PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE
.
Europejski patriota. Gdańsk odwiedził głośny austriacki pisarz Robert Menasse, autor “Stolicy”
Europejski patriota. Gdańsk odwiedził głośny austriacki pisarz Robert Menasse, autor “Stolicy”
Robert Menasse napisał powieść, której bohaterem jest Unia Europejska. Książka cieszy się dużym międzynarodowym uznaniem - to thriller, który jest jednocześnie traktatem o moralnych źródłach integracji europejskiej. We wtorek, 15 października, autor spotkał się z gdańską publicznością w Europejskim Centrum Solidarności.
Robert Menasse na spotkaniu autorskim w bibliotece ECS
Robert Menasse na spotkaniu autorskim w bibliotece ECS
Grzegorz Mehring/Archiwum ECS

 

To była pierwsza wizyta Roberta Menasse w Gdańsku, ale jak zapowiada - nie ostatnia. Pisze nową powieść, której akcja częściowo toczy się w Polsce. Nasze miasto zalicza do grona metropolii, które zdołały wykreować i przedstawić światu swoją własną, niepowtarzalną opowieść. Z jednej strony “Blaszany bębenek” Grassa, z drugiej - medialne i filmowe przekazy z gdańskiego Sierpnia. Od dziesięcioleci znał więc Gdańsk jako mit, przekaz.

- Wyszedłem na ulice, i stwierdziłem, że wszystko mi się zgadza, wszystko jest na swoim miejscu - wyznał publiczności w bibliotece Europejskiego Centrum Solidarności. 

Powieść “Stolica” w 2017 r. otrzymała jedną z najważniejszych europejskich nagród literackich - Deutscher Buchpreis, przyznawaną przez Akademię Związku Księgarzy i Wydawców Niemieckich. 

Gdańskie spotkanie autorskie prowadził Basil Kerski, dyrektor ECS, który uważa, że “Stolicę” warto czytać równolegle z inną pracą Roberta Menasse, esejem “Demokracja nie musi być narodowa. Unia Europejska: pokój na kontynencie a oburzenie obywateli”. Obie książki ukazały się w Polsce, “Stolica” - w 2019 r., w tłumaczeniu Jacka St. Burasa.

Co to w ogóle za pomysł, by napisać powieść o czymś tak anonimowym jak Unia Europejska? Z perspektywy zwykłego Europejczyka właściwie niewiele o niej wiadomo: gdzieś w Brukseli siedzą jacyś biurokraci, którzy dzielą pieniądze między kraje członkowskie, a prócz tego głównie zajmują się bzdurami - tworzą normy dla korytek na jajka, albo normy kształtu bananów. Tyle o UE wie przeciętny mieszkaniec Austrii, Polski, Włoch czy Portugalii. Robert Menasse również niewiele wiedział. Postanowił przyjrzeć się bliżej Brukseli, okiem pisarza. Pojechał i spędził tam cztery lata. Bruksela nie miała takich symboli, jak metropolie, które wysłały w świat swoje obrazy dzięki literaturze, filmowi, ważnym wydarzeniom.

- W Brukseli wszystko było dla mnie nowe - mówi autor.

Dzięki odkrywaniu tego miasta i jego mieszkańców mogła powstać “Stolica”. Jest to opowieść o konkretnych ludziach, którzy przyjeżdżają z różnych miejsc Europy, by pracować w unijnej biurokracji. Każdy z nich niesie jakąś osobistą historię - swoją i swojej rodziny. Dopiero przyglądając się życiu i pracy tych ludzi można zrozumieć, czym Unia Europejska jest i może być. Niektóre z wątków powieści przenoszą czytelnika do Polski, bowiem zdaniem Roberta Menasse, w naszym kraju znajduje się kluczowy dla tożsamości europejskiej punkt odniesienia - teren po KL Auschwitz i świadomość, jaka się z tym miejscem wiąże. 

- Co jest więc kodem genetycznym Unii Europejskiej? Po co ta integracja? Jakie powinny być jej symbole? - pytał Basil Kerski. - Proszę nam opowiedzieć o pańskiej wizji Europy.

- Zastanówmy się, co znaczy być Polakiem - mówił Menasse. - Czy to są zwolennicy PiS-u? Czy to są zwolennicy opozycji? Czy to są mieszkańcy Gdańska, których mentalność jakoś różni się od mentalności rolników z innej części kraju? Kim są Polacy? To jest zasadniczy problem, i ten problem pojawia się też wtedy, gdy pojawiają się negocjacje akcesyjne, z takimi krajami, które dopiero chcą przystąpić do Unii Europejskiej, jak Macedonia czy Albania. Tam znów padają takie pytania: “Czy Albańczycy są już gotowi?”, “Czy Macedończycy zrobili już wystarczająco dużo, żeby ten proces negocjacji z nimi rozpocząć?”. A co z Węgrami? Też się tak mówi, że Węgrzy się wymykają Europie, że trzeba coś zrobić, aby Węgrzy powrócili do tych wartości europejskich… To jest wszystko jedna wielka bzdura, bo nie chodzi o to, żeby integrować narody, tylko chodzi o to, by jednoczyć ludzi. Kim jest ten suweren europejski? Na pewno tym suwerenem nie może być już żadna nacja. Kogo reprezentuje brytyjski premier Boris Johnson? Czy on reprezentuje tych Brytyjczyków, którzy są za Brexitem, czy tych, którzy są przeciwko wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej? (...) A kogo reprezentuje Orban? Mam węgierskich znajomych, przyjaciół, którzy mówią jasno: “Mnie pan Orban nie reprezentuje”.

 

Powieść 'Stolica' ukazała się w 2017 r., ale tłumaczenie do polskich czytelników dotarło w tym roku, dzięki wydawnictwu Noir Sur Blanc
Powieść 'Stolica' ukazała się w 2017 r., ale tłumaczenie do polskich czytelników dotarło w tym roku, dzięki wydawnictwu Noir Sur Blanc
Grzegorz Mehring/Archiwum ECS

 

Zdaniem Roberta Menasse fundamentem Europy może być tylko idea postnarodowego systemu pokoju - idea, która stała się możliwa dopiero po Auschwitz. 

- To wspaniała idea, unikatowa w skali świata - podkreśla pisarz. - I to mnie szokuje, że my wciąż wracamy do takiej narracji, jakby chodziło o jakąś przyjaźń między poszczególnymi narodami. 

Zdaniem Roberta Menasse, wybory do Parlamentu Europejskiego nie powinny się odbywać w skali poszczególnych państw, ale w ramach regionów. W ten sposób dałoby się obniżyć temperaturę narodowych emocji, jakie towarzyszą takim wyborom i sprawiają, że nacjonaliści mają w Brukseli nadreprezentację - co pozwala im szkodzić idei wspólnej Europy. 

- Gdyby to regiony, a nie ogólnonarodowe partie wysyłały swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, byłby on o wiele bardziej demokratyczny i merytoryczny - przekonuje Menasse. - A obecnie mamy sytuację, że wychodzi Orban i mówi, że on reprezentuje wszystkich Węgrów. Jak on może reprezentować wszystkich Węgrów, skoro jedynie jedna trzecia węgierskiego społeczeństwa to wyborcy o poglądach nacjonalistycznych?

Autora “Stolicy” oburza, że szefowie rządów przyjeżdżają do Brukseli, jak do jakiegoś klubu, w którym trzeba się pokazać co jakiś czas, po to, by wyciągnąć dla swojego kraju, jak największe korzyści. Dzięki tym pieniądzom prowadzona jest następnie polityka społeczna, która niejednokrotnie podsyca nastroje nacjonalistyczne. Jednocześnie blokowane są próby rozwijania ogólnoeuropejskiej polityki socjalnej - co przy dobrej woli byłoby możliwe, dzięki wspólnemu rynkowi, wolności osiedlania się w różnych miejscach Europy. 

- Naród jako projekcja tożsamości, to jest fikcja, a nawet kłamstwo - uważa Robert Menasse. - Nic mnie nie łączy z górnikiem w Tyrolu, czy z taksówkarzem z Karyntii. Oni mają zupełnie inną mentalność, mówią inaczej. Trudno by mi było zdefiniować “austriackość”. Czym ta austriackość miała by być? Ale mogę przecież mieć przyjaciół i w Karyntii, i w Tyrolu. I mam tam też przyjaciół, podobnie jak w Krakowie, w Portugalii, czy na Peloponezie w Grecji. Czym jest ojczyzna - to można wyjaśnić, łatwiej zdefiniować. Ale czym jest naród? To już jest wyjaśnić dużo trudniej, chyba że odwołujemy się do romantycznych kategorii wspólnoty religii, krwi czy języka. 

Zdaniem pisarza, takie pojęcia jak “nacja”, “naród”, tak naprawdę opierają się na deklaracji, że jakaś część populacji będzie reprezentować określony krąg interesów. 

- Ale dlaczego nie można by podjąć takiego postanowienia na rzecz interesów Unii Europejskiej? - pyta Menasse. - Przecież można by się umówić, że będziemy wspólnie reprezentować interesy europejskie. Projekt integracji europejskiej jest jedynym projektem na świecie, w którym prawa człowieka mają status praw konstytucyjnych. Po tym szoku, jakim była II wojna światowa, ONZ ogłosiła deklarację praw człowieka w 1947 roku, ale miało to wyłącznie charakter rekomendacji i ponad sto państw nie ratyfikowało tego dokumentu - w tym USA, dlatego, że chcą sobie od czasu do czasu zbombardować jakiś kraj. Europa budowana na fundamencie praw człowieka jest szansą. Zastanówmy się: skoro mamy takie podstawy, to co pcha konkretnego człowieka w stronę idei narodu? 

 

Gdański wieczór autorki Roberta Menasse. Po prawej - pisarz z tłumaczem. Po lewej - Basil Kerski, dyrektor ECS
Gdański wieczór autorki Roberta Menasse. Po prawej - pisarz z tłumaczem, Maciejem Zgondkiem. Po lewej - Basil Kerski, dyrektor ECS
Grzegorz Mehring/Archiwum ECS

 

Według Roberta Menasse jest najwyższy czas, by bardzo intensywnie zacząć się zastanawiać nad tym, jak chcemy kształtować Unię Europejską.

- Nigdy, przenigdy, nie wolno nam zapominać o tragicznych doświadczeniach historycznych, które wynikały z konkurencji między poszczególnymi państwami narodowymi. To były państwa konkurujące ze sobą, rywalizujące o zasoby, o terytoria, o wpływy i rynki. I taka sytuacja zawsze, prędzej czy później, kończy się wojną. W dziejach ludzkości były oczywiście wojny, ale dopiero XIX-wieczna koncepcja narodu przyniosła konflikty, które tak silnie uderzyły w ludność cywilną. I tak naprawdę, wszystkie narody niszczyły tę ideę europejską, ponieważ albo atakowały, albo były atakowane. To wszystko nie sprzyjało integracji, prowadziło do systemów totalitarnych. Z tego trzeba wyciągnąć wnioski. Ktoś może oczywiście skomentować, że to przecież utopia, że jak to by miało być, tak bez narodów? Ja jestem o to spokojny. Przez 100 milionów lat nie było żadnych nacjonalizmów i świat jakoś sobie radził.

 

oprac. RDwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl