PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Polska – Litwa 2:1. PGE Arena służy piłkarzom

Po przespanej pierwszej połowie i wielu zagraniach, zawstydzających dla piłkarzy, którzy grają w dobrych europejskich klubach po przerwie, reprezentacja Polski pokonała w Gdańsku Litwę 2:1. Gdyby Robert Lewandowski zdobył dwa gole w wymarzonych sytuacjach, minorowe nastroje ustąpiłyby miejsca o wiele bardziej optymistycznym.

A
A

Po przespanej pierwszej połowie i wielu zagraniach, zawstydzających dla piłkarzy, którzy grają w dobrych europejskich klubach po przerwie, reprezentacja Polski pokonała w Gdańsku Litwę 2:1. Gdyby Robert Lewandowski zdobył dwa gole w wymarzonych sytuacjach, minorowe nastroje ustąpiłyby miejsca o wiele bardziej optymistycznym.

Mecz był towarzyski, rozgrywany w okresie urlopowym dla piłkarzy, a do tego bez udziału ośmiu etatowych reprezentantów Litwy. Efekt w pierwszej połowie był taki, że nasi reprezentanci snuli się po murawie, zgodnie z zasadą: jeden biegnie, reszta patrzy. Litwini natomiast ustawili się przed swoim polem karnym i bali się pójść do przodu, żeby nie narobić sobie kłopotów w tyłach. Z boiska wiało nudą, otumaniona takim futbolem publiczność milczała albo nieśmiało gwizdała.

Kiedy w 37. minucie Robert Lewandowski dostał bardzo dobre podanie ze skrzydła i uderzył piłkę głową stojąc 5 metrów od bramki gości wprost w bramkarza, kibice nie wytrzymali i zaczęli ostro gwizdać. Kiedy w 44. minucie zasnęli na chwilę polscy środkowi obrońcy – Kamil Glik i Maciej Wilusz, jedyny wojowniczo nastawiony zawodnik gości, Lukas Spalvis, stanął oko w oko z Arturem Borucem. Strzał głową trafił w słupek, poprawka, z woleja, pod poprzeczkę. Litwa prowadziła 1:0 i to był ostateczny sygnał, że z naszą reprezentacją jest bardzo źle. Schodzących z boiska biało-czerwonych żegnała potężna porcja gwizdów, bo przecież nikt normalny nie jest w stanie zaakceptować takiego futbolu w meczu z Litwą B.

Trener Adam Nawałka doszedł do niesłusznego wniosku, że niczego w drużynie nie trzeba zmieniać, poza zaplanowanym wcześniej manewrem z Borucem i Wojciechem Szczęsnym, grającym po 45 minut. Druga połowa rozpoczęła się jednak od zdecydowanych polskich ataków. Pojawiły się jakieś niezłe zagrania pod litewską bramką, ale nikt nie był w stanie ich wykończyć. Wreszcie, w 60. minucie, Łukasz Piszczek wypuścił Grosickiego, ten podciągnął do końcowej linii, wyłożył piłkę przed bramkę do Arkadiusza Milika, który z bliskiej odległości skierował ją do siatki. Trybuny szalały z radości i domagały się kolejnych bramek.

Szansa pojawiła się w 79. minucie: Lewandowski wbiegł w pole karne, piłkę usiłował wybić mu spod nóg obrońca Tadas Kijanskas, który spędził kilka sezonów w polskiej lidze, ale zamiast w piłkę, trafił w nogi i polski as się przewrócił. Japoński sędzia nie miał wątpliwości, że powinien być karny. Wykonywał go Lewandowski, strzał był mocny i celny.

Na 3:1 kilka minut później mógł podwyższyć Lewandowski. Gdyby strzelał z pierwszej piłki po podaniu Milika, wyszedłby gol – marzenie. Niestety, napastnik Bayernu Monachium postanowił przyjąć piłkę, okiwać bramkarza i dopiero potem spróbować strzału. Poślizgnął się i piłka poleciała nad poprzeczką.

W ostatnich minutach trener Nawałka niesłusznie postanowił nie dać szansy na debiut w reprezentacji Pawłowi Dawidowiczowi, który opuszcza Lechię i przenosi się do Benfiki Lizbona.

Polska pokonała Litwę po raz pierwszy od 11 lat, wygrała pierwsze spotkanie od sierpnia 2013 roku i strzeliła gola po ponad 1000-minutowej niemocy. To pozytywne pomeczowe wieści. Negatywne są takie, że Maciej Rybus i Mateusz Klich nie nadają się do reprezentacji. Nie wiadomo też, co robi w niej Waldemar Sobota, który niczym nie potrafi zaimponować. Ciekawe, ile meczów potrzebuje jeszcze Nawałka, by te prawdy do niego dotarły? I jeszcze jedno pytanie: dlaczego boki w kadrze gra najlepszy w tej chwili polski pomocnik, czyli Michał Żyro?

Mecz zaczęły oglądać 33 tysiące kibiców, pod koniec na trybunach było już chyba 38 tysięcy. Brawa dla gdańskiej publiczności, tak wiernej swojej kulejącej reprezentacji.

Polska - Litwa 2:1 (0:1)

Bramki: A. Milik (60), R. Lewandowski (79, karny) dla Polski oraz L. Spalvis (44) dla Litwy. Żółte kartki: L. Spalvis, K. Chvedukas, G. Arlauskis (Litwa). Sędziował M. Tojo (Japonia). Widzów 33 000.

Polska: Boruc (46, Szczęsny) - Piszczek (76, Żyro), Glik, Wilusz, Wojtkowiak - Grosicki (71, Olkowski), Krychowiak (71, Mączyński), Klich (71, Linetty), Rybus (71, Sobota) - Milik, Lewandowski.

Litwa: Arlauskis - Vaitkunas (68, Kuklys), Kijanskas, Freidgeimas, Vilkaitis - Cernych (85, Radavicius), Zulpa, Vicius, Mikoliunas (55, Luksa), Chvedukas (89, Stankevicius) - Spalvis (83, Beniusis).

Krzysztof Guzowski