PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Tadeusz Jędrzejczyk: - Zapasy są krytycznie małe, zakupy są robione z dnia na dzień

Tadeusz Jędrzejczyk: - Zapasy są krytycznie małe, zakupy są robione z dnia na dzień
- Zapasy są krytycznie małe, zakupy są robione z dnia na dzień. Te środki są na rynku trudno dostępne. Sytuacja wygląda bardzo źle. Może dojść do sytuacji, gdy trzeba będzie ratować pacjenta przed śmiercią, a nie będzie masek czy rękawiczek. To będą trudne moralnie sytuacje - mówi Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego w Gdańsku.
Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. Na zdjęciu w pierwszej połowie marca w naszym studio podczas programu Wszystkie Strony Miasta
Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. Na zdjęciu w pierwszej połowie marca w naszym studio podczas programu Wszystkie Strony Miasta
fot. www.gdansk.pl

 

Tadeusz Jędrzejczyk był gościem programu Wszystkie Strony Miasta na gdansk.pl. Czemu ograniczenia? - Żeby hamować rozprzestrzenianie się choroby

 

Marek Sterlingow: Jak wygląda zaopatrzenie szpitali w środki ochronny osobistej? 

Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego: - Zapasy są krytycznie małe, zakupy są robione z dnia na dzień. Te środki są na rynku trudno dostępne. Sytuacja wygląda bardzo źle. Może dojść do sytuacji, gdy trzeba będzie ratować pacjenta przed śmiercią, a nie będzie masek czy rękawiczek. To będą trudne moralnie sytuacje. 

Ale już od tygodni wiadomo było czego się spodziewać. Dlaczego doszło do takiej sytuacji?

- To jest pytanie do Agencji Rezerw Materiałowych i nadzorującego ją ministerstwa. Część naszych podmiotów dostała nieco tego typu środków. Te dostawy jednak były zbyt małe.

Czyli my prosimy ich o dostawy i ich nie otrzymujemy? 

- Dokładnie tak.

„Gazeta Wyborcza” napisała, że Agencja Rezerw Materiałowych wyprzedała po cichu doskonałe maski ochronne po 10 złotych. Spekulanci biorą za nie po 300-400 złotych. Przydałyby się w szpitalach?

- Pytanie retoryczne. W przyszłości odpowiedzi na to pytanie będą pewnie szukać komisje śledcze.

Brakuje maseczek, rękawiczek, środków do dezynfekcji... Apel do ministra zdrowia


Co robi pomorski samorząd? Dlaczego nie próbuje jakoś temu zaradzić?

- Próbujemy. Nasze szpitale przy wsparciu samorządu powołały wspólną grupę zakupową. Szpital Copernicus został liderem, zaprosił nie tylko nasze szpitale, ale także inne, łącznie jest ich siedemnaście. Grupa przeprowadziła wspólne zamówienie w bardzo uproszczonym trybie, ale ceny są wielokrotnie wyższe niż poprzednio. Nie obejmują też całości potrzebnego asortymentu. Do tego te propozycje są bez gwarancji terminu dostaw i z koniecznym dokonaniem przedpłaty. Czyli nie według normalnych zasad, że płaci się po odbiorze. Takie krytyczne warunki są oczywiście pośrednio efektem braku dostaw z magazynów strategicznych. 

Uda się w taki sposób coś kupić?

- Może trochę. Ale nie tyle na ile liczyliśmy. Trzeba będzie rozpisywać kolejne zamówienia.

Wojewoda pomorski pochwalił się na Facebooku, że nasze województwo otrzymały trzy tony jednorazowych środków ochronnych z darów z Chin. Na jak długo to wystarczy?

- Jeśli miałoby wystarczyć na całe województwo to maksymalnie na tydzień. Taka jest skala potrzeb.

Dlaczego tak mało osób jest testowanych na Pomorzu?

- Na początku Ministerstwo Zdrowia i sanepid wskazały konkretne laboratoria, które mogły robić testy. Wtedy nawet nie każde województwo miało laboratorium. U nas były na początku jedno, potem uruchomiono drugie, ale to wciąż było za mało. Na lokalną epidemię w niewielkiej skali by wystarczyło, na pandemię niestety nie. Ponadto szybko zwiększały się potrzeby, coraz więcej ludzi musiało być testowanych. No i na koniec okazało się, że tych testów jest za mało, nie ma ich na rynku, firmy jeszcze nie zdołały ich wyprodukować.


Jeszcze mniej badań na koronawirusa na Pomorzu?

Ale są województwa w których pacjenci otrzymują wyniki po kilkunastu godzinach od wykonania testu, u nas czeka się kilka dni.

- Przez moment obsługiwaliśmy cztery województwa, w laboratoriach zrobiły się kolejki, zaległości. Był ogromny nacisk ze strony kadry medycznej, żeby wykonywać dużo testów i laboratoria się zapchały. To powinno się za niedługo zmienić. 

Kto zarządza tymi laboratoriami i koordynuje wykonywanie testów? 

- Sanepid, ale gra takimi kartami jakie ma. Również im brakuje i rąk do pracy, i zaplecza materialnego.

Kto może dać im więcej kart?

- Ministerstwo Zdrowia. I ostatecznie, po pewnych wahaniach dało, bo dopuściło do działania dwa kolejne, które są już teraz certyfikowane i dopisane do systemu. Czyli sanepid na podstawie wyników tych badań będzie mógł wydawać decyzje o kwarantannie. Korzystać z nich będą mogły też szpitale, dzięki temu szybciej będą wiedziały, że danego pacjenta trzeba skierować do szpitala zakaźnego. Dzięki temu ryzyko zakażenia innych pacjentów się zmniejszy. Mamy w Polsce przypadki, że chorzy byli już zarażani w szpitalach.

Czyli laboratoria będą mogły teraz przyspieszyć i mają już wszystko, by testować osoby, które tego wymagają?

- Wygląda na to, że tak. Jednak o zapasie testów wiemy tylko z konferencji prasowych ministerstwa zdrowia, więc musimy poczekać na konkrety.


Pomorski NFZ zachęca: zostań e-pacjentem, dbaj o zdrowie bez wychodzenia z domu

W krajach, które są w podobnej sytuacji jak nasza, w halach widowiskowych czy sportowych przygotowywane są szpitale polowe. Dlaczego my tego nie robimy?

- Rząd uznał, że jeszcze takich potrzeb nie ma i tak, na szczęście rzeczywiście dzisiaj jeszcze jest. Ministerstwo wskazało w Polsce w pierwszej fazie 19 szpitali, które otrzymały status „jednoimiennych zakaźnych”. Chodzi o podmioty, które nie tylko potrafią pomóc osobie zakażonej ale mają jeszcze inny doraźny problem, od wyrostka robaczkowego, przez zawał po udar. U nas jest Szpital Marynarki Wojennej. Z kolei Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Uniwersyteckie Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej są skoncentrowane na pomocy pacjentów, dla których głównym problemem jest sam COVID-19. Łącznie to około pięciuset łóżek. Jeżeli liczba ciężko chorych pacjentów nie będzie dużo wyższa to one wystarczą. W planie B jest ewentualne rozszerzenie listy szpitali zakaźnych. 

Ile respiratorów mamy na Pomorzu?

- W tej chwili przyjęta została zasada, że w szpitalach zakaźnych dziesięć procent miejsc jest na pacjentów potrzebujących respiratorów. Urządzenia zostają tam przenoszone z innych szpitali. Przed samą epidemią niektóre nasze szpitale zakupiły takie urządzenia. Czy ich wystarczy i w jakim są stanie, to się dopiero okaże. Na razie nie osiągnęliśmy jeszcze tych czterdziestu planowanych miejsc.

W tej chwili na Pomorzu jest około stu osób zarażonych, w szpitalach z powodu powikłań jest poniżej dwudziestu i jeszcze nikt nie umarł.

- Ale już są pierwsi pacjenci w stanie ciężkim pod respiratorami.

Czyli liczymy na to, że obostrzenia, które u nas obowiązują sprawią, że ciężko chorych nie będzie tylu, jak w innych krajach? 

- Ciągle jest taka nadzieja, gwarancji nie ma. Na tydzień, dwa jesteśmy zabezpieczeni.

 

ROZMOWĘ PRZEPROWADZIŁ RED. MAREK STERLINGOW DLA MAGAZYNU POMORSKIE, KTÓRY JEST WYDAWANY PRZEZ URZĄD MARSZAŁKOWSKI WOJEWÓDZTWA POMORSKIEGO W GDAŃSKU.

WYWIAD W MAGAZYNIE POMORSKIE (kliknij w grafikę, aby powiększyć)

rozmowa mala

 

 

oprac. WGwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl