Gdański Tydzień Demokracji. Peter Oliver Loew: - Dbajmy o ślady po wojnie

Prof. Peter Oliver Loew zaniepokojony jest, że w Gdańsku zanikają ostatnie ślady po zniszczeniach wojennych. - Znika ostatnia ruina i ostatnia rudera - mówi historyk. - Czy rzeczywiście warto tworzyć miasto według logiki przewodników turystycznych?

Gdański Tydzień Demokracji. Peter Oliver Loew: - Dbajmy o ślady po wojnie
A
A
data publikacji: 15 września 2018 r.
Prof. Peter Oliver Loew
Prof. Peter Oliver Loew
fot. www.gdansk.pl

Pochodzący z Niemiec gdański historyk Peter Oliver Loew jest autorem licznych i cenionych publikacji o dziejach naszego miasta. W piątek, 14 września, zabrał głos jako jeden z prelegentów historycznej sesji naukowej Gdańskiego Tygodnia Demokracji, w panelu “Gdańsk i wojna - laboratorium pamięci”. Mówił po polsku, podkreślając że jest to wystąpienie bardziej gdańszczanina niż Niemca, przedstawiciela historiografii niemieckiej.

Prof. Loewa cieszy rozmach odbudowy i postęp cywilizacyjny, jakiego doświadcza Gdańsk w ostatnich latach. Nie jest to jednak spojrzenie bezkrytyczne.

-  Patrząc dzisiaj na Gdańsk można odnieść wrażenie, że to miasto jest jednym z najszczęśliwszych miast Europy - mówił prof. Loew. - Przepiękny jest, dynamiczny, zamożny, dumny ten Gdańsk. Wobec przypadkowego przybysza zdaje się nie kryć już wiele tajemnic, gdyż piękno i rozmach widać gołym okiem. Jednak był Gdańsk i jest Gdańsk swoistym “laboratorium pamięci”. Pamięci lokalnej, pamięci narodowej, jak i pamięci wielu grup i warstw (społecznych - przyp. red). Wojna strasznie uderzyła w Gdańsk, dramatycznie zmieniła jego oblicze, przeobraziła, a wręcz zniekształciła jego pamięć.

Gdańsk został odbudowany, a nawet do pewnego stopnia zrekonstruowany, przez Polaków w sposób, który niedługo po wojnie robił wrażenie nawet na jego niemieckich mieszkańcach sprzed 1945 r. Ci ludzie swoje nowe miejsce do życia zmuszeni byli znaleźć w granicach powojennych Niemiec i uważali, że “ten Gdańsk” ma niewiele wspólnego z noszonym przez nich w pamięci “tamtym Danzig”. Tym, co łączyło polską i niemiecką świadomość losów miasta była cena zniszczeń, jaką Gdańsk zapłacił za wojnę rozpętaną przez hitlerowską III Rzeszę. Zdaniem prof. Loewa, “ruiny nosiły jakąś treść, jakąś pamięć”. Te ślady tragedii Gdańska w ostatnich dziesięcioleciach zaczęły w coraz większym tempie zanikać, w związku z odbudową i modernizacją miasta, co bez wątpienia może się podobać jako dążenie do “rozszerzenia gdańskości”.

PRELEKCJA PROF. LOEWA - na zapisie wideo od 2:53:48

- Pewien niepokój budzi u mnie jednak oddalenie się wojny i postępująca wirtualizacja pamięci - mówi prof. Loew. - W odbudowanym z gruzów Głównym Mieście niebawem zniknie ostatnia ruina, a na Dolnym Mieście ostatnia rudera. Wyspa Spichrzów przemienia się w tych właśnie miesiącach w błyszczącą stalą i szkłem wyspę hoteli, biur i apartamentów turystycznych. Gdzie są jeszcze świadectwa największej katastrofy nowoczesnego Gdańska? Gdzie znaki po wielkiej traumie miasta? Są nawet plany - chociaż trzeba to powiedzieć, nie z szeregów tych, którzy nadają w obecnym w Gdańsku jeszcze liberalny ton - są plany, by odbudować ruinę koszarów na Westerplatte. Owa mania łatania wszystkiego może się podobać centrali turystycznej, bo ładne… To jest taki dyskurs przewodników turystycznych: wszystko musi być ładne, błyszczące, uśmiechechnięte, broń Boże żadna skaza na obrazie miast, regionów, państw… To jest logika przewodników turystycznych…

Prof. Loew mówił dalej: - Więc ta mania łatania wszystkiego może się podobać centrali turystycznej, bo ładne, pielęgnowane. Ożywione miasta przyciągają ludzi z bliska i z daleka. Jednak miasto bez kontrastów nie jest autentyczne. Jest sztuczne. Miasto bez kontrastów nie prowokuje. Jeżeli nie prowokuje - nie wywołuje dyskusji i wątpliwości. Miasto bez kontrastów powoli traci część swojej pamięci. Same muzea, same pomniki, same tablice pamiątkowe owej utraty nie powstrzymują. Wszędzie tam, gdzie wielki pieniądz liczy na wielkie zyski, gdzie urbaniści dążą do perfekcji rozwiązań komunikacyjnych, przestrzeni publicznej, prędzej czy później traci (się) bogactwo historyczne zalewane betonem i miernością. II wojna światowa, której symbolem stał się Gdańsk musi nadal być widoczna w Gdańsku w sposób autentyczny, a nie tylko w sposób muzealny. O ile bardzo cenię pierwotną wersję Muzeum II Wojny Światowej, o tyle obawiam się, że za kilka lat, właśnie na jego wystawie, na podziemiach Gdańska będzie można zobaczyć ostatnią ruinę miasta. Nawet ona nie będzie już autentyczna.

Zdaniem prof. Loewa, siłą Gdańska w jego dziejach zawsze były kontrasty: - Gdańsk zawsze żył z kontrastów. Walki warstw ludowych z patrycjatem, protestantów z katolikami, germanizatorów z przybyszami polskojęzycznymi, narodowców z socjaldemokracją, nazistów z opozycją demokratyczną, stoczniowców z betonem partyjnym - oto był ferment, z którego powstały warstwy narracyjne miasta, z którego powstały ważne elementy lokalnej pamięci. Co Gunter Grass by napisał o mieście, gdyby było wyłącznie przepięknym, dynamicznym, zamożnym i dumnym?

ZOBACZ TEŻ: Gdański Tydzień Demokracji. Prof. Davies: “To zaszczyt, że jestem w Gdańsku”

oprac. RD (0)
www.gdansk.pl
oprac. RD (0)
www.gdansk.pl