PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Osobisty spektakl dla wszystkich kobiet, które chcą się odrodzić. Recenzja „Kobiety, strasznie śmiać się!”

Osobisty spektakl dla wszystkich kobiet, które chcą się odrodzić. Recenzja „Kobiety, strasznie śmiać się!”
„Kobiety, strasznie śmiać się!” - premiera spektaklu pod takim tytułem odbyła się w Zakładzie Kulturalnym w Gdańsku. To bardzo osobiste, kameralne przedstawienie Rity Jankowskiej, stworzone we współpracy z Mają Miro, stanowi ważny głos w dyskusji o przemocy wobec kobiet, ale i o odzyskiwaniu samej/samego siebie.
Spektakl „Kobiety, strasznie śmiać się!” Rity Jankowskiej miał premierę w sobotę, 2 października, w Zakładzie Kulturalnym w Gdańsku
Spektakl „Kobiety, strasznie śmiać się!” Rity Jankowskiej miał premierę w sobotę, 2 października, w Zakładzie Kulturalnym w Gdańsku
fot. Joachim Dąbrowski / mat. Stowarzyszenia Zróbmy Sztukę

 

Wieloznaczna opowieść o miłości, pustce i stracie. Recenzja „Morza otwartego” w reż. Adama Nalepy

 

Rita Jankowska w ostatnich latach (i nie tylko) dała się poznać trójmiejskiej publiczności jako obrończyni pokrzywdzonych kobiet, ofiar szeroko rozumianej przemocy, m.in. za sprawą dramatu, zatytułowanego „Uryna”. Sztuka premierowo zaprezentowana podczas festiwalu Sopot Non-Fiction w 2019 roku, w reżyserii Doroty Androsz, stanowiła ważny głos w debacie na temat kobiet naznaczonych doświadczeniem wojny, i traumy - szczególnie tej, zapisanej w ciałach, przekazywanej kolejnym pokoleniom.

Punkt wyjścia dla autorki stanowiła wówczas historia 18-letniej Eugenii Pohl, strażniczki-oprawczyni w obozie koncentracyjnym dla dzieci, który działał w Łodzi przy ulicy Przemysłowej w latach 1942-1945. Tekst był próbą „ekspiacji” dzieciom skrzywdzonym nie tylko w tamtej wojnie, ale krzywdzonym w wojnach, które wydarzają się nadal - przykładu nie musimy szukać daleko, wystarczy pochylić się nad doniesieniami z granicy polsko-białoruskiej i położonej tam wsi Usnarz Górny. Dobrze przy tej okazji byłoby móc ponownie usłyszeć tekst „Uryny” na teatralnej scenie, przyjmując go za lekcję człowieczeństwa - autorka oddaje w nim bowiem głos najmłodszym ofiarom, dziewczynkom, które przeżyły kaźń, a potem, jako kobiety, długo milczały. Sztuka śledzi przemoc zapisaną w ciałach tych kobiet, stawia pytanie o możność, czy też niemożność przepracowania traumy, mechanizmy wyparcia i przetrwania, a przede wszystkim o międzygeneracyjne przekazywanie bólu tamtych wydarzeń.

 

Choć to bardzo osobiste, kameralne przedstawienie, stanowi poemat wszystkich kobiet, stworzonych z myślą o nich
Choć to bardzo osobiste, kameralne przedstawienie, stanowi poemat wszystkich kobiet, stworzonych z myślą o nich
fot. Joachim Dąbrowski / mat. Stowarzyszenia Zróbmy Sztukę

 

„Kobiety, strasznie śmiać się” to drugi poemat dokumentalny Rity Jankowskiej. Do współpracy zaprosiła Maję Miro, która tworzy bogate tło dźwiękowe i muzykę na żywo w przedstawieniu. Ich wspólne dzieło to ponownie kobieca narracja o, tym razem metaforycznej, wojnie, zapisanej w ciałach kobiet, których głos powoli staje się słyszalny. Powstała bardzo osobista, oparta na doświadczeniach autorki i kobiet z jej najbliższego otoczenia opowieść o momentach transformacyjnych kobiet, w której każda z nas mogłaby się odnaleźć. Sztuka podzielona na kilka rozdziałów, poświęcona jest różnym rodzajom przemocy, ucisku i pozbawiania drugiej osoby poczucia własnej wartości, co ma początki już na etapie rodzinnym, w domu, z rąk i ust najbliższych, którzy powinni zapewnić bezpieczeństwo i miłość, ale tak się nie dzieje. W przejmującej spowiedzi-manifeście, Rita Jankowska opowiada o byciu kobietą tresowaną od małego jak zwierzątko, uczoną tego by być miłą, łagodną i delikatną - ujarzmioną. Wszelka niesubordynacja jest surowo karana - nie brak tu odniesień do przemocy fizycznej.

Kolejne opowieści dotykają przemocy w związku - Jankowska przypomina o głośnej akcji społecznej, dzięki której kobiety doznające krzywdy ze strony mężów i partnerów mogły anonimowo otrzymać pomoc, korzystając z usług fikcyjnego sklepu z kosmetykami. Autorka rozprawia się z relacjami bliższymi i dalszymi, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami, pojawia się m.in. postać matki i przyjaciółek. Nie wszystkie nasycone emocjami, wnikliwe wspomnienia i autorefleksje, przepełnione są smutkiem i rozpaczą - zdarzają się momenty optymistyczne, pokazujące, że możliwe jest odzyskanie siebie jako człowieka i rozbudzenie swojej kobiecości, że możliwa jest naprawa kobiecego świata i wyjście z mroku. Na znak tego każdy rozdział swojej opowieści Rita Jankowska kończy symbolicznym piciem wody z jednej z kilku białych misek rozstawionych na podłodze, czasem wodą oblewając, lub delikatnie zraszając publiczność, tak jak ksiądz kropi wiernych wodą święconą. To symboliczne oczyszczenie, które pozwala pójść naprzód, zarówno samej autorce, nieukrywającej jak bardzo osobisty jest to proces, jak i współuczestniczącej publiczności, zaproszonej do świata Jankowskiej na zasadzie mądrego, czułego partnerstwa.

 

Ascetyczna, minimalistyczna scenografia nadała całości czystą formę
Ascetyczna, minimalistyczna scenografia nadała całości czystą formę
fot. Joachim Dąbrowski / mat. Stowarzyszenia Zróbmy Sztukę

 

Scenografia, przygotowana przez rzeźbiarkę Adriannę Majdzińską, związaną z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku, jest minimalistyczna i bardzo symboliczna - oprócz białych misek napełnionych wodą, z tyłu sceny, na środku, z liny przymocowanej do sufitu zwisa rzeźba trójkąta, na wzór boskiego oka, ale i żywiołu ognia, która co jakiś czas poruszana jest przez Ritę Jankowską jak wahadełko. O jego dolne ramię oparta jest kolejna, ostatnia biała misa, która skrywa owoc granatu, rozrywany przez nią w finałowej scenie. To bardzo mocny moment, przywodzący na myśl odrodzenie, konieczne, by móc pójść dalej, katharsis - którego coraz rzadziej dziś doświadczamy w teatrze.

„Kobiety strasznie śmiać się” to z jednej strony ciekawa językowo, dopracowana, piękna liryczna opowieść, jednocześnie przejmująca i przerażająca swoją prawdziwością, rezonująca w widzu na długo, ale i dająca nadzieję. Rita Jankowska po raz kolejny daje głos tym, którzy nie tyle go nie mają, co boją się go z siebie wydobyć. Na swoim przykładzie mówi: przeprawiamy się przez ocean niesprawiedliwości, ucisku i krzywdy, i fala za falą, wizja za wizją, wolność za wolnością - siadamy na brzegu kobiet „z miłości zdrowych”. Zatrzymujemy wahadło uderzające w kobiecość, ale przecież i w męskość.

„Śnieg” Orhana Pamuka w reż. Bartosza Szydłowskiego to słodko-gorzka diagnoza Polski i świata. RECENZJA

Agata Olszewskawww.gdansk.plagata.olszewska@gdansk.pl
Agata Olszewska - najnowsze
Agata Olszewskawww.gdansk.plagata.olszewska@gdansk.pl
Agata Olszewska - najnowsze