PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia – Lech 2:0. Nożyce roku!

Lech przegrał w lidze po raz pierwszy w tym sezonie, Lechia wygrała po raz pierwszy na PGE Arenie, a ozdobą meczu był drugi gol, strzelony przewrotką przez Abdou Razacka Traore, wisienka na torcie dobrej gry biało-zielonych.

A
A

Lech przegrał w lidze po raz pierwszy w tym sezonie, Lechia wygrała po raz pierwszy na PGE Arenie, a ozdobą meczu był drugi gol, strzelony przewrotką przez Abdou Razacka Traore, wisienka na torcie dobrej gry biało-zielonych.

Trener Bogusław Kaczmarek nie byłby sobą, gdyby nie dokonał zmian w składzie. Wszyscy domagali się posadzenia na ławce Grzegorza Rasiaka, który w pięciu poprzednich spotkaniach niewiele pomógł drużynie. Chcecie? Proszę bardzo – i Rasiak został rezerwowym. Kaczmarek zdecydował jednocześnie, że między słupkami stanie debiutant Bartosz Kaniecki – bramkarz numer 4 w Lechii w zeszłym sezonie.

Kaniecki znalazł się w Lechii jako dodatek do transferu napastnika Piotra Grzelczaka, ściągniętego z Widzewa Łódź przez Pawła Janasa. Byli już wtedy w klubie inni golkiperzy: Wojciech Pawłowski, Sebastian Małkowski i Michał Buchalik. Pawłowski odchodził do włoskiego Udinese, ale dwaj pozostali mieli zostać, więc w klubie poradzono Kanieckiemu, żeby szukał innego pracodawcy. Kiedy zaczął szukać, zadzwoniono, że ma wracać, ponieważ będzie potrzebny – Małkowski odniósł kontuzję na pół roku. Buchalik spisywał się raz dobrze a raz mniej dobrze, więc Kaczmarek awansował Kanieckiego. Kariera od zera do bohatera, choć trzeba pamiętać, że były selekcjoner reprezentacji Franciszek Smuda powołał kiedyś Kanieckiego jako rezerwowego na któryś ze sparingów kadry.

Strażnik bramki Lechii wypadł poprawnie. Nie miał wiele trudnych strzałów, z przedpola zebrał większość dośrodkowań. Sprawiał wrażenie pewnego siebie, ale czas wielkiej próby dopiero przyjdzie.

To nie bramkarz wygrał dla Lechii mecz z ligowym potentatem. Wygrali go pomocnicy, których było na boisku aż sześciu. Przesunięty do przodu Traore też jest pomocnikiem, a Grzelczak, wystawiony w końcówce, u Kaczmarka gra na lewej pomocy. Efekt był taki, że Lechowi bardzo trudno było dostać się na pole karne Lechii, choć miał miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki (65 do 35 procent). Biało-zielonym udało się tym razem wykorzystać to, co najlepsze: precyzję w podaniach Mateusza Machaja, szybkość Piotra Wiśniewskiego i sprawność Abdou Razacka Traore.

Na 1:0 strzelił Wiśniewski, po dośrodkowaniu Machaja – ładnie podbił tyłem głowy piłkę nad bramkarzem Lecha Jasminem Buriciem. Druga bramka to nożyce roku: po rogu Machaja zakotłowało się na polu karnym Lecha, a piłkę lecącą na wysokości klatki piersiowej uderzył w karkołomnej pozycji Traore.

- Niektórzy twierdzili, że w tym miejscu był chyba kiedyś cmentarz, że nad stadionem wisi klątwa i trzeba zabić jakiegoś cielaka, żeby ją zdjąć. Na szczęście nie trzeba było zarzynać kury, ani czarnego kota, zdjęliśmy odium porażek na tym stadionie dzięki dobrej grze – powiedział po meczu Kaczmarek. – Płynęła ona z serca i z wątroby, nie zabrakło przy tym szarych komórek i płynu rdzeniowo-mózgowego.

Kolejny mecz za tydzień, w poniedziałek, z Jagiellonią w Białymstoku.

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 2:0 (1:0)

Bramki: P. Wiśniewski (33), A. R. Traore (89). Sędziował P. Gil. Widzów 17 600.

Lechia: Kaniecki - Janicki, Bieniuk, Madera, Brożek – Ricardinho (69, Kacprzycki), Surma, Pietrowski, Machaj (90, Andreu), Wiśniewski (85, Grzelczak), Traore.

Lech: Burić – Ceesay, Arboleda, Wołąkiewicz (17, Kamiński), Henriquez – Możdżeń (61, Reiss), Murawski, Trałka, Wilk - Bereszyński, Ślusarski (79, Ubiparip).

k.g.