Marsz Równości. W Gdańsku gości pastorka ze Szwajcarii, która jest lesbijką

Irene Schwyn ze szwajcarskiej parafii ewangelickiego kościoła reformowanego w miejscowości Walchwil, przyjechała do Gdańska na sobotni Marsz Równości. Irene tłumaczy, dlaczego takie marsze są ważne i dlaczego - jako pastorka kościoła protestanckiego - nie boi się ewentualnej konfrontacji z gdańskimi katolikami. Początek Marszu w sobotę o godz. 16 przy pomniku Piłsudskiego we Wrzeszczu.

Marsz Równości. W Gdańsku gości pastorka ze Szwajcarii, która jest lesbijką
A
A
data publikacji: 26 maja 2017 r.

Irene Schwyn, pastorka ze Szwajcarii przy tęczowym krzyżu, symbolu homoseksualnych chrześcijan w Europie
Irene Schwyn, pastorka ze Szwajcarii przy tęczowym krzyżu, symbolu homoseksualnych chrześcijan w Europie
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

W Gdańsku trwa spotkanie chrześcijan, którzy są przy okazji gejami, lesbijkami czy biseksualistami, bądź osobami transpłciowymi. Takie spotkania odbywają się co roku w różnych miastach Europy. Do Gdańska przyjechało 100 osób z Europy i około 20 z Polski. To chrześcijanie, wyznawcy, wierni, ale także pastorzy, pastorki czy księża różnych kościołów, głównie protestanckich, ale nie tylko.

Goście tzw. Euroforum (European Forum of LGBT Christian Groups) spotykają się na obradach i dysksjach w hotelu Mercure oraz ECS. W sobotę, 27 maja, wezmą wspólnie udział w Marszu Równości, który o godz. 16 wyrusza spod pomnika Piłsudskiego do centrum Wrzeszcza. (Jednocześnie ma się odbywać kontrmanifestacja narodowców i katolików). 

Jednym z gości Euroforum jest Irene Schwyn, pastorka kościoła reformowanego ze Szwajcarii. Pytamy ją, dlaczego weźmie udział w Marszu Równości w Gdańsku i dlaczego lesbijki mają (w Europie) oczywiste prawo do zostawiania kapłankami kościołów chrześcijańskich. 

Sebastian Łupak: Wśród części Polaków panuje pogląd, że skoro w Szwajcarii czy Szwecji pastorkami mogą zostać lesbijki, to znaczy, że te zgniłe zachodnie społeczeństwa są w stanie rozkładu, a wszelkie wartości tam upadły. Czy odkąd jest Pani pastorką w szwajcarskim miasteczku Walchwil, doszło w nim do ostatecznego upadku moralności?!

Irene Schwyn, pastorka: - Nie, nic takiego się nie stało! (śmiech) Miasteczko jak stało, tak stoi i jest w nim zupełnie tak samo, jak wcześniej. A kościół, z tego co pamiętam, ma działać właśnie na rzecz grzeszników, pomagać im, czyż nie?! Nikt nie jest doskonały i nikt z nas nie jest świętym. Trzeba pamiętać, że społeczeństwa się zmieniają i świat się zmienia. Pamiętam Żelazną Kurtynę. Nie wiedzieliśmy, co się za nią dzieje, co dzieje się w Polsce. Były tylko oficjalne oświadczenia partii komunistycznej. Nagle zaczął się strajk w Gdańsku, w stoczni. Zrozumiałam wtedy po raz pierwszy, że Polacy nie są jakimś anonimowym tłumem, rodem z propagandy komunistycznej, tylko są to pojedynczy ludzie, którzy mają twarze, głosy, mają swoje historie, sny i marzenia, lęki i obawy. Na lesbijską pastorkę ze Szwajcarii też trzeba spojrzeć jak na człowieka, bez strachu, z otwartym umysłem.  

Dlaczego została Pani pastorką?

- Powołanie! Naprawdę chciałam zrozumieć Boga. Studiowałam teologię na uniwersytecie w Bazylei. Pierwsze wyświęcenie kobiety na pastorkę miało w Szwajcarii miejsce jeszcze w latach 1950-tych. Ja jestem pastorką ewangelicznego kościoła reformowanego od 1996 roku. Moje wyświęcenie nie było niczym szczególnym, biorąc pod uwagę, że kościół we wsi sąsiadującej z moim Walchwil miał pastorkę już 30 lat wcześniej. Kiedy jeszcze studiowałam teologię, nie przyznawałam się, że jestem lesbijką, a mój coming out przyszedł dużo później. To był dla mnie trudny czas, bo moje modlitwy do Boga wydawały mi się wtedy fałszywe. Modliłam się, ale to było puste. Czułam olbrzymi konflikt wewnętrzny. Czułam, że muszę być uczciwa wobec Boga, bo inaczej nic z tego nie będzie. Nie mogłam okłamywać ani Jego, ani ludzi. Więc w końcu wyznałam prawdę. 

Czy kiedy Pani ogłosiła, że jest lesbijką, Pani parafia nie odwróciła się od Pani?

- Oczywiście zawsze znajdą się ludzie, którym to się nie podoba. Z jednej strony parę osób odeszło z mojego kościoła i znalazło sobie kościół bardziej konserwatywny, ale z drugiej znalazło się sporo osób, które wtedy właśnie zaczęły chodzić do kościoła, niejako wróciły do niego, bo poczuły, że teraz znów są jego częścią. Wiadomo, że zawsze musi odbywać się debata, rozmowa. Ale czym innym jest powiedzieć “nie zgadzam się z tobą”, a czym innym “wynocha z naszego kościoła, czy miasteczka, nie ma tu dla ciebie miejsca”. To drugie nie miało w moim przypadku miejsca! W Szwajcarii już w latach 1990-tych odbyły się debaty o pastorkach i pastorach homoseksualnych, bowiem kościół reformowany to kościół demokratyczny, oparty na parafianach. To oni podejmują wspólnie wiele decyzji i ich głosu się słucha. I to oni powiedzieli, że kobiety w roli pastorów, w tym lesbijki, im nie przeszkadzają. Tak naprawdę nie jest ważne, czy jestem lesbijką czy nie, ważne jest, po co ludzie przychodzą do kościoła, czego tam szukają: pocieszenia duchowego w momentach kryzysu, słabości, zwątpienia, śmierci najbliższych. To się liczy, a nie ja!

Czy w miejscowości Walchwil jest też kościół katolicki?

- Tak, jest, i chodzi do niego większość mieszkańców, może nawet 55-60 procent. Do mojego kościoła reformowanego chodzi około 18-20 procent mieszkańców. Ale jestem w świetnych relacjach z księdzem proboszczem z Kościoła katolickiego, bardzo dobrze współpracujemy. Nigdy nie powiedział na mnie złego słowa, a parę razy nawet mnie pochwalił. Zresztą w tej części Szwajcarii, za zgodą biskupa, Kościół katolicki ma nawet organizację kościelną starającą się o integrację osób homoseksualnych z parafią. Uważam, że nie ma jednego Kościoła katolickiego: inny jest w Szwajcarii, a inny w Polsce. Są duże różnice. Tak samo zresztą, jak nie ma jednego kościoła ewangielicko-reformowanego: są w Szwajcarii kościoły reformowane, które nie pozwoliłyby mi u siebie pracować. Dużo zależy od nastawienia lokalnej społeczności.

Marsz Równości w Gdańsku w 2015 roku
Marsz Równości w Gdańsku w 2015 roku
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Kościół przez wiele lat był, czy może wciąż jest, przeciw gejom i lesbijkom. Uważał homoseksualizm za grzech, piętnował gejów. Po co chcieć być częścią organizacji, która was tak podle traktowała?!

- To jest wciąż otwarta rana, coś, co nas wciąż boli. Ale jeśli twoja wiara jest dla ciebie ważna, a nawet bardzo, bardzo ważna, to chcesz chodzić do kościoła, mimo, że przekaz wobec gejów jest tam negatywny. Nie chcesz stracić tej ważnej części siebie! Jeśli chcesz zmienić społeczeństwo, potrzebujesz do tego ludzi wiary, ludzi kościoła, a wiara nie zależy przecież od orientacji seksualnej. Nie można podzielić społeczeństwa na wierzących heteroseksualistów i niewierzących gejów. 

Podobno w Starym Testamencie są cytaty przeciwko homoseksualistom? Konserwatyści często się na nie powołują...

- Jeśli masz jeden wyrwany z kontekstu cytat, możesz udowodnić daną rzecz oraz jej dokładne przeciwieństwo! Biblia to nie jest dobre źródło do wyrywania cytatów z kontekstu! To jest bardzo ważna księga, którą tak też trzeba traktować - bardzo poważnie. Często pytam ludzi: czy masz wymieszane włókna w swoim ubraniu? Bo Stary Testament zabrania mieszania włókien! Jesz owoce morza: kraby czy małże?! Stary Testament tego też zabrania, tak samo, jak jedzenia wieprzowiny! Przekaz Biblii to miłość, zgoda i pokój. Jezus w Kazaniu na Górze zakazuje urągania komuś, prześladowania, dawania fałszywego świadectwa, więc ci, którzy używają mowy nienawiści w stosunku do nas, czynią źle. Promowanie nienawiści w imię Boga, posługiwanie się Biblią, żeby szerzyć nienawiść, nie ma nic wspólnego z dobrocią i duchem Ewangelii. 

Wiele osób w Polsce broni “tradycyjnego modelu rodziny”...

- Spójrz na swoją rodzinę, na jej tradycje: czy są w niej ludzie, którzy żyli sami? Czy są tacy, którzy się rozwiedli? Czy nie ma ludzi, którzy żyli przez lata bez ślubu? Czy księża żyją w celibacie? Tradycji jest naprawdę wiele. Najważniejsza w małżeństwie jest miłość. A najgorsze jest życie w kłamstwie: znam ludzi, których zmuszono do małżeństwa, a którzy w łożu małżeńskim marzyli i śnili o kimś innym, o kimś tej samej płci. Mężczyzna, który spał z żoną, a śnił o mężczyznach! Wolałabym nie wiedzieć, co sądzi o tym jego żona…

Kościół próbuje "leczyć" ludzi z homoseksualizmu…

- Nie znam osoby, która zmieniłaby orientację seksualną pod wpływem “leczenia” czy jakiegoś programu terapii. Ale za to słyszałam o ludziach, którzy czuli się tak nieakceptowani, tak prześladowani, że popełniali samobójstwa. Czy to jest postawa chrześcijańska, żeby wzbudzać w kimś nienawiść do samego siebie, wmawiać mu zło?

W Polsce wciąż są środowiska, które kwestionują nawet prawo gejów i lesbijek do Marszu Równości...

- Wolność słowa to podstawa demokracji. Bez możliwości swobodnej wypowiedzi i manifestacji swoich poglądów demokracja nie może istnieć. Każdy, nawet, ci którzy się z nami nie zgadzają, muszą mieć prawo do wypowiedzi. Sprawa cenzury nie jest nowa: przecież ówczesna władza próbowała uciszyć Jezusa, tak samo jak później św. Piotra. Ówczesnej władzy nie podobał się przekaz Jezusa, jego słowa, jego kazania, jego wezwanie do miłości bliźniego...

W sobotę w Gdańsku sytuacja będzie taka: z jednej strony Marsz Równości, w środku zmasowane siły policyjne, a po drugiej stronie radykalni katolicy, którzy będą się modlili, odmawiali różaniec i śpiewali pieśni religijne w intencji ocalenia Gdańska i Polski przed lesbijkami i gejami. Co Pani na to?

- Każdy ma prawo modlić się do Boga w jakiej intencji chce. To Bóg odpowiada, bądź nie, na prośby. Nie mam problemu z tym, że ludzie modlą się o rzeczy, z którymi się głęboko nie zgadzam. Mam problem z ludźmi, którzy sądzą, że wiedzą najlepiej, czego Bóg chce. Ci ludzie są przekonani, że to oni na sto procent mają rację i wiedzą najlepiej, czego potrzebują inni. Otóż wcale nie wiedzą!

Czy Polska, Pani zdaniem, jest kilkadziesiąt lat za cywilizacją zachodnią w kwestii praw dla mniejszości seksualnych?

- Nie! To byłoby jakieś neokolonialne podejście! W ogóle tak nie myślę! W Szwajcarii też podejście ludzi do kwestii homoseksualizmu wyprzedza prawo! Prawo nie nadąża za tym, jak zmienia się ludzka mentalność. Mamy już ustawę o związkach partnerskich, ale nie mamy ustawy o małżeństwach. Wasze prawa antydyskryminacyjne wyprzedzają te szwajcarskie. Nie jest tak, że szwajcarskie - dobre, a polskie - złe. Musimy się traktować z szacunkiem i uczyć się nawzajem od siebie. Wasza polska kampania “Przekażmy sobie znak pokoju” była świetna! [Na ulicach polskich miast pojawiły się plakaty przedstawiające dwie dłonie w geście przekazania znaku pokoju – jedna z różańcem, druga – z opaską w kolorach tęczy - red.] Tego Wam bardzo zazdrościłam!

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora