PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Polska – Urugwaj 1:3. Suarez do Cavaniego i dwa gole w polskiej bramce

Mają z przodu dwie armaty, bardzo szybko biegają i bardzo chcą wygrać. To krótka charakterystyka reprezentacji Urugwaju, która w środę rozstawiła po kątach polskich piłkarzy, posądzanych po meczu eliminacyjnym z Anglią, że będą szli w górę światowego rankingu.

A
A

Mają z przodu dwie armaty, bardzo szybko biegają i bardzo chcą wygrać. To krótka charakterystyka reprezentacji Urugwaju, która w środę rozstawiła po kątach polskich piłkarzy, posądzanych po meczu eliminacyjnym z Anglią, że będą szli w górę światowego rankingu.

Urugwaj, półfinalista ostatnich mistrzostw świata i urzędujący mistrz Ameryki Południowej, niespecjalnie sobie radzi w eliminacjach do mistrzostw świata w Brazylii w 2012 roku. Zajmuje w tabeli piąte miejsce, w ostatnich meczach tracił po trzy gole z Argentyną i Boliwią. Sytuacja jest jeszcze do opanowania i trener Oscar Tabarez chyba doszedł do wniosku, że przyszła najwyższa pora na uruchomienie w silnikach dopalaczy, bo zrezygnował z usług podstarzałego gwiazdora (Diego Forlan niedługo skończy 34 lata), a jego zespół zagrał na PGE Arenie z takim zacięciem, jakby walczył o życie.

Dzięki takiej postawie Urugwaju, obejrzeliśmy w Gdańsku pokaz gry na najwyższym poziomie, a to, co wyczyniali dwaj genialni napastnicy, Luis Suarez i Edinson Cavani, godne jest wszystkich stadionów świata. W pierwszej połowie ich współpraca zaowocowała dwoma golami, a byłyby trzy, gdyby piłka po strzale Suareza nie trafiła w poprzeczkę.

Przy akcji na 1:0, Suarez, najlepszy strzelec Liverpoolu i ligi angielskiej, przedarł się lewą stroną boiska, Łukasz Piszczek z Marcinem Wasilewskim byli spóźnieni, więc dośrodkował mocno na przedpole bramki Przemysława Tytonia. Cavani, najlepszy strzelec Napoli i ligi włoskiej, który jest na sprzedaż za 100 mln euro, był z kolei zbyt szybki i piłka minęła jego nogi. Pomocą służył jednak polski obrońca Kamil Glik, lekko spóźniony za Cavanim. Piłka uderzyła go w nogę i wpadła do bramki.

Przy akcji na 2:0 znów w głównych rolach wystąpiła wspomniana wyżej trójka. Suarez dwukrotnie zadrwił sobie z Glika w dryblingu na polu karnym (za drugim razem założył mu „siatkę”), podał do Cavaniego, znów  za szybkiego dla pozostałych polskich obrońców i ten dokończył dzieła.

W pierwszej połowie reprezentacja Polski nie miała nic do zaoferowania kibicom, trenerowi Waldemarowi Fornalikowi i sobie samym.

Po przerwie było nieco lepiej, gdyż na boisko nie wyszedł już oszczędzany przez trenera Cavani. Suarez został sam, ale wiedział, co robić w 65. minucie. Urugwajski obrońca wybił piłkę ze swojego pola karnego. Miał ją przechwycić Marcin Wasilewski, ale się potknął na nowej, pięknej murawie położonej na PGE Arenie trzy dni wcześniej. Piłka wylądowała u stóp Suareza i ten wystartował jak z katapulty w kierunku polskiej bramki. Gonił go i gonił Damien Perquis (zamienił Glika), ale nie dogonił. Wydawało się, że Suarez zbyt mocno wypuścił sobie piłkę i pojawiła się szansa dla Tomasza Kuszczaka (zastąpił w przerwie Tytonia) na wybicie piłki, ale polski bramkarz stał jak zamurowany. W efekcie napastnik minął go z łatwością i strzelił trzeciego gola.

Chwilę wcześniej piękną bramkę, strzałem w okienko z 22 metrów, zdobył dla Polski Ludovic Obraniak. To jedyna okoliczność łagodząca bardzo niskie oceny gry całej polskiej reprezentacji. Na PGE Arenie mieliśmy spotkanie drużyn dwóch prędkości. Szybkość, sprawność i pomysłowość dziewięciu Urugwajczyków oraz geniusz ich dwóch kolegów napastników – to zostanie w głowach prawie 40 tysięcy kibiców, którzy przyszli na stadion. Pytanie: jak to możliwe, że w kraju zamieszkałym przez 3,5 miliona osób rodzą się takie talenty piłkarskie?

90 minut pokory może okazać się dobrym lekarstwem na rozgrzane głowy kilku „fachowców”, którzy po meczu z Anglią mówili już o odrodzeniu polskiej reprezentacji, krokach do przodu, postępie itd. Słabym pocieszeniem może być to, że w środę chyba nie było w Europie, a może i na świecie obrony, która zatrzymałaby Suareza z Cavanim bez strat. Całe szczęście, że oni muszą strzelać kolejne gole nie w Europie, ale w Ameryce Południowej, by dać Urugwajowi awans do mistrzostw świata.

Kibice po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie zaśpiewali na trybunach piosenki, jak bardzo kochają PZPN. To drugi, oprócz gola Obraniaka, mały plusik podczas wieczoru z wielkim futbolem na PGE Arenie.

Polska - Urugwaj 1:3 (0:2)

Bramki: L. Obraniak (64) dla Polski oraz K. Glik (22, sam.), E. Cavani (34), L. Suarez (65) dla Urugwaju. Sędziował  W. Collum (Szkocja). Widzów 39 460.

Polska: Tytoń (46, Kuszczak) – Piszczek, Wasilewski, Glik (46, Perquis), Komorowski – Polanski (72, Trałka), Krychowiak (83, Milik) – Grosicki (73, Błaszczykowski), Obraniak, Mierzejewski (59, Pawłowski) – Lewandowski.

Urugwaj: Muslera - Aguirregaray (59, Gargano), Godin, Lugano, Caceres - Rodriguez (73, Castro), Lodeiro (79, Pereira), Arevalos Rios (70, Egurren), Gonzales - Suarez (85, Stuani), Cavani (46, Ramirez).

Krzysztof Guzowski