Opera Bałtycka. Premiera “Dziadka do orzechów” i wielkie brawa na stojąco [NASZA RECENZJA]

“Dziadek do orzechów” z muzyką Piotra Czajkowskiego to jedno z najczęściej wystawianych widowisk baletowych na świecie. Teraz możemy się nim cieszyć w Operze Bałtyckiej - po premierze, która odbyła się w czwartek, 30 listopada. Czy warto dać się uwieść klasycznej formie i tonie słodyczy w reżyserii i choreografii François'a Mauduit'a? Myślę, że tak. Tym bardziej, że świąteczny czas ma swoje prawa.

Opera Bałtycka. Premiera “Dziadka do orzechów” i wielkie brawa na stojąco [NASZA RECENZJA]
A
A
data publikacji: 01 grudnia 2017 r.

Maria Kielan w roli Klary i Jakub Kiryk uczeń szkoły baletowej w roli Dziadka do orzechów
Maria Kielan w roli Klary i Jakub Kiryk uczeń szkoły baletowej w roli Dziadka do orzechów
Krzysztof Mystkowski/KFP

- Nie ma na świecie sezonu artystycznego bez setek przedstawień "Dziadka do orzechów" przygotowanych przez największe, międzynarodowe zespoły baletowe - mówi w wywiadzie do programu autor choreografii i reżyser François Mauduit. I ma rację. “Dziadek do orzechów” to jedno z najczęściej wystawianych przedstawień baletowych na świecie. O jego powodzeniu decyduje przede wszystkim ponadczasowa, lekka i pełna wdzięku muzyka Piotra Czajkowskiego, którą napisał do libretta opartego na przerobionej przez Aleksandra Dumasa-ojca baśni - “Dziadek do orzechów i Król Myszy”. Oryginalne opowiadanie napisał i wydał w Berlinie w 1816 roku E.T.A. Hoffmann.

W teatrze balet “Dziadek do orzechów” zadebiutował w Petersburgu w grudniu 1892 roku w Teatrze Maryjskim. W Polsce zaczęto go wystawiać dopiero po II wojnie światowej, ale od kiedy się pojawił (pierwsza premiera odbyła się w Bydgoszczy, 10 kwietnia 1958 w Studiu Operowym), mają go w programach prawie wszystkie teatry. W Operze Bałtyckiej był wystawiany jak dotąd trzy razy: w 1962, 1990 i w 2008 roku.

Dla François'a Mauduit'a to też nie jest pierwsze podejście do tego dzieła. Interpretował je już dwa razy, ale tym razem zrobił to z większym zespołem.

Min Kyung Lee i Michał Lewandowski - tancerze baletu OB
Min Kyung Lee i Michał Lewandowski - tancerze baletu OB
Krzysztof Mystkowski/KFP


Zamiast Króla Myszy - dyrektor Serge Lifar

Mauduit dokonał pewnych zmian w libretcie. Nie ma więc bitwy Dziadka do orzechów z Królem Myszy, figurka nie zmienia się w księcia, nieco inaczej rozkładają się dramatyczne akcenty wieczoru. “Dziadek” Mauduit’a to opowieść o marzeniu i walce o jego spełnienie.

Główna postać Klara nie jest małą dziewczynką, lecz dorosłą dziewczyną, która bardzo chce być artystką i tańczyć, wbrew życzeniu swojej arystokratycznej rodziny. Na przyjęciu wigilijnym w jej domu pojawia się Serge Lifar (postać autentyczna - Lifar był jednym z największych dyrektorów baletu Opery Paryskiej w latach 40. i 50. XX wieku). To on wprowadzi ją w świat teatru i spełni jej marzenia.

Pierwszy akt opiera się na dynamicznej akcji - poznajemy głównych bohaterów. Klara tańczy i marzy, jest na przyjęciu świątecznym otoczona gośćmi, wędruje po ulicach Paryża ze swoim mistrzem, podziwia wolność i niezależność młodych paryżan, aż w końcu trafia do Opery Paryskiej. A tam, na jego schodach, spotyka Tancerza. Spadają płatki śniegu i rodzi się miłość. Pełnej wdzięku Marii Kielan w partii Klary partneruje znakomity Gento Yoshimoto.

Uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku wnoszą na scenę świeżość i wdzięk
Uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku wnoszą na scenę świeżość i wdzięk
Krzysztof Mystkowski/KFP

Niespodzianką w przedstawieniu jest obecność - oprócz tancerzy baletu Opery Bałtyckiej, którzy po dwóch latach pracy i przemodelowaniu zespołu radzą sobie coraz lepiej w klasycznym repertuarze - uczniów Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku, wnoszących ten rodzaj świeżości i uroku, któremu trudno się oprzeć. Nie bez powodu filmowcy mówią, że gdy w kadrze pojawia się dziecko lub pies to skradnie ci show. To zaangażowanie młodzieży w spektakl jest jedną z jego największych wartości.

Dużo słodyczy i Tort Pavlova

W pierwszym akcie kurtyna opada i wznosi się trzykrotnie, za każdym razem, by ukazać nam na nowo zaaranżowaną przestrzeń. Kostiumy  i scenografia Justina Arienti, doświadczonego, pracującego dla najlepszych teatrów w Europie projektanta z Londynu, pozwalają wejść nam w ten klimat bożonarodzeniowej bajki. Są skomponowane z pietyzmem, z dużą dbałością o szczegóły. I bardzo piękne po prostu.

Na scenie pojawiają się wysmakowane estetycznie obrazy, uzupełniające się kolory i drobiazgowo zaaranżowane choreografie scen zbiorowych. Tu każdy z tancerzy ma do zagrania swoją nawet niewielką rolę, ale ich suma tworzy klarowną opowieść. Mocną stroną tej części spektaklu jest też poczucie humoru. Spod kilometrów tiulu od czasu do czasu reżyser szelmowsko puszcza do nas oko. Do duża ulga przy takiej ilości słodyczy.

W drugim akcie dostajemy już prawdziwy Tort Pavlova - jest bardzo pastelowo, różowo i pudrowo. Muzycznie i estetycznie. To część, która w oryginale jest wędrówką Klary z przemienionym w księcia Dziadkiem do orzechów po tanecznej Krainie Słodyczy. W interpretacji Mauduit’a to też czas na divertissement, czyli krótkie formy taneczne ukazujące umiejętności artystów. Zobaczymy więc tańce z baletów: Don Kichote, Szeherezada, Raymonda, Śpiąca Królewna i Jezioro Łabędzie.

Divertissement, gatunek baletu o numerowej budowie, opracował Marius Petipa w XIX wieku. Tancerki w tutu kręcą piruety na puentach, wszystkie sceny olśniewają urodą kostiumów i lekkością tancerek, a nad muzyczną całością czuwa po raz kolejny Szymon Morus, co gwarantuje nam doskonałą jakość, ale… już Izadora Duncan sprzeciwiała się takiej rutynie. Na szczęście nawet pod sztywnym gorsetem roli można dostrzeć niebanalną osobowość takich tancerzy jak Sayaka Haruna-Kondracka, Beata Giza-Palutkiewicz, Michał Lewandowski. 

Klara, czyli Maria Kielan i Gento Yoshimoto jako Tancerz
Klara, czyli Maria Kielan i Gento Yoshimoto jako Tancerz
Krzysztof Mystkowski/KFP


Części publiczności oczywiście ta klasyczna odmiana baletu się spodoba, ale nie sposób oprzeć się refleksji, że nawet najbardziej poprawnie wykonane Pas de deux, które kończy powódź złotych płatków spadających na scenę nie zapisze się w historii teatru baletowego w Polsce.

Ale na pytanie (którym dręczy powracającego z premiery recenzenta rodzina) - czy warto? odpowiedź brzmi: tak.

Ten spektakl "skazany jest na sukces" - bo czas, bo wdzięk, bo piękna muzyka, którą doskonale znamy. I tak jak co roku zamieniamy irytację przy kolejnym Jingle Bells słyszanym w centrum handlowym na błogostan wyobrażeń o idealnych świętach - smacznym makowcu i zgodnej rodzinie, tak warto dać się porwać tej naiwnej opowieści i wylewającej się ze sceny słodyczy.

To w końcu Boże Narodzenie, a my w tym czasie chcemy za wszelką poczuć nieco magii świąt i wierzyć, że to nie tylko hasło reklamowe. Czy to działa? Oczywiście! Kurtyna szła w górę kilkakrotnie, a publiczność podnosiła się z foteli, bijąc brawa.

Opera Bałtycka na grudzień 2017 r. zaplanowała 13 przedstawień "Dziadka do orzechów". SZCZEGÓŁOWY REPERTUAR - TUTAJ

Więcej:

“Sąd Ostateczny” w Operze Bałtyckiej. Piękny wizualnie, ale... [RECENZJA]

Sukces Opery Bałtyckiej. Baletowy “Pinokio” budzi zachwyt [RECENZJA]

Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora