PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Kolejorz przejechał przez Lechię

Na PGE Arenie piłkarze Lechii przegrali w 12. kolejce Ekstraklasy z Lechem Poznań 1:4, mimo że pierwszego gola zdobył dla gospodarzy kapitalnym strzałem pod poprzeczkę Deleu. W drugiej połowie było źle lub bardzo źle.

A
A

Na PGE Arenie piłkarze Lechii przegrali w 12. kolejce Ekstraklasy z Lechem Poznań 1:4, mimo że pierwszego gola zdobył dla gospodarzy kapitalnym strzałem pod poprzeczkę Deleu. W drugiej połowie było źle lub bardzo źle.

Kiedy trenerem reprezentacji Polski był Janusz Wójcik, przyszło jej grać kolejny mecz na Wembley z Anglią. Wójcik przez całą noc poprzedzającą spotkanie głowił się, jaki skład wystawić. Im bardziej myślał, tym więcej obrońców miało miejsce w jego drużynie. Ostatecznie wystawił sześciu, co nie zapobiegło stracie 3 goli. Wszystkie strzelił Paul Scholes – nogą, głową i ręką.

Podobne dylematy musiał przeżywać trener Lechii Michał Probierz przed potyczką z Lechem. O ile Wójcik bał się, żeby nie dostać od Anglii srogich batów, o tyle Probierz zapewne eliminował kolejnych graczy, którzy – jego zdaniem – byli zbyt słabi, by stawić czoła wcale nie najsilniejszemu w tym sezonie Lechowi.

Efekt – siedmiu graczy defensywnych w składzie: czterech obrońców, a do tego przemianowany na skrzydłowego Deleu oraz defensywni pomocnicy Paweł Dawidowicz i Wojciech Zyska. Sześciu zawodników ma od 18 do 22 lat: Dawidowicz (18), Przemysław Frankowski (18), Zyska (19), Adam Pazio (21), Rafał Janicki (21), Maciej Kostrzewa (22), a po przerwie wszedł Adam Duda (22).

Takie rozwiązania były wynikiem rozpaczy trenera, który nie ma w kadrze wystarczająco dobrych piłkarzy, by walczyć o coś więcej niż zakwalifikowanie się do czołowej ósemki drużyn, które wiosną będą walczyć o mistrzostwo Polski. Sukcesy odniesione na początku sezonu się skończyły, Lechia nie wygrała ani jednego z ostatnich ośmiu meczów, a w ostatnich trzech się skompromitowała – 1:4 z Widzewem, 0:3 w towarzyskim spotkaniu z Metalistem Charków (w Gdańsku), teraz 1:4 z Lechem (też w Gdańsku). Jeśli nic się nie zmieni – a nic nie wskazuje na zmianę jakości gry – to trzeba będzie walczyć o utrzymanie się w lidze, a nie myśleć o zaszczytach. Z pustego i Salomon nie naleje.

Gdyby Daisuke Matsui, gdy Lechia prowadziła 1:0, wykorzystał stuprocentową okazję na gola, byłoby 2:0 i wszystko mogło się potoczyć inaczej. Ale Matsui nie trafił do siatki…

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 1:4 (1:1)

Bramki dla Lechii: Deleu (24); dla Lecha: Ł. Teodorczyk – 2 (35, 83), G. Lovrencsics (50), K. Hamalainen (69). Żółte kartki: Deleu, R. Janicki, P. Grzelczak (Lechia) – Ł. Trałka, B. Douglas, M. Możdżeń, R. Murawski (Lech). Czerwona kartka (za drugą żółtą): M. Możdżeń (Lech, 83). Sędziował: P. Gil (Lublin). Widzów 14 690.

Lechia: Małkowski – Janicki, Kostrzewa (53, Grzelczak), Bieniuk, Pazio – Deleu, Dawidowicz, Zyska (71, Duda), Matsui, Frankowski  – Buzała (60, Tuszyński).

Lech: Gostomski – Możdżeń, Ceesay, Kamiński, Douglas – Lovrencsics, Trałka (81, Drewniak), Linetty (46, Murawski), Hamalainen, Claasen (62, Pawłowski) - Teodorczyk.

Krzysztof Guzowski