PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Udzielił najwięcej ślubów w historii Gdańska - wspominamy Mieczysława Manowieckiego

Udzielił najwięcej ślubów w historii Gdańska - wspominamy Mieczysława Manowieckiego
Czy można udzielać od 20 do 30 ślubów, prawie codziennie przez 18 lat i wciąż robić to tak, by za 50 lat ktoś chciał sobie przypomnieć twoje nazwisko? Można. W Gdańsku takim niezapomnianym, legendarnym wręcz, kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego był Mieczysław Manowiecki, który sprawował tę funkcję w latach 1957 - 1975.
Mieczysław Manowiecki - kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku składa gratulacje młodożeńcom pani Alicji i panu Wojciechowi, Ratusz Staromiejski, 1 czerwca 1968
Mieczysław Manowiecki - kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku składa gratulacje młodożeńcom pani Alicji i panu Wojciechowi, Ratusz Staromiejski, 1 czerwca 1968
Fot. Archiwum rodzinne

Jeśli do tysięcy ślubów udzielanych rocznie przez Mieczysława Manowieckiego doliczyć jeszcze małżeństwa, które mocą prawa usankcjonowała jego żona - Halina Manowiecka, kierująca USC w Sopocie, bez przesady można stwierdzić, że latami na nową drogę życia posyłali wspólnie ponad połowę Trójmiasta. 

Pretekstem do przypomnienia postaci Mieczysława Manowieckiego był list, który napisało do prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz małżeństwo obchodzące w ubiegłym roku 50 rocznicę ślubu, formułując w nim m.in. prośbę o informacje na temat (cytat) “tego Pana z USC, który udzielał nam ślubu i jego losów (dla naszej ciekawości)”.  

 

Czy dziadek przyniósł szczęście?

Starsi mieszkańcy i mieszkanki Gdańska przychodząc dziś do Urzędu Stanu Cywilnego, wspominają swoje śluby, które w latach 50 - 70-tych ubiegłego stulecia odbywały się w dzisiejszej siedzibie Urzędu Miejskiego/USC, w pokoju 136 (obecnie archiwum USC). Opowiadają o “dystyngowanym, eleganckim, szarmanckim starszym panu z zasadami, ubranym w elegancki garnitur z muszką, butonierką z zaprasowaną chusteczką, roztaczającym piękny zapach wody kolońskiej”. Niektórzy do dziś pamiętają jego nazwisko.

Maciej Manowiecki, wnuk "szarmanckiego starszego pana", mówi, że ludzie często żywo reagują, słysząc jego nazwisko.

 - “Manowiecki? A… to pański dziadek udzielił mi ślubu”. Wszyscy, którzy mi o tym mówią, bardzo miło go wspominają i opowiadają, że robił fajną otoczkę w czasie uroczystości, że czuli się wyjątkowo. Ja zawsze pytam, czy dziadek przyniósł szczęście. Wszyscy mówią, że tak - opowiada Maciej Manowiecki. - Dla dziadka ta praca była bardzo ważna, spełniał się w niej, oddawał całego siebie. Nie tylko kolekcjonował wycinki prasowe na temat ślubów i gdańskiego USC. Zostało po nim kilkadziesiąt albumów, do których wkleił zdjęcia prawdopodobnie wszystkich par, którym udzielił ślubu. Każda fotografia opatrzona jest imionami i nazwiskami oraz datą zawarcia małżeństwa. Podczas niedzielnych obiadów wyciągał te klasery, pokazywał zdjęcia i opowiadał mi i mojemu bratu o ślubach. Pożenił różne osoby, które stanowiły później o kształcie Polski i kilku sławnych artystów.

Portret Mieczysława Manowieckiego w wieku ok. 20 lat
Mieczysław Manowiecki w młodych latach
Fot. Archiwum Macieja Manowieckiego

Na motorze, z psem pod pachą

Mieczysław Manowiecki urodził się w 1909 roku w Radomiu (ówczesny zabór rosyjski) jako jedno z siedmiorga dzieci Józefa i Marii Manowieckich, Jego ojciec pracował w warsztatach kolejowych na radomskiej stacji i musiał być cenionym specjalistą, ponieważ po wybuchu I wojny światowej wywieziono go wraz z żoną i dziećmi w głąb Rosji, do Tuły. Po wojnie Manowieccy wrócili do Radomia.

Legenda rodzinna głosi, że Mieczysław Manowiecki przyjechał do Gdańska z rodzinnego miasta tuż po wojnie, na motorze, z psem pod pachą.  

Z motorem rzeczywiście tak było, do dziś zachowały się dokumenty zakupu nowej angielskiej maszyny, którą radomianin nabył za pieniądze uzyskane ze sprzedaży odziedziczonej działki, a także zdjęcia przystojnego młodego kawalera na owym motorze. Na zdjęciach z psem widać natomiast, że trudno byłoby go przywieźć pod pachą - był to biały, łaciaty dog niemiecki.

- Myślę, że dziadek podobał się kobietom, był typem przedwojennego amanta, tak go postrzegam na starych zdjęciach - opowiada Maciej Manowiecki. - W Gdańsku poznał moją babcię Marię. Skończyła medycynę w Poznaniu, była pediatrą, pochodziła z Grudziądza. W 1949 roku urodził się ich jedyny syn - Mariusz. Babcia zmarła młodo, nasz tata był wtedy czterolatkiem. Drugą żonę - Halinę, poznał prawdopodobnie, gdy oboje byli już kierownikami USC.

Małżeństwo kierowników mieszkało w Sopocie, Mieczysław dojeżdżał do Gdańska SKMką. Kiedy przeszedł na emeryturę w 1975 roku, latami jeszcze pracował w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Dziś nikt już w rodzinie nie wie, czym się tam zajmował. Zmarł w 1992 roku w wieku 83 lat. Jego syn Mariusz Manowiecki pełnił funkcję Architekta Gdyni, uczestniczył m.in. w budowie Teatru Muzycznego, zmarł w 2008 roku. 

 

Sala ślubów w gdańskim Urzędzie Stanu Cywilnego, Mieczysław Manowiecki gratuluje młodej parze
Sala ślubów w gdańskim Urzędzie Stanu Cywilnego, Mieczysław Manowiecki gratuluje młodej parze
Fot. Archiwum rodzinne

Powszechnie znani z Ratusza Staromiejskiego

O tym, że Mieczysławowi Manowieckiemu zależało na wspomnianej przez jego wnuka otoczce uroczystości, świadczy informacja, która pojawiła się ówcześnie w lokalnej prasie: “W 1962 roku innowacją w pracy gdańskiego USC było uruchomienie reprezentacyjnej Sali Ślubów w Ratuszu Staromiejskim przy Korzennej. W sali ratusza i w gmachu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej (czyli we wspomnianym już pokoju 136 w dzisiejszym magistracie - red.) ceremoniom ślubnym będzie towarzyszyła subtelna muzyka, między innymi z Marszem Weselnym Mendelssohna. W tym celu USC zakupił już magnetofon i adapter z płytami”.

O ślubach w Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego pisał również Edgar Milewski w swojej wydanej w 1972 roku książce pt. “Opowieści gdańskich uliczek”: “Zajrzyjmy jeszcze do pokoju burmistrza, gdzie dziś urzędują na przemian, powszechnie na Wybrzeżu znani, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Mieczysław Manowiecki i dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury Andrzej Cybulski. Na przemian, gdyż ślubów udziela się w ratuszu tylko w soboty (...)

Największym weselem był jednoczesny ślub dwudziestu par dwudziestolatków, który odbył się w ratuszu w przeddzień dwudziestej rocznicy wyzwolenia miasta (czyli 29 marca 1965 roku)”.

Mieczysław Manowiecki nie spoczął na oprawie muzycznej z płyt. W latach 70-tych uroczystościom ślubnym w ratuszu towarzyszyła już muzyka na żywo. Tak wspomina te czasy jeden z grających wówczas muzyków, mieszkający od lat w Hiszpanii Michał Jabłoński, syn gdańskiego kompozytora Henryka Hubertusa Jabłońskiego: - Kiedy kierownikiem USC był pan Mieczysław Manowiecki, wielbiciel muzyki, człowiek o wielkiej kulturze, zgodził się na moją propozycję „ żywa muzyka do ślubów” w Ratuszu Staromiejskim - wspomina Michał Jabłoński. - Skład skrzypce plus organy. Były to śluby bardzo uroczyste, a wspaniały pan Manowiecki tak się wczuwał w te uroczystości, że nazwaliśmy go ksiądz Manowiecki. Co sobota było około 30 ślubów. Wspaniałe czasy.

 

Złote gody w Ratuszu Staromiejskim, rok 2018. Większości zgromadzonych na uroczystości jubileuszowych par ślubu cywilnego udzielił z pewnością Mieczysław Manowiecki
Złote gody w Ratuszu Staromiejskim, rok 2018. Większości zgromadzonych na uroczystości jubileuszowych par ślubu cywilnego udzielił z pewnością Mieczysław Manowiecki
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl


Czerwiec to obłęd

Terminy ślubów cywilnych przy Korzennej były oblegane przez narzeczonych. Mimo starań o godną oprawę uroczystości, ślub w pokoju nr 136, jednym z wielu na I piętrze urzędu, to nie było to samo. A jeszcze sobotni ślub w czerwcu, to był już szczyt marzeń.

Wspomina pani Alicja, która 1 czerwca 1968 roku wyszła za mąż za pana Wojciecha.

- Dość późno zdecydowaliśmy się, że chcemy wziąć ślub w czerwcu, a była wtedy wielka moda na ten miesiąc. Przyniósł ją amerykański musical "Siedem narzeczonych dla siedmiu braci". Wydaje mi się, że właśnie z tego filmu wzięło się przekonanie, że czerwiec jest taki szczęśliwy - wspomina gdańszczanka. - Pan Manowiecki przejrzał księgę z terminami i powiedział: "nie da rady, przez wszystkie soboty czerwca mam co 15 minut ślub. Zobaczcie, w maju wszystko wolne, ale czerwiec to obłęd".

Przeglądając dokumenty, kierownik USC spojrzał na pana Wojciecha: "A czy zna pan Ryszarda (i tu wymienił nazwisko narzeczonego)?"

- Tak, to mój stryj i ojciec chrzestny - odparł pan Wojciech. 

Okazało się, że Mieczysław Manowiecki i pan Ryszard, który również mieszkał w Radomiu, przyjaźnili się w czasie okupacji i tuż po wojnie stracili ze sobą kontakt.

- "I co ja mam z wami zrobić", rozłożył wtedy ręce pan Manowiecki i wcisnął nas na 1 czerwca, pamiętam, że na godzinę 10.40 - opowiada pani Alicja. - Starzy przyjaciele po ponad dwudziestu latach spotkali się na naszym ślubie, a my zostaliśmy małżeństwem w wymarzonym miejscu i czasie. Czy pamiętam coś z uroczystości? Nie bardzo. Ale pamiętam, że teściowa powiedziała wtedy, że jej się bardziej podobał ślub cywilny niż kościelny. To chyba o czymś świadczy.

 

Ratusz Staromiejski jako lokalizacja ślubu był bardzo pożądany, 1 czerwca a1968
Ratusz Staromiejski jako lokalizacja ślubu był bardzo pożądany, 1 czerwca a1968
Fot. Archiwum rodzinne

 

Ślubu można udzielić w trzy minuty

Przeglądając księgi USC zawierające akty małżeństwa z czasów kierownictwa Mieczysława Manowieckiego, widać ogrom związków, które usankcjonował. Udzielał od 20 do 30 ślubów dziennie, od poniedziałku do soboty, czasem z jednym dniem wolnym w tygodniu, czasem nie.

Grażyna Gorczyca, która dziś kieruje Urzędem Stanu Cywilnego w Gdańsku, przypomina, że przed 1989 rokiem wszystkie pary miały prawny obowiązek zawrzeć ślub cywilny. Dopiero po nim mógł nastąpić kościelny, stąd nieporównywalna z dzisiejszymi realiami liczba ślubów, których udzielał Mieczysław Manowiecki, czy inni “przedkonkordatowi” kierownicy USC (choć od kilku lat liczba ślubów konkordatowych w Gdańsku systematycznie spada).

- Dziś udzielamy w Gdańsku ślubów cywilnych przede wszystkim w soboty, rzadziej w piątki, w wyjątkowych sytuacjach w tygodniu - mówi Grażyna Gorczyca. - W soboty udzielam 15, 16 ślubów, raz zdarzyło mi się, że było ich 20 i to było już naprawdę męczące. Zgodnie z wolą ustawodawcy tak naprawdę ślubu można udzielić w trzy minuty: “prawa i obowiązki”, “zgodnie z kodeksem rodzinnym i opiekuńczym” i przechodzimy do oświadczeń. Kierownik nie ma obowiązku mówienia czegokolwiek więcej, ale ja sobie na to nie pozwolę z racji tego, że chciałabym, by młodzi zapamiętali ten moment, żeby poczuli, że to jest uroczystość. Nie chcę żeby mówili później: “w ogóle nie pamiętam cywilnego”. Mieczysławowi Manowieckiemu także leżało to na sercu. Jego zaangażowanie przy tak nieporównywalnie większe liczbie ślubów rocznie i tak długim stażu na stanowisku kierownika było po prostu niesamowite.

państwo młodzi, goście, sala herbowa Nowego Ratusza w Gdańsku
Na ślubnym kobiercu Ilona Michniewska i Grzegorz Graefling zastępca kierownika USC w Gdańsku, który jest drugim “Manowieckim” w naszy mieście - udziela ślubów od 1990 roku do dziś
Fot. Maciej Kosycarz/KFP

 

Kiedy zbierałam materiały do tekstu, na końcu rozmawiałam z moją mamą - Alicją, która wyszła za mąż za Wojciecha 1 czerwca 1968 roku w Ratuszu Staromiejskim. W 53 lata po ślubie moich rodziców mogę podziękować Mieczysławowi Manowieckiemu za jego szczęśliwą rękę.

 

 

Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze
Izabela Białawww.gdansk.plizabela.biala@gdansk.pl
Izabela Biała - najnowsze