Szwed: to jest seksizm. Cheerleaderka: ale o co chodzi?

Sporym echem odbiła się wypowiedź szwedzkiego piłkarza ręcznego, który skrytykował polskich organizatorów Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej za to, że w przerwie meczów tańczą na parkiecie cheerleaderki. Skandynawski zawodnik uznał, że jest to przejaw seksizmu. Co mówią same zainteresowane?
( Publikacja: 21.01.2016 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

Monika Matusiewicz-Herrmann jest dumna z tego, że jest cheerleaderką. Nikt nie będzie jej mówił, czy może tańczyć czy nie.

Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn odbywają się w kilku miastach Polski. Jednym z miast gospodarzy do środy, 20 stycznia, był Gdańsk, a mecze rozgrywano w Ergo Arenie, na granicy Gdańska i Sopotu. W  przerwie meczów - albo gdy trener prosi o czas - na parkiet wybiegają cheerleaderki. W Gdańsku publiczność zabawiana była w ten sposób przez zespół Cheerleaders Flex Sopot.

Tymczasem kapitan reprezentacji Szwecji w piłce ręcznej Tobias Karlsson skrytykował występy cheerleaderek na polskich parkietach. Jego zdaniem to robienie z kobiet przedmiotów, które cofa postępy feminizmu na świecie.

- Zdążyłem już do cheerleaderek przywyknąć, grając w Bundeslidze, ale dajcie spokój... który mamy teraz rok!? Jest tyle innych, wspaniałych rzeczy, które można robić w przerwach meczu - mówi Karlsson. Jego śladem poszedł szwedzki dziennikarz sportowy Carl Toll, który wezwał na Twitterze: “Mężczyźni, wyjdźcie z jaskiń”!

Co na to trójmiejskie cheerleaderki? Czy czują się uprzedmiotowione i czy rzeczywiście ich taniec cofa walkę o równouprawnienie o lata? Rozmawiamy z Moniką Matusiewicz-Herrmann, kapitanką zespołu Cheerleaders Flex Sopot, występującego w Ergo Arenie.

Sebastian Łupak: Jest Pani zadowolona, że kapitan reprezentacji Szwecji w piłce ręcznej ujął się za Wami?

Monika Matusiewicz-Herrmann: - Czy ja wiem, czy on zabrał głos w moim imieniu? Mnie nikt nie musi bronić. To, że jestem cheerleadreką jest moim wyborem. Zdecydowałam się na to parę lat temu, jestem osobą dorosłą, odpowiedzialną za siebie i nie widzę w tym nic złego, że tańczę na parkiecie. Wręcz przeciwnie: jestem doceniania przez wiele osób za to, że mam w życiu pasję i się realizuję. Nie można nikomu zabronić tańca, czy to jest taniec towarzyski, czy taniec typu cheerleaders.

Czy występy Pani i Pani koleżanek nie cofają kobiet o lata w walce o równouprawnienie?

- Jeśli już mówimy o równouprawnieniu, to dajmy kobietom wybór. To jest nasz wybór! Nikt nas do tańca nie zmusza. Ja nie czuję się gorsza z tego powodu, że tańczę na parkiecie. Gdybym czuła się gorsza, nie robiłabym tego. Mówi się, że gracze grają cały mecz, a my jesteśmy jedynie przerywnikiem. Ale to jest charakter tego tańca: my mamy określony czas, zazwyczaj przerwę, kiedy możemy zaprezentować swoje umiejętności. Rozumiemy, że jesteśmy przerywnikiem i nie mamy z tym problemu. Jeśli chciałabym być koszykarką, siatkarką, czy piłkarką ręczną, to bym jako dziecko zaczęła grać. Mój wybór był inny: przez 10 lat trenowałam gimnastykę artystyczną i cieszę się, że znalazłam miejsce, w którym mogę to doświadczenie wykorzystać. Moim zdaniem to spory wyczyn, żeby przez minutę zaskoczyć publiczność! Łatwo nas krytykować, nie widząc naszej ciężkiej pracy. Tak naprawdę, żeby „postawić” minutowy układ na meczu, potrzebujemy 6-8 godzin ciężkiego treningu!

Mężczyźni to jaskiniowcy, gdy na was patrzą?

- Na nas patrzą i mężczyźni, i kobiety, i rodziny z dziećmi. Więcej jest mężczyzn, bo ci bardziej interesują się sportem, ale publiczność naprawdę jest zróżnicowana. Nie tańczymy, żeby ucieszyć męską publiczność. Mamy zróżnicowany program, łączymy elementy różnych tańców. Wykorzystujemy gimnastykę artystyczną, mamy też osoby po szkole baletowej, i to razem daje widowisko. Tych, którzy się boją, że to jest tylko seksapil i że przekraczamy wszelkie granice, zapraszam na nasz występ. Proszę usiąść w pierwszym rzędzie i zobaczyć nasze choreografie. I dopiero wtedy nas oceniać.

Stereotyp o was jest niestety inny…

- Wiem: kształtna, głupiutka blondyneczka. To nieprawda! Ja jestem po pedagogice na Uniwersytecie Gdańskim, inne dziewczyny też studiują, bądź są po studiach. Spotykamy się na treningach trzy razy w tygodniu i traktujemy to jako naszą drugą pracę. Studentki przyjeżdżają zaraz po zajęciach, dziewczyny przyjeżdżają po pracy, ciężko harują, żeby wyjść na parkiet i pokazać się z jak najlepszej strony. To godziny ćwiczeń, squash, cross fit, pływanie, sportowy styl życia. Czy ktoś krytykuje piłkarzy ręcznych za to, że są umięśnieni? Nie! A nas się krytykuje za dobry wygląd i dobrą formę. A przecież wszystkie, idąc do jakiejkolwiek pracy, staramy się być zadbane i wyglądać dobrze, prawda?   

Co Pani robi w pierwszej pracy?

- Jestem nauczycielką w przedszkolu. Zresztą prowadzę w nim zajęcia z tańca cheerleaders dla dzieci. To też jest część równouprawnienia: młode matki mogą wybrać, czy posłać córki na karate, taniec towarzyski, szachy czy taniec cheerleaders. Dzieci bardzo to lubią, bawią się pomponami, wstążkami.  Prowadzę też grupę cheerleaderek na wózkach inwalidzkich! One dopiero łamią sterotyp typowej cheerleaderki. Po to każdy z nas jest inny, żeby mieć wybór i swoje zdanie. Mamy wolność słowa, więc niech każdy mówi o nas, co chce, ale proszę ważyć słowa. Trzeba mieć argumenty, a nie powielać stereotypy.

Co by Pani radziła Panu Tobiasowi Karlssonowi?

- Nie wiem... może, żeby w przerwie bardziej skupiał się na uwagach i słowach trenera, a nie myślał o nas?! A tak naprawdę to jestem zbyt dobrze wychowaną dziewczyną, żeby mu coś odpowiadać!  

Cheerleaderki z grupy Flex w akcji. Kibic z Węgier, mimo porażki jego zespołu, wydaje się zadowolony.