Lis, jeż, kaczka, mewa. Jak gdańszczanie pomagają dzikim zwierzętom?

Kilkadziesiąt tysięcy dzikich zwierząt: głównie ptaki - w tym dzikie kaczki, łabędzie, rybitwy, kuropatwy i wiele innych. Ale też - jeże, lisy, dziki, foki, nie mówiąc już o żabach czy ropuchach. Wszystkie żyją w Gdańsku, obok ludzi. Jaki jest nasz stosunek do nich? Co robić, żeby było to mądre sąsiedztwo? Kiedy dzikie zwierzę potrzebuje naszej pomocy? O tym rozmawialiśmy w naszym cotygodniowym programie „Wszystkie Strony Miasta”.

Lis, jeż, kaczka, mewa. Jak gdańszczanie pomagają dzikim zwierzętom?
A
A
data publikacji: 13 lipca 2017 r.

Beata Rydelek z Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Ostoja i dyrektor Wydziału Środowiska w Urzędzie Miejskim w Gdańsku Maciej Lorek
Beata Rydelek z Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Ostoja i dyrektor Wydziału Środowiska w Urzędzie Miejskim w Gdańsku Maciej Lorek
Fot. Jerzy Pinkas / www.gdansk.pl

Jak podaje Maciej Lorek, dyrektor Wydziału Środowiska w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, w naszym mieście jest nawet kilkadziesiąt tysięcy dzikich zwierząt. - W okresie letnim i zimowym to się oczywiście zmienia. Są osoby powołane do tego, aby liczyć te zwierzęta. Mamy obszar Natura 2000, mamy rezerwaty, których tereny są ściśle przeznaczone właśnie dla dzikich zwierząt. One często wchodzą do naszego miasta i goszczą, ponieważ ludzie je niepotrzebnie karmią - przestrzega Lorek.

Rannymi - bo to się niestety często zdarza - dzikimi zwierzętami z terenu Gdańska opiekuje się m.in. Beata Rydelek z Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja”: - Do naszego ośrodka od początku roku trafiło już ponad 800 zwierząt. W zeszłym roku było 1500 zwierząt. Zdarza się tak, że znalezione zwierzę potrzebuje małej pomocy, jest to załatwione na poziomie lecznicy weterynaryjnej, z którą współpracujemy.

Przestrzega jednak, że nie wszystkie dzikie zwierzęta, które pozornie wymagają ratunku, powinno się ratować. Przykładem mogą być… mewy. - Teraz budują sobie gniazda na dachach bloków. Jak wylęgnie się taka mała puszysta mewa, i jest trochę odchowana przez rodziców, rodzice… zrzucają te mewy z bloków, żeby nauczyły się latać, żeby wymusić na nich podlatywanie na blok. Dobrzy ludzie je znajdują i ratują je. A nie zawsze o to chodzi.

Przyznaje jednak, że w odsetku przynoszonych do ośrodka piskląt zdarzają się czasem takie, które pomocy wymagają. Ale jej zdaniem to zaledwie 5 procent przypadków. - Najczęściej trafiają do nas „porwane” maluchy - mówi Rydelek. - Chcemy bardzo pomagać, wszystkim. I patrzymy tylko miarą ludzką. A może trzeba by było troszkę spojrzeć z drugiej strony - że to my wchodzimy zwierzętom w ich terytoria. One tak naprawdę są tutaj cały czas, a my rozbudowujemy miasta, rozwijamy się coraz bardziej i zabieramy te tereny.

Zdaniem Marcina Lorka świadomość mieszkańców Gdańska w tej kwestii z roku na rok jest coraz większa. - Mieszkańcy coraz bardziej chcą pomagać zwierzętom. Dziękujemy.

W dalszej części czatu goście rozmawiali m.in. o tym, jak odróżnić, kiedy zwierzęta naprawdę potrzebują pomocy, jakimi zwierzętami zajmuje się ośrodek „Ostoja”, kiedy dzikie zwierzę nie poradzi sobie w świecie natury, a także jak… myć i czyścić pióra ptaków, kttóre zostały zanieczyszczone substancją ropopochodną.

Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl