Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Mamás que leen - studentka z Gdańska o najważniejszej osobistej lekcji

Nie jest tajemnicą, że jako stypendyści Fahrenheita powinniśmy wykorzystywać zdobytą przez nas wiedzę w dobrej sprawie. Wiele z nas bierze udział u Dniach Nauki czy organizuje prelekcje w gdańskich szkołach. Jako ambasadorzy miasta Gdańska zobowiązujemy się także do prac społecznych w krajach w których studiujemy. Ten post poświęcony będzie wspaniałemu projektowi, którego miałam zaszczyt być częścią: Mamás que leen ( z hiszpańskiego Mamy które czytają).

A
A
Część grupy podczas obchodów katalońskiego święta Sant Jordi
Część grupy podczas obchodów katalońskiego święta Sant Jordi
zdj. Patrycja Łapińska


Autorka jest stypendystką Prezydenta Miasta Gdańska im. G. D. Fahrenheita. Dzięki temu wsparciu grupa młodych gdańszczan ma możliwość studiowania na wybranej zagranicznej uczelni. Patrycja z grupą rówieśników, również stypendystów Fahrenheita, opisuje swoje doświadczenia. Więcej tekstów stypendystów znajdziesz na prowadzonym przez nich BLOGU. Można tam też znaleźć wiele porad, szczegółowych informacji o życiu studenckim i ciekawostek.


Podaj dalej


Będąc na trzecim roku studiów dzięki plakatowi zamieszczonemu na tablicy informacyjnej dowiedziałam się o niesamowitym projekcie, którego celem było nauczanie czytania i pisania kobiet analfabetek, które wyemigrowały ze swoich krajów, szukając lepszej przyszłości dla swoich rodzin. Pomyślałam, że to świetna inicjatywa i od razu zaczęłam wolontariat.

Z różnych stron świata

Na początku przychodziłam dwa, trzy razy w tygodniu. Od razu zauroczyłam się tym projektem i jego uczestniczkami. Kobiety, które uczyłam pochodziły z różnych krajów takich jak Maroko, Pakistan, Indie czy Bangladesz. Przedział wiekowy naszych uczennic był bardzo zróżnicowany, od młodych dziewczyn po starsze panie, które przychodziły na zajęcia nie tylko, żeby się czegoś nauczyć, ale również, żeby spędzić miło czas. Jeżeli chodzi o umiejętności naszych podopiecznych, niektóre z nich ukończyły szkoły podstawowe czy licea w swoich krajach, lecz była też grupa kobiet, które po raz pierwszy wzięły długopis do ręki na pierwszych zajęciach. Większość z nich mieszka w Barcelonie od dłuższego czasu, 10 czy 15 lat. Ciężko więc było mi uwierzyć, że nie rozumiały one podstawowych słów czy zwrotów po hiszpańsku. Często zastanawiałam się jak mogły funkcjonować w społeczeństwie bez znajomości języka, jak udawało im się wykonywać tak podstawowe czynności jak zakupy, wizyty u lekarza czy w szkole.

Nauka i duże zainteresowanie

Podziwiałam je, że odważyły się wyjść ze swojej strefy komfortu i z kręgu kulturowego, w którym żyły i przychodzić każdego dnia na zajęcia, na których wylewały siódme poty, by napisać swoje imię. Na początku projektu było około osiem kobiet. Po wakacjach, zainteresowanie projektem bardzo wzrosło i we wrześniu na zajęciach pojawiło się 50 uczennic. Musiałyśmy podzielić grupę na dwie części. Jedną z nich zaczęłam prowadzić ja, od poniedziałku do piątku po dwie godziny dziennie. Organizowałam zajęcia z nauki czytania i pisania, oraz z hiszpańskiego na poziomie podstawowym. Mogłam liczyć na pomoc wielu wolontariuszek. Naszym celem była praca w małych grupach, tak żeby nasze uczennice czuły się komfortowo.

Nasze bohaterki każdego dnia wykazywały się determinacją do spełnienia swojego marzenia. Pragnęły iść ze swoimi dziećmi do lekarza i zrozumieć, co się do nich mówi, chciały swobodnie wybrać się na zakupy czy na wizytę w szkole. Chciały móc pomagać swoim dzieciom w lekcjach i nie musieć prosić ich o pomoc w każdej podstawowej czynności, której dotąd ciężko było im wykonać bez znajomości języka.

Uroczystość ukończenia pierwszego semestru połączona z obiadem świątecznym
Uroczystość ukończenia pierwszego semestru połączona z obiadem świątecznym
zdj. Patrycja Łapińska


Ważna osobista lekcja

Ten projekt był dla mnie najwspanialszym doświadczaniem jakiego mogłam zaznać podczas studiów. Ja dostałam szansę od stypendium Fahrenheita, żeby móc studiować za granicą. Miasto uwierzyło w moje możliwości i pomogło mi w spełnieniu marzeń. Tym razem ja mogłam zrobić coś podobnego - nauczyć kogoś czytania czy pisania, rzeczy, która jest fundamentalna, żeby móc funkcjonować w społeczeństwie. To przywilej, który my otrzymaliśmy, bo mieliśmy możliwość edukacji. Niestety często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób zostało pozbawionych możliwości nauki. Fakt, że kobiety, które mają całą masę obowiązków związanych z prowadzeniem domu czy wychowaniem dzieci, są w stanie znaleźć dwie godziny dziennie na naukę języka obcego, nie umiejąc pisać czy czytać w swoich językach ojczystych, jest czymś niesamowitym.

Część uczennic i wolontariuszek podczas zakończenia rok
Część uczennic i wolontariuszek podczas zakończenia rok
zdj. Patrycja Łapińska



Moje uczennice były dla mnie wielkim przykładem determinacji, konsekwencji i śmiałości. Bardzo często w ramach podziękowań przynosiły mi chleb które same piekły, przygotowywały ciasta czy gotowały zupy jak byłam przeziębiona. Bardzo często nam wszystkim dziękowały za pomoc, ale nie wiedziały, że to one tak wiele nas nauczyły. Po ciężkiej półtorarocznej pracy efekty były wzruszające. Nasza pierwsza uczennica, Nazu z Bangladeszu, która przyszła na zajęcia i nie była wstanie utrzymać długopisu w ręce, teraz pisała bez najmniejszego problemu i opowiadała nam o tym jak spędziła dzień. Nie doświadczyłam niczego bardziej satysfakcjonującego.

Patrycja Łapińska