Wygodnie jeździć tunelem pod Martwą Wisłą - tylko promu żal

Kiedy w kwietniu 2016 roku uruchomiono tunel drogowy pod Martwą Wisłą, rację bytu utraciła czynna opodal promowa przeprawa samochodowo-pasażerska. 31 maja 2016, przed zmierzchem, prom wykonał ostatni kurs. Jaka była jego historia?

Wygodnie jeździć tunelem pod Martwą Wisłą - tylko promu żal
A
A
data publikacji: 01 marca 2017 r.
Prom Wisłoujście na Martwej Wiśle, maj 2016
Prom Wisłoujście na Martwej Wiśle, maj 2016
Jerzy Pinkas / www.gdansk.pl

Samochodem przemykamy tunelem w niespełna dwie minuty, promem płynęliśmy po rzece od pięciu do siedmiu minut, a przecież niejednokrotnie trzeba było jeszcze czekać w długiej kolejce aut. No, i w tunelu nie pobiera się myta, tymczasem przeprawa promowa była – co oczywiste – płatna. W tej sytuacji jest zrozumiałe, że prom samochodowo-osobowy „Wisłoujście”, który przez prawie czterdzieści lat łączył brzegi Nowego Portu i Wisłoujścia (dokładnie: 39 lat i 5 miesięcy), nagle z dnia na dzień stracił prawie wszystkich klientów, a miasto ogłosiło, że nie będzie subwencjonować tej przeprawy.

Jak podaje „Dziennik Bałtycki” z 24 marca 1947 roku, powojenna komunikacja przez Martwą Wisłę między Nowym Portem i usytuowanym opodal Wisłoujścia Basenem Górniczym długo odbywała się na małych łódkach (były nawet przypadki utonięć). Węgiel był głównym artykułem eksportowym Polski, dlatego z każdym miesiącem przybywało pracowników do obsługi węglowych nabrzeży basenu i rosło zapotrzebowanie na sprawną komunikację między wiślanymi brzegami.

Pierwszy prom uruchomiono 1 marca 1946 roku. Był to podniesiony z dna i wyremontowany poniemiecki wrak, miał napęd parowy, nadano mu imię „Jan”. Przewoził bodaj wyłącznie ludzi, a jego armatorem było przedsiębiorstwo państwowe „Żegluga Gdańska”. Z komunikatu prasowego z marca 1948 roku wynika, że „Jana” zastąpił statek „Janina”, a operatorem przewozów była najpewniej dyrekcja MZKGG (Międzykomunalne Zakłady Komunikacyjne Gdańsk-Gdynia), bo to ona powiadamiała, że w okresie świąt Wielkiej Nocy „Janina” będzie kursować normalnie.

Prom samochodowo-pasażerski „Wisłoujście”, który pożegnano 31 maja 2016 roku, pojawił się w Gdańsku w styczniu 1976. W mediach przedstawiano go jako jednostkę bardzo nowoczesną, podkreślano też, że kierowcy jadący z Sopotu i Gdyni do Wisłoujścia i na Stogi, jeśli z niego skorzystają, skrócą swoją trasę o około dwadzieścia kilometrów.

„Wisłoujście” zbudowała szczecińska Stocznia „Odra” na zamówienie „Żeglugi Gdańskiej”. Prom miał 42 metry długości i 8,8 metra szerokości. Napędu dostarczały dwa silniki typu H-12 (po jednym z przodu i z tyłu), każdy o mocy 300 KM, zbudowane w warszawskich Zakładach Mechanicznych im. Marcelego Nowotki; dzięki nim prom osiągał prędkość 11 kilometrów na godzinę. Sterowanie było w pełni zautomatyzowane. Aby żegluga była bezpieczna także we mgle, jednostkę wyposażono w radar, co wtedy nie było tak powszechne jak dzisiaj. Nośność 106 ton pozwalała przewieźć od ośmiu do dziesięciu samochodów ciężarowych albo szesnaście osobowych. Ponadto prom zabierał od sześćdziesięciu do stu pasażerów, a dwudziestu mieściło się w osobnym pomieszczeniu z ogrzewaniem. Obsługę tworzyła pięcioosobowa załoga.

Prom zacumował przy Bramie Zielonej obok największego wycieczkowca „Żeglugi Gdańskiej”, ms. „Mazowsze” i tu, 12 stycznia1976 roku, przy panującej na całym Wybrzeżu sztormowej pogodzie, odbył się ceremoniał podniesienia bandery. Zanim to nastąpiło, dowodzący promem porucznik żeglugi przybrzeżnej Edward Śliwiński złożył dyrektorowi „Żeglugi Gdańskiej” Janowi Myślickiemu meldunek o gotowości jednostki do służby, po czym bosman Eugeniusz Stępień dokonał symbolicznego wciągnięcia bandery.

Przeprawa promowa nie ruszyła jednak tego dnia, ani następnego, bo nie było dla niej przyczółków cumowniczych. Zarząd Portu Gdańsk zapewniał, że powstaną do 31 grudnia 1975 roku, ale – jak poinformowano media – gotowe mogły być dopiero w maju (specjalizująca się w takich przedsięwzięciach „Hydrobudowa” otrzymała zbyt późno zlecenie na tę budowę). Pikanterii dodawał fakt, że odbiór promu zaplanowano na późniejszy termin, a pojawił się już w pierwszych dniach stycznia 1976, bo szczecińscy stoczniowcy przyspieszyli jego budowę (na marginesie dodajmy, że „Żegluga Gdańska” planowała w latach 1977-1980 uruchomienie kolejnych połączeń promowych w relacjach Świbno-Mikoszewo oraz Górki Wschodnie-Górki Zachodnie i zakładano, że promy do ich obsługi powstaną również w Szczecinie, tym razem w Stoczni im. Adolfa Warskiego).

Informacja w Głosie Wybrzeża, 13 stycznia 1976
Informacja w Głosie Wybrzeża, 13 stycznia 1976
Zbiory Biblioteki UG
Z Głosu Wybrzeża, 5 stycznia 1977
Z Głosu Wybrzeża, 5 stycznia 1977
Zbiory Biblioteki UG

Ostatecznie przeprawa do Wisłoujścia ruszyła nie w maju 1976 roku, ale 4 stycznia 1977 z powodu poślizgu przy budowie przyczółków. Inauguracja nie miała uroczystej oprawy, jak dokonane rok wcześniej podniesienie bandery. Pieczę nad przewozami sprawowało Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów.

Reporter „Głosu Wybrzeża”, podpisujący się (f), nie ukrywał rozgoryczenia tym, co zobaczył na przystani: „Jakkolwiek przygotowania związane z uruchomieniem pływającego mostu trwały długo, to jednak finał ich nie może zadowalać. Wczoraj zastaliśmy bowiem w Nowym Porcie tzw. wielką improwizację. Nie odśnieżono dróg dojazdowych, a od strony Wisłoujścia nie posypano ich piaskiem. Brakowało jakichkolwiek znaków orientacyjnych. Do każdego zbliżającego się samochodu podbiegał pracownik żeglugi i informował, że przed wjazdem na prom pasażerowie muszą opuścić pojazdy itp. Takie gesty wydały się nawet sympatyczne, ale wolelibyśmy widzieć dobrą i przemyślaną organizację, proszę Przedsiębiorstwa Dróg i Mostów”.

W ciągu roku „Wisłoujście” zmieniło dowódcę. W 1977 roku było dowodzone przez kapitana Huberta Rydlewskiego. W swoim pierwszym sezonie zimowym prom pływał każdego dnia (z wyjątkiem niedziel i świąt) co pół godziny od 6.15 do 20.45.

Przeprawa szybko zyskała popularność. Korzystali z niej między innymi pracownicy Portu Północnego i „Siarkopolu”, ale służyła również firmom do transportu sprzętu i materiałów, także karetka pogotowia ratunkowego nie jeden raz korzystała z tej przeprawy. Prawie każdego dnia przewożono około dwóch tysięcy osób i półtora tysiąca samochodów. Kolejka aut czekających na przewóz wydłużała się nieraz do kilometra i więcej. Prom wykonywał kilkadziesiąt kursów dziennie, zużywając miesięcznie osiem tysięcy litrów ropy, mimo to przedsięwzięcie było opłacalne dla armatora, bo miasto dopłacało do jego funkcjonowania.

Bodaj w 1993 roku właścicielem promu został Andrzej Pieńkowski, dawniej główny energetyk w „Żegludze Gdańskiej”. Pieniądze na zakup uzbierał, pływając jako pierwszy elektryk na statkach obcych bander.

W ostatnich latach w dni robocze prom odpływał z Nowego Portu między 6. i 7. w dwudziestominutowych odstępach, następnie o 7.30 i 7.45, a od 8. do 13. w półgodzinnych odstępach, dalej o 13.20, 13.40 i 14., od 14.20 do 16. non stop i następnie do 18.30 znowu co pół godziny. Dodatkowo w sezonie turystycznym, czyli od 1 czerwca do 31 sierpnia, pływał w soboty i niedziele od 10. do 18. w półgodzinnych odstępach. Po otwarciu tunelu liczba przewożonych samochodów spadła prawie do zera. Zdarzało się płynąć z jednym samochodem i kilkoma rowerzystami, bywały też puste przebiegi.

Przypomnijmy jeszcze za co i ile trzeba było zapłacić. „Pieszy lub dodatkowa osoba w pojeździe” płaciła 2 złote za przejazd. Za „pojazd samochodowy trójkołowy lub czterokołowy o masie własnej nieprzekraczającej 550 kg, motorower, motocykl wraz z kierującym” trzeba było uiścić 4 złote. Przewóz „pojazdu samochodowego o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony, z wyjątkiem autobusów oraz zespołów tych pojazdów oraz pojazdu zaprzęgowego wraz z kierującym” kosztował 6 złotych”, a „autobusu o dwóch osiach, ciągnika samochodowego bez naczepy z kierującym” – 12 złotych. Droższy był przewóz „samochodu ciężarowego o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony” i „autobusu o trzech i więcej osiach” –15 złotych, a także „zespołu pojazdów składających się z samochodu ciężarowego o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony i przyczepy albo z autobusu i przyczepy” – to 18 złotych.

W ostatni rejs z Nowego Portu do Wisłoujścia i z powrotem prom wypłynął we wtorek, 31 maja 2016 roku, o godzinie 19. Zabrał tylko 55 osób, wszystkie bilety szybko się rozeszły. Była to podróż pełna wzruszeń, niektórzy uczestnicy rejsu nie kryli smutku. A jak to przeżywał siedemdziesięcioletni właściciel promu? – „Ktoś wykonał pode mną krecią robotę. Powstał tunel. Będę teraz pił kawę z żoną” – odpowiadał. Pogodził się z losem. Ma zamiar sprzedać prom, bo nie opłaca się go utrzymywać. Niektórzy doradzają, by woził rowery, bo rowerzyści nie mogą przejeżdżać tunelem, a w miejskich autobusach pewnie nie wszyscy się zmieszczą. Jednak wpływy nie pokryłyby nawet kosztów eksploatacji, bo prom spala duże ilości ropy. A przecież jeszcze w ostatnich latach miasto wspierało ten środek komunikacji półtoramilionową subwencją.

Ostatni rejs, 31 maja 2016
Ostatni rejs, 31 maja 2016
Jerzy Pinkas / www.gdansk.pl

„Wisłoujście” nie było ostatnim gdańskim promem. Do dzisiaj pracuje prom samochodowo-osobowy przy wschodnich rogatkach miasta na Przekopie Wisły. Jest to prom linowy (napęd pochodzi z przycumowanej motorówki), który kursuje między Świbnem i Mikoszewem. Jest też jeszcze niewielki prom motorowy na Motławie, który przewozi głównie gości Muzeum Morskiego, a kursuje z nabrzeża przy Wielkim Żurawiu na Ołowiankę.

 

Tadeusz T. Głuszko

 

WYKORZYSTANO:

„Rok pracy Żeglugi Gdańskiej. Uruchomiono 10 statków i 7 promów”, „Dziennik Bałtycki” z 24.03.1947;

„Podniesienie bandery na promie »Wisłoujście«”, „Dziennik Bałtycki” z 13.01.1976;

„Wkrótce ruszy przeprawa promowa”, „Dziennik Bałtycki” z 27.12.1976;

„Nowoczesny prom »Wisłoujście«”, „Dziennik Bałtycki” z 17.01.1977;

„Pierwszy nowoczesny prom samochodowo-pasażerski. Bandera na »Wisłoujściu«”, „Głos Wybrzeża” z 13.01.1976;

„Droga krótsza o 20 kilometrów. Pływający most już działa”, „Głos Wybrzeża” z 5.01.1977;

Internet.

 

Pierwodruk: „30 Dni” 3/2016