Kucharz z Poznania wygrał mecz, czyli jak Lechia dała się sprowokować Lechowi [FELIETON]

Lechia Gdańsk przegrała nie tylko mecz z Lechem Poznań 0:1. Piłkarze z Gdańska przegrali, i to sromotnie, wojnę nerwów. Otrzymali trzy czerwone kartki, dali się wyprowadzić z równowagi i ograć mentalnie trenerowi Lecha Nenadowi Bjelicy. No i jego kucharzowi...

Kucharz z Poznania wygrał mecz, czyli jak Lechia dała się sprowokować Lechowi [FELIETON]
A
A
data publikacji: 06 marca 2017 r.

Piłkarze Lecha Poznań, jak ich trener, wiedzą, jak wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Lechia niestety zbyt łatwo dała się sprowokować
Piłkarze Lecha Poznań, jak ich trener, wiedzą, jak wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Lechia niestety zbyt łatwo dała się sprowokować
Jerzy Pinkas/ Gdansk.pl

Trzeba przyznać, że Nenad Bjelica, trener Lecha, „załatwił” piłkarzy Lechii jak małe dzieci.

Od razu widać, że Chorwat, który pracował też we Włoszech (klub Spezia z Serie B), ma niezwykłą umiejętność „podkręcania” meczu.

Przypomnijmy: w meczu Lecha Poznań z Lechią Gdańsk w niedzielny wieczór długo było 0:0. Lech miał przewagę, której nie potrafił wykorzystać. Poznaniakom nie szło. Kuciak bronił „setki”, albo piłka po strzałach poznaniaków leciała za daleko od bramki.

I wtedy, w przerwie, na murawie pojawił się… Nenad Bielica, trener Lecha Poznań.

Po co tam w ogóle wszedł? Ponieważ, jego zdaniem, Sławomir Peszko rzekomo źle (za mocno?) odkopnął piłkę, którą wcześniej piłkarze Lecha celowo wybili na aut po faulu. Czyli zagrał rzekomo nie fair. Bjelica tłumaczył, że poszedł przypomnieć Peszce, że ten grał kiedyś w Lechu, a temu klubowi i jego kibicom należy się większy szacunek.

Czyli drużynie nie idzie, trener ma 15 minut, żeby pogadać ze swoimi piłkarzami w szatni, dokonać korekt w taktyce, zmotywować ich, podpowiedzieć, co robią źle, a on, zamiast tego, wchodzi na murawę, by pouczyć przeciwnika, jak ten ma odkopywać piłkę i przypomnieć mu tradycje Lecha?!

Czy Bjelica jest aż tak szalony? Nie! On jest aż tak cwany!

Bjelica dobrze wiedział, co robi, nawet za cenę odesłania na trybuny, co zresztą się stało. Jeśli drużynie nie idzie, to może zadziała taktyka nastawiona na prowokowanie piłkarzy Lechii? Zadziałała!

Już w przerwie, na murawie, wokół Bjelicy zrobiło się gęsto. W przepychankę i wymianę zdań z nim wdali się Sławek Peszko i Vanja Milinković- Savić. Obaj w drugiej połowie dostali po czerwonej kartce, czyli plan Bjelicy, żeby i tak już zdenerwowanych piłkarzy Lechii jeszcze dodatkowo nakręcić, powiódł się. I to jak! Trzy czerwone kartki!

Do tego w przerwie z Nenadem Bjelicą spierali się jeszcze Milos Krasić, a nawet... prezes Lechii Adam Mandziara! Czyli Bjelica sprytnym ruchem wybił z rytmu cały klub: od piłkarzy po prezesa. Efekty widzieliśmy: czerwone kartki dla Grzegorza Kuświka, Sławka Peszki i Vanji oraz cały szereg żółtych. Lechia grająca w dziewiątkę, Lechia okrojona i trzęsąca się ze wściekłości. Nerwy puściły też m.in. Wolskiemu i Haraslinowi.

Trudno obwiniać Bjelicę za ten stan rzeczy: zrobił, co do niego należało, wziął ciśnienie meczu na siebie, sprowokował, podrażnił. Sięgnął po kolejny środek z całego repertuaru dostępnych trenerskich zagrań. To, niestety, piłkarze Lechii stracili rozsądek, zagotowali się, dali się podpuścić i zapłacili za to najwyższą cenę. Szczerze: pretendent nie dał rady psychicznie. Niestety, nie każdy z nich ma tak mocną psychikę, jak Dusan Kuciak.

Piłkarze Lechii od początku byli prowokowani. Gdy tylko weszli na murawę INEA Stadionu przy ul. Bułgarskiej, 31 tysięcy kibiców Lecha przywitało ich chóralnym śpiewem o konieczności połamania im kości. Bez litości. Piłkarze Lecha posłuchali i zaczęli biało-zielonych wybijać z rytmu celowymi faulami, przepychankami, słowami.

Trzeba mieć psychikę Dusana Kuciaka, bramkarza Lechii, żeby znieść półtorej godziny wyzywania przez kibiców Lecha zza bramki. Co robił Kuciak? Z każdą minutą bronił coraz lepiej i wyciągał beznadziejne zdawałoby się piłki. Mało tego: potrafił jeszcze swoim spokojem denerwować i piłkarzy Lecha, i coraz bardziej wściekłe na niego, więc i coraz bardziej obelżywe trybuny.

Kuciak umie zachować zimną krew w takich sytuacjach. Inni piłkarze Lechii, jak widać, nie. Są takie chwile w życiu, gdy trzeba zrezygnować z kłótni, nie wdawać się w wymianę ciosów, odpuścić. Odejść, przeczekać. Peszko, Kuświk, Vanja i kilku innych piłkarzy, nie dało rady. Emocje wzięły górę. Ku uciesze Bjelicy, piłkarzy i kibiców Lecha Poznań.

Lechia Gdańsk nie zdała niestety w Poznaniu egzaminu z trzymania nerwów na wodzy.

Tymczasem Nenad Bjelica brnął dalej w prowokowaniu Lechii. Po meczu, w czasie konferencji prasowej, zwycięstwo zadedykował… kucharzowi Lecha: - Chcę pochwalić naszego kucharza. Upiekł bardzo smaczne ciasto, które przyczyniło się do naszego zwycięstwa.

A więc, żeby pokonać Lechię, wystarczy... upiec dobre ciasto?! Lechię pokonuje się przy piekarniku?! Gdańszczan rozłożył jakiś Top Chef? Powiedzmy sobie szczerze: w kategoriach kulinarnych ten żart to niezły „suchar”.

Bjelica będzie, być może, chciał wyrosnąć, niczym Mourinho, na główną gwiazdę Lecha. Trenera, który swoim zachowaniem i swoimi wypowiedziami kieruje uwagę na siebie.

Niestety, piłkarze Lechii Gdańsk znacznie mu tę drogę do sławy ułatwili.

PS. Komisja Ligi niesportowym zachowaniem piłkarzy Lechii Gdańsk zajmie się  w najbliższą środę.

Czytaj także: Lechia dostaje trzy czerwone kartki i przegrywa w Poznaniu z Lechem

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora