PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Zapomniana Schiesstange

Zapomniana Schiesstange
Ulica Kurkowa (dawniej Schiesstange) nie zawsze kojarzyła się jedynie z więzieniem.
Ulica Kurkowa, widok w stronę skrzyżowania z ulicą 3 Maja, po prawej brama więzienia, lata 30. XX wieku; dziś ten fragment ulicy znajduje się na terenie więzienia
Ulica Kurkowa, widok w stronę skrzyżowania z ulicą 3 Maja, po prawej brama więzienia, lata 30. XX wieku; dziś ten fragment ulicy znajduje się na terenie więzienia
Fot. Zbiory Archiwum Państwowego Gdańsk

Leży w centralnej części Gdańska. Zapisana w jego historii odchodzi w zapomnienie. Dzisiaj niewielu o niej pamięta, mało kto wie, że była dostępna dla spacerujących i stanowiła ruchliwy fragment miasta. U współczesnych gdańszczan budzi najczęściej właśnie to jedno skojarzenie – więzienie. A z tym wiąże się żartobliwie powiedzenie: „najdłuższa ulica w Trójmieście”. Dlaczego najdłuższa? „Bo jak się tu trafi, to latami można po niej spacerować”.

Jak na wielu innych ulicach na Kurkowej tętniło życie, a jej historia była integralnie związana z dziejami miasta. Kiedyś brukowana (według stanu majątku więzienia z września 1950 roku posiadała jeszcze 4303 metry kwadratowe bruku) krzyżowała się z ulicą 3 Maja, dawniej znaną jako Promenade, a w czasie ostatniej wojny jako Horst Hoffman Wall.

Od tego skrzyżowania rozpoczynamy nasz spacer w jej dzieje. To nic, że skrzyżowania tego już nie ma (pozostaje na niektórych planach), a wejście na dawną ulicę zagradza więzienny mur. Ruszamy prawą stroną i od razu się zatrzymujemy. Do rogu tego skrzyżowania (Schiesstange 1, Horst Hoffman Wall 7) przylegał kiedyś wydzielony obszar o powierzchni 3,6 hektara, którego drugi koniec opierał się o forty Grodzisko. Dziś teren ten jest podzielony: część zajmuje areszt i policja, a na części jest [w roku 2003] niewielkie targowisko. Ale kiedyś (na podstawie dekretu z 18 października 1848 roku, potwierdzonego 26 listopada 1928 roku) prawnym właścicielem posesji była „Die hiesige Friedrich Wilhelm Schützengesellschaft resp. Schützenbrdüerschaft”, czyli „Strzelnica Fryderyka Wilhelma”, lub po prostu „Strzelnica”. Te nazwy czasem jeszcze dzisiaj kojarzone są z tym terenem.

W roku 1851 wyznaczono pierwotną zabudowę terenu. Znalazło tu swoją siedzibę Bractwo Kurkowe im. Fryderyka Wilhelma, stąd 22 września 1901 roku, świętując 550. rocznicę swojego powstania, wyruszył i przeszedł ulicami miasta uroczysty pochód dwóch tysięcy jego członków. Obiekt miał urozmaiconą architekturę. Nastawiony był na funkcje użytkowe dla mieszkańców. Były strzelnice i ścieżki spacerowe. Po przebudowie zakończonej w październiku 1912 roku, w gmachu głównym otwarto restaurację i salę balowo-koncertową. Kilka mniejszych sal oraz specjalne pomieszczenia i pokoje do gier również służyły rozrywce. W okresie letnim czynny był kawiarniany ogródek. W sali balowo-koncertowej gościły różne sławy, między innymi 6 stycznia 1930 roku grał Artur Rubinstein, a 9 października 1930 roku słynny polski skrzypek Bronisław Hubermann. W sali tej urządzano również zabawy taneczne, a w ostatnich latach przed wojną liczne zebrania partii politycznych, głównie NSDAP. I tak było niemal do końca istnienia obiektu. W sierpniu 1944 roku klęska Niemiec była już właściwie przesądzona. W Gdańsku zamierały teatry i kina, odwoływano imprezy sportowe. Główną rozrywkę zapewniały w tamtym czasie przedstawienia dla żołnierzy. W ramach akcji „Siła przez radość” realizowano je również na terenie Strzelnicy.

Okoliczności historyczne powodowały chwilową zmianę przeznaczenia obiektu. W czasie I wojny światowej, w roku 1916, urządzono tu szpital połowy. W styczniu 1945 roku, kiedy napływały do Gdańska rzesze niemieckich uchodźców, lokowano ich w budynku Strzelnicy. Czarnym dniem był 27 stycznia 1945 roku. W czasie bombardowania przez samoloty sowieckie budynek miał spłonąć doszczętnie, grzebiąc setki ofiar, głównie kobiet i dzieci. Używając zwrotu „miał”, nie powątpiewam w tragedię, która tu się rozegrała (zabitych pochowano być może na istniejących tu małych cmentarzach). Ale wiele wskazuje na to, że obiekt przetrwał naloty. W swojej książce o Gdańsku 1945 roku Maciej Żakiewicz odnotował pod datą 9 marca wspomnienia gdańszczanina Wolfganga Drosta: „liczne pożary, płonie m.in. dom Bractwa Kurkowego, pełen uciekinierów”. Zatem, mimo kolejnych nalotów obiekt pełnił dalej swą funkcję, a więc służył bezdomnej ludności. W tej samej książce, pod datą 24 marca 1945 roku znajdujemy zapis: „Kamienica Bractwa Kurkowego, na zapleczu której znajdowała się strzelnica w tych dniach została zbombardowana bombami zapalającymi. Wśród dramatycznych scen z wielkim trudem udało się zbiec uciekinierom z płonącego budynku”.

Na przekór wojnie budynek przetrwał. Według jednej z relacji, do której udało mi się dotrzeć, a pochodzi ona od mieszkającego w tym czasie niedaleko i dorastającego tu chłopca, po wejściu Armii Czerwonej budynek nie był całkowicie zniszczony. Naloty i bombardowania tylko częściowo wyrządziły szkody. Świadek wspomina sale, w których jeszcze po marcu 1945 bawił się z bratem i kolegami. Nie było w nich wyposażenia, ale pamięta zachowane na ścianach i sufitach malowidła. Z tej relacja nie wynika, że nie było nalotów bombowych i ofiar. Ludzie ginęli od uderzenia bomb i wywołanego nimi pożaru. Jednak główna bryła budynku, jak pamięta świadek, pozostała.

Dlaczego więc budynek zniknął z pejzażu miasta? Wydaje się, że został ostatecznie zniszczony podczas planowego niszczenia, palenia i burzenia Gdańska, które prowadzono przez kilka miesięcy po zdobyciu miasta. Mieszkająca w tym czasie niedaleko rodowita gdańszczanka Magdalena M. do dzisiaj wspomina grozę tych chwil. Pamięta grupy rosyjskich żołnierzy, którzy przy ulicach Kartuskiej, Nowych Ogrodach i przyległych traktach przechodzili od domu do domu i wrzucali wiązki granatów. Czego nie zniszczyły granaty i ogień, a było symbolem znienawidzonego Gdańska, kazano rozebrać jeńcom i więźniom.

Uroczystość wojskowa przed budynkiem Strzelnicy, lata wojenne
Uroczystość wojskowa przed budynkiem Strzelnicy, lata wojenne
Fot. Zbiory Archiwum Państwowego Gdańsk

Dzisiaj o świetności Strzelnicy świadczą już tylko dokumenty. Możliwe, że część jej tajemnic kryje ziemia. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych, w trakcie prac budowlanych przy obecnych garażach, w niewielkim wykopie pod tzw. ławę fundamentową znaleziono dwie zbutwiałe skrzynie. W jednej znajdowały się dobrze zakonserwowane egzemplarze broni długiej, w drugiej osobno leżały zamki do niej. Stara broń o długich, ośmiokątnych, gwintowanych i grawerowanych lufach złożona została w sali odpraw. Następnego dnia znalezisko zabrała milicja. Niektóre egzemplarze po oczyszczeniu („lufy aż się świeciły, tylko elementy drewniane były zbutwiałe”) trafić miały w ręce prywatne. Domysły można też snuć, posiłkując się innym wydarzeniem. Przed kilku laty na pobliskim targowisku doszło do awarii sieci wodociągowej, a że coś „nie gra” zorientowano się dopiero po kilku miesiącach, kiedy rachunki za wodę wskazały bardzo wysokie jej zużycie. Woda nie wypływała na powierzchnię, lecz – jak się przypuszcza – znajdowała ujście w piwnicach czy podziemiach byłej Strzelnicy.

***

Idziemy dalej, ciągle prawą stroną ulicy. I Dochodzimy do miejsca, gdzie po drugiej jej stronie widoczny jest narożnik największego więziennego budynku (można go dostrzec nawet z ulicy 3 Maja). Kiedyś stał tu rząd kamienic – Schiesstange o kolejnych numerach 2, 3, i 4. Pierwsza z nich była jednopiętrowym budynkiem mieszkalnym ze spadzistym dachem i przybudówką. Niewiele wiemy o jej właścicielach. Z dokumentów dowiadujemy się, że od 19 października 1918 roku była nią panna Lenz Marie, a od 15 września 1925 roku jej krewna Adela Evers z d. Lenz. Frau Gartendirektor w latach czterdziestych sama zamieszkiwała w Sopocie (Beerenstrasse), a budynek wynajmowała kilkorgu lokatorom.

Plany architektoniczne początkowo małej i jednopiętrowej kamieniczki spod numeru 3 sięgają roku 1872. Dowiadujemy się z nich, że właścicielem był J. Lenz. Przebudowana została na początku XX wieku i wtedy architektonicznie upodobniono ją do sąsiedniej, spod numeru 2. Zniknęły charakterystyczne duże okna na parterze i piętrze. W listopadzie 1928 roku jej właścicielem zostało Gesselschaft zur wirtschaftlichen Unterschtützung der freien religiösen Gemeinde zu Danzig, mit beschrankter Haftung in Danzig, w skrócie Freie religiösen Gemeinde. Nie znając statusu stowarzyszenia, z jego nazwy można sądzić, że działało na prawach spółki, której celem było ekonomiczne wspieranie Gminy (Związku) Wolnego Wyznania w Gdańsku.

Najciekawszą fasadę miał trzypiętrowy budynek spod numeru 4. Trzecie piętro było poddaszem ze stylizowaną stolarką okienną. Pierwsze plany budowy tej kamienicy pochodzą z roku 1888.1 tu właścicielem było wspomniane Freie religiösen Gemeinde zu Danzig. W latach czterdziestych religijne stowarzyszenie reprezentował Alfred Hahn (Malermeister). W księdze adresowej z 1942 roku znaleźć można aż dwudziestu urzędników i robotników zamieszkujących tę kamienicę. Ciekawostką jest fakt, że w piwnicach wymienionych budynków znaleziono w 1945 roku znaczne zapasy farb, które przez dłuższy czas służyły do bieżącego remontu więzienia. Dzisiaj po zabudowie kamienic o numerach 2, 3 i 4 nie ma już śladu. Miejsce to przykryte jest asfaltem, ruiny piwnic przysypano ziemią. Cegły z obróconych w gruzy budynków posłużyły jako materiał do budowy muru więziennego. Stoi tu też niewielki budynek mieszczący warsztaty samochodowe, archiwum i remizę aresztu. Część posesji przeznaczono na plac parkingowy i pomieszczenia dla psów służbowych.

Kiedy minęło się te trzy budynki, dochodziło się do posesji pod numerem 5, na której był niewielki cmentarz. Miał zaledwie 20 arów i 24 metry kwadratowe powierzchni, a jego zarządcą było Freie religiösen Gemeinde zu Danzig. Po wojnie teren postanowiono zagospodarować. Wcześniej usunięte pozostały płyty nagrobne, choć nie wiadomo, czy nastąpiło to jeszcze w czasie wojny, czy też już po jej zakończeniu. W1948 roku przystąpiono do wykopów pod silosy i magazyny ziemiopłodów. Jeden z funkcjonariuszy straży więziennej zapamiętał, co wydarzyło się podczas tych prac 21 października 1948 roku. Dobrze pamięta tę datę, gdyż był to pierwszy dzień jego pracy. Został skierowany do dozoru nad więźniami, którzy pracowali przy wykopach pod fundamenty. Kopiący często trafiali na zbutwiałe trumny i ludzkie szczątki. W pewnej chwili łopaty otarły się o coś twardego. Odkryto metalową trumnę. Wezwany został dowódca, przyszedł też naczelnik. Kiedy trumnę otwarto, znaleziono zasuszone, niemal zmumifikowane zwłoki ludzkie. Zmarły ubrany był w szaty jakby liturgiczne, przy nim leżała laska podobna do kardynalskiej, a na ręku miał pierścienie. Strażnik był przekonany, że miały dużą wartość, a zmarły musiał być osobą duchowną. Kojarzył go ze znanymi sobie wizerunkami biskupów. Praca została przerwana, więźniów odprowadzono do cel, a ochronę nad miejscem przejąli funkcjonariusze działu specjalnego. Następnego dnia trumny już nie było. Relacjonujący nie wyklucza, że ludzkie szczątki zakopano w innym miejscu, a przedmioty zostały przejęte przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego lub związanych z nim ludzi.

Na cmentarzu nie dokonano ekshumacji wszystkich szczątków, usunięto tylko te groby, które leżały w miejscu powstających obiektów. Resztę przykrywa dzisiaj asfalt, a na części rośnie trawa i żywopłoty. Po cmentarzu nie pozostały żadne ślady, choć ostatnio znaleziono fragmenty płyty nagrobnej. Na tej posesji stoi obecnie kompleks niskich zabudowań działu kwatermistrzowskiego aresztu.

***

W miejscu, gdzie kończył się cmentarz, dziś ulicę przecina brama. Wybudowano ją w lipcu 1946 roku i w ten sposób ostatecznie zamknięto ulicę Kurkową dla ruchu miejskiego. Przy bramie zlokalizowano wartownię i biuro przepustek. Pierwszą bramę funkcjonariusze wspominają jako toporną. Dwa ciężkie skrzydła nie były łatwe do otwierania, przy silnym wietrze trudno je było utrzymać. Z sympatią wspominają natomiast duże stojące przy niej drzewo, ale wycięto je przy którejś modernizacji, gdyż utrudniało obserwację.

Dlaczego powiększono obszar więzienia i zamknięto ulicę Kurkową? Jednym z powodów była niewątpliwie potrzeba powiększenia zaplecza gospodarczego dla przeludnionego więzienia. Bardziej istotne wydają się inny okoliczności. W pierwszym okresie po wojnie walczący w tzw. „drugim podziemiu” często uderzali na więzienia i odbijali przetrzymywanych w nich więźniów. Tylko w latach 1945-1948 dokonano w Polsce 38 ataków na więzienia, w dużej części skutecznych. Więzienia poddawały się bez oporu, a tam gdzie się broniono, po obu stronach ginęli ludzie. W 1945 roku w ten sposób odbito więźniów w Białymstoku, Kielcach, Krakowie i dwukrotnie w Białej Podlaskiej, a w 1946 roku w Zamościu. We wrześniu 1945 roku nieznane oddziały podjęły próbę zbrojnego odbicia również więzienia w Gdańsku. Niemały lęk i obawy budziły między innymi aktywnie działające oddziały podległe majorowi Zygmuntowi Szendzielarzowi ps. Łupaszko.

Obawy gdańskich władz WUBP były uzasadnione, o czym może świadczyć próba przejęcia magazynów uzbrojenia UB, które zlokalizowane były niedaleko więzienia na fortach Grodzisko. Z relacji świadka wynika, że ta próba nie powiodła się, ale skalę zagrożenia i siłę atakujących potwierdza fakt, że na terenie fortów doszło do regularnej i wielogodzinnej bitwy. Świadek był wówczas młodym chłopcem (mieszkał niedaleko) i mimo zakazów matki w nocy ukradkiem wyglądał przez okno. Widział fragmenty bitwy i regularnie utworzone stanowiska ogniowe. A następnego dnia leżały tu sterty łusek. Nie pamięta dokładnej daty ataku, ale jest przekonany, że było to w drugiej połowie 1947 roku. Prawdopodobnie z tego powodu wybudowano szpetne dla otoczenia dodatkowe bunkry i na pewien czas zamknięto dostęp do części fortów.

Tak więc wyłączenie z ruchu ulicy Kurkowej w dużej mierze spowodowane było względami obronnymi i ochronnymi więzienia. Dodajmy, że w sposób formalno-prawny grunty zajęte przez więzienie w latach 1945-1946 zostały mu przekazane dopiero 28 i 29 grudnia 1950 roku. Z tą chwilą, na podstawie decyzji Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdańsku teren włączono pod zarząd Kwatermistrzostwa WUBP któremu podlegało kwatermistrzostwo więzienia, a więc faktyczny użytkownik gruntów. Podstawą takiej decyzji była uchwała Prezydium Rządu z 27.09.1950 roku w sprawie rozdysponowania mienia nierolniczego na obszarze ziem odzyskanych. W 1955 roku grunty i obiekty przekazano w użytkowanie Wydziałowi Więziennictwa Ministerstwa Sprawiedliwości.

Z funkcjami ochronno-obronnymi związany jest budynek spod numeru 6 ulicy Kurkowej. To miejsce jest już poza terenem aresztu, a ulica na niewielkim odcinku jest nadal dostępna dla mieszkańców. Budynek przylega bokiem do murów więziennych i narożnikiem do wspomnianej bramy głównej aresztu. Przetrwał zawieruchę wojenną i choć elewacja wymaga remontu, nadal służy kilku rodzinom. Plany jego budowy sięgają 1875 roku. Po II wojnie światowej kamieniczka miała nietypowych mieszkańców. Stała się strażnicą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przeznaczono ją dla żołnierzy oddelegowanych z jednostki przy ulicy Łąkowej, którzy stanowili tzw. zewnętrzną ochronę więzienia. W1947 roku za niemałą wówczas kwotę 50 tysięcy złotych budynek wyremontowano. Pomieszczenia wymalowano, naprawiono podłogi, zmieniono instalacje elektryczne i postawiono nowe piece. Z raportu kontroli wykonanej w 1949 roku wynika, że kompania ochrony KBW nie dbała o budynek. Przez niespełna dwa lata został całkowicie zdewastowany. Podłogę pozrywano na opał, ramy okienne i drzwi były powyrywane, szyby w oknach i piece porozbijane. Wszczęto dochodzenie w celu „ustalenia winnych zdewastowania majątku państwowego”. Wydaje się, że winna była przede wszystkim bieda, żołnierze wymieniali się butami idąc na służbę, a także brak poczucia odpowiedzialności za dobro państwowe.

Dwa kolejne budynki, posesje numer 7 i 8, przetrwały zniszczenia wojenne. Wynajmowano tu mieszkania, a częściowo pełniły funkcje użytkowe. Za nimi znajdowały się między innymi garaże i warsztaty samochodowe. Z zachowanych dokumentów z 1937 roku dowiadujemy się, że na parterze kamieniczki pod numerem 7 znajdowała się niewielka stolarnia, mała drukarnia (M. CH. Eichela) i biura majstra budowy Bernharda Lewandowskiego. Wymienione nazwiska nie występują już w spisie mieszkańców z 1942 roku.

Była strażnica Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a obok brama więzienia zamykająca ulicę Kurkową od strony ulicy Strzeleckiej; 2003
Była strażnica Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a obok brama więzienia zamykająca ulicę Kurkową od strony ulicy Strzeleckiej; 2003
Fot. Waldemar Kowalski

Niewiele wiemy o dawnych mieszkańcach ulicy Kurkowej. Ta uwaga nie dotyczy właściciela kamienic o numerach 6, 7, 8. Był nim przed wojną Bernard Kannenberg (Kaufmann). Jeszcze w czasie wojny zamieszkiwał przy ulicy Okopowa 3 (Karrenwall). Kamienice wynajmował, a część pomieszczeń i przyległe tereny wykorzystywał na własną działalność. Tę barwną przedwojenną postać przywołuje w swojej książce poświęconej gdańskiemu gestapo Alojzy Męclewski. Na początku lat dwudziestych Kannenberg był właścicielem firmy samochodowej Kannenberg – Automobile GmbH i reprezentował niemiecką fabrykę samochodów Opel. Firma mieściła się przy ulicy Mariackiej 28. Po kilku latach otworzył sklep samochodowy na Targu Węglowym 6. Z czasem przeniósł się na ulicę Elżbietańską 8. Wkrótce też na ulicy Kurkowej uruchomił warsztat naprawy i obsługi samochodów Opel. Nawiązał współpracę z firmą Automobil Import GmbH, która była przedstawicielem BMW i ulokował w niej swoje udziały. Sprowadzane samochody sprzedawał na całym Pomorzu. Szczególne zamówienia realizował dla oficerów armii hitlerowskiej i funkcjonariuszy policji. W jego firmie pracował późniejszy zastępca szefa gdańskiej placówki hitlerowskiego wywiadu Reinhold Kohtz oraz Jan Kaszubowski, znany w czasie wojny gestapowiec. Firma Kannenberga odegrała niemałą rolę w przygotowaniach do wojny. Jej transportem trafiały do Gdańska hitlerowskie mundury i pistolety, później karabiny i amunicja. Na krótko przed wojną przewoził również rozmontowane działa, karabiny maszynowe i broń przeciwlotniczą. Dzięki niemu z Gdańska wyjeżdżały stare samochody, a po zmianie tablic rejestracyjnych trafiały nowe. Przekazywał je oddziałom Wehrmachtu i tworzącym się oddziałom policyjnym lub S.A. Do swoich działań wykorzystywał garaże i warsztaty przy ulicy Kurkowej.

Budynek z numerem 8 należy dzisiaj do stosunkowo dobrze znanej mieszkańcom Gdańska Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji, popularnie zwanej „Drogówką”. I tu kończy się dzisiaj ulica Kurkowa. Kiedyś można było wcześniej skręcić w prawo i wejść w uliczkę Grüngürtel, a dzisiaj, jeśli skierujemy się w lewo wchodzimy w ulicę Strzelecką (Schützengang).

***

W ten sposób przeszliśmy prawą stronę ulicy Kurkowej, prawą patrząc od skrzyżowania z ulicą 3 Maja. Wracać będziemy drugą stroną. A po drugiej stronie, na części terenu, który przylega do skrzyżowania z ulicą Strzelecką, stoją garaże i inne niewielkie zabudowania wspomnianej wcześniej „Drogówki”. Dalej, już po prawej stronie ulicy Strzeleckiej widzimy nieutwardzone, można rzec prymitywne miejsca parkingowe. Czasem trudno tu znaleźć wolne miejsce do zaparkowania. Mało kto wie, że kiedyś był tu cmentarz, więc warto o nim wspomnieć. Do 1846 roku znaczna część tego gruntu należała do kupca Lorenca Carla Amorta. 13 listopada 1846 roku fundacyjnym wpisem hipotecznym przekazał go na własność Parafii Rzymsko-Katolickiej św. Mikołaja i Kaplicy Królewskiej z przeznaczeniem na cmentarz. Na jednej z parcel przylegającej dziś do budynku sądu, dopuścił wybudowanie użytkowego budynku gościnnego. Na dwóch pozostałych (dziś teren wspomnianego parkingu i częściowo terenu policyjnego) powstał cmentarz. W zamian za akt darowizny, kupiec uzyskał od kościoła prawo do wybudowania rodzinnego grobowca i obietnicę wieczystego odprawiania nabożeństw żałobnych za spokój jego duszy i jego rodziny. W okresie Wolnego Miasta, w 1929 roku budynek przeszedł pod zarząd wymiaru sprawiedliwości (Justizverwaltung). W piśmie Prezydium Miejskiej Rady Narodowej do Prezydium Wojewódzkiej Rady narodowej z 30 lipca 1951 roku opisującego stan faktyczny znajdujemy potwierdzenie, że budynek, cmentarz i wspomniany grobowiec przetrwały wojnę.

Do rogu skrzyżowania ulicy Kurkowej i Strzeleckiej dochodzą połączone dzisiaj budynki 5, 6 i 7 należące do ulicy Strzeleckiej. Ich elewacje proszą się o remont, co wskazuje, że nie miały szczęścia do zarządców. Tuż po wojnie nie miały też szczęścia do lokatorów. Przeznaczono je dla pracowników więzienia. Dokument z kontroli budynków z maja 1949 roku wskazuje, że lokatorzy nie płacili czynszu, a warunki sanitarne określono jako „niżej krytyki”. Ogólnie uznano je za zaniedbane.

W tym samym rogu skrzyżowania stała nieistniejąca kamienica oznaczona numerem 9 przy ulicy Kurkowej. Prawie nic z niej nie zostało, tylko wprawnym okiem można dojrzeć, między budynkiem numer 7 przy ulicy Strzeleckiej a bramą główną aresztu, resztki piwnic tej kamienicy.

***

W 1996 roku po wieloletnim remoncie oddano do użytku budynek Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej oraz administracji Aresztu Śledczego w Gdańsku. Ten budynek i zabudowa posterunku bramy głównej więzienia wchłonęły wcześniejszą zabudowę, a więc kamienice, które kiedyś oznaczone były numerami 10 i częściowo 11. Przed wojną kamienice 9 do 11 należały do wymiaru sprawiedliwości Wolnego Miasta, a 1 września 1939 roku przejął je wymiar sprawiedliwości Rzeszy. W czasie wojny mieszkali tu lokatorzy, część z nich pracowała w więzieniu. Wydzieloną część budynku pod numerem 11 zajmował Ernest Bauss, dyrektor więzienia, co odnajdujemy w księdze adresowej z 1942 roku. Był zagorzałym fanatykiem hitleryzmu, funkcję pełnił już przed wybuchem wojny. We wrześniu 1939 roku i wcześniej uczestniczył w antypolskich represjach. Przez kilka lat po wojnie mieszkanie nie zmieniło swej funkcji. Zamieszkiwali tu pierwsi polscy naczelnicy więzienia. Budynek z numerem 10 przekazano w tym czasie na biura Działu Pracy Więzienia.

W budynku z numerem 11 mieści się obecnie dział penitencjarny. Wcześniej nazwany był „checzą”, gdyż był tu bufet i stołówka dla funkcjonariuszy. Tędy można było dojść do świetlicy na ostatnim piętrze, która zasadniczo była położona już nad kolejną posesją. W świetlicy prowadzone były odprawy, dla osadzonych i funkcjonariuszy występowali artyści, bawiono się na balach i zabawach. Przez pewien czas sala była dostosowana do posług religijnych, posiadała podstawowe wyposażenie dla kaplicy więziennej. Tuż po wojnie funkcjonowało tu kino dla pracowników, kto wie czy nie jedno z pierwszych w Gdańsku. Po uzyskaniu stosownej zgody mogli z niego korzystać krewni pracowników straży więziennej i innych organów podległych WUBP w Gdańsku. A pracownicy z rodzinami mieszkali w tym czasie nie tylko w budynkach przy ulicach Kurkowej i Strzeleckiej, ale również na pobliskim osiedlu (ulice Gen. H. Dąbrowskiego, Płowce i Wrocławska). Ponoć do tego poniemieckiego osiedla pierwsi taksówkarze jeździli z niechęcią.

Fragment ulicy Kurkowej na terenie więzienia, widok z Grodziska; 2003
Fragment ulicy Kurkowej na terenie więzienia, widok z Grodziska; 2003
Fot. Waldemar Kowalski

Dochodzimy do 12, 13 i 14 numeru ulicy Kurkowej. Kiedyś było to więzienie, dziś najstarsza część rozbudowanego więzienia. Jego dzieje wymagają odrębnego omówienia. Warto tylko przypomnieć, że na podstawie stosownego dekretu teren został przeznaczony pod nową zabudowę już 18 lipca 1851 roku. Informacje o pierwszych planach budowlanych sięgają lat 1893-1895. Główną zabudowę więzienia oddawano do użytku w pierwszych latach XX wieku. Potem była wielokrotnie modernizowana i rozbudowywana. Mimo zniszczeń, które dotknęły ulicę Kurkową w 1945 roku, zachowała się zasadnicza jego część. Można przypuszczać, że oszczędzono ją przy ostrzale artyleryjskim i w czasie, który po nim nastąpił, aby mieć możliwość szybkiego uruchomienia więzienia, co – jak należy sądzić – było ważne dla nowej władzy. 9 kwietnia 1945 roku przyjmuje się jako formalną datę przekazania więzienia polskiej administracji.

Kiedy miniemy starą część więzienia, pozostaje nam ostatni odcinek ulicy, między największym więziennym obiektem – Pawilonem Centralnym – a ulicą 3 Maja. Na litym murze pawilonu, który jest widoczny z ulicy 3 Maja pozostały wyrwy po pociskach. W jego bezpośrednim sąsiedztwie stała kamienica z numerem 15. Jeszcze w czasie wojny jej właścicielem była Anna Kozlowski. Kamienicę wynajmowała licznej grupie lokatorów. Kolejne kamienice (o numerach 16, 17 i 18) przed wojną należały do baptystów. Ale i tu mieszkali lokatorzy. W1943 roku kamienicę spod numeru 16 przekazano na własność kościołowi ewangelickiemu. Ostatnia z nieistniejących już (podobnie jak cztery poprzednie) kamienic stała przy skrzyżowaniu z ulicą 3 Maja. W czasie wojny należała do rzeźnika Johanesa Lutza, który wynajmował ten niewielki budynek, a sam zamieszkiwał przy Angielskiej Grobli 26 (Englischer Damm).

Teren, na którym stały nieistniejące kamienice przecina dziś mur więzienny, poprowadzony w pewnym oddaleniu od ulicy 3 Maja. Między nim a Pawilonem Centralnym mieści się Gospodarstwo Pomocnicze Zakładu Remontowo-Budowlanego przy Areszcie Śledczym w Gdańsku. Na miejscu kamienic stoi hala i magazyny produkcji okien, nieco dalej warsztaty i magazyny produkcji krat i bram. Pozostały ukryte w ziemi i zagruzowane piwnice. Czasem przy pracach ziemnych odnajduje się drobne przedmioty: stare żelazko, fragmenty sztućców, jakąś zniszczoną monetę. Kiedyś natrafiono na dwa hełmy – jeden z pierwszej, a drugi z drugiej wojny światowej, itd.

Wydaje się mało prawdopodobne, a właściwie nierealne, aby ulicy Kurkowej, choć w części, przywrócone zostały jej pierwotne funkcje i wygląd. Stąd wziął się pomysł, aby odbyć spacer w jej udokumentowane, a przecież nie tak bardzo odległe dzieje.

 

Waldemar Kowalski*

 

*Autor był zastępcą dyrektora Aresztu Śledczego w Gdańsku

 

Pierwodruk: „30 Dni” 1/2003