Wielka cuchnąca gąbka. Dlaczego z Szadółek przychodzą fale smrodu

To nie awaria, czy zmiana technologii segregowania odpadów jest przyczyną fetoru z wysypiska w Szadółkach, który w ostatnich tygodniach utrudnia życie mieszkańców Gdańska. Winę ponosi… wyjątkowo mokre lato.

Wielka cuchnąca gąbka. Dlaczego z Szadółek przychodzą fale smrodu
A
A
data publikacji: 29 sierpnia 2016 r.

Szadółki wciąż potrafią być dla gdańszczan uciążliwe, ale w roku 2018 sytuacja powinna zdecydowanie się poprawić.
Szadółki wciąż potrafią być dla gdańszczan uciążliwe, ale w roku 2018 sytuacja powinna zdecydowanie się poprawić.
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Obfite ulewy, zwłaszcza te z nocy 14 na 15 lipca, także wysoka temperatura i wilgotność powietrza - w takich warunkach plac dojrzewania kompostu, który znajduje się na otwartej przestrzeni, zamienił się w wielką nasączoną opadami śmierdzącą “gąbkę”.

Z roku na rok rośnie ilość odpadów “wytwarzanych” przez każde gospodarstwo domowe - nie tylko w Gdańsku. Ma to związek z konsumpcyjnym modelem życia, któremu - chcąc nie chcąc - ulegamy. w W Szadółkach biodegradowalne resztki jedzenia składowane są na placu dojrzewania kompostu. Kilkanaście tysięcy ton gdańskich odpadów leży więc pod gołym niebem, niezabezpieczone przed obfitymi ulewami, upałami, wichurami, czy mrozami.

- Miejsce to, podobnie jak cały Zakład Utylizacji  jest całkowicie uszczelnione, żeby nie dopuścić do zanieczyszczenia środowiska, w tym wód podziemnych - tłumaczy Wojciech Głuszczak, prezes zarządu Zakładu Utylizacji w Gdańsku. - Woda, która do nas spływa miesza się z odpadami i zostaje u nas niegroźna dla środowiska, ale jej nadmiar zakłóca wszystkie procesy technologiczne, przez co zakład jest bardziej uciążliwy dla mieszkańców.  


Od czego wzmaga się fetor

Każde przesilenie pogodowe zakłóca funkcjonowanie składowiska, a co za tym idzie proces kompostowania. Najbardziej woda, która w nadmiernej ilości je zwyczajnie spowalnia i dodatkowo generuje procesy gnilne na powierzchni, tzw. odcieki, a te zwiększają przykry odór.

Tygodniowo wywozimy do oczyszczalni ścieków 300 m3 odcieków ze składowiska. Tymczasem w nocy z 14 na 15 lipca br. w Gdańsku spadło 30 tys. m3 wody. Tyle deszczu pracująca na terenie Zakładu podczyszczalnia odcieków jest w stanie przerobić w kilka miesięcy. Jednym słowem kompostownia nie była w stanie przyjąć takiej ilości wody na raz, tworząc z odpadów swego rodzaju nasączoną gąbkę. Śmieci zaczęły intensywniej gnić.

Po to, by przyspieszyć wysychanie odpadów, składowany kompost musi być dodatkowo przerzucany. To jednak wzmaga fetor. Wskutek wspomnianych czynników całość procesu ulega wydłużeniu i co gorsze, nie można go w pełni kontrolować. Stąd „zapach”, który niepokoi także mieszkańców odległych od Zakładu Utylizacji dzielnic.  

Aby zminimalizować przykre dla mieszkańców zapachy ograniczono prace związane z przerzucaniem kompostu i dostosowano je do warunków pogodowych. Jednak nie jest możliwe całkowite wstrzymanie tych działań - są potrzebne do prawidłowego przeprowadzania procesu technologicznego.


Jak uwolnić gdańszczan od smrodu

Rozwiązaniem sytuacji będzie wybudowanie nowej hali kompostowania w miejscu obecnego placu dojrzewania kompostu. Rozpoczęcie tej inwestycji planowane jest na początku 2017 roku, a zakończenie w 2018.

– W krótkiej perspektywie czasowej może i musi nam pomóc aura. A w długim okresie odciąży mieszkańców nowa kompostownia - dodaje prezes Głuszczak. - Dzięki niej będzie można całkowicie uniezależnić się od warunków atmosferycznych, zwłaszcza anomalii pogodowych, a co za tym idzie przykrego zapachu odcieków i przerzucanych hałd odpadów. Będzie to zamknięta szczelnie hala. Jednym słowem instalacja, która zamknie odpady pod dachem, a dzięki biofiltrom i płuczkom wypuści powietrze całkowicie oczyszczone.