PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Strzyża. Mieszkańcy chcą ratunku dla rodziny szopów praczy, która mieszka w kominie

Strzyża. Mieszkańcy chcą ratunku dla rodziny szopów praczy, która mieszka w kominie
W kominie wentylacyjnym domu przy al. Wojska Polskiego 5 zamieszkała rodzina szopów praczy: mama i trójka małych. Nie są uciążliwe, mieszkańcy nawet polubili ich sąsiedztwo, ale wszyscy mają świadomość, że trzeba je stąd zabrać. Tym bardziej, że małe szopy bawią się na dachu i bywa, że spadają z II piętra na ziemię - były trzy, w tej chwili są dwa.
Pani szopowa - dzielna matka na dachu 2-piętrowego domu przy al. Wojska Polskiego. Zdjęcie wykonał jeden ze strażaków, uczestniczących w akcji
Pani szopowa - dzielna matka na dachu 2-piętrowego domu przy al. Wojska Polskiego. Zdjęcie wykonał jeden ze strażaków, uczestniczących w akcji
PSP

 

Nie ma pewności, kto z mieszkańców pierwszy zorientował się, że widzi nie popularnego kota-dachowca, ale szopa pracza. Chyba była to Helena Kogut z sąsiedniego domu.

- Zawsze lubiłam przyrodę, zwracam uwagę na zwierzęta - mówi Helena Kogut. - Spojrzałam przez okno, przy kominie na dachu było coś sporego, pręgowanego. Pies, nie pies? Ale jak to? Pies na dachu? Sięgnęłam po książkę, patrzę, no przecież to szop. Zaraz zadzwoniłam do sąsiadki: wyjdź przed swój dom i spójrz na dach. Chyba macie gościa.

Szybko okazało się, że to nie gość, ale cała rodzinka gości. Małe pokazywały się z matką. Ojca nikt nie widział. Ludzie zastanawiali się, dlaczego? Może coś mu się stało? W takim razie pani szopowa na dachu to samotna matka. Samotna matka z trójką dzieci.

 

To samo zdjęcie, ale bez zbliżenia na panią szopową. Dom ma dwa piętra, a dach jest naprawdę wysoki. Co będzie, jeśli znowu na ziemię spadnie któryś z maluchów?
To samo zdjęcie, ale bez zbliżenia na panią szopową. Dom ma dwa piętra, a dach jest naprawdę wysoki. Co będzie, jeśli znowu na ziemię spadnie któryś z maluchów?
PSP

 

Zobacz, jakie to macierzyństwo

To było miesiąc temu. Przez ten czas sąsiedzi próbowali sprowadzić kogoś, kto by szopy bezpiecznie zabrał. Tak długo prosili strażaków, że ci w końcu przyjechali. Niestety nic nie wskórali. 

- Potem przez kolejne dni oglądaliśmy te szopy na dachu - opowiada Helena Kogut. - Matka w nocy żeruje, a w dzień śpi przy kominie, od zacienionej strony. W tym czasie małe baraszkują na dachówkach. Jeden spadł.

Sąsiadki były przerażone, że coś się stało małemu szopowi. Zaopiekowały się nim, wezwały leśniczego, który malucha zabrał. 

Widziały potem, jak pani szopowa chodzi niespokojna, a nawet wściekła. Dwójki małych przez jakiś czas nie wypuszczała z komina, wpychała je tam łapkami.

Potem zdarzyło się, że jedno z pozostałej dwójki spadło na ziemię. Pani szopowa błyskawicznie po niego zbiegła i w pyszczku zaniosła na górę, w cyrkowy sposób wspinając się po dzikim winie.

- Zobacz, jakie to macierzyństwo, jaka to dobra, kochająca matka - powiedziała sąsiadka do sąsiadki. 

 

Cała akcja trwała prawie trzy godziny i okazał się nieskuteczna
Cała akcja trwała prawie trzy godziny i okazał się nieskuteczna
zdj. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

Skąd szopy w Gdańsku?

W poniedziałek, 21 czerwca, pod dom przy al. Wojska Polskiego 5, zajechały samochody straży pożarnej, straży miejskiej i policji. Strażacy na wysięgniku próbowali dotrzeć do małych szopów, schowanych w kominie wentylacyjnym. Policjanci i strażnicy miejscy Nie udało się, ponieważ matka maluchów stała na dachu, próbując przepędzić intruzów. Biegała w tę i z powrotem, w końcu wpadła do komina wentylacyjnego bloku nr 7.

- Źle się do tego zabrali - ocenia Helena Kogut. - Matka spała przy szczytowym kominie bloku numer siedem. Od komina “piątki”, gdzie są maluchy, dzieliło ją pół dachu. Trzeba było zabrać się za ten drugi komin, zabezpieczyć go, a oni najpierw ruszyli do niej, więc matka zaczęła bronić swoich dzieci.

Strażacy zrobili trzy podejścia, cała akcja trwała prawie trzy godziny.

- Za jakiś czas pewnie spróbujemy znowu, jesteśmy w kontakcie z mieszkańcami - mówi Marcin Tryksza, starszy inspektor Wydziału Środowiska Urzędu Miejskiego w Gdańsku, którego lokatorzy poprosili o zajęcie się sprawą. - Trzeba wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć. 

 

Złapanie takich zwierząt na dachu - i to jeszcze tak, by nie zrobić im krzywdy - łatwe jest tylko teoretycznie. Jeszcze kilka takich akcji i gdańscy strażacy nabiorą doświadczenia, jeśli chodzi o szopy pracze
Złapanie takich zwierząt na dachu - i to jeszcze tak, by nie zrobić im krzywdy - łatwe jest tylko teoretycznie. Jeszcze kilka takich akcji i gdańscy strażacy nabiorą doświadczenia, jeśli chodzi o szopy pracze
zdj. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

Marcin Tryksza zastanawia się, skąd te szopy wzięły się na Strzyży. Uciekły komuś z hodowli? Ktoś mało odpowiedzialny trzymał je w domu, znudził się i wypuścił? Marcin Tryksza nie słyszał jeszcze o takim przypadku w Gdańsku, choć zwierzętami zajmuje się od lat. To on przed laty nagrał kaczą rodzinę, która w asyście funkcjonariuszy Straży Miejskiej przeszła przez ul. Nowe Ogrody, do pobliskiego parku, by tam wskoczyć do stawu. Filmik zrobił furorę w internecie.

Jak postąpić, jeśli uda się złapać te szopy? 

- Zoo ze względu na bezpieczeństwo sanitarne nie przyjmuje takich zwierząt - mówi Marcin Tryksza. - Będziemy musieli je zawieźć do schroniska albo zastanowić się nad tym, czy nie byłoby najlepiej wypuścić je gdzieś do lasu.

oprac. RDwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl