• Start
  • Wiadomości
  • Razem uczcili ofiary Powstania Warszawskiego: młodzi i starzy; liberałowie i konserwatyści

Razem uczcili ofiary Powstania Warszawskiego: młodzi i starzy; liberałowie i konserwatyści

- Sama byłam dzieckiem i musiałam się nauczyć zamykać oczy na wieczność innym dzieciom - mówiła Krystyna Łubieńska, uczestniczka powstania warszawskiego, po wojnie wybitna gdańska aktorka.
( Publikacja: 01.08.2016 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

92-letnia Aleksandra Koczorowska z Zaspy przy grobie przyjaciela i przyjaciółki z AK. Koczorowska służyła w AK na Kielecczyznie, w oddziałach Ponurego.

Wszyscy stali nad grobami żołnierek i żołnierzy w kwaterze AK. Reporter Gdansk.pl akurat obok grobu żołnierki o pseudonimie “Śnieżka”. Historia naszego kraju była wokół nas, na cmentarzu Łostowickim w Gdańsku, przy grobach ozdobionych znakiem Polski Walczącej.

Byli tu politycy, działacze społeczni, ale przede wszystkim zwykli gdańszczanie. Ktoś przyszedł na grób dziadka, ktoś ukochanej żoneczki, jeszcze inni do nieznanych sobie bohaterów. Wszyscy przyszli po to, aby punktualnie o godz. 17 oddać hołd bohaterom powstania warszawskiego, które wybuchło 72. lata temu. Zginęło w nim blisko 200 tysięcy ludzi, głównie cywilów.  

Dramatycznie zabrzmiały słowa Krystyny Łubieńskiej, aktorki teatru Wybrzeże, która przeżyła powstanie jako dziecko: - Ja byłam dzieckiem, kiedy moja mama, będąc w AK, powiedziała, że ja też muszę brać udział w powstaniu. Byłam na punkcie sanitarnym doktora Mazurka. Nauczył mnie wszystkiego: także zamykać oczy tym młodziutkim chłopcom.

Aleksandra Dulkiewicz, przewodnicząca klubu PO w radzie miasta Gdańska: - Byłam wychowywana w domu w pamięci o powstaniu, o tej bezkresnej ofierze. Mój ojciec zawsze w sierpniu podsuwał mi lektury o powstaniu. To jest temat nadal trudny, ale cześć pamięci tych, którzy polegli za wolną Polskę, trzeba oddać.

Kazimierz Koralewski, szef klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska: - Oni pewnie myśleli, że powalczą dzień, dwa, trzy, a walczyli 63 dni. To było coś bardzo ważnego, że walczyli do końca. Zawsze 1. sierpnia czuję przejmujący dreszcz. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ta krew nie poszła na marne.

Ewa Lieder, posłanka .Nowoczesnej: - Musimy po prostu pamiętać o naszych bohaterach.

Prof. Jerzy Grzywacz: - Nie świętujemy klęski, wspominamy ludzi, którzy zginęli za wolność i niezawisłość.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz przypomniał w swoim przemówieniu, że w powstaniu ginęły dzieci: - Średnia wieku w Szarych Szeregach wynosiła 14 lat. Rodzice żegnali się 1. sierpnia ze swoimi dziećmi idącymi na powstanie z nadzieją, że się jeszcze spotkają, ale z wielką obawą, czy to się ziści.  

- W tym dniu jesteśmy warszawiankami i warszawiakami - mówił Adamowicz. - Chcemy powiedzieć, nie tylko że pamiętamy, ale też, że chcemy siebie uwrażliwić na straszliwą cenę wojny. Wolność ma swoją cenę, niepodległość ma swoją cenę. Chcemy przypomnieć, jak wysoka jest cena życia w pokoju. Oby nigdy więcej nie trzeba było przechodzić tak tragicznego testu na patriotyzm. Ten test przeszli młodzi ludzie w powstaniu warszawskim. Oddajemy im najwyższą cześć!

Prezydent Adamowicz wita się z weteranami AK.

Profesor Jerzy Grzywacz, szef pomorskiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK, który uczestniczył w powstaniu jako piętnastolatek w Szarych Szeregach, jako łącznik na Powiślu, powiedział:

- Zginęło blisko 200 tysięcy ludzi, w tym 180 tysięcy cywilnych warszawiaków. Ginęli nie tylko od bomb lotniczych, nie tylko od ostrzału artyleryjskiego, nie tylko od ostrzału moździerzy rakietowych zwanych “szafami” albo “krowami”. Większość z tych cywilów zginęła zamordowana przez zbrodnicze wojsko nazistów. Szczególnie trzy odziały miały złą sławę: brygada SS Reinefartha, brygada SS Dirlewangera, która składała się z kryminalistów niemieckich i wreszcie brygada Bronisława Kaminskiego [tzw. 1 rosyjska - red.] RONA, składająca się z rosyjskich jeńców wojennych. Zdumiewa mnie do dziś, że przecież ci jeńcy rosyjscy, nim zaczęli współpracować z Niemcami, musieli doznać bardzo dużych cierpień, wobec tego powinni odczuwać cierpienia innych ludzi. Tymczasem, gdy brygada ta została skierowana do tłumienia powstania, to osiągnęła apogeum okrucieństwa. Niech to będzie przestrogą, co wojna potrafi uczynić z człowieka.

15-letnia Julia Muńko z Wejherowa, sympatyczka KOD-u: - Powstańcom należy się nasz szacunek.

Jerzy Grzywacz mówił dalej:

- Zarzuca się nam, że świętujemy zawsze klęski, bo rzeczywiście powstanie zakończyło się straszliwą klęską. Zginęła obrócona w ruiny lewobrzeżna część Warszawy, niszczona nie tylko w ciągu 63 dni walk, ale również i potem przez trzy miesiące przez specjalne oddziały niemieckie. Dlaczego więc świętujemy ten dzień? Nie dlatego, że była to klęska. My przychodzimy tu dlatego, że powstanie to zostało wywołane z motywacji bardzo szczytnych i w imię ważnych wartości: wolności i niezawisłości. Dowództwo AK powzięło myśl o decyzji wywołania powstania z nadzieją, że jest to ostatnia szansa uratowania niepodległości Polski. Ówczesne władze zdawały sobie sprawę, jak skomplikowana jest sytuacja polityczna Polski. Nieznane były im wyniki konferencji w Teheranie na przełomie listopada i grudnia 1943 roku. Po zerwaniu przez ZSRR stosunków dyplomatycznych z legalnym rządem polskim w Londynie na skutek ujawnienia zbrodni katyńskiej, zdawano sobie sprawę, że nasze sprawy idą w złym kierunku. W lipcu 1944 dowódcy AK wiedzieli już, jak zachowuje się Armia Czerwona w stosunku do naszych oficerów i żołnierzy po zakończeniu walk o Wilno czy Lwów. Oficerowie byli aresztowani, żołnierze internowani; część wysłana do obozów na terenie ZSRR, część wcielono przymusowo do oddziałów Berlinga.

To wszystko docierało do głównej kwatery AK. I Bór Komorowski musiał ten straszny ciężar wziąć na swoje barki. Wziął go z przekonaniem, że być może w Warszawie Armia Czerwona zachowa się inaczej, być może pomoże nam w wyzwoleniu miasta. Chciał swoimi siłami zająć miasto, po to, żeby wystąpić w roli gospodarza, gdy Armia Czerwona wejdzie do Warszawy.

Gdańszczanie pamiętają o Powstaniu: na zdjęciu Tomasz Chylewski, 33 lata, z Suchanina. Jestem tu ku chwale ojczyzny - tłumaczy.

Niestety tak się nie stało. Pamiętam te dni nadziei w pierwszych dniach Powstania, kiedy koło generała Montera, dowódcy garnizonu warszawskiego, kręcił się niejaki kapitan Kaługin, który poprzez nasze radio i poprzez Londyn słał apele do Stalina, aby Armia Czerwona pomogła Warszawie. Tak się nie stało.         

Więc my przychodzimy tu nie po to, żeby czcić katastrofę, ale po to, aby czcić wielkość ofiary tych, którzy ginęli z nadzieją, że giną za ważne dla nas wartości: za wolność i niezawisłość. Głęboko wierzę, że wielkość tych ofiar nie poszła na marne i dzięki świadomości, cośmy przeżyli, w polskich rodzinach w 45-letnim okresie PRL przechowywane były marzenia i wola, aby tę niezawisłość odzyskać. Jestem też głęboko przekonany, ponieważ sam uczestniczyłem w ruchu Solidarności, że przywódcy Solidarności walcząc od 1980 roku do 1989 o naszą suwerenność, gdzieś z tyłu głowy mieli doświadczenie tragedii powstania warszawskiego i wiedzieli, że walczyć muszą drogą pokojową. I to się udało.

My, żyjący jeszcze powstańcy, których jest niewielu, przychodzimy tu także dlatego, że te traumatyczne przeżycia są dla nas świętością. Są świętością, bo wiemy, że tak dużo ludzi zginęło dla tych wartości, o których wspominałem: dla wolności i niezależności. Z głębi serca mówię więc: “Cześć ich pamięci!”.    

Po przemówieniach politycy, i zwykli gdańszczanie, składali kwiaty i zapalali znicze na grobach żołnierzy AK. Byli tu i młodzi, i starzy; byli sympatycy KOD i prawicowi kibice Lechii Gdańsk. Byli liberałowie i konserwatyści. Obok siebie, nie wchodząc sobie w drogę, ale też nie kłócąc się. Tym razem doraźna polityka musiała uznać wyższość czegoś o wiele ważniejszego.   

Od lewej: 89-letni Wacław Juszko z Polskich Sił Zbrojnych oraz 30-letni Arkadiusz, kibic Lechii z Zaspy. - Przez klub więcej o Powstaniu dochodzi do głowy niż przez szkołę - mówi Arkadiusz.