PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia – Juventus: przegrana bez wstydu

Gdańszczanie przegrali z mistrzem Włoch 1:2 dopiero w ostatniej minucie meczu. Spotkanie było zaskakująco wyrównane mimo różnicy poziomu sportowego drużyn.

A
A
1
Adam Buksa strzela gola, który mógł dać Lechii remis z mistrzami Włoch

Młody napastnik Adam Buksa w 82. minucie spotkania stał się bohaterem Gdańska. Juventus stracił piłkę na swojej połowie boiska i Lechia rozegrała popisową akcję. Buksa podał do wbiegającego lewym skrzydłem w pole karne Bruno Nazario, ten wszedł odważnie między dwóch obrońców włoskiej drużyny i pięknie zagrał piętką na środek. Buksa pierwszy dopadł do piłki – wślizgiem – i uderzył ją lewą nogą na prawo, w kierunku dalszego słupka. Włoski bramkarz był bezradny. 20 tysięcy widzów na gdańskim stadionie eksplodowało radością. Było 1:1 i wydawało się, że Lechia może ten mecz zremisować.

Włosi prowadzili od 4. minuty. Piłka bita z rzutu rożnego trafiła do Paula Pogby, znakomity pomocnik Juventusu uderzył głową do siatki. Lechia grała od pierwszego gwizdka praktycznie w rezerwowym składzie i można się było obawiać, że wkrótce posypią się kolejne gole. Pierwsza połowa mogła się skończyć wynikiem 3:0 dla mistrzów Włoch, ale w bramce gdańszczan świetnie spisywał się Łukasz Budziłek. Biało-zieloni pierwszy celny strzał na bramkę przeciwnika oddali dopiero w 43. minucie, ale wielki Gianluigi Buffon spisał się bez zarzutu.

Było jasne, że trener gdańszczan Jerzy Brzęczek liczy na poprawę wyniku w drugiej połowie. Na ławce rezerwowych miał swoich najlepszych zawodników i stopniowo zaczął ich wpuszczać na boisko. W 46. minucie na murawę wbiegł Grzegorz Kuświk. W 54. minucie – Grzegorz Wojtkowiak i Stojan Vranjes. W 64. minucie – aż siedmiu kolejnych zawodników Lechii: Sebastian Mila, Ariel Borysiuk, Jakub Wawrzyniak, Maciej Makuszewski, Rafał Janicki, Mario Maloca i Nazario. W 77. minucie Brzęczek dorzucił – jak się wkrótce okazało, zdobywcę bramki – 19-letniego Buksę.

Czego zabrakło, by utrzymać remis? Zapewne trochę szczęścia, ale przede wszystkim jakości gry i formatu zawodników. Juventus to obecny mistrz Włoch i tegoroczny finalista Ligi Mistrzów. Wartość rynkowa turyńskiej drużyny sięga astronomicznej kwoty przeszło 350 mln euro. Według portalu Transfermarkt cały zespół Lechii dałoby się sprzedać za nie więcej niż 11,5 mln euro.

Gdyby mecz w Gdańsku nie miał charakteru towarzyskiego, ale był grą o punkty, goście zagraliby na 100 procent swoich możliwości. Zostali do tego zmuszeni dopiero po stracie bramki. Juventus nie chciał sobie pozwolić na inny wynik niż wygrana. Turyńczycy przycisnęli gdańszczan, ale przy odrobinie szczęścia Lechia mogła strzelić z kontry bramkę na 2:1. Stało się jednak inaczej. Poszła wrzutka na pole karne gdańszczan, wyceniany na 18 mln euro Mario Mandżukić przyjął nogą piłkę, zrobił zwód i huknął pod poprzeczkę nie do obrony. Działo się to w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. Lechia ambitnie próbowała jeszcze doprowadzić do wyrównania, ale bez skutku.

Organizatorzy reklamowali środowe spotkanie na PGE Arena jako rewanż za pucharowy dwumecz z Juventusem, do którego doszło 32 lata temu. Wtedy i teraz pojawił się Lech Wałęsa. W 1983 r. był na trybunach starego stadionu Lechii jako symbol nadziei społeczeństwa złamanego stanem wojennym. W 2015 r. przed meczem wyszedł z sędzią na środek boiska, po czym legendarny lider „Solidarności” kopnął piłkę, co było nietypowym początkiem tego widowiska. Publiczność nie żałowała oklasków.

 

Jacek Szymański (0)
www.gdansk.pl