

Co jest najbardziej urzekające w bilardzie?

- Najbardziej to, że każde zagranie jest inne. Jest zawsze nowe wyzwanie na stole, coś ciekawszego. To się nigdy nie powtarza. Każdą bilę można zagrać praktycznie na milion różnych sposobów - wyjaśnił Paweł.

Jego zdaniem, fascynujące w tej grze jest także to, że czasami o zwycięstwie lub porażce decydują detale.

- Możesz miesiącami czy rok przygotowywać się do jakiegoś turnieju, a zrobisz jeden błąd, nawet minimalny i jesteś już poza zawodami. Z tego wynika też wynika ogromna presja psychiczna, która ciąży na wszystkich zawodnikach. Do tego dochodzi też wysiłek fizyczny. Jak mamy turnieje, to one trwają z reguły od rana do wieczora. Więc niewątpliwie potrzebna jest sprawność fizyczna i kondycja. Bo nie dasz rady stać tak kilka, czy kilkanaście godzin za stołem - powiedział bilardzista. 

Laikom może się wydawać, że bilard jest sportem niszowym i mało popularnym. Pozory jednak mylą.

Polska czempionem bilarda na kontynencie

- W Polsce liczba zawodników grających w bilarda jest największa w Europie. Za nami są takie kraje, jak Niemcy i Holandia. Konkurencja w kraju jest straszna. Zawsze, jak rodacy jadą na zawody międzynarodowe, to pozostałe nacje wiedzą, że trzeba się liczyć z Polakami i każdy o tym wie - wyjaśnił Paweł.

W jego klubie Green Club Gdańsk na Zaspie trenuje ok. 90 zawodników. - A jeśli liczyć tych, którzy traktują bilard w bardziej amatorski sposób, to jest ok. 200 osób - dodał. 

Jak się okazuje, uprawianie bilarda wcale nie należy też do tanich zajęć.

- Na moim poziomie są to już jakieś wydatki. Muszę opłacać z własnej kieszeni turnieje zagraniczne. W Polsce jest też wiele zawodów. Tu klub dokłada się do wyjazdów: do diety i noclegu. Rzadko jestem w weekend w Gdańsku. Sam sprzęt jest też drogi i muszę go sobie zapewnić we własnym zakresie. Dobre kije zaczynają się od 2,5 tysiąca złotych, a kończą na 8 tys. zł. Moje kije są warte tej niższej granicy. Wymienia się je mniej więcej co 2 lata. Moi sponsorzy dokładają się też do różnych akcesoriów. W futerale noszę trzy kije i zapasową górną część kija - opowiada o kulisach finansowych bilarda gdański licealista.

Sześć dni w tygodniu za stołem

Jak w każdej dziedzinie życia, tak i w bilardzie, aby osiągnąć sukces trzeba być pracowitym, wytrwałym i konsekwentnym. 

- Trenuję sześć dni w tygodniu po 3-4 godziny. Ale raczej nie mam problemów z nauką - zapewnił mistrz Polski juniorów w bilardzie. 

Pawła Boguszewskiego najbardziej fascynuje w bilardzie jego nieprzewidywalność, każdą bilę można bowiem zagrać na milion różnych sposobów
Pawła Boguszewskiego najbardziej fascynuje w bilardzie jego nieprzewidywalność, każdą bilę można bowiem zagrać na milion różnych sposobów
fot. Polski Związek Bilardowy

Paweł, który skończy w lipcu 17 lat, uczęszcza do XV Liceum Ogólnokształcącego na Zaspie. Jest teraz w drugiej klasie z rozszerzonym językiem hiszpańskim. Faktycznie, jest to jego trzecia klasa w XV LO. Pierwsze dwa semestry w szkole wraz z koleżankami i kolegami był bowiem w klasie “0”, poświęconej głównie na intensywną naukę języka Cervantesa. 

Pytany o swoje plany życiowe odpowiada bez chwili wahania. 

- Bilard to moja pasja, z którą chciałbym związać swoją przyszłość. To jest na poważnie w 100 procentach, a może i więcej. Bez tego nie mogę i nie mógłbym żyć.  Moim marzeniem jest mistrz świata. I do tego będę dążył - podkreślił Paweł. 

Najpierw Bułgaria, a potem może Portoryko

Pierwsza okazja ku temu będzie już w tym roku jesienią w Portoryko. 

- Na te mistrzostwa świata juniorów każdy kontynent wystawia swoich czterech najlepszych zawodników. Razem więc będzie 28 graczy.  Myślę, że mam szansę tam pojechać, ale będzie megaciężko, na pewno - ocenił młody gdańszczanin.

Najlepszą, automatyczną niejako przepustką na podróż do Ameryki Środkowej jest natomiast zdobycie tytułu mistrza Europy. Mistrzostwa kontynentu juniorów zaplanowane są na przełomie lipca i sierpnia w Bułgarii.

- Tam już pojadę jako aktualny mistrz Polski, choć oficjalne powołania mają być dopiero ogłoszone - objaśnił Paweł.

Poza tym, 16-latek przymierza się już powoli do startu w mistrzostw Polski seniorów w bilardzie, które odbędą się w grudniu w Kielcach. 

Wśród sportowych celów i marzeń Pawła jest też wyjazd za ocean, gdzie bilard nosi nazwę snooker. 

- W Ameryce organizowane są takie tournee, na których zawodnicy z Europy uczestniczą w np. trzymiesięcznych cyklach zawodów. Tam gra się praktycznie codziennie w bilard. Tam są największe turnieje na świecie, US Open i inne - opowiada nastolatek.

Paweł pamięta zresztą bardzo dobrze, jak był małym chłopcem i oglądał na zagranicznych kanałach sportowych transmisje ze światowych zawodów snookera. Już wtedy z dużym zaciekawieniem przyglądał się tej grze, która dziś w tak ogromny sposób zmieniła i zmienia jego życie.