Jak wyglądają lata kliniczne na kierunku lekarskim w UK?
PORTAL MIASTA GDAŃSKA

Jak wyglądają lata kliniczne na kierunku lekarskim w UK?

Jak wyglądają lata kliniczne na kierunku lekarskim w UK?
Nie od dziś wiadomo, że brytyjski system kształcenia przyszłych lekarzy różni się znacząco od tego polskiego, szczególnie jeśli chodzi o lata kliniczne studiów, na które zwykle składają się czwarty, piąty i szósty rok. Jednak na czym dokładnie polegają te różnice i jak to jest być brytyjskim studentem medycyny na latach klinicznych? Na te i na inne pytania, dotyczące kierunku lekarskiego w UK, odpowiem opisując swoje doświadczenia z czwartego roku medycyny na Uniwersytecie Edynburskim. Zapraszam do lektury!
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Codzienne ubranie brytyjskiego studenta medycyny - komplet niebieskich ubrań medycznych, maska chirurgiczna, plakietka z imieniem, podręczny zegarek i nieodzowny stetoskop „Littmann Classic III”
Codzienne ubranie brytyjskiego studenta medycyny - komplet niebieskich ubrań medycznych, maska chirurgiczna, plakietka z imieniem, podręczny zegarek i nieodzowny stetoskop „Littmann Classic III”
fot. Wioletta Borkowska

Zdobywanie wiedzy

Czwarty rok medycyny na Uniwersytecie Edynburskim był dla mnie pierwszym z lat klinicznych, zatem zdobywanie wiedzy było jednym z kluczowych elementów programu nauczania. Na tym roku musiałam nauczyć się podstaw aż dziewięciu specjalizacji lekarskich - kardiologii, pulmonologii, ortopedii, neurologii, reumatologii, endokrynologii, gastroenterologii, chorób zakaźnych oraz medycyny rodzinnej. Nic dziwnego zatem, że nasze plany zajęć wypełnione były niezliczoną liczbą wykładów, seminariów, zajęć grupowych i materiałów do samodzielnej nauki.

Ze względu na pandemię wirusa SARS-COV-2, większość nauczania nadal odbywała się online. Choć brzmi to niezbyt zachęcająco, taki stan rzeczy miał wiele zalet - pozwalał na uczestniczenie w wykładach z domu, eliminując poranny pośpiech i presję wyglądania „przyzwoicie”. Na dodatek, nauczeni miesiącami walki z pandemią, wykładowcy odkryli sposoby na to, aby nadać zajęciom online trochę interaktywności właściwej wykładom dawanym osobiście. Przykładem może być wprowadzona w tym roku możliwość pisania i dodawania komentarzy bezpośrednio na slajdach prezentacji wykładowcy. W ten sposób zlikwidowana została bariera do angażowania się w zajęcia - każdy student mógł bowiem anonimowo odpowiedzieć na pytanie wykładowcy lub poprosić o dodatkowe wyjaśnienia bez potrzeby włączania kamery czy mikrofonu.

Szpitalne życie

Teoria teorią, ale by zostać lekarzem potrzebna jest też praktyka. Na szczęście jej również nie zabrakło w moim grafiku. Każdego miesiąca minimum dwa tygodnie spędzałam w różnych przychodniach i oddziałach szpitalnych rozsianych po całym Edynburgu. Tam, z pomocą młodszych lekarzy, stawałam się integralną częścią zespołu medycznego, ucząc się a jednocześnie pomagając przez cały dzień roboczy (a czasem nawet i dłużej, w zależności od rozpiski!). Przykładami moich szpitalnych zajęć mogą być pisanie notatek medycznych podczas codziennych obchodów, pobieranie krwi i zakładanie wenflonów, asystowanie podczas operacji chirurgicznych, a nawet wykonywanie i interpretacja badań EKG czy per rectum.

Ze swoich praktyk na czwartym roku niewątpliwie wyniosłam wiele pięknych wspomnień o zabawnych pacjentach, inspirujących lekarzach czy dobrodusznych pielęgniarkach/pielęgniarzach. Jednak na zawsze pozostaną mi w pamięci też te mniej wesołe chwile, o których rzadko się opowiada, a przeżywa je każdy student medycyny czy lekarz - wkłuwanie się w pacjenta kilkanaście razy, aby założyć zdradliwy wenflon, tłumaczenie diagnozy o nieuleczalnej chorobie, weryfikacja śmierci pacjenta, który w trakcie swojego pobytu w szpitalu stał się już Twoim przyjacielem… Po takich przeżyciach nie pozostaje mi nic innego, jak nawoływać do wyrozumiałości w stosunku do lekarzy. Może czasem się tak nie wydawać, ale to jest naprawdę trudna praca.

Świąteczne dekoracje na głównych drzwiach oddziału medycyny ogólnej w szpitalu „Western General” w Edynburgu
Świąteczne dekoracje na głównych drzwiach oddziału medycyny ogólnej w szpitalu „Western General” w Edynburgu
fot. Wioletta Borkowska

Portfolio i egzaminy

Żadne studia nie mogłyby się obyć bez egzaminów - w końcu jak inaczej sprawdzić, czy student faktycznie się czegoś nauczył? Na kierunku lekarskim wszelkiego rodzaju sprawdziany są szczególnie ważne, ponieważ oceniają one zdolności osób, które niedługo będą odpowiedzialne za ludzkie życie. Na brytyjskich uczelniach egzaminy na latach klinicznych dzielą się na dwa rodzaje, sprawdziany z wiedzy i sprawdziany z umiejętności praktycznych. Te pierwsze mają postać testów, które studenci piszą na komputerach. Składają się one z mieszanki pytań zamkniętych i otwartych, a ich celem jest oszacowanie, czy zakres wiedzy teoretycznej danego studenta pozwoli mu/jej na praktykowanie medycyny w bezpieczny sposób.

O ile brytyjskie sprawdziany z wiedzy przypominają te z polskich uczelni, o tyle egzaminy umiejętności nie mają żadnego bliskiego odpowiednika w naszej ojczyźnie. Sprawdziany kompetencji znane są w Wielkiej Brytanii pod skomplikowaną nazwą „Objective Structured Clinical Examination” (pol. „Obiektywny, ustrukturyzowany egzamin kliniczny”), którą zwykle skraca się do prostego „OSCE”. Sprawdziany te składają się z szeregu stacji, przy których trzeba wykonywać określone zadania polegające na interakcji z symulowanym pacjentem (fizyczną osobą, która gra pacjenta). Polecenie przy każdej stacji jest inne, ale zwykle sprowadza się do trzech głównych zadań - zebrania wywiadu medycznego, wytłumaczenia diagnozy i planu leczenia lub wykonania badania lekarskiego pod kątem symptomów danego pacjenta. Przy każdej stacji oprócz symulowanego pacjenta znajduje się także egzaminator, który(a) na bieżąco ocenia kompetencje studenta takie jak komunikacja werbalna i niewerbalna, profesjonalizm, zastosowanie wiedzy klinicznej i wiele innych.

Sprawdzian „OSCE”, który miałam pod koniec czwartego roku był moim pierwszym egzaminem tego typu. Muszę przyznać, że był dla mnie dużym wyzwaniem i wymagał ode mnie wielu godzin przygotowań. Samo środowisko egzaminacyjne wydało mi się dość stresujące - każde zadanie musiałam wykonać w osiem minut, podczas gdy egzaminator śledził(a) mój każdy ruch. Dodatkowo niełatwa była interakcja z symulowanymi pacjentami, których to ludzi nigdy wcześniej nie spotkałam, a nagle w ciągu zaledwie kilku minut musiałam zdobyć ich zaufanie i nauczyć się z nimi współpracować. Stąd pokonanie tych wszystkich trudności na moim pierwszym egzaminie „OSCE” dało mi wiele satysfakcji i wzmocniło moją wiarę we własne umiejętności.

Własnoręcznie stworzony symulowany miś-pacjent do ćwiczenia zdolności wymaganych na egzaminie „OSCE”. Zdj. Wioletta Borkowska
Własnoręcznie stworzony symulowany miś-pacjent do ćwiczenia zdolności wymaganych na egzaminie „OSCE”
fot. Wioletta Borkowska

Podsumowując, mój pierwszy rok kliniczny był pełen nowych doświadczeń, wyzwań i sprawdzania granic mojej wytrzymałości. Wyszłam jednak z niego obronną ręką, bogatsza w zdobytą wiedzę i umiejętności, a także bardziej realistyczne rozumienie, co to znaczy być lekarzem.

Autorka: Wioletta Borkowska