• Start
  • Wiadomości
  • Dwie Wigilie polskiej rodziny w Wolnym Mieście Gdańsku - zwyczajna i ta ostatnia

Dwie Wigilie polskiej rodziny w Wolnym Mieście Gdańsku - zwyczajna i ta ostatnia

Dwa zdjęcia, za którymi stoi ta opowieść, powstały podczas Wigilii i pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia w 1933 roku w Wolnym Mieście Gdańsku. Dziewczynki na fotografiach to siostry Muzyk. Ostatni raz spędzą święta z obojgiem rodziców sześć lat później, w stajni na Żuławach.
( Publikacja: 25.12.2021 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
24 grudnia 1933 roku, od prawej Budzia, Celina i Janka Muzyk, chłopcy to ich kuzyni
24 grudnia 1933 roku, od prawej Budzia, Celina i Janka Muzyk, chłopcy to ich kuzyni
Fot. reprod. ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk

 

Wigilię Bożego Narodzenia w 1933 roku Feliks Muzyk z żoną Bolesławą i córkami, jak co roku, spędził w Oliwie, u swoich teściów - Leszczyńskich. Na zdjęciu zrobionym tego dnia widać kuzynostwo. Dzieci nie zdążyły jeszcze rozpakować prezentów od pozującego wraz z nimi św. Mikołaja w kożuchu, trzymającego na rękach dzielnego bobasa, który nie przestraszył się jego czarnych jak smoła brwi.

Trzy dziewczynki z fotografii to siostry Muzyk: Budzia, Celinka i Janka. Jakie prezenty, oprócz widocznego na zdjęciu wózka dla lalek, mogły tego dnia otrzymać dzieci? Może praktyczne - szalik lub sweter, a może chłopcy dostali popularne wówczas metalowe żołnierzyki z warszawskiego domu towarowego braci Jabłkowskich? Może wśród darów był też bączek dla niemowlęcia?  

 

Przedwojenny bączek dziecięcy znaleziony kilkanaście lat temu podczas rozbiórki osiedla stoczniowego przy ul. Wroniej / ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Przedwojenny bączek dziecięcy znaleziony kilkanaście lat temu podczas rozbiórki osiedla stoczniowego przy ul. Wroniej / ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl
 
Metalowe wojsko od braci Jabłkowskich z Warszawy, żołnierzyk siedzący na wozie znaleziony po wojnie pod podłogą w gdańskim domu / ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Metalowe wojsko od braci Jabłkowskich z Warszawy, żołnierzyk siedzący na wozie znaleziony po wojnie pod podłogą w gdańskim domu / ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

Na zdjęciu zrobionym dzień później Muzykowie w komplecie są już w swoim domu przy ul. Pszennej. Wózek udokumentowany już podczas Wigilii był chyba najważniejszym prezentem tych świąt i wyraźnie ucieszył dziewczęta. Obok choinki z płonącymi świeczkami, ozdobionej lametą i skromnym wyborem bombek siedzi Bolesława Muzyk, Feliks patrzy na żonę.

Uchwyty, w których płonęły wówczas świeczki i oba zdjęcia są dziś w zbiorach Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk. Przekazała je Jadwiga Michałkiewicz, najmłodsza z sióstr Muzyk, urodzona w 1937 roku. Zanim poprosimy ją o garść wspomnień, przypomnijmy, kim byli Muzykowie i że na kilka miesięcy przed Bożym Narodzeniem 1933 roku NSDAP wygrała wybory w Wolnym Mieście. 

 

W rodzinnym domu Muzyków, 25 grudnia 1933 r.: Bolesława i Feliks oraz ich córki: Budzia, Celina i Janka
W rodzinnym domu Muzyków, 25 grudnia 1933 r.: Bolesława i Feliks oraz ich córki: Budzia, Celina i Janka
Fot. reprod. ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk

 

Oboje pochodzili z Gdańska. Feliks był absolwentem dyrygentury w konserwatorium, ale pracował jako urzędnik bankowy. Na początku lat 30-tych został wicedyrektorem gdańskiego oddziału The British and Polish Trade Bank. Muzycznie i patriotycznie spełniał się jako kierownik i dyrygent chóru Lutnia (od 1922 roku), działał także m.in. w Klubie Sportowym Gedania, Towarzystwie Gimnastycznym “Sokół” i Macierzy Szkolnej. 

Bolesława Leszczyńska urodziła się w dobrze sytuowanej rodzinie, ona także była absolwentką konserwatorium. Zanim poznała Feliksa przez jakiś czas śpiewała w Operze Berlińskiej. Jej ojciec nie był zbyt zadowolony, że zaprzepaściła obiecującą karierę dla małżeństwa, a solowe partie w Berlinie zamieniła na występy w prowincjonalnym chórze. Ślub wzięli w 1922 roku, dwa lata później urodziła się ich pierwsza córka Budzimira.

 

Uchwyty do świeczek choinkowych /ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Uchwyty do świeczek choinkowych rodziny Muzyków /ze zbiorów Muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 

- Ojciec zginął między innymi przez ten chór. Tuż przed wybuchem wojny “Lutnię” zaproszono do Malborka na występ, na co Niemcy nie chcieli pozwolić,  a on mimo wszystko zdecydował się pojechać i dali tam latem 1939 roku koncert pieśni patriotycznych. To był wielki sukces, ojca prawie na rękach wynieśli z sali. A już 1 września… - mówi Jadwiga Michałkiewicz.

Po aresztowaniu 1 września Feliks Muzyk tak jak wielu polskich patriotów trafił najpierw do Victoriaschule, następnie do obozu dla Polaków w Nowym Porcie.

W Wigilię 1939 roku przebywał na robotach w gospodarstwie rolnym w Lasowicach Wielkich na Żuławach. Bolesławie pozwolono się spotkać z mężem. Przyjechała razem z dziewczynkami, nie przypuszczając, że będzie to ich ostatnie spotkanie. Feliks mieszkał w stajni, nocował na piętrowej pryczy. Tak wspomina ten świąteczny wieczór Budzimira (fragment książki “Jak pogoniłam Hitlera” Dietera Schenka): “W małym pomieszczeniu mama przygotowała wieczerzę i nakryła stół. Właściwie byliśmy bardzo zadowoleni, bo tatuś był pełen nadziei. W kącie stała nawet mała choinka. Mimo to nie mogliśmy oczywiście wyrzucić z pamięci wspomnień, jak świętowaliśmy Boże Narodzenie w poprzednich latach. Gdy spróbowaliśmy ciuchutko zaśpiewać kolędę, głos odmówił nam posłuszeństwa - po prostu nie dało się. Podzieliliśmy się opłatkiem, jak to u nas w zwyczaju, i życzyliśmy sobie nawzajem, byśmy w przyszłym roku znowu byli wszyscy razem.”

Wspólne świętowanie trwało niespełna godzinę. W styczniu 1940 roku Bolesława otrzymała od Feliksa pocztówkę z obozu koncentracyjnego Stutthoff, która na próżno budziła nadzieję o jego powrocie. Feliks został rozstrzelany wraz z grupą 45 innych zasłużonych Polaków w Wielki Piątek, 22 marca 1940 roku w lesie nieopodal obozu.

Kilka dni później do gdańskiego domu Muzyków zapukała nieznana Niemka i przekazała Budzimirze (która zamiast nieobecnej wtedy matki otworzyła drzwi), że jej ojciec został rozstrzelany.

- Budzia nie uwierzyła i długi czas ukrywała tę wizytę przed mamą. Miała nadzieję, że to nieprawda. Oficjalnie o śmierci taty dowiedziałyśmy się dopiero po wojnie - opowiada Jadwiga Michałkiewicz. 

Prochy ofiar mordu ekshumowano w 1946 roku i złożono na cmentarzu na Zaspie. Od tego czasu do śmierci Bolesławy Muzyk w 1972 roku, matka i córki każdą Wigilię rozpoczynały właśnie w tym miejscu.

- Mama dzieliła się z tatą opłatkiem, co nas zawsze bardzo wzruszało. Dopiero później siadaliśmy do rodzinnego stołu, zawsze wspominając naszych pradziadków, dziadków i ojca - wspomina Jadwiga Michałkiewicz. - Dziś zostałam już tylko ja. Wszystkie moje siostrzyczki odeszły i teraz także je wspominamy podczas świąt u mojej córki Ewy. Jako ostatnia, w 2015 roku, zmarła moja ukochana Budzia. Między nami było 13 lat różnicy, była moją matką, siostrą i przyjaciółką, wszystkim dla mnie była. Tak mi jej brak. Tylko dwa razy w życiu nie spędziłyśmy razem Bożego Narodzenia. 

 

Od prawej Jadzia, Celina, Janka, stoi najstarsza Budzimira, ok. 1968 r.
Od prawej Jadzia, Celina, Janka, stoi najstarsza Budzimira, ok. 1968 r.
Fot. archiwum Jadwigi Michałkiewicz

 

Dziękuję panu Piotrowi Mazurkowi prezesowi Towarzystwa Przyjaciół Gdańska za inspirację i pomoc, pani Jadwidze Michałkiewicz - za ciepłe przyjęcie w przededniu świąt.