• Start
  • Wiadomości
  • Orunia. Kuźnia przyszłych kadr, nie tylko gastronomicznych

Orunia. Kuźnia przyszłych kadr, nie tylko gastronomicznych

To, o co chodzi w rewitalizacji tu skupia się jak w soczewce: zabytkowy budynek dawnej kuźni na Rynku Oruńskim, w którym mieści się klimatyczna kawiarnia, a w menu obok pysznej szarlotki… ważna misja społeczna. O wyjątkowości tego miejsca rozmawiamy z Małgorzatą Gojło-Kaligowską, dyrektorką firm społecznych GFIS.
21.08.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Trzy portretowe zdjęcia młodej kobiety
Małgorzata Gojło-Kaligowska, dyrektorka firm społecznych Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej
fot. Marek Krześniak / BRG

Marek Krześniak: Jesteśmy w Kawiarni Kuźnia. Pani jest menedżerką…

Małgorzata Gojło-Kaligowska: Jestem menedżerką firm społecznych Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej. Oprócz Kawiarni Kuźnia, jako fundacja mamy na terenie Gdańska sieć firm społecznych w branży hotelarsko-gastronomicznej. Kuźnia była naszą pierwszą firmą społeczną. Niedaleko stąd mamy jeszcze punkt sezonowy w Starej Wozowni w przepięknym, zagospodarowanym kilka lat temu Parku Oruńskim. Nazywa się Parkolada.

To tam, gdzie są lody?

Tak. Lody, gofry, zapiekanki… Prowadzimy to jako GFIS. I jest jeszcze So Stay przy ul. Kartuskiej 18 – obiekt noclegowy z 17 pokojami i możliwością zjedzenia śniadania. To są trzy firmy społeczne, które w ramach działania naszej fundacji uruchomiliśmy i prowadzimy.

Warto podkreślić, że ta nasza działalność społeczna i biznesowa nie byłaby możliwa bez współpracy z samorządem miasta Gdańska. Budynek Kuźni został użyczony naszej fundacji właśnie przez miasto. Nasza historia w tym miejscu zaczęła się w 2012 roku, kiedy we współpracy z samorządem oraz partnerami z dzielnicy Orunia powstał pomysł na jego nowe wykorzystanie. Ale zanim do tego doszło, były działania w ramach lokalnego partnerstwa „Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych Oruni”, które funkcjonuje w dzielnicy od 26 lat. Skupia różne instytucje i podmioty: szkoły, organizacje pozarządowe, lokalny biznes. To trzy sektory, które wspólnie realizują wiele wartościowych inicjatyw na rzecz dzielnicy. Dzięki tej wieloletniej współpracy i zaangażowaniu mieszkańców udało się doprowadzić do rewitalizacji budynku Kuźni w 2012 roku. Wcześniej to była ruina. Historycznie działała tu prawdziwa kuźnia, kowal prowadził warsztat rzemieślniczy, ale jeszcze w latach 60. XX wieku obiekt przestał pełnić swoją pierwotną funkcję.

Mały biały dom wsparty na trzech drewnianych palach
Kuźnia na Oruni na najmniejszy dom podcieniowy na Żuławach
fot. Marek Krześniak / BRG

To piękny historyczny budynek, najmniejszy dom podcieniowy na Żuławach.

Świętej pamięci profesor Samp mawiał, że tak jak Żuraw jest symbolem Gdańska, tak Kuźnia jest symbolem Oruni. To wyjątkowe miejsce w centrum Rynku Oruńskiego. Kiedy rozpoczęła się debata, co można w tym miejscu zrobić, to po licznych dyskusjach, konsultacjach z mieszkańcami i analizie potrzeb dzielnicy zapadła decyzja, by powstało tu lokalne centrum społeczności. Udało się to zrobić i dziś jest to miejsce, do którego można przyjść, by uczestniczyć w różnych wydarzeniach lub po prostu napić się kawy.

Ale to nie jest taka zwykła kawiarnia.

Nasza fundacja prowadzi także siedem Domów dla Dzieci i obejmuje opieką około 90 młodych osób pozbawionych opieki rodzicielskiej. Kawiarnia Kuźnia powstała również po to, by umożliwić im zdobywanie pierwszych doświadczeń zawodowych, odbywanie praktyk, staży i podejmowanie pierwszej pracy. Chodzi o pokazanie wartości pracy i nauczenie odpowiedzialności, czego często nie mogli wynieść ze swoich domów rodzinnych.

Czy trzeba spełniać jakieś szczególne warunki, żeby tu pracować? Macie więcej chętnych niż miejsc, czy raczej trzeba zachęcać młodych ludzi?

Zatrudniamy również osoby z doświadczeniem zawodowym. Musimy mieć mentorów, którzy będą mogli przekazywać wiedzę młodym ludziom.

Czyli nie pracują tu wyłącznie wasi wychowankowie?

Nie. Na początku, gdy uruchamialiśmy Kuźnię w 2012 roku, mieliśmy taki pomysł. Przez około dwa miesiące próbowaliśmy funkcjonować w ten sposób, tylko z młodymi, ale szybko okazało się, że to nie działa. Dlatego teraz są profesjonaliści, którzy wiedzą, nie tylko jak przygotować dobrą kawę, ale też jak prowadzić lokal gastronomiczny. Misja społeczna jest bardzo ważna, ale jeśli produkty nie będą odpowiedniej jakości, to klient po prostu nie wróci. No i osoba rozpoczynająca pierwszą pracę musi też mieć od kogo się uczyć. Dlatego mamy doświadczoną menedżerkę gastronomii, która oprócz kompetencji zawodowych ma ogromne serce do pracy z młodzieżą, a wszyscy nasi pracownicy branżowi wykonują podwójną pracę: z jednej strony dbamy o wysoką jakość usług, a z drugiej szkolimy młodych ludzi. Natomiast klient otrzymuje dobrą usługę, a przy okazji wspiera aktywizację zawodową młodzieży z naszych Domów dla Dzieci. To dla wielu osób ważna wartość dodana.

Proszę powiedzieć więcej o młodych ludziach, którzy tu dopiero zaczynają pracę.

Jeśli chodzi o młodych pracowników, bazujemy głównie na wychowankach naszych placówek. Mamy pod opieką prawie 90 osób. Od 15. roku życia mogą oni podejmować pracę. Najpierw organizujemy im staże. To bardzo indywidualny proces. Niektórym wystarczy miesiąc, inni potrzebują więcej czasu. Przychodzą do nas, uczą się pracy i sprawdzają, czy gastronomia jest dla nich. Część stwierdza, że to nie ich droga i szuka czegoś innego. I to również jest sukces, bo pozwala młodemu człowiekowi świadomie wybrać własny kierunek. Dla większości jest to jednak bardzo dobre miejsce do zdobywania pierwszego doświadczenia. Uczą się współpracy z klientem, pracy zespołowej, odpowiedzialności i organizacji.

Oni chodzą jeszcze do szkoły?

Tak. Dlatego staże i praca są organizowane głównie w czasie wolnym od nauki i podczas wakacji. Edukacja jest dla nas priorytetem, więc grafiki układamy tak, aby można było łączyć szkołę z pracą.

Macie więcej miejsc czy chętnych do pracy?

Kiedy działała wyłącznie Kuźnia, miejsc było za mało. Od momentu uruchomienia Parkolady w 2019 r. mamy ich już wystarczająco dużo, by zapewnić miejsca stażowe i pracę naszym wychowankom. Zdarza się, że zgłaszają się do nas także zaprzyjaźnione organizacje z prośbą o przyjęcie młodej osoby na staż, ale większość uczestników programu stanowią wychowankowie Domów dla Dzieci Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej.

tabliczka z napisem: rok powstania około 1800
Data budowy - około 1800 roku - robi wrażenie
fot. Marek Krześniak / BRG

Czy jako przedsiębiorstwo społeczne macie specjalną politykę cenową?

Nasze ceny są rynkowe i konkurencyjne. Paradoksalnie, gdyby patrzeć wyłącznie na koszty, powinny być wyższe. Prowadzenie takiego miejsca jest droższe niż zwykłej kawiarni. Poza personelem gastronomicznym mamy osoby odpowiedzialne za wsparcie młodych ludzi, ich rozwój oraz dobrostan psychiczny. Dochodzą też koszty szkolenia. Gdy ktoś uczy się zawodu, zdarzają się straty produktów i błędy, które są naturalną częścią nauki. Mimo to nasze ceny nie mogą być wyższe, bo musimy dostosowywać się do rynku. Z drugiej strony nie mogą też być niższe od rynkowych, bo nie bylibyśmy w stanie utrzymać działalności ani finansować płatnych staży.

Nie wszędzie dostaje się pieniądze na stażu…

To bardzo ważne, że nasze staże są płatne. Nawet osoby rozpoczynające dopiero naukę pracy otrzymują wynagrodzenie. Dzięki temu uczą się gospodarowania pieniędzmi i odpowiedzialności finansowej. Chyba każdy z nas pamięta swoje pierwsze zarobione pieniądze. I zupełnie inaczej wydaje się 400 zł zarobione własną pracą niż pieniądze otrzymane od kogoś. To istotna część edukacji naszych podopiecznych.

Czy jako przedsiębiorstwo społeczne osiągacie zyski?

Tak, działalność przynosi zyski, jednak w całości są one reinwestowane. Przeznaczamy je przede wszystkim na bieżącą amortyzację sprzętu, wyposażenia oraz szkolenia. Po kilkunastu latach funkcjonowania regularnie pojawiają się wydatki związane z wymianą lub naprawą wyposażenia: zepsuje się blender, trzeba wymienić dzbanek czy naprawić meble. Dzięki wypracowanym środkom możemy stabilnie funkcjonować na co dzień. Nie są to jednak fundusze pozwalające na realizację dużych inwestycji, takich jak otwieranie nowych lokali.

Rozumiem, że nie taki jest też główny cel działalności.

Dokładnie. Dla nas najważniejsze jest to, że stworzyliśmy własne zaplecze do pracy z młodymi ludźmi. Pomysł na uruchomienie takiego miejsca pojawił się już wcześniej. W 2009 roku, podczas wizyty studyjnej w Londynie i Belfaście realizowanej dzięki środkom unijnym, poznaliśmy funkcjonowanie przedsiębiorstw społecznych na Wyspach Brytyjskich. Były to organizacje prowadzące kawiarnie, przedszkola czy centra aktywności dla różnych grup społecznych. To bardzo nas zainspirowało.

Dzięki temu wasi wychowankowie mogą zaczynać pracę zarobkową pod waszym okiem.

Oczywiście współpracujemy również z pracodawcami zewnętrznymi, jednak nasze firmy społeczne pełnią szczególną rolę. Stanowią pomost między okresem wychowania w Domach dla Dzieci a wejściem na otwarty rynek pracy. Młodzi ludzie trafiają tu do środowiska, które znają i któremu ufają. Spotykają osoby związane z fundacją, koordynatorów i wychowawców. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, szczególnie tym, którzy mają większe trudności z odnalezieniem się w nowym otoczeniu. Nasze firmy społeczne pomagają im stopniowo budować samodzielność i wchodzić na rynek pracy. To właśnie jest dla nas miara sukcesu. Nie zależy nam na tym, by wychowankowie pracowali u nas bez końca, ale żeby byli gotowi do dalszego rozwoju.

Jak długo młodzi ludzie pracują w takich firmach? Czy obowiązuje jakiś limit czasowy?

Nie mamy żadnych limitów. Wszystko odbywa się bardzo naturalnie i zależy od indywidualnych potrzeb konkretnej osoby. Dajemy młodym ludziom czas na zbudowanie gotowości do samodzielnego funkcjonowania. Najczęściej jest to okres od roku do trzech lat. Najdłużej jedna osoba była z nami przez pięć lat, ale w tym czasie pracowała w różnych naszych firmach społecznych: zaczynała w Kuźni, następnie przeszła do Parkolady, gdzie pełniła funkcję zastępcy menedżera. Później uznała, że praca z ludźmi jest dla niej zbyt obciążająca i postanowiła spróbować czegoś nowego. Przeszła więc do So Stay, gdzie zajmowała się logistyką i dostawami. Ta osoba nadal z nami współpracuje, jednocześnie studiując. Pracuje u nas, ponieważ czuje się tutaj bezpiecznie, jednak zmieniała stanowiska, zakres obowiązków i zdobywała nowe doświadczenia.

Zawsze wychodzimy od potrzeb młodego człowieka. W centrum naszej uwagi są jego możliwości, zasoby i mocne strony. Jeśli widzimy, że ktoś nie odnajduje się w gastronomii albo sam dochodzi do takiego wniosku, wspólnie zastanawiamy się nad innymi możliwościami. Bo trzeba jasno powiedzieć, że praca w gastronomii jest wymagająca. To prawdziwa szkoła życia i nie każdy odnajdzie się w takim środowisku. Ważne jest jednak to, że młodzi ludzie mają możliwość spróbowania i sprawdzenia siebie. Jeśli nie będzie im pasowało tutaj, to pomożemy im znaleźć inne miejsce.

Wnętrze z drewnianymi belkami i stropami
Wnętrze jest bardzo przytulne i klimatyczne, jak przystało na budynek, który ma ponad 200 lat
fot. Marek Krześniak / BRG

Działacie od 2012 roku. Liczyliście, ilu młodych ludzi przewinęło się przez wasze firmy społeczne?

Tak. Przez nasze trzy firmy społeczne – Kuźnię, Parkoladę i So Stay – przeszło dotąd 98 młodych osób. Szacuję, że około połowa z nich zdobywała doświadczenie właśnie w Kuźni.

Skoro liczba jest tak bliska 100, to może planujecie jakieś specjalne wyróżnienie dla setnej osoby, np. jak dla milionowego pasażera linii lotniczych?

To ciekawy pomysł, ale myślę, że gdybyśmy tak wyróżnili jedną osobę, to pozostałe 99 byłoby mocno zawiedzionych (śmiech).

No tak. To mógłby też być problem, gdyby ta setna osoba okazała się wyjątkowo nieśmiała.

Mogłaby nie być szczęśliwa. Jeśli mielibyśmy świętować taki moment, to raczej wspólnie ze wszystkimi. Nam największą satysfakcję daje obserwowanie, jak nasi wychowankowie trafiają później do innych pracodawców i dobrze sobie radzą. Tutaj przechodzą swoją pierwszą szkołę życia w bezpiecznych warunkach, a później potrafią samodzielnie funkcjonować na rynku pracy. To dla nas największy sukces.

Czy były osoby, które dzięki pracy u was zrobiły większą lub mniejszą karierę w gastronomii?

Tak, mamy kilka takich przykładów. Jednym z nich jest nasz wychowanek, który pracował w So Stay na kuchni. Po odejściu z fundacji zdobywał doświadczenie w różnych restauracjach, a obecnie jest szefem kuchni. Dołączył do nas w 2017 r., więc dojście do tego stanowiska zajęło mu kilka lat. Jednak dziś ma już taką pozycję zawodową, że może wybierać spośród ofert i negocjować warunki z pracodawcami.

Mieliśmy również wychowankę, która zaczynała pracę w Kuźni. Kiedy w 2015 r. uruchamialiśmy So Stay, przeszła tam do obsługi kelnerskiej. Po około trzech latach awansowała na stanowisko menedżerki gastronomii. Później zrobiła sobie przerwę związaną z życiem rodzinnym, a po powrocie podjęła pracę na otwartym rynku. Objęła stanowisko kierownicze w centrum Honolulu w Galerii Metropolia, gdzie oprócz strefy zabaw dla dzieci funkcjonuje również zaplecze gastronomiczne i organizowane są różne wydarzenia.

Oczywiście większość naszych wychowanków jest na stanowiskach pracowniczych, ale najważniejsze jest to, że pracują, utrzymują się samodzielnie, zakładają rodziny i budują własne życie. To właśnie jest cel naszej działalności. A dla klientów Kuźni ważna może być świadomość, że każda zamówiona kawa czy organizowane tutaj wydarzenie wspierają ten proces.

Kawiarnia Kuźnia, widok od strony ogródka
Kawiarnia Kuźnia, widok od strony ogródka
fot. Marek Krześniak / BRG

Jakie wydarzenia organizujecie?

Różnego rodzaju przyjęcia okolicznościowe: komunie, chrzciny czy inne rodzinne uroczystości. Dużym atutem jest również nasz piękny ogródek, bardzo ceniony przez rowerzystów korzystających ze ścieżki wzdłuż Raduni. W namiocie organizujemy wydarzenia firmowe z grillem oraz inne eventy okolicznościowe.

Jesteśmy także otwarci na warsztaty i inicjatywy dla lokalnej społeczności. Seniorzy korzystają z przestrzeni Kuźni podczas różnych wydarzeń związanych z usługami GFIS. Odwiedzają nas również osoby spoza Oruni, spacerujące po Parku Oruńskim lub szukające miejsca na odpoczynek przy kawie. Mamy więc bardzo różnorodną klientelę. Warto zaznaczyć, że oferujemy przestrzeń na bezpłatne wydarzenia, ale produkty są już u nas płatne. Całkowicie darmowe zajęcia są w pobliskim Domu Sąsiedzkim „Gościnna Przystań” przy ul. Dworcowej (zbudowanym dzięki programowi rewitalizacji), który również prowadzimy jako fundacja. Tam prężnie działa klub Młodych „Wataha”, liczne kluby seniora i tam naprawdę wiele się dzieje.

Dziś jednak skupiamy się na Kuźni. Jeśli chodzi o organizację wydarzeń, ilu możecie przyjąć gości?

W sali na piętrze organizujemy wydarzenia dla około 26 osób, które mogą usiąść przy stolikach. W namiocie możemy przyjąć około 40 osób. Jeżeli wydarzenie odbywa się w formule koktajlowej lub ze szwedzkim stołem, na piętrze również jesteśmy w stanie pomieścić około 40 gości. To pozwala zorganizować już spore wydarzenie.

Ale wesela to chyba nie robiliście?

Mieliśmy! Organizowaliśmy wesele dla około 50 osób. Ale odbywało się ono we wrześniu, kiedy było jeszcze ciepło, i w dużej mierze skupiało się na zewnętrz. Ogólnie zainteresowanie jest bardzo duże. Kalendarz komunijny na kolejny rok zwykle już jesienią mamy zapełniony.

widok na budynek kuźni od strony ogrodu
W ogródku jest miło i spokojnie
fot. Marek Krześniak / BRG

A organizujecie też wydarzenia kulturalne?

Tak. W Kuźni regularnie udostępniamy przestrzeń artystom. Organizujemy wystawy oraz wernisaże. Bezpłatnie udostępniamy przestrzeń i jeśli ktoś chciałby zaprezentować swoje prace, może się z nami skontaktować i omówić taką możliwość.

Czyli artyści mogą zgłaszać się do was bezpośrednio?

Oczywiście. Jesteśmy otwarci zarówno na lokalnych, jak i przyjezdnych twórców. Trzeba do nas napisać na maila kuznia@gfis.pl. Myślę, że warto też wspomnieć o kowalu…

Właśnie chciałem o niego zapytać. Dawniej funkcjonowała tutaj kuźnia, ale współczesne wymogi nie pozwalałyby na to w tym budynku. Dlatego nowa kuźnia została wybudowana na tyłach. Czy Kawiarnia Kuźnia współpracuje z kuźnią?

Tak, jak najbardziej. Budynek nowej kuźni pozostaje pod opieką fundacji, a kowal, pan Remigiusz Bystrek, prowadzi tam swoją działalność. Współpracujemy przede wszystkim przy wydarzeniach promujących tradycje kowalskie. Przez wiele lat organizowaliśmy wydarzenie „Oruńskie Kujemy”. Później przeszkodziła pandemia i przez pewien czas nie udało się wrócić do tej inicjatywy. Obecnie pan Remigiusz organizuje między innymi zjazdy kowali odbywające się pod koniec lata. Włączamy się wtedy we wspólne działania skierowane do mieszkańców oraz osób zainteresowanych rzemiosłem, promując ginący zawód kowala artystycznego.

Czy kuźnia pana Remigiusza działa również komercyjnie?

Tak, oczywiście. To normalnie funkcjonująca działalność gospodarcza. Można zamawiać wykonywane tam prace i korzystać z jego usług. To ważne, bo właśnie tu była kolebka lokalnego kowalstwa na Oruni, a pan Remigiusz kontynuuje tę tradycję. A tuż obok jest nasza kawiarnia, piękny historyczny budynek dawnej kuźni, najmniejszy dom podcieniowy na Żuławach. Taka perła. Przyjeżdżają do nas osoby z różnych miast. Jako fundacja przyjmujemy też liczne wizyty studyjne, głównie z Polski, ale także z zagranicy. I nasza Kuźnia jest takim miejscem, że wszyscy mówią „Wow!”.

Widok na podcienia budynku i tabliczkę z adresem
Kawiarnia Kuźnia mieści się w zabytkowym budynku przy Rynku Oruńskim, ul. Gościnna 10
fot. Marek Krześniak / BRG

Zabytkowy charakter budynku ma wiele oczywistych zalet. A czy są jakieś minusy?

Oczywiście. Konstrukcja budynku jest historyczna: drewniany szkielet wypełniony cegłą, bez współczesnej izolacji termicznej. Powoduje to bardzo wysokie koszty ogrzewania. To urok zabytku, ale równocześnie wyzwanie w codziennym użytkowaniu. Drugim utrudnieniem są wszelkie prace adaptacyjne. Każda większa zmiana związana z funkcjonowaniem lokalu gastronomicznego wymaga uzgodnień z konserwatorem zabytków.

Po tylu latach, to chyba to, co trzeba było przerobić, to już przerobione…

Tak, to już za nami.

… natomiast zbliża się czas rewitalizacji całego Rynku Oruńskiego. Jak się na to zapatrujecie? Z obawami czy z nadziejami?

Zdecydowanie z nadziejami. Od wielu lat działamy na Oruni i dobrze wiemy, jak wiele pozytywnych zmian mogą przynieść procesy rewitalizacyjne. Sami korzystaliśmy z doświadczeń związanych z funduszami unijnymi, a prowadzony przez nas Dom Sąsiedzki również powstał dzięki rewitalizacji i inwestycji realizowanej przez miasto przy wsparciu środków z UE. Uważamy, że możliwość pozyskiwania takich funduszy to ogromna szansa na poprawę jakości przestrzeni i wprowadzanie udogodnień dla mieszkańców. Korzystają na tym zarówno lokalne instytucje i przedsiębiorcy, jak i społeczność dzielnicy. Oczywiście podczas prac pojawią się pewne niedogodności, ale traktujemy je jako etap przejściowy. Na razie nie znamy jeszcze szczegółów inwestycji. Czekamy na informacje i rozmowy dotyczące organizacji prac. Wtedy będziemy zastanawiać się, jak najlepiej dostosować się do nowej sytuacji.

Ogródek przed kawiarnią w otoczeniu kwiatów i zieleni
Widok na Kawiarnię Kuźnia od strony Rynku Oruńskiego
fot. Marek Krześniak / BRG

Może pojawią się nowi klienci w postaci pracowników ekip budowlanych?

Oby. Będziemy proponować im obiady. Oferta cateringowa jest.

Są u was obiady?

Oprócz deserów mamy ofertę wytrawną. Nie są to klasyczne obiady, jednak codziennie serwujemy dwa rodzaje zup: jedną wegetariańską i jedną mięsną. Oprócz tego oferujemy pięć rodzajów pierogów, więc to już konkretny posiłek. Jest też panini w wersji wege i mięsnej. Mamy pankejki. Jeżeli ktoś przyjdzie głodny, bez problemu znajdzie jakieś danie, żeby się najeść.

A co dla dzieci?

Na przykład bąblowe gofry. To jest hit od kilku lat i jeśli ktoś lubi tego typu słodkości, to serdecznie zapraszamy. W ogóle naszym dużym atutem jest to, że Kuźnia jest miejscem przyjaznym dla rodzin z dziećmi i osób ze zwierzętami. Dla psów zawsze mamy miskę z wodą, dla dzieci w środku znajduje się kącik zabaw, a na zewnątrz piaskownica i domek. Dorośli mogą w tym czasie odetchnąć i napić się w spokoju kawy czy matchy. Lubią nas również rowerzyści, ponieważ jesteśmy położeni przy popularnej trasie prowadzącej w stronę Żuław. Można tutaj bezpiecznie zostawić rower, odpocząć i posilić się czymś smacznym.

Shake owocowy w szkalnce a obok na talerzyku szarlotka z lodami
Szarlotka z lodami (po prawej) jest tutaj w Kawiarni Kuźnia, największą gwiazdą, ale inne desery wcale jej nie ustępują
fot. Marek Krześniak / BRG

No właśnie. Co jest specjalnością Kuźni? Co najbardziej Pani poleca?

Naszym znakiem rozpoznawczym jest szarlotka przygotowywana według własnej „fundacyjnej” receptury. Podajemy ją z lodami i bitą śmietaną. To deser, na który wiele osób wraca od lat. Mamy nawet gości przyjeżdżających specjalnie z Gdyni właśnie na tę naszą „kuźniową” szarlotkę. Na pewno warto spróbować!