• Start
  • Wiadomości
  • Zmarł Łukasz Lipiński - świetny dziennikarz, gdańszczanin

Zmarł Łukasz Lipiński - świetny dziennikarz, gdańszczanin, zastępca szefa tygodnika Polityka 

Należał do grupy dziennikarzy, którzy pracę zaczynali w gdańskim oddziale “Gazety Wyborczej”, w drugiej połowie lat 90. Kilka z tych nazwisk poszło potem robić karierę do Warszawy. Łukasza Lipińskiego droga zaprowadziła wysoko - do tygodnika “Polityka”, gdzie został zastępcą redaktora naczelnego. Często udzielał się jako komentator wydarzeń politycznych w radiu i telewizji. Mówił zawsze mądrze i przenikliwie, dbał o wysokie standardy. Nowych komentarzy nie będzie - Łukasz Lipiński zmarł 18 czerwca 2024 roku, w wieku 51 lat.
18.06.2024
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Zdjęcie mężczyzny w średnim wieku, który siedzi na ławce Grassa we Wrzeszczu, między figurą przedstawiającą Guntera Grassa i figurą Oskara Matzeratha, bohatera powieści Blaszany bębenek
Łukasz Lipiński (1973-2024)
fot. FB Łukasza Lipińskiego

Żyć do końca, na 100 procent

To chyba ten ostatni rok, naznaczony ciężką chorobą, pokazał jakim Łukasz był człowiekiem. Walcząc z rakiem trzustki bardzo schudł, wskutek terapii stracił włosy, czuł, że ma coraz mniej sił. Do głowy mu jednak nie przyszło, żeby się nad sobą użalać. Łukasz uznał, że skoro nie zostało mu tych dni wiele, musi je spędzić najlepiej, jak się da. 

Nadal chodził do TVN24 i kanałów internetowych jako komentator. Nadal pisał dziennikarskie analizy polskiej rzeczywistości. Był rzeczowy i w sprawach ważnych po prostu bezkompromisowy. Jeden z jego komentarzy:

TVP Info włączam tylko po to, żeby się dowiedzieć, jakie są trendy w pisowskich przekazach dnia. Czasem, wyłącznie z obowiązku, oglądam „Wiadomości” TVP. Powiedzieć, że to obrzydliwe propagandowe widowisko, które z dziennikarstwem nie ma nic wspólnego, to nic nie powiedzieć. „Kto się tam pokazuje, tego ja nie szanuję” - śpiewał Kazik. 

Między pracą, rodziną i piłką

Warto powiedzieć, że - w tych trudnych miesiącach walki Łukasza o życie pełną piersią - pięknie zachował się tygodnik “Polityka”, który dał mu wolną rękę w sprawach zawodowych i każde możliwe wsparcie.   

Łukasz pracował więc, ile tylko mógł i chciał. Miał mieć czas dla rodziny i dla siebie. Chodziło także o to, by miał czas na spełnienie choć kilku swoich marzeń. Jako fan piłki nożnej Łukasz bardzo chciał zobaczyć na żywo rozgrywki Premier League. Udało się - kilka miesięcy temu pojechał na derby Londynu, wrócił zachwycony.

W ogóle dużo bywał na meczach, najchętniej z synami. Dwaj starsi, Mikołaj i Michał, są z pierwszego małżeństwa, Konstanty - z drugiego. Mikołaj studiuje za granicą. Łukasz przychodził na stadion ze średnim i młodszym. Michał dopiero co dostał się na medycynę, głowę wygolił sobie “na zero”, żeby pokazać, jak bardzo w tych trudnych chwilach jest ze swoim tatą. Kostek - ku radości Łukasza został piłkarzem w juniorskiej drużynie.

Tę trójkę można było spotkać na meczach w Gdańsku i w Warszawie. Chodzili na Lechię i warszawską Polonię. Łukasz cieszył się, że Biało-Zieloni w ciągu jednego sezonu zdołali wrócić do ekstraklasy, i że Czarne Koszule utrzymały się w Fortuna 1. Lidze. 

Kochał Gdańsk, kochał Lechię i nasz gdański stadion, “Bursztynową Dumę”

- mówi prezes Arena Gdańsk, Rafał Mańkus, zaprzyjaźniony z Łukaszem Lipińskim.

Czterej mężczyźni siedzą obok siebie w jesiennych kurtkach, są uśmiechnięci, mają biało-zielone szaliki
Łukasz Lipiński (drugi od lewej) na meczu Lechii. Od prawej siedzą: Piotr Borawski, zastępca prezydenta Gdańska i prof. Jacek Tebinka z Uniwersytetu Gdańskiego. Z lewej strony - autor tekstu
Fb Piotra Borawskiego

Wierny duchowi Sierpnia

Od ponad dwóch dekad Łukasz mieszkał w Warszawie, to co najważniejsze było więc w stolicy, ale i tak przyjeżdżał do Gdańska, kiedy tylko mógł. Przede wszystkim - odwiedzić mamę, która zawsze była dla niego wzorem. To był dom zaangażowany w działalność pierwszej “Solidarności” i żyjący etosem Sierpnia. Łukasz zapamiętał z dzieciństwa ten cudowny powiew wolności i entuzjazm dorosłych, a potem - dramatyczne epizody stanu wojennego. 

W dorosłość wchodził już w wolnej Polsce. Był absolwentem gdańskiego II LO. Studia ukończył na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego.

Pod koniec 1996 roku gdański oddział Gazety Wyborczej ogłosił, że szuka stażystów do pracy w dziennikarstwie. Przyszedł tłum, przyjęto trzy osoby - wśród nich Łukasza. Błysnął nadzwyczajną sprawnością i zmysłem obserwacji. Po rozmowie wstępnej kandydaci mieli po prostu pójść w miasto i przynieść ciekawy temat. Łukasz dowiedział się od przechodniów, że przed pocztą na Długiej stoją dwie skrzynki - jedna do listów krajowych, druga do lokalnych. Tyle, że o określonej godzinie pracownice poczty przychodziły po te listy z jednym koszem, mieszając zawartość obu skrzynek. Łukasz pytał, gdzie tutaj sens - i tak mu już zostało, zawsze w opisywanych tematach szukał sensu.

Mówili zwolnij, ale kiwał głową

Przez 15 lat pracował dla "Gazety Wyborczej". Gdy przeniósł się z Gdańska do Warszawy, zaczął od działu gospodarczego (wiceszef w latach 2001-2006), następnie był kierownikiem działu zagranicznego (2006-2008) i krajowego (2008-2012). 

Po odejściu z „Wyborczej” wybrał pracę dla serwisu analitycznego Polityka Insight, który był czymś wyjątkowym i nowatorskim na polskim rynku medialnym. Łukasz tworzył go od podstaw, był w PI dyrektorem do spraw analiz.

Poszliśmy pod prąd - w czasach, gdy wszyscy narzekają na obniżający się poziom dziennikarstwa i tabloidyzację mediów, zbudowaliśmy serwis oparty na wysokiej jakości, analizie informacji i często wyspecjalizowanej wiedzy” 

- pisał później w jednym z serwisów społecznościowych. 

Miał na swoim koncie m.in. kilka tysięcy zredagowanych analiz i kilkadziesiąt kompleksowych raportów. Dało mu to ekspercką wręcz wiedzę na tematy gospodarcze i polityczne. 

Od 2018 roku był redaktorem naczelnym serwisu Polityka.pl. i zastępcą redaktora naczelnego tygodnika “Polityka”.

O śmierci Łukasza Lipińskiego poinformowała jego redakcja:

Chorobie nie poddawał się właściwie nigdy: podróżował, spotykał się, pracował, planował. Żył na 100 procent, tak chciał - tylko kiwał głową, gdy ktoś mówił mu: »zwolnij, odpocznij«. Mąż i tata. Dobry i mądry Człowiek. Nie możemy się pogodzić z odejściem Łukasza. Myślami jesteśmy z jego najbliższymi.

TV

Westerplatte – beneficjent czy ofiara polityki historycznej?