ZOBACZ FILMI GOS:
Kto za to odpowiada?
“Lód na Motławie jest cieńszy, słabszy i bardziej nieprzewidywalny niż wygląda. Dodajmy do tego odwilż i ogrzewane jachty - i mamy przepis na tragedię. Tabliczki wiszą po to, żeby do niej nie doszło” - czytamy na profilu facebookowym Gdańskiego Ośrodka Sportu.
Na Fb GOS-u wywiązuje się dyskusja między zwolennikami chodzenia po lodzie, a tymi, którzy proponują im się dobrze puknąć w głowę. Bywa, że obie strony nie przebierają w słowach. Jednak wiele głosów ma charakter konstruktywny.
Internauta Wojciech Wodziński pyta: “Czy Gdański Ośrodek Sportu odpowiada za wody na Motławie?”.
GOS odpisuje: “Za stan wody w Motławie odpowiadają Urząd Morski w Gdyni oraz Urząd Żeglugi Śródlądowej w Bydgoszczy. Gdański Ośrodek Sportu zarządza marinami, przystaniami i pobrzeżem, z których korzystają osoby wchodzące na Motławę”.
Dlaczego nic nie zrobili?!
Powyższa odpowiedź tłumaczy, dlaczego GOS na nabrzeżach wywiesił tabliczki ostrzegawcze - znajdują się one przy drabinkach, które z poziomu chodnika umożliwiają ludziom schodzenie na lód. Gdy Motława jest po prostu płynącą rzeką, prawie nikt nie zwraca uwagi na te drabinki. Jednak gruba lodowa pokrywa wszystko zmieniła. Ludzi nawet nie przeraża to, że zejście po drabince z nabrzeża Wyspy Spichrzów wymaga pokonania niemałej wysokości ponad 4 metrów. Tylko czekać, jak ktoś spadnie, rozbije sobie głowę albo i gorzej.
W Gdańsku szefowie niektórych instytucji zaczęli zadawać sobie pytanie: co będzie jeśli dojdzie do tragedii?
- rozpacz dotkniętej nieszczęściem rodziny, pogrzeb
- hejt medialny gwarantowany - przeciwko policji, Straży Miejskiej, władzom Miasta. Pytanie podstawowe: “Dlaczego nic nie zrobili, póki był na to czas?!”
- do akcji wkroczy prokurator, zacznie się szukanie winnych
Już w niedzielę, 1 lutego, można było spotkać radiowóz Straży Miejskiej, który z mostu wzywał ludzi przez megafon do zejścia z lodu. Było mroźnie i słonecznie, po rzece chodziły tłumy - nikt nie reagował.
Tysiące na spacerach po zamarzniętej Motławie. Czy to bezpieczne?
Most, który dzieli
Kamil Koniuszewski szef GOS-u też postanowił działać.
Po pierwsze: wywiesić tabliczki ostrzegawcze na nabrzeżach.
Po drugie: nawiązać współpracę z instytucjami, które mogą realnie wpływać na zachowania ludzi. Okazało się, że są przepisy prawa dające możliwość karania mandatem za chodzenie po lodzie na rzece, takiej jak Motława, ale nie może ich egzekwować ani policja, ani strażnicy miejscy.
- Kto w takim razie może to robić?
- To skomplikowane - mówi Kamil Koniuszewski. - Gdy staniesz na Zielonym Moście twarzą do Żurawia, widzisz wody morskie, które są częścią obszaru portowego. Za plecami masz wody tej samej Motławy, jednak pod względem prawnym są one klasyfikowane już jako wody śródlądowe. Za te pierwsze odpowiada Urząd Morski w Gdyni. Za drugie - Urząd Żeglugi Śródlądowej w Bydgoszczy.
Trudno wyobrazić sobie, że obie instytucje z powodu lodu na Motławie oderwą teraz swoich pracowników od biurek i wyślą ich do Gdańska, by kazali ludziom wracać na nabrzeża.
GOS robi, co może
Gdański Ośrodek Sportu postawił więc na ostrzeżenia i podsycanie wyobraźni u tych, którym być może trochę brak poczucia odpowiedzialności za siebie i innych.
Najpierw na nabrzeżach pojawiły się tabliczki ostrzegawcze.
W piątek 6 lutego - na profilu Fb GOS-u opublikowano sugestywny filmik, z nie mniej sugestywnym komentarzem:
Czy nadal macie ochotę pospacerować po Motławie?
Jak widzicie – te tabliczki nie wiszą bez powodu.
Wiemy, że Gdańsk obiegły zdjęcia bajecznie zamarzniętej Motława. Wygląda magicznie. Instagramowo. „Jak z pocztówki”.
Ale my wybieramy Motławę, po której się nie chodzi.
I przypominamy – dlaczego ten zakaz naprawdę ma sens:
- Jachty dogrzewają wodę od środka
Zacumowane łodzie i houseboaty mają ogrzewane kabiny i systemy przeciwzamarzaniowe. Ciepło trafia prosto do rzeki – pod kadłubami lód bywa symboliczny albo nie ma go wcale.
- To nie czysta woda – to miks słodkiej i morskiej
W dolnym biegu Motławy woda jest słonawa. Sól osłabia strukturę lodu – wygląda „normalnie”, ale jest kruchy i ma dużo mniejszą nośność niż na jeziorze.
- Miasto tworzy wyspy ciepła
Betonowe nabrzeża, kanały burzowe i instalacje oddają ciepło do wody. Powstają lokalne „plamy” cienkiego lodu – szczególnie przy brzegach i w rejonach takich jak Wyspa Spichrzów czy pod Żuraw Gdański.
- Idzie odwilż – lód znika szybciej, niż myślisz
Przy ociepleniu tafla traci grubość nie tylko od góry, ale głównie od spodu. To, co wczoraj „trzymało”, jutro może pęknąć pod jedną osobą.
- Bałtyk potrafi cofnąć rzekę
Silniejszy wiatr od północy wtłacza wodę z zatoki w górę Motławy. Tafla lodu się unosi, napina i pęka – często w sposób niewidoczny z góry.
- I na koniec: to po prostu nielegalne
Dolny odcinek Motławy jest częścią obszaru portowego. Wchodzenie na lód reguluje prawo morskie.
REASUMUJĄC:
Lód na Motławie jest cieńszy, słabszy i bardziej nieprzewidywalny niż wygląda. Dodajmy do tego odwilż i ogrzewane jachty - i mamy przepis na tragedię. Tabliczki wiszą po to, żeby do niej nie doszło.