PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

40. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. - Odpowiedzialność za solidarność - mówią liderzy strajku z 1980 roku

40. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. - Odpowiedzialność za solidarność - mówią liderzy strajku z 1980 roku
Poniedziałek, 31 sierpnia, z okazji obchodów Święta Wolności i Demokracji odbyła się debata "Odpowiedzialność za solidarność". Uczestniczyli w niej liderzy strajku Sierpnia '80: Bogdan Borusewicz, Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Janas i Bożena Rybicka-Grzywaczewska. - Byliśmy przerażeni, idąc na rozmowy przy Okrągłym Stole - mówił Frasyniuk. - Mieliśmy świadomość, że cały nasz kapitał, nasza wiarygodność, może zostać zaprzepaszczona przez jeden prosty błąd.
W debacie Odpowiedzialność za solidarność  wzięli udział (od lewej): Konrad Knoch, 
Bogdan Lis, Bogdan Borusewicz, Zbigniew Janas, Bożena Rybicka-Grzywaczewska i Władysław Frasyniuk
W debacie "Odpowiedzialność za solidarność" wzięli udział (od lewej): Konrad Knoch, Bogdan Lis, Bogdan Borusewicz, Zbigniew Janas, Bożena Rybicka-Grzywaczewska i Władysław Frasyniuk
Fot. Dawid Linkowski/ECS

 

Gośćmi debaty "Odpowiedzialność za solidarność" byli opozycjoniści, liderzy sierpniowego strajku 1980 roku w Stoczni Gdańskiej: Bogdan Borusewicz, Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Janas i Bożena Rybicka-Grzywaczewska. Spotkanie prowadził dr Konrad Knoch z Uniwersytetu Gdańskiego.

Bogdan Borusewicz podkreślał, że dziś jesteśmy w takim miejscu i sytuacji, w której jesteśmy odpowiedzialni za Polskę i Europę.

- Dlatego odpowiedzialni jesteśmy też za to, co się dzieje na Białorusi, za to, czy ludzie dobiją się o tę wolność. Oczywiście, bezpośrednio przełożenia na to nie mamy. Ale powinniśmy robić wszystko, żeby pomóc, także w ramach naszej odpowiedzialności za innych - podkreślał obecny wicemarszałek Senatu.

Zwracał też uwagę na to, że odpowiedzialność bierze się za swoją działalność.

- Cały czas czułem, że muszę być człowiekiem odpowiedzialnym. Nawet, kiedy chciałem przed 40 laty, żeby były wolne wybory i żeby armia radziecka opuściła terytorium Polski, to wiedziałem, że tego nie można było wtedy pisać w postulatach. To mówiła mi moja odpowiedzialność. To jest i była też odpowiedzialność za ludzi, którymi się kieruje, wysyła do niebezpiecznych działań, w tym na demonstracje. My jesteśmy przecież z podziemia. Trzeba było brać odpowiedzialność za ludzi, za ofiary, za aresztowanych. Trzeba było ważyć, żeby działać odpowiedzialnie. Była też ta ogólna odpowiedzialność: za Polskę, a dziś także za Europę - mówił.

Władysław Frasyniuk: “Nie trzeba nam nowej solidarności. Solidarność jest jedna”

 

Bożena Rybicka-Grzywaczewska: - Uważam, że esencja i lekcja Solidarności została w sposób nieprawdopodobny odrobiona w czasie stanu wojennego
Bożena Rybicka-Grzywaczewska: - Uważam, że esencja i lekcja Solidarności została w sposób nieprawdopodobny odrobiona w czasie stanu wojennego
Fot. Dawid Linkowski/ECS

 

Bożena Rybicka-Grzywaczewska przypomniała, że to w czasach opozycyjnych poznali się wszyscy rozmówcy tej poniedziałkowej debaty.

- Była przyjaźń i współodpowiedzialność za własne losy. Może to i wyświechtane hasło, ale było tak, że "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" - przyznała.

Przypomniała też, że w Krakowie, jeszcze przed gdańskim Sierpniem, powstał Studencki Komitet Solidarności - po raz pierwszy w przestrzeni publicznej użyto określenia "Solidarność".

- Zawsze byliśmy tam, gdzie było najtrudniej. Kiedy np. sądzony był "Teatr Ósmego Dnia" to jechaliśmy na rozprawę do Krakowa, itp. Sierpniowy strajk skupił ludzi, z których każdy przyniósł to, co miał najlepszego - ale byliśmy w wielkim napięciu, napełnieni lękiem i niepewnością. Wcześniej, jeszcze przed strajkiem sierpniowym, w Bazylice Mariackiej dwukrotnie odbywały się modlitwy za więzionych, i w sposób naturalny, w tej atmosferze stoczniowej - pełnej niepokoju i lęku - któryś ze stoczniowców zwrócił się do nas z prośbą o modlitwę. To było bardzo trudne, bo to jest jednak bardzo osobisty akt, ale było w tym coś bardzo przejmującego: w tym brudzie, pyle stoczniowym, byliśmy wszyscy szarzy, zmęczeni, i był to moment, myślę, dużego skupienia – wspominała. - Uważam, że esencja i lekcja Solidarności została w sposób nieprawdopodobny odrobiona w czasie stanu wojennego. To, co nasi współobywatele zrobili dla osób, które były internowane, dla rodzin, które zostały w domach, dla osób, które się ukrywały, to był niesamowity łańcuszek ludzi dobrej woli, solidarnych, empatycznych. Nie były to łatwe czasy. Myślę, że to taki niedoceniony czas, kiedy mówimy o Solidarności. Okres transformacji, to z mojego punktu widzenia, okres budowania społeczeństwa obywatelskiego.

 

Marszałkowie Senatu i województwa o Solidarności: “my z niej wszyscy, szkoda, że podzieleni”


Władysław Frasyniuk
zwracał z kolei uwagę na odpowiedzialność za słowo.

- Trzeba było być odważnym, żeby zrezygnować ze swojego radykalizmu i sposobu myślenia, żeby skutecznie przeprowadzić strajk (tu nawiązał do wcześniejszej wypowiedzi Bogdana Borusewicza- red.). To, co istotne, to też odpowiedzialność za zobowiązanie. Pamiętam, że miałem spotkanie z naszymi doradcami: Aleksandrem Labudą i Mieczysławem Zlatem - profesorami z Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy, w drugiej połowie 1981 roku, powiedzieli mi: "Władku, pamiętaj - ludzie mają prawo się bać, przywódcy - nie. Ludzie mają prawo zostać w domu, przywódca musi ten mandat demokratyczny wysoko unieść wtedy, kiedy inni się boją". I to jest coś, co pewnie mojemu pokoleniu zostało do końca życia. Druga taka odpowiedzialność, która bardzo mnie przygniotła, to były rozmowy przy Okrągłym Stole. Byliśmy przerażeni, kiedy przychodziliśmy na te rozmowy, to było widać. To był lęk przed odpowiedzialnością. Mieliśmy świadomość, że cały nasz kapitał, nasza wiarygodność, może zostać zaprzepaszczona przez jeden prosty błąd. A nie mieliśmy armii. Nie było przecież tak, że w okopach pod Warszawą stali nasi. To był okres chyba najtrudniejszego doświadczenia w moim życiu - przyznał Władysław Frasyniuk. - Potem, za okres takiej odpowiedzialności, uważam rząd Tadeusza Mazowieckiego. Wydaje mi się, że ten rząd był obciążony największą odpowiedzialnością.

 

Bogdan Borusewicz: - Dzisiaj odpowiedzialni jesteśmy za to, co się dzieje na Białorusi, za to, czy ludzie dobiją się o tę wolność
Bogdan Borusewicz: - Dzisiaj odpowiedzialni jesteśmy za to, co się dzieje na Białorusi, za to, czy ludzie dobiją się o tę wolność
Fot. Dawid Linkowski/ECS

 

Zbigniew Janas, współtwórca solidarności polsko-czechosłowackiej i polsko-węgierskiej, zwrócił uwagę na jeszcze inny aspekt.

- Nasi przyjaciele z Czechosłowacji dostawali już w tamtym czasie nawet kilkuletnie wyroki więzienia, dużo większe niż te, jakie wtedy dostawało się także u nas. Była jedna, mocno przestrzegana zasada, której trzymałem się ja i moi kurierzy: przerzut nie mógł być po polskiej stronie granicy. Trzeba było zaryzykować i przejść na czeską stronę - dlatego, że jeśli by nas złapali i deportowali, to dostalibyśmy 1,5 roku, może 2 lata więzienia. A nas czechosłowaccy przyjaciele mogli dostać za takie nielegalne przejście 8 lat więzienia. To najlepiej pokazywało, co to jest solidarność i odpowiedzialność za przyjaciół [...] Ta odpowiedzialność za solidarność to również to, jak my niesiemy te idee, jak mówimy do ludzi, a przede wszystkim do młodzieży - albo ich przekonamy, że solidarność jest ważna, albo nie - podkreślał Zbigniew Janas. 

Lech Wałęsa w 40 lat po Sierpniu 1980: “To było największe zwycięstwo w dziejach Polski”


Bogdan Lis
zwracał uwagę, że liderzy sierpniowych strajków cieszyli się dużym zaufaniem strajkujących.

- Tutaj wszyscy powiedzieli o odpowiedzialności za ludzi, bo to rzeczywiście było najważniejsze. Podejmowaliśmy decyzje np. o tym, że robimy jakąś manifestację. Ludzie szli na tę manifestację, niektórzy byli aresztowani i pobici, były sytuacje, że ginęli. I to był taki wewnętrzny dylemat: czy podejmować takie decyzje. Druga rzecz - byliśmy odpowiedzialni także przed ludźmi, dlatego, że byliśmy liderami, byliśmy dla nich autorytetami. W związku z tym nie mogliśmy działać w taki sposób, by zawieść tych, którzy nam ufali. Myśmy mówili, co należy zrobić. Nie było odpowiedzialności za to, że ktoś nie pójdzie na manifestację, ktoś czegoś nie zrobi, ktoś nie przewiezie ulotek. Oni robili to dlatego, że nam ufali. To była ogromna odpowiedzialność [...] Dzisiaj w pewnym sensie odpowiedzialni jesteśmy za to, żeby o to dziedzictwo Solidarności, o które staramy się obecnie dbać, przekazywać, ktoś dbał, gdy my już odejdziemy, by to kontynuował, kiedy nas już nie będzie, ale nie jakiś Duda, czy ktoś, kto nie rozumie tej solidarności. Jesteśmy dziś w Europejskim Centrum Solidarności. To chyba jedyny taki pomnik na świecie postawiony organizacji. I też jest odpowiedzialność za to, żeby ten pomnik został takim jaki jest, żeby przekazywał te idee i wartości Solidarności.

 

oprac. KGwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl