Rosjanie czytają Adamowicza - udzielił wywiadu prawnuczce Rokossowskiego

Ariadna Rokossowska jest prawnuczką pochodzącego z Polski stalinowskiego marszałka ZSRR Konstantego Rokossowskiego. Na co dzień pracuje w moskiewskiej redakcji “Rossijskoj Gaziety”, którą codziennie czyta blisko 750 tys. Rosjan. W kwietniu br. Ariadna Rokossowska gościła w Gdańsku, by zrobić wywiad z prezydentem Pawłem Adamowiczem. Rozmowa właśnie została opublikowana - poniżej podajemy polskie tłumaczenie i link do tekstu rosyjskiego.

Rosjanie czytają Adamowicza - udzielił wywiadu prawnuczce Rokossowskiego
A
A
data publikacji: 18 maja 2017 r.

Ariadna Rokossowska, prawnuczka marszałka ZSRR Konstantego Rokossowskiego, gościła w Gdańsku w kwietniu
Ariadna Rokossowska, prawnuczka marszałka ZSRR Konstantego Rokossowskiego, gościła w Gdańsku w kwietniu
Anna Maksymiuk/UMG

Artykuł w “Rossijskoj Gazietie” - znajdziesz TUTAJ

TYTUŁ I WPROWADZENIE - NIEAUTORYZOWANE PRZEZ PREZYDENTA ADAMOWICZA (przyp. red.):

TYTUŁ: Prezydent Gdańska: Nie wolno kłamać o stratach poniesionych przez ZSRR w walce z nazizmem

WPROWADZENIE: Pawła Adamowicza można nazwać rosyjskim blogerem, ponieważ prowadzi swojego rosyjskojęzycznego bloga na internetowej stronie rozgłośni “Echo Moskwy”. W sumie już od 19 lat kieruje sprawami polskiego Gdańska i w odróżnieniu od przedstawicieli rządu swojego kraju uważa, że Polacy i Rosjanie powinni utrzymywać relacje, nie oglądając się na nic.

W latach 90. ustanowił tradycję: by każdego roku, w dniu wyzwolenia Gdańska od faszyzmu, składać kwiaty na mogiłach radzieckich żołnierzy, którzy polegli w walkach o miasto w marcu 1945 r. Kto choć odrobinę orientuje się w aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, rozumie, że Adamowicz idzie pod prąd. Obecny prezydent Gdańska jest rzadkim w polityce przypadkiem człowieka, który myśli o przyszłości.

Ariadna Rokossowska: Prawie rok minął od „czasowego zawieszenia” umowy o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim, który pozwalał mieszkańcom rosyjskich i polskich miast, położonych w pobliżu granicy, do przekroczenia go ze specjalnym pozwoleniem wydanym w ramach procedury uproszczonej. Czy miało to wpływ na przypływ turystów z Rosji?


Paweł Adamowicz: - To, że polska strona zawiesiła mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim, to skandal. W Gdańsku bardzo mocno protestowaliśmy. Uważam to za złą decyzję obecnych władz. To uderza w interesy ekonomiczne miast województwa pomorskiego i warmińsko-mazurskiego w Polsce, w miejscowych przedsiębiorców zaangażowanych w handel i gastronomię, restauracje i hotelarstwo. Poza tym, to nie jest zbyt mądre rozwiązanie na dłuższą metę, bo bez względu na to, na jakim poziomie są stosunki międzyrządowe, nasze społeczeństwa i narody muszą się spotykać, komunikować. Ja sam byłem świadkiem, jak Rosjanie z obwodu kaliningradzkiego masowo przyjeżdżali do naszych miast, a zdarzało się, że pomagałem im w tłumaczeniu w restauracjach i innych miejscach. Często mówiłem, i gotowy jestem powtórzyć to dzisiaj, że mały ruch graniczny stworzył na dużą skalę możliwość spontanicznego spotkania się Rosjan i Polaków. A szansa na dialog i zmniejszenie liczby stereotypów o sobie jest tylko wtedy, gdy ludzie spotykają się i mogą porozmawiać twarzą w twarz. Tak, to była nie najmądrzejsza decyzja, ponieważ zahamowała naturalny dialog, który powinien odbywać się pomiędzy sąsiadami w XXI wieku. Wszystkie wyjaśnienia z odniesieniami do bezpieczeństwa narodowego - są niepoważne. Większość władz polskich miast podziela ten pogląd.

Mam nadzieję, że mały ruch graniczny zostanie wznowiony w przyszłości. W województwach, które wymieniłem, jak i w wielu miastach było to szeroko dyskutowane, i odpowiednie oświadczenia władz lokalnych zostały wydane. Wszyscy, łącznie z prorządowymi politykami lokalnymi, widzą w tym, co się stało, tylko niezrozumiałą grę polityczną. Jednak Rosjanie wciąż przyjeżdżają, ale, oczywiście, zrobiło się ich mniej. I nie tylko dlatego, że zawieszono mały ruch graniczny, ale także ze względów ekonomicznych. Co prawda rubel odbił się w ostatnim czasie, ale rok temu był zbyt słaby w stosunku do złotego, aby takie wyjazdy się opłacały.


Ariadna Rokossowska: Panie prezydencie, nie jest tajemnicą, że Polska oficjalnie odmawia przyjęcia uchodźców. Wy w międzyczasie, nie tylko ich zapraszacie, ale jeśli wierzyć prasie, stworzyliście radę ds. imigrantów w administracji miasta. Dlaczego warto iść pod prąd?


Paweł Adamowicz: - Dwa lata temu rozpoczęliśmy prace nad gdańskim modelem integracji imigrantów. Można powiedzieć, że była to inicjatywa oddolna urzędników miejskich, którzy, na specjalnych seminariach, we współpracy z organizacjami pozarządowymi i ekspertami, jak również samymi migrantami, aby jak najlepiej zintegrować imigrantów ze społeczeństwem Gdańska. Z tej inicjatywy powstał oficjalny dokument, zatwierdzony przez Radę Miasta i poparty przez naszego katolickiego arcybiskupa Leszka Głódzia. Zatem, Gdańsk stał się pierwszym polskim miastem, które przyjęło oficjalny, lokalny plan na rzecz integracji imigrantów. Po raz pierwszy temat ten wszedł na poziom oficjalny, co oznacza, że nie jest to zjawisko przejściowe, ale stałe pozostanie obecne w Gdańsku, który również stanie się miastem imigrantów. A ci, którzy aktywnie uczestniczą w projektach publicznych, na moją prośbę, stworzyli Radę, która ocenia wszystkie działania miejskie, które w jakikolwiek sposób wpływają na interesy imigrantów. Rada składa się z przedstawicieli różnych krajów -od Białorusi do Kolumbii, od Niemiec do Tunezji. W Polsce jest to zjawisko bez precedensu. Ale jest to konieczne, ponieważ w naszym kraju od 20 lat, wskaźnik urodzeń spada, Polacy wyjeżdżają na Zachód - do Niemiec, Wielkiej Brytanii i innych krajów, a my już zaczynamy odczuwać niedobory siły roboczej w niektórych zawodach. A biorąc pod uwagę strukturę demograficzną w Gdańsku, a także w innych polskich miastach, możemy przewidzieć, że w ciągu najbliższych kilku lat, sytuacja nie ulegnie poprawie. Polacy, którzy etnicznie i religijnie są narodem homogenicznym, muszą pogodzić się z faktem, że model ten stopniowo oddala się w przeszłość, w miarę upływu czasu będziemy coraz bardziej zróżnicowani. Zadaniem władz samorządowych, mediów i całego społeczeństwa jest przygotowanie do przyjęcia tej różnorodności, nabycie umiejętności współżycia międzykulturowego, tak, żeby Polacy nie byli zaskoczeni na widok osób o innym kolorze skóry czy innym języku. Przez kilka następnych lat, a może i na zawsze, Gdańsk będzie miastem imigrantów, i musimy być na to przygotowani psychicznie i mentalnie. Taki jest mój cel.


Ariadna Rokossowska: Nie boi się pan, że Gdańsk będzie w Polsce osamotniony?


Paweł Adamowicz: - W średniowieczu mówiono: powietrze miejskie oznacza wolność. Ogólnie rzecz biorąc, miasto zawsze było bardziej otwarte i wolne od obszarów wiejskich, a to się raczej nie zmieni. Polska dusza, wydaje mi się, jest rozdarta pomiędzy Wschodem a Zachodem. Należy zawsze szukać mądrej równowagi, która jest oparta na jedności w pluralizmie. Konieczne jest, aby zapoznać się z pozytywną spuścizną naszych przodków. Na przykład taką, że Polak nie musi być katolikiem: może on być protestantem, albo prawosławnym, albo wątpić czy nie wierzyć. To co się teraz dzieje z nami przypomina konwulsje, ale wierzę, że wśród Polaków zwycięży otwartość zwycięży otwartość i pluralizm, że zrozumiemy, że różnorodność jest przyszłością Europy. W końcu, jeśli spojrzeć na mapę świata, to jest oczywiste, że nasz kontynent jest oazą dobrobytu. Nie ma nic dziwnego w tym, że szturmują go ludzie z innych kontynentów. Każdy ma prawo do szczęścia. Przed nami stoi dylemat: Europa nie może pomieścić wszystkich, ale również nie możemy otoczyć naszego kontynentu murem. Także jest to wyzwanie dla nas wszystkich, w tym Rosji, a myślę, że w przyszłości ta sprawa powinna nas zbliżyć.


Ariadna Rokossowska: Podobno polityczni przeciwnicy krytykują was za to, że co roku organizujecie obchody tak zwanego “powrotu Gdańska do Macierzy”.


Paweł Adamowicz: - Już w 1995 roku wprowadziłem tradycję obchodów Powrotu Gdańska do Macierzy i w tym samym dniu składania kwiatów na cmentarzu, gdzie pochowano żołnierzy radzieckich. Ci, którzy mnie krytykują nie rozumieją, że ofiara jest ofiarą, i musimy uczcić jej pamięć. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz przyjechałem do Leningradu, w pierwszej kolejności zabrano mnie do miejsca pamięci tych, którzy zginęli w czasie wojny gdzie płonie wieczny ogień. Nie rozumiałem wtedy tej zależności, wydawało mi się, że po tylu latach, jest w tym przesada. Ale kiedy poczytałem o tamtej tragedii, to zrozumiałem, że byłoby bardzo źle, jeśli petersburżanie nie czciliby tego dnia pamięci setek tysięcy ofiar, które umarły z głodu podczas blokady. Nie wnikam tu w wasze wewnętrzne spory: czy należało poddać miasto czy nie, ale to jest straszna rana, która się nie goi, i ja to rozumiem. To samo z Gdańskiem. Żołnierze radzieccy mścili się na Niemcach w każdym większym niemieckim mieście, a od grabieży i przemocy cierpieli również cywile. I to jest fakt. Jest oczywiste, że wszystko zależało od dowódców - niektórzy na to pozwalali, inni zabraniali. To efekt wojny, i o tym można i trzeba dyskutować, a Rosjanie nie powinni się na to obrażać. Ale trzeba o tym mówić w taki sposób, aby nie okazało się, że Rosjanie tutaj nie ginęli, lecz gwałcili - byłoby to manipulacją faktów. Więc staram się tłumaczyć swoim przeciwnikom, że ci, którzy są pochowani tutaj, po prostu nie mieli czasu, aby zrobić coś złego. Zginęli. I chociaż składam kwiaty na radzieckim cmentarzu wojskowym od 1995 roku, to dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zaczęło to wzbudzać negatywną reakcję, a niektórzy politycy prorządowi i osoby publiczne zaczęli nazywać mnie „elementem rosyjskim”. I to pokazuje, jak zmienia się opinia publiczna w Polsce, i w jaki sposób dziennikarze i politycy manipulują faktami. Ale można również wpływać pozytywnie, jak pokazał niedawno zmarły Andrzej Wajda, który kilka lat temu wystąpił z doskonałą inicjatywą przynoszenia zniczy na groby żołnierzy Armii Czerwonej. Podzielam pogląd wyrażony kiedyś przez Donalda Tuska: „Sowieccy żołnierze nie mogli przynieść nam pełnej wolności, ponieważ sami jej nie mieli.” Ale nie możemy zapominać, że ten kraj - Związek Radziecki - i wszyscy jego mieszkańcy - ponieśli największe straty w walce z nazizmem. Nie można kłamać i udawać, że tak nie było.

oprac. RD (0)
www.gdansk.pl
oprac. RD (0)
www.gdansk.pl