Paszporty, wizy, przepustki

Powróćmy jeszcze do tematu granicy Wolnego Miasta Gdańska, by przyjrzeć się dokumentom, dzięki którym można było odbywać międzynarodowe podróże przez gdańską granicę.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 00 0000 r.
Paszport gdański Gertrudy Jabłońskiej wydany 24 czerwca 1935
Paszport gdański Gertrudy Jabłońskiej wydany 24 czerwca 1935
Udostępnione przez Zygfryda Pianowskiego

Głównym dokumentem, którym mu­siał legitymować się obywatel gdański przy przekraczaniu granicy Wolnego Miasta był paszport wydawany przez Prezydium Poli­cji. W razie konieczności wyrobienia sobie nowego dokumentu podczas pobytu za granicą trzeba było udać się do przedsta­wicielstwa konsularnego Rzeczpospolitej, która – w myśl postanowień „konwencji paryskiej” – wzięła „na siebie prowadze­nie spraw zagranicznych Wolnego Miasta Gdańska, również jak i opiekę nad oby­watelami gdańskimi za granicą. Opieka ta będzie użyczoną na tych samych warun­kach, jak obywatelom polskim”.

Paszport ten uprawniał gdańszczan do swobodnego wjazdu na teren Polski. Z cza­sem jednak (w drugiej połowie lat trzydziestych) wprowadzono obowiązek po­siadania polskiej wizy. Jednak obywatelom gdańskim „wizy te wydaje się bez specjal­nych formalności z terminem 2-letnim za opłatą 8.70 złotych, czyli guldenów” – jak mówiła instrukcja z czerwca 1937 roku dla „urzędnika dyżurującego” w Komisariacie Generalnym RP w Gdańsku. W ruchu przygranicznym ciągle jeszcze wystarczały jedynie dowody osobiste, by można było oficjalnie i swobodnie przekroczyć granice z obu stron.

Obywatele polscy mieszkający na te­renie Wolnego Miasta Gdańska (a była ich, szczególnie w latach trzydziestych, spora grupa) nie mieli większych pro­blemów z przekraczaniem granicy gdańsko-polskiej. Wystarczył im jedynie dowód osobisty wydany przez Komisarza General­nego RP w Gdańsku i poświadczony przez właściwy rewir Policji Gdańskiej. Dowód osobisty stwierdzał obywatelstwo polskie jego posiadacza, fakt zamieszkiwania na terytorium gdańskim (był automatycznie również gdańską „wiza pobytową”) oraz zezwalał na swobodne podróże do Polski.

Dla gdańskich wycieczek, grup spor­towych, uczestników zjazdów, koncertów i pielgrzymek jadących do Polski przygotowano ułatwienie w postaci „Zbiorowej przepustki granicznej dla obywateli Gdań­skich”. Organizator wyjazdu obowiązany był do przedstawienia władzom gdańskim listy uczestników, podania czasu i celu wyjazdu. Dokumenty, opatrzone odpowied­nimi potwierdzeniami urzędowymi, tra­fiały do Komisariatu Generalnego, który opatrywał je pieczęcią: „…proszę pol­skie władze graniczne, aby na zasadzie niniejszego zbiorowego dokumentu osobom na nim wymienionym zezwoliły na przekroczenie granicy polsko-gdańskiej”.

Obywatele obcych państw musieli bez­warunkowo posiadać polską wizę nie tyl­ko na wjazd do Polski, ale również na wjazd do Gdańska. Można ją było uzyskać w każdej placówce konsularnej Rzeczypospolitej na świecie. W każdej, a więc również w Komisariacie Generalnym RP w Gdańsku. Tak więc turyści, handlow­cy, sportowcy, dziennikarze i wszyscy in­ni wędrowcy, którzy przekroczyli granicę Wolnego Miasta Gdańska drogą morską, lotniczą lub bezpośrednio z terytorium Niemiec, a nie posiadali ważnej wizy pol­skiej mogli (i musieli) wystąpić o nią do Komisariatu Generalnego. Nie dotyczyło to jedynie obywateli sowieckich i przez pewien czas litewskich, których obowiązywały specjalne przepisy wizowe; im polską wizę otrzymać było dużo trudniej.

Nie wszyscy jednak poddawali się rygo­rowi posiadania polskiej wizy, szczególnie mieszkańcy Prus Wschodnich. „Od dłuższe­go czasu Konsulat zauważył, iż obywatele niemieccy powiatu sztumskiego i malborskiego nie starają się o wizy na wjazd do Polski, do północnych powiatów Woje­wództwa Pomorskiego, co przedtem bar­dzo licznie czynili. Obecnie dochodzą do Konsulatu wiadomości, iż wyjeżdżają oni do Polski bez wiz konsularnych. Mianowi­cie na teren gdański udają się na podstawie paszportu, względnie wykazu osobistego, tam spotykają się z swoimi krewnymi, którzy przywożą dla nich obce polskie wykazy osobiste, na podstawie których przez dowolny punkt graniczny wjeżdża dana osoba, obywatel niemiecki, do Pol­ski. Naturalnie przekracza granicę w tym punkcie, gdzie osoba, na którą jest wysta­wiony wykaz osobisty, jest nieznaną” – jak informował tajnym pismem wysłanym do MSZ „kurjerem” polski konsul z Olsztyna.

Na wszystkich przejściach granicznych obsadzonych przez polską Straż Granicz­ną każdy posiadacz paszportu otrzymywał stempel kontroli granicznej. Do dziś mo­żemy je zobaczyć w zachowanych doku­mentach, jak np. w amerykańskich pasz­portach wybitnego pisarza żydowskiego, Szaloma Asza, który w latach dwudziestych i trzydziestych kilkakrotnie odwiedzał So­pot, wjeżdżając na teren Wolnego Miasta w Tczewie.

Stemple polskich służb granicznych w dzienniku druha Czesława Michalaka
Stemple polskich służb granicznych w dzienniku druha Czesława Michalaka
Udostępnione przez Jerzego Michalaka

Inne stemple kontroli granicznej i gra­nicznej kontroli skarbowej (ze Szczodrowa i Miłobądza) możemy znaleźć w dzienni­ku podróży druha Czesława Michalaka z XVII drużyny harcerskiej z Poznania (ojca pana Je­rzego Michalaka, badacza gdańskich dziejów), który 2 lutego 1925 roku wyruszył w pieszą wędrówkę po Pol­sce. Przez Toruń, Bydgoszcz, Grudziądz, Starogard, Gniew i Skarszewy dotarł 24 lu­tego do gdańskiej granicy, co potwierdziła placówka granicznej kontroli skarbowej w Szczodrowie. Po dwóch dniach spędzonych w Gdańsku druh Michalak ruszył w dalszą drogę. 26 lutego o godz. 14.45 przekroczył granicę gdańsko-polską w Miłobądzu. Do Poznania wrócił (między innymi przez Warszawę, Białystok, Wilno, Nowogródek, Stanisławów, Lwów, Zakopane, Kraków, Lu­blin, Łódź – ciągle na własnych nogach!) 4 października 1925 roku o godz. 17. Jego dziennik pełen jest stempli, pieczą­tek i wpisów potwierdzających pokonanie kolejnego etapu wędrówki.

Po zaanektowaniu 1 września 1939 ro­ku Wolnego Miasta Gdańska przez Niemcy punkty kontroli granicznej były stopnio­wo likwidowane. Jednak polskie i gdańskie dokumenty osobiste (dowody, paszporty, książeczki żeglarskie) pełniły swą funk­cję jeszcze przez kilka lat pod okupacją hitlerowską. Dziś można je znaleźć na straganach pchlich targów i giełdach sta­roci. Te małe książeczki, które często są zapisem losów ludzkich stały się obiek­tem handlu i eksponatami w kolekcjach zbieraczy „starożytności”. Zwykły koniec burzliwej gdańskiej historii.


Mieczysław Abramowicz

 

Pierwodruk: Kwartalnik „Był sobie Gdańsk” 3(6)/1998

Historie gdańskie
    Wypisy gdańskie
      Rozmowy gdańskie
        Biblioteka gdańskia