PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Gdańskie Zagłębie Muralu. Piotr Szwabe o pracy artystycznej i niezgodzie na zło. WYWIAD

Gdańskie Zagłębie Muralu. Piotr Szwabe o pracy artystycznej i niezgodzie na zło. WYWIAD
- Staram się mieć dystans, ale nie można być obojętnym na niektóre rzeczy. Mamy czterdziestolecie niesolidarności, jesteśmy coraz bardziej pokłóceni, to nie jest solidarność - mówi Piotr Szwabe, twórca słynnego muralu z Wałęsą na gdańskiej Zaspie, malarz, poeta, animator kultury, członek zespołu muzycznego ChAoS. Z okazji wystawy retrospektywnej w galerii WL4 opowiada nam o swojej twórczości i o Polsce.
Piotr Szwabe vel Pisz urodził się w 1975 w Gdyni. Mieszka i pracuje w Gdańsku. Tworzy murale, obrazy, wiersze, a ostatnio i film dokumentalny
Piotr Szwabe vel Pisz urodził się w 1975 w Gdyni. Mieszka i pracuje w Gdańsku. Tworzy murale, obrazy, wiersze, a ostatnio i film dokumentalny. Na zdjęciu artysta
fot. Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl

 

Agata Olszewska: Ile czasu zajmuje namalowanie obrazu na powierzchni liczącej ponad 300 metrów kwadratowych?

Piotr Szwabe: - Około dwóch tygodni. Najważniejszy jest pomysł, który zaczyna się od szkicu, i ekipa. Gdybym sam miał namalować Memlinga, byłoby bardzo ciężko. To jest praca fizyczna na rusztowaniu, trzeba pokonywać różne poziomy, trochę poskakać z farbą. Oczywiście są street artowi twórcy, którzy wykonują murale z szablonu - wtedy gros roboty odbywa się w pracowni, najpierw trzeba mieć projekt, później wycinać go na ploterze i tak dalej. Ale potem tacy artyści są w stanie zrobić mural na dużej ścianie w 10 godzin, korzystając z podnośnika. W moim przypadku konieczna jest przede wszystkim umiejętność pracy na rusztowaniu, więc nie można bać się wysokości. Ja sam mam z tym pewien problem, nie realizuję prac sięgających powyżej 11-12 piętra, zaczynam wtedy mieć miękkie nogi. Mogę to zrobić z kimś, ale muszę mieć pewność, że ludzie, którzy mi pomagają, czują tę przestrzeń.

Skąd pomysł na to, żeby ze wspomnianego Memlinga, czyli słynnego tryptyku niderlandzkiego malarza ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku, w 2017 roku zrobić namalowany z 5 tysięcy kwadratów mural „Sąd Ostateczny - żywy w pikselach”?

- Lubię różnorodność. Staram się nie siedzieć cały czas w jednym temacie, czasami czuję, że dobrze zadziałają piksele, a czasami wolę czystą linię i malarstwo figuratywne, a więc odwołania do klasyki. Nie mam problemu z wielkimi dziełami, nie czuję, że sięganie do nich to coś niewłaściwego, tym bardziej, że z „Sądu Ostatecznego” wybrałem tylko fragment - ukazujący ważenie dusz. Zdecydowałem się na piksele, bo żyjemy w świecie cyfryzacji, poza tym to jest ciekawa estetyka, niedosłowna. A temat dobra i zła, i wiążących się z tym podziałów, czyli wmawiania nam, czy to przez polityków i partie, czy ruchy prospołeczne, co jest dobre, a co złe, i kto jest dobry, a kto zły, zawsze mnie poruszał i był dla mnie istotny. Uważam, że jako człowiek, który stara się być wolny w swojej twórczości, nie mogę na to pozwolić. Temat ważenia dusz z obrazu Hansa Memlinga jest niezmiennie aktualny, możemy go odnieść do obecnej sytuacji w Polsce i na świecie. Do radykalizowania się polityków w kraju, którzy nie boją się razem ze złem brać się pod pachę, i nazywają to demokracją. Mnie to przeraża.

 

Budynek przy ul. Pilotów 17 - mural przedstawiający portret legendy „Solidarności” Lecha Wałęsy autorstwa Piotra Szwabe
Budynek przy ul. Pilotów 17 - mural przedstawiający portret legendy „Solidarności” Lecha Wałęsy autorstwa Piotra Szwabe
fot. Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl

 

Spikselowałeś też Lecha Wałęsę, człowieka-symbol wolności i demokracji - na bloku, w którym mieszkał.

- Użyłem pikseli, bo uważam, że nie jest do końca czystą postacią, chociaż dodałem napis, że dostaje Nobla. Jest nią na pewno jako związkowiec, i chwała mu za to, że poruszył robotników, ale później jest dużo niewiadomych w jego historii. Nie przyznał się do współpracy, a mógł to powiedzieć otwarcie - przez to, że tego nie zrobił, niestety pożywkę miała polska prawica. Bez dwóch zdań Wałęsa jest odważnym facetem, ale nie jest dla mnie wyjątkowym bohaterem. Jest oczywiście symbolem dla ruchu „Solidarności”, ale też nie zapomnijmy, że ten ruch budowało wielu intelektualistów, jak Tadeusz Mazowiecki i Bogdan Borusewicz, czy inni ludzie ze stoczni, którzy Wałęsie pomagali, i bez których nie dałby rady. Absolutnie nie mówię tego w kontekście takim, że zdradził, ale dla mnie nie do końca odkrył siebie. Jakby wymazał ten moment ze swojej historii. To nie jest dobre. Człowiek ma i sławę i potknięcia, nie jest nieskalanym obrazem.

Mówimy zaledwie o dwóch Twoich wielkoformatowych pracach w miejskiej przestrzeni - ale było tego znacznie więcej. Z Zaspy, razem z innymi pionierami tej sztuki, zrobiliście słynne w całej Polsce zagłębie muralu. Ty byłeś kuratorem Festiwalu Monumental Art, organizowanego w latach 2009-2016. Jak narodził się ten pomysł?

- Ideą festiwalu było ściągnięcie do Gdańska jak najciekawszych ludzkich umysłów i pokazanie różnorodności tej sztuki. I to się udało, artyści chętnie tu przyjeżdżali, by to z nami robić, traktowali to jak wyzwanie. Nie chcieliśmy ograniczać się do formy konceptualnej, jak w przypadku rzeźb w Elblągu czy w Lublinie w latach 60. i 70. Początki murali na Zaspie to zasługa Rafała Roskowińskiego, założyciela Gdańskiej Szkoły Muralu, który później przeprowadził się do Warszawy z prostej przyczyny - tutaj nie było sprzyjającej atmosfery, jako twórca musiał przechodzić przez różne przepychanki urzędnicze. Ja murale zacząłem robić na Klinicznej, tam stawiałem pierwsze kroki, aż zmierzyłem się z dużymi ścianami, na blokach. Chciałem zrobić coś z tym smutnym blokowiskiem na Zaspie. Spółdzielnia była na to otwarta, i to było super. Ta otwartość jest konieczna, żeby cokolwiek zrobić. Odbiór publiczności też był bardzo pozytywny.

 

Z okazji 25-lecia pracy artystycznej, w galerii WL4 - Mleczny Piotr prezentowane są prace gdańskiego twórcy powstałe na przestrzeni 20 lat
Z okazji 25-lecia pracy artystycznej, w galerii WL4 - Mleczny Piotr prezentowane są prace gdańskiego twórcy powstałe na przestrzeni 20 lat. Na zdjęciu prace malarskie Piotra Szwabe
fot. Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl

 

Która forma jest Ci bliższa, zarówno w sprzeciwianiu się rzeczywistości i komentowaniu jej, jak i w tworzeniu jako takim - murale czy malarstwo sztalugowe?

- Na pewno łatwiej fizycznie jest mi malować zwykły obraz niż mural, i lubię malować. Dużo maluję. Ale cenię różne formy, mam ciągle nowe pomysły. Dużo rzeczy mnie inspiruje. Ostatnio chciałem spróbować czegoś zupełnie innego i pracuję nad filmem dokumentalnym. To właściwie paradokument o „Solidarności”. Mam też pomysł, żeby napisać dramat, zobaczymy jak to wyjdzie. Z Radkiem Jachimowiczem i Robertem Suszko działamy muzycznie w zespole ChAoS. Mam potrzebę pracy twórczej, cały czas się we mnie iskrzy, żeby coś zrobić. A malarstwo jest dla mnie jak narkotyk.

Na wystawie retrospektywnej w WL4, z okazji 25-lecia Twojej artystycznej działalności, znalazły się zdjęcia murali puszczane z projektora, wybrane przekrojowo wiersze z kilku Twoich książek poetyckich i obrazy powstałe na przestrzeni 20 lat. Nie pokazujesz tych z początkowego okresu aktywności?

- Przestrzeń sali wystawowej jest ograniczona, więc razem z kuratorem wystawy Przemkiem Jędrowskim musieliśmy wybrać, co pokazać. Obrazy podzieliliśmy na trzy cykle, pierwszy dotyczy spraw społeczno-politycznych. Interesują mnie głównie polskie animozje, teraz idące w bardzo złą stronę. Irytuje mnie też wieczne polskie biadolenie. Staram się mieć dystans, ale nie można być obojętnym na niektóre rzeczy. Mamy czterdziestolecie niesolidarności, jesteśmy coraz bardziej pokłóceni - to nie jest solidarność. Gdyby można było mieć powszechne pozwolenie na broń palną, to pewnie byśmy do siebie strzelali.

Drugi cykl to fascynacja przestrzenią, z latającymi w kosmosie spodkami i sputnikami. Trzeci jest najbardziej radosny, kolorowy, ekspresyjny.

- Jest tu między innymi obraz, na którym Jan Paweł II siedzi przed komputerem i uczy się wysyłać maila. Przemalowywałem to z fotografii prasowej, celowo nieudolnie. Papież też wtedy był już w mocno zaawansowanym wieku, schorowany, a oni uczyli go wysyłać maile. To dla mnie dość absurdalne i zabawne. Ale jest w tym cyklu też niekolorowa historia oleodruku z lat 70., który wisiał u moich rodziców, przedstawiającego las. Wkleiłem tam postać w zarysie Anny Smoleńskiej, która wymyśliła znak Polski Walczącej. Zginęła w 1944 roku. Na tym obrazie jest ukryta wśród drzew, niewidoczna - tak jak pamięć o niej, która też zniknęła. Dzisiaj znak Polski Walczącej noszą nacjonaliści.

 

W swoim malarstwie Piotr Szwane sztukę wysoką łączy z performatywnymi wygłupami i zabawami formą
W swoim malarstwie Piotr Szwabe nawiązania do sztuki wysokiej łączy z performatywnymi wygłupami i zabawami formą. Na zdjęciu obraz pt. "Buddysta nie zabija komara"
fot. Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl

 

Jeden z bardziej wstrząsających obrazów prezentowanych na wystawie poświęcony jest pedofilii w Kościele. Namalowałeś go w 2002 roku. Dlaczego?

- Nie mieści mi się to w głowie, że pod płaszczem katolicyzmu Kościół broni księży, którzy oficjalnie molestowali dzieci. Nie wiem, jak do czegoś takiego można dopuścić. To potworne. Sam znam człowieka, który został w ten sposób skrzywdzony, zostało zniszczone jego życie, zdrowie psychiczne i fizyczne. Ten obraz powstał, gdy pierwsze przypadki dotyczące molestowania nieletnich w kościołach w Stanach zaczęły wychodzić na jaw. Amerykanie to potrafili rozliczyć, na ile mogli. My mieliśmy film Sekielskich, i co? Nic. Wymyślono ideologię LGBT. Świetne odwrócenie kota ogonem. Nikt już nie naciska, by coś z pedofilią zrobić. Temat był medialny jeszcze miesiąc po filmie, teraz już cisza i spokój. Czyli zamiatamy pod dywan i jest OK, przykryte ładnym dywanem, nieważne, że śmierdzi. A to co z tymi ludźmi, niszczonymi psychicznie - to nikogo już nie obchodzi. Ktoś powie: taki jest świat, trudno. Ja nie muszę się na to godzić, reaguję. Moje obrazy są również wynikiem frustracji, że nie jestem w stanie temu skrzywdzonemu człowiekowi bardziej pomóc. Mogę to cierpienie ująć w formę obrazu, nie milczeć.

 

Piotr Szwabe vel Pisz (ur. 1975 w Gdyni) – stypendysta College of Art w Londynie w klasie prowadzonej przez Jorga Immendorffa, malarz ścienny i sztalugowy, instalator form przestrzennych, kurator, amator podróżnik, stypendysta kulturalny Miasta Gdańska i Marszałka Województwa Pomorskiego. Jego prace można zobaczyć w galerii WL4 - Mleczny Piotr w Stoczni Cesarskiej oraz na: szwabe.com.

 

 

Agata Olszewskawww.gdansk.plagata.olszewska@gdansk.pl
Agata Olszewska - najnowsze
Agata Olszewskawww.gdansk.plagata.olszewska@gdansk.pl
Agata Olszewska - najnowsze