PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Rozmowa z Andreą Anastasim: Rodzina jest najważniejsza

Rozmowa z Andreą Anastasim, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski, trenerem LOTOSU Trefla Gdańsk

A
A

Rozmowa z Andreą Anastasim, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski, trenerem LOTOSU Trefla Gdańsk

W czerwcu 2014 roku podpisał Pan roczną umowę z LOTOSEM Trefl Gdańsk. Zapewne nie spodziewał się Pan takiej propozycji?

Na początku roku zgłosił się do mnie Irański Związek Piłki Siatkowej, bym pracował z reprezentacją tego kraju. Odpowiedziałem, że nie jestem zainteresowany prowadzeniem Iranu na mistrzostwach świata w Polsce. Chwilę później zgłosił się LOTOS Trefl.

Czym gdański klub Pana przekonał?

Znałem Gdańsk wcześniej, w Ergo Arenie trenowana przeze mnie reprezentacja Polski rozegrała kilka meczów. To były kilkudniowe wizyty, ale miasto już wtedy bardzo mi się spodobało. Oszołomiła mnie piękna, olbrzymia, nowa hala. Każdy trener siatkówki na świecie chciałby pracować w takich warunkach. Decydenci w klubie od początku sprawiali wrażenie, że bardzo im zależy na zaangażowaniu mnie. LOTOS Trefl nie jest mocarzem finansowym, ale swoje ambicje sportowe ma. To wszystko spowodowało, że nie zastanawiałem się długo nad podjęciem decyzji.

5 października rozpoczął się sezon ligowy w Polsce. Lista nowych graczy w Gdańsku robi wrażenie. Mateusz Mika to mistrz świata, Niemiec Sebastian Schwarz jest brązowym medalistą mistrzostw. Piotr Gacek i Wojciech Grzyb grali niedawno w reprezentacji Polski, podobnie Marco Falaschi w drużynie włoskiej i Murphy Troy w amerykańskiej. Na co mogą liczyć gdańscy kibice?

Hierarchia w polskiej lidze jest od lat ustalona. Na czele są kluby najmocniejsze finansowo: Skra Bełchatów, Resovia, Zaksa Kędzierzyn-Koźle, Jastrzębie. My mamy budżet 3 – 4 razy mniejszy od nich. Możemy grać jak równy z równym z Czarnymi Radom, Effectorem Kielce, Indykpolem Olsztyn, AZS Politechniką Warszawską. Realnie rzecz biorąc, naszym celem powinien być najpierw awans do czołowej ósemki, a potem… zobaczymy. Z tymi z czołowej czwórki na pewno powalczymy.

Mateusz Mika zrobił na mistrzostwach świata oszałamiające wrażenie, był jednym z najlepszych siatkarzy. LOTOS Trefl podpisał z nim kontrakt przed „wybuchem” wielkiej formy, więc nie kosztował zbyt drogo…

To wielkie szczęście dla trenera mieć w klubie kogoś takiego jak Mateusz. On powinien być koniem pociągowym drużyny, pod warunkiem, że dobrze wypocznie po mistrzostwach. Ta impreza kosztowała go wiele sił. A jego angaż do klubu? Po prostu, prezesi mieli nosa, że zaproponowali mu pracę przed mistrzostwami świata. Teraz zapewne kosztowałby o wiele więcej.

Czy złoty medal Polski na mistrzostwach świata zaskoczył Pana?

Szczerze mówiąc – bardzo. Wiedziałem, że Polacy będą groźni, ale nie przypuszczałem, że zajdą na sam szczyt. To były dziwne mistrzostwa. Rosjanie zagrali bardzo słabo, Włosi katastrofalnie, tak samo Serbowie. Świetnie za to wypadli Niemcy.

Jaki był klucz do sukcesu Polaków?

Świetny Mika, obaj rozgrywający – Paweł Zagumny i Fabian Drzyzga, no i super Mariusz Wlazły, zawodnik, z którym nie było mi dane pracować w reprezentacji.

Zauważył Pan jakieś nowe trendy w światowej siatkówce?

Wszystko dzieje się coraz szybciej: w rozegraniu akcji, w organizowaniu bloku, w obronach. Coraz ważniejsza, kosztem siły, jest technika. Wielu zawodników rezygnowało z mocnych ataków, woleli zagrać sprytniej, technicznie. Technika miała również olbrzymie znaczenie w serwisach. Tzw. floty to była silna broń polskiej drużyny.

Do Gdańska przyjechał Pan z rodziną?

Nie, w sopockim apartamencie, z którego do Ergo Areny mam 5 minut, mieszkam sam. Często przyjeżdża do mnie – zawsze na kilka dni - żona, Erika. Połączenie lotnicze z Włochami jest bajeczne – na lotnisko Milano Bergamo jedzie się z naszego domu pół godziny, bezpośredni lot do Gdańska trwa 1,5 godziny. Starszy syn, Giulio, ma 26 lat, właśnie skończył studia uniwersyteckie i od razu dostał w Rzymie pracę w British Telecom. Młodszy syn, Pietro, ma 20 lat i studiuje techniki komputerowe na uniwersytecie w Weronie. Prawie codziennie wieczorem wchodzę na Skype’a i długo z nim rozmawiam. Rodzina to najlepsze, co mi się w życiu zdarzyło.

Rozmawiał Krzysztof Guzowski

Andrea Anastasi – urodzony 8 października 1960 roku. W latach 1981–1991 rozegrał 141 meczów w reprezentacji Włoch, grając na pozycji przyjmującego. Nazywany był „Krasnalem” z racji niskiego jak na siatkarza wzrostu (183 cm). W 1989 został mistrzem Europy, a w 1990 mistrzem świata.

Od 1993 roku jest trenerem. W latach 1999-2003 prowadził reprezentację Włoch, z którą zdobył mistrzostwo Europy w 1999 i 2003 roku, wicemistrzostwo Europy w 2001 roku, brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w Sydney w 2000 roku oraz dwukrotnie wygrywając Ligę Światową w 1999 i 2000 roku. Na mistrzostwach Europy w 2007 roku z reprezentacją Hiszpanii zdobył tytuł mistrzów Europy.

W 2011 roku został trenerem reprezentacji Polski. Pierwszy rok pracy przyniósł trzy medale: brąz Ligi Światowej, brąz mistrzostw Europy i srebro w Pucharze Świata. W 2012 roku zdobył z reprezentacją złoty medal Ligi Światowej, na igrzyskach olimpijskich w Londynie dotarł z nią do ćwierćfinału. Kolejny rok reprezentacja miała o wiele słabszy i dlatego Polski Związek Piłki Siatkowej nie przedłużył z Anastasim kontraktu.

W 2014 roku podpisał kontrakt z Lotosem Trefl Gdańsk.

Andrea-Anastasi-LOTOS-Trefl-Gdańsk_1.jpg