Widzowie, którzy nastawiali się na zobaczenie etnograficznej ciekawostki, musieli zbierać szczęki z podłogi, bo istniejący już 15 lat Teater Zymk, to nie jest zbieranina przypadkowych osób, które chcą robić coś po kaszubsku wyłącznie dla idei utrzymywania tego języka przy życiu. Jest wręcz odwrotnie – trupę teatralną Adama Hebla tworzą ludzie, którzy na co dzień używają języka kaszubskiego i chcą robić teatr, bo go czują.
- Pracowałem nad adaptacją kilka miesięcy. Znałem już powieść, ale przeczytałem ją drugi raz, zrobiłem notatki, wybrałem fragmenty, które ułożą się w całość. W przeciwieństwie do kultowego filmu, pozostawiłem postać Fedallaha, zamieściłem też sceny ukazujące szaleństwo Pipa – bardzo mocne obrazy. Moby Dick to nie jest tekst dramatyczny, który należałoby przetłumaczyć, tylko powieść, więc musiałem stworzyć od nowa historię opartą na motywach prozy Melville’a i przepuścić ją przez mój własny filtr, wyciągnąć z niej esencję, znaleźć środki teatralne i językowe, które w kaszubskiej adaptacji najlepiej oddadzą ducha tej wybitnej powieści. Było także trochę pracy translatorskiej - przełożyłem kilka szant, które stanowiły muzyczne tło historii – mówi w rozmowie z gdansk.pl Adam Hebel.
"Moby Dick" po kaszubsku w Teatrze Wybrzeże. Czterej aktorzy zagrali całą załogę
Czterej aktorzy – Adam Hebel, Patryk Mudlaw, Roman Hinc, Marcin Kryża – wcielili się na scenie w całą załogę statku wielorybniczego Pequod, załogi statków mijanych przez Pequoda na morzu, a na końcu także w samego białego wieloryba. Zrobili to tak dobrze, że widz ani razu nie miał problemu z zarejestrowaniem zmiany roli przez danego aktora. Scena, gdy załoga statku kapitana Ahaba rozmawia z obcymi marynarzami, którzy opowiadają o wydarzeniach, których świadkami byli na morzu, co wymuszało dodatkowe odegranie retrospekcji, to istny majstersztyk.
- Moby Dick to enigmatyczna, wielowątkowa opowieść pełna alegorii i bogata w ludzkie, pełnokrwiste postacie. Widać, że Herman Melville zaczytywał się w Szekspirze, sam grając Starbucka nieświadomie łapałem rejestry, które spotyka się w monologach mistrza ze Stradford. Ta powieść, mimo trudności technicznych (okręt, liczna załoga, gigantyczny ssak morski) aż się prosi o inscenizację! Sięgnęliśmy po nią bo jest dobra, a także - i mówię to z pełnym przekonaniem - dlatego, że nas przerasta. Mierzenie się z czymś większym jest niezwykłą, twórczą drogą. Każda próba, każde spojrzenie w tekst, każda myśl towarzysząca przygotowaniom powoduje, że odkrywamy nowe wątki, nowe spojrzenia na tę wielką literaturę. Jest to opowieść o relacji człowiek-natura, socjologiczna analiza radykalizacji pod wpływem charyzmatycznego, acz szalonego lidera, przypowieść o poszukiwaniu pewności, zagadka dotycząca ludzkiego losu. Każde z tych ujęć osobno brzmi jak spłycenie powieści. Dlatego nie poszliśmy w żadnym konkretnym kierunku, tylko rozwinęliśmy przed widzami mapę mórz i oceanów świata, żeby sami mogli odbyć swoją pogoń za znaczeniem białego wieloryba – mówi reżyser Adam Hebel.
- Forma, w której przedstawiliśmy to widowisko – ograniczając się do czwórki aktorów i prowadząc z widzem grę polegającą na nadawaniu nowych znaczeń scenografii to odkrywany przez nas obszar teatru nierealistycznego. Idziemy w tym kierunku, bo właśnie taki teatr ma w sobie magię, potrafi przenosić nas w inne światy; nie tylko inaczej wyglądające, ale także rządzące się innymi prawami. To poszerza ludzkie horyzonty estetyczne i intelektualne. Jest to kierunek, w którym zmierzamy. Chcemy pokazać, że teatr można robić także bez dużych składów, bogatej, realistycznej scenografii i kostiumów szytych jeden do jednego. Jesteśmy ludźmi snującymi opowieść o człowieku. Środki teatralne mają nam ubarwiać i umożliwiać głębsze opowiedzenie, a nie wsadzić w ciasny gorset pudełkowej sceny – dodaje.
Główne role zostały rozpisane z odpowiednią wrażliwością, a aktorzy na szczęście udźwignęli scenariusz. Szaleństwo zajmowało głowy i serca wielorybników w idealnym tempie, by na końcu wylewać się z dziurawej łajby Ahaba strumieniami. Tutaj wspomnieć należy Patryka Mudlawa w roli Pipa (jednej z wielu odegranych przez niego w tym spektaklu). Marynarz, który oszalał po tym, jak wpadł do morza, został sportretowany doskonale, a publiczność reagowała na niego na przemian śmiechem i przerażeniem.
Elementy musicalowe - szanty po kaszubsku
Spektakl o wielorybnikach nie mógł się obyć bez szant. Te musicalowe fragmenty także zagrały bardzo dobrze, a największe brawa należą się tutaj Marcinowi Kryzie, który na co dzień jest wokalistą metalowym, ale w przedstawieniu zaśpiewał niczym rasowy aktor musicalowy.
Jeśli chodzi o język, którym aktorzy posługiwali się na scenie, to była to literacka kaszubszczyzna. Język kaszubski jest wewnętrznie bardzo zróżnicowany – podobnie jak angielski. Melville sięgał w swojej książce po język „ludzi morza” i trochę szkoda, że Adam Hebel też nie postawił na którąś z nordowych gwar kaszubszczyzny.
- Historię opowiedzieliśmy w literackim kaszubskim i tak się złożyło, że wszyscy aktorzy mają akcent luzińsko-wejherowski. Nie sililiśmy się na północne gwary, choć korzystaliśmy ze słownictwa używanego przez rybaków do nazwania sprzętu, czy naturalnych zjawisk na morzu. W materiale do wykorzystania mieliśmy także jedną pieśń z Jastarni, ale ostatecznie nie weszła do spektaklu - praca artysty często polega na obfitym zbieraniu środków i treści, by potem ze smutkiem dokonać ich redukcji, aby opowieść była spójna i komunikatywna. Nie chcieliśmy też zrobić z Moby Dicka jakiejś naszej wersji silnie ulokowanej w kaszubskim kontekście. Siłą prozy Hermana Melville’a jest jej uniwersalność i ponadczasowość. Kolejne pokolenia interpretatorów w bieli wieloryba albinosa widzą coś innego, pasującego do ich epoki, ale uważam, że nie trzeba tej bieli kolorować, wystarczy wpatrzeć się w nią, taką jaka jest – wyjaśnia swoje podejście reżyser.
- Niewykluczone, że ludzie morza, na przykład mieszkańcy Jastarni, czy Kuźnicy potrafiliby nadać autentyczności marynistycznym wątkom opowieści. Dla mnie jest ona po prostu głęboko antropologiczna, dotyczy rzeczywistości ludzkiego ducha wyrażonego przez morze i zamieszkujące go dzikie stworzenia. Do czasu przeczytania Moby Dicka nie przepadałem za szeroko pojętymi “morskimi klimatami” w przeciwieństwie do mojej zakochanej w Bałtyku żony Ani. Zatem u mnie nie była to kolejność “jestem Kaszubą, więc czytam o morzu i odnajduję w tym głębszy sens”, tylko raczej “odczytuję głębszy sens w opowieści o morzu i to przybliża mnie do tego morza – dodaje.
Scenografia była bardzo minimalistyczna i konkretne jej elementy, tak samo jak aktorzy, musiały odgrywać wiele ról podczas przedstawienia. Przez większość czasu zdawało to egzamin i dopiero na końcu wdarł się w to wszystko jakiś chaos. Jeśli coś można zarzucić temu przedstawieniu, to właśnie finał był trochę zbyt chaotyczny, a niektóre akcenty mogłyby zostać inaczej rozłożone. Z drugiej strony – ciężko byłoby to osiągnąć, mając do dyspozycji zaledwie czterech aktorów.
„Moby Dick” po kaszubsku nie skończy się na Teatrze Wybrzeże. Pequod wypłynie jeszcze w kilka rejsów w najbliższym czasie.
- Jesteśmy w trakcie rozmów na temat wystawienia adaptacji powieści Melville’a w plenerze w powiatach wejherowskim i kościerskim - to w lipcu, natomiast na początku sierpnia zagramy, również na zewnątrz w Osadzie Łowców Fok w Rzucewie. Jeszcze przed jesienią chcemy też przygotować Moby Dicka w formacie, który wystawimy w naszym lokalu w Redzie – to będzie zupełnie nowe doświadczenie w kaszubskim teatrze i nie możemy się doczekać realizacji. To miejsce, w którym mamy próby Teatru Zymk. Poza tym odbyły się tam już występy Kabaretu Kùńda oraz jeden wykon Zymku. Publiczności pomieścimy do 33 osób – zapowiada Hebel.
Spektakl „Moby Dick” został wystawiony w Teatrze Wybrzeże w ramach Gdańskich Dni Kaszubskich.
- Scenariusz i reżyseria – Adam Hebel
- Muzyka – Marcin Kryża
- Kostiumy – Aneta Fittkau
- Scenografia – Marcin Kryża i Tomasz Kafel
- Wystąpili: Patryk Mudlaw, Roman Hinc, Marcin Kryża, Adam Hebel
- Plakat: Dominika Labuda
- Obsługa techniczna - Franciszek Wandtke
- Konsultacja językowa (angielski) - Marcin Mutka
- Konsultacja językowa (niemiecki) - Agnieszka Iwaszkiewicz
W spektaklu wykorzystano kostiumy użyczone przez Wejherowskie Centrum Kultury.