• Start
  • Wiadomości
  • O uzdrawiającej - dla uchodźców i dla nas - mocy pomagania mówi psycholożka Paulina Pawlicka

O uzdrawiającej - dla uchodźców i dla nas - mocy pomagania mówi psycholożka Paulina Pawlicka

- Pomagając mamy kontakt z najlepszymi wersjami siebie, potrafimy dać tak dużo dobrego mimo dzisiejszych podziałów, małoduszności, małostkowości. Wiemy, że mamy taką część w sobie, to nas też uzdrawia - mówi Paulina Pawlicka, psycholożka, wicedyrektorka Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego, która wspiera osoby opiekujące się przybyszami z Ukrainy.
( Publikacja: 27.03.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Młoda kobieta, krótkie jasne włosy, uśmiecha się
Dla osób, które przyjeżdżają, leczące jest poczucie bezpieczeństwa (a dla nas leczące jest  poczucie sprawstwa). Dzięki bezpieczeństwu uchodźcy mogą za jakiś czas pomyśleć, co dalej, jakie kroki chcą podjąć będąc w Polsce - mówi Paulina Pawlicka
Fot. Archwium prywatne

 

 

Alicja Katarzyńska: Prowadzi pani warsztaty w ECS wspierające osoby, które przyjęły uchodźców  

Paulina Pawlicka: Najpierw jest webinar, który służy wszystkim: mówię o konkretnych zasadach przyjmowania osób z doświadczeniem uchodźczym, o fazach radzenia sobie w takiej sytuacji, o tym, jak takie osoby mogą się czuć. Po webinarze wspólnie przegadujemy różne kwestie - to są konkretne pytania osób, które przyjęły pod swój dach rodziny z Ukrainy. Mówimy, co działa, co nie działa, jak to wygląda w jednym domu, jak w drugim. Kolejna kwestia dotyczy nawiązywania kontaktów i relacji. Wymieniamy się doświadczeniami, jak oni/my funkcjonujemy, czego możemy wymagać, czym się wymieniać: ja daję swój dom, goście gotują także dla nas, co z zakupami, kto je robi, finansuje. Jest dużo dylematów drobnych i większych, bo przecież dla większości z nas to nowe doświadczenie. Skupiamy się na innych osobach, ale my przecież też reagujemy emocjonalnie. Moc grupy polega na tym, że można wygadać się w bezpiecznych warunkach, nie obciążać innych domowników, spokojnie powiedzieć sobie też o na przykład irytacji, która się pojawia, czy innych zaskakujących uczuciach. 

 

Wsparcie dla pomagających to nie przesada, fanaberia ale konieczność. Z osobami pomagającymi też bardzo dużo dzieje się na każdym poziomie: fizycznym, emocjonalnym, psychicznym, są najbardziej narażone na wypalenie.   

- Ta pomoc jest równie ważna, jak ta bezpośrednio dawana uchodźcom. Osoby, które przyjmują do siebie do domu uchodźców, prawdziwie stykają się z wojną. Z kolei uchodźcy przechodzą przez różne momenty, od euforii że Ukraina wygrywa i jest lepiej, po smutek bo za chwilę widzą znajome budynki, które są bombardowane, nie mówiąc o naprawdę dramatycznych wydarzeniach jak utrata bliskich. Jesteśmy z tym razem, przyjmujemy Ukraińców z doświadczeniami, które zostawili w Ukrainie. Wsparcie, wymiana doświadczeń, konkretne rady - to  jest niezbędne.  

 

 

Jedna z ekspertek psycholożek mówi o zasadzie działania w procesie pomagania: “zatrzymać się, zastanowić i działać”.

- Warto najpierw znać mechanizmy naszych zachowań w sytuacji kryzysu, zagrożenia, traumy, walki, to są działania z pozycji zachowania życia. To może być walka, ucieczka albo zamrożenie. Walka, czyli kiedy kryzys jest dla nas jak zastrzyk adrenaliny. Wiele osób, które “idą” w takie zachowanie, wybiera działanie, pomaganie, organizowanie, przyjmowanie pod swój dach, mają poczucie sprawczości, mocy - to jedna ze strategii.

Druga to uciekanie, chowanie się w sobie, udawanie, że nie ma kryzysu, to jest to samo źródło radzenia sobie w sytuacji zagrożenia, to też adrenalina w zagrożeniu, tylko tu użyta do  ucieczki, żeby nie było tego, co jest. Kolejna strategia - zamrożenie. Są osoby, które w takiej sytuacji nie czują swoich emocji, wybierają strategię bycia nieobecnymi, nie mają zdania, ale stres, który przeżywają, sprawia, że na przykład nie chce im się jeść, spać. Tak reagują uchodźcy, ale i my, im pomagający. Jedni od razu pomagają, inni nie chcą pomagać, inni muszą zmagać się z własnym lękiem i smutkiem.

 

Ważne żeby podkreślić: żadna z tych strategii nie jest lepsza czy gorsza, nawet ich świadomie nie wybieramy, zależą od naszych zasobów 

- To są strategie radzenia sobie w sytuacji kryzysu: poznawczo ani emocjonalnie nie jesteśmy na niego przygotowani, to sytuacja nagła, z zewnątrz, na którą nie mamy wpływu. Dlatego ważne, żeby się zastanowić zanim zaczniemy działać. Czy mamy przestrzeń na przyjęcie uchodźców: spokojny pokój, czy będą mieć swoje łóżko, półkę w lodówce, swoją łazienkę lub półkę w łazience, czy ta przestrzeń będzie bezpieczna, przewidywalna, żeby nie było niespodzianek, żeby mogli spać w ciszy. Warto pomyśleć, co nam by pomogło w takiej sytuacji, w poczuciu odzyskania bezpieczeństwa, które zrujnowała im wojna i nagle musieli uciekać do obcego miejsca, obcych ludzi. 

Warto też, jeśli zdecydujemy się na ten krok, wziąć pod uwagę, co myślą nasi współdomownicy, nasze dzieci.

 

Bo często decyzja jednej osoby, wypływająca z serca ale impulsywna, zmienia - przecież nie wiemy na jak długi czas - sytuację wszystkich wokół nas. 

- To dorośli podejmują decyzję, a większość dzieci wcale nie jest chętnych na taką zmianę. Jeśli się da, dobrze nie zabierać dzieciom ich pokoju, żeby nie traciły swojej przestrzeni, to mocno naruszająca sytuacja. Tym bardziej że uwaga rodziców może być teraz podzielona, skupiona na gościach, dzieci mogą czuć się porzucone, a  jeszcze jak nie będą miały gdzie się podziać, to może rodzić więcej konfliktów. Trzeba być ostrożnym. Trzeba zawsze rozważyć, na ile radzimy sobie z osobami obcymi w domu. Są osoby, które mają wrażliwy temperament, łatwo się przeciążają, potrzebują cichej przestrzeni, określonych ram pomocy, na przykład miesiąc ale nie dłużej.   

Osoby niezwykle empatyczne mogą czuć się mocno poruszone, może to być dla nich trudne do zniesienia, to duże wyjście poza strefę komfortu. Ale to są też nowe relacje, można się porozumieć nawet poza językiem. Każdy mówi po swojemu i się rozumiemy i to jest niesamowite doświadczenie, to też poczucie wspólnoty, bliskości, jedności. 

 

Miejska Hala Sportowa Gdańskiego Ośrodka Sportu przy ul. Kołobrzeskiej 61 w Gdańsku to miejsce, w którym każdego dnia ponad 80 osób znajduje miejsce do spania, możliwość skorzystania z prysznica, czyste ubrania i ciepły posiłek.
Miejska Hala Sportowa Gdańskiego Ośrodka Sportu przy ul. Kołobrzeskiej 61 w Gdańsku to miejsce, w którym każdego dnia ponad 80 osób znajduje miejsce do spania, możliwość skorzystania z prysznica, czyste ubrania i ciepły posiłek.
Fot. Dominik Paszliński/gdansk.pl

 

 

Wszyscy już o tym mówią, ale warto podkreślić - miesiąc miodowy mija i (niezależnie od działań rosyjskich trolli i służb, które będą chciały nas skłócać) naturalną reakcją jest przeciążenie, zmęczenie, wypalenie, chęć powrotu do normalności. 

- Te pierwsze dni to działanie, jedziemy wyrobić PESEL, szukamy szkoły dla dzieci, może mieszkania, szukamy rzeczy dla naszych gości potrzebnych. Po czasie adrenaliny, działania przychodzi naturalny spadek energii i spadek emocjonalny. To normalne, a nie oznaka że jestem złym człowiekiem! Trzeba o siebie zadbać - zobaczyć, co mi pomaga: może oddzielenie się od naszych gości, częstsze wychodzenie, zamknięcie się w pokoju, może trzeba od nowa ustalić zasady. Trzeba wiedzieć, co mi przeszkadza, żeby siebie nie nadwyrężyć.

 

Dajemy uchodźcom dach nad głową, bezpieczeństwo, ubrania, pomagamy osadzić się w Polsce, ale ostatecznie sami będą musieli zadbać o swój los.

- Dla osób, które przyjeżdżają, leczące jest poczucie bezpieczeństwa (a dla nas leczące jest  poczucie sprawstwa). Dzięki bezpieczeństwu uchodźcy mogą za jakiś czas pomyśleć, co dalej, jakie kroki chcą podjąć będąc w Polsce. Część będzie chciała wracać, część jechać dalej, inni zostaną. Nie podejmujmy decyzji za osoby, które gościmy. Możemy powiedzieć “mamy takie propozycje, co byś chciał zrobić?” lub “Czy teraz chcesz zapisać dziecko do szkoły, czy poczekasz, aż będziecie w ostatecznym miejscu pobytu?”.  

 

 

Ta wojna się kiedyś skończy - a my obserwujemy fakt, że naród ukraiński wykuwa siebie na nowo, zmienia się, przecież to było społeczeństwo nie do końca obywatelskie, z korupcją i innymi problemami. Ta dramatyczna sytuacja jednoczy społeczeństwo i konstytuuje je na setki lat. To też zmiana naszych relacji, ci ludzie są obok, blisko, z nami, nagle okazuje się, że mówimy po polsku, ukraińsku, rosyjsku i się rozumiemy, integracja jest możliwa.

 

To ważne zmiany na wielu poziomach. Dla Ukraińców, dla nas, dla Europy… 

- Mamy kontakt z prawdziwymi ludźmi, możemy ich poznać, ich  trud i podobieństwa powodują, że dużo łatwiejsze jest wybaczenie naszej miejscami trudnej, wspólnej historii. Są rzeczy na poziomie narodu, są rzeczy na poziomie człowiek-człowiek. My teraz jesteśmy ze sobą jako ludzie, to jest coś, co w ich i naszej pamięci zostanie, to jest ozdrowieńcze. Ci co wrócą, wrócą z tym, co przeżyli w Polsce, ci którzy zostaną, zostaną z tym, co dostali i tu będą budować swój los. 

A dla nas to fundamentalne, bo mamy kontakt z najlepszymi wersjami siebie, potrafimy dać tak dużo dobrego mimo dzisiejszych podziałów, małoduszności, małostkowości. Wiemy, że mamy taką cześć w sobie, to nas też uzdrawia. 

Dr Paulina Pawlicka jest psycholożką, adiunktem w Zakładzie Psychologii Międzykulturowej i Psychologii Rodzaju na Uniwersytecie Gdańskim, wicedyrektorka Instytutu Psychologii UG.

 

JAK PRZYJMOWAĆ OSOBY Z UKRAINY W SWOIM DOMU? | warsztaty

termin | 29 marca, wtorek, godz. 17.30–19.30

miejsce | ECS, przestrzeń Solidarność Codziennie, 3 piętro, sala 3.36

wstęp | wolny, ale obowiązują zapisy

zapisy | Bartosz Rief, e-mail: b.rief@ecs.gda.pl, tel.: 517 36 80 94.