Sebastian Mila wyznał miłość Lechii i Gdańskowi. Wieczną, bezwarunkową!

Podczas spotkania z kibicami na Stadionie Energa Gdańsk, piłkarz biało-zielonych mówił, że inaczej kocha się dziewczynę, inaczej mamę, a inaczej siostrę. Prócz tych miłości Mila ma jeszcze jedną: Lechię Gdańsk. - Jak było choć półtora dnia wolnego, to z Wrocławia natychmiast jechałem do Gdańska - mówi Sebastian.

Sebastian Mila wyznał miłość Lechii i Gdańskowi. Wieczną, bezwarunkową!
A
A
data publikacji: 13 października 2016 r.

Mila w szatni drużyny robi selfie z kibicami Lechii.
Mila w szatni drużyny robi selfie z kibicami Lechii.
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Ludzie jechali do niego z Dolnego Śląska, z okolic Wrocławia. Ale to jeszcze nic: jeden kibic, gdy dowiedział się o spotkaniu z Sebastianem Milą na Stadionie Energa Gdańsk, wsiadł do samolotu w szkockim Aberdeen, gdzie teraz pracuje i mieszka. Wziął wolne. Musiał być w Gdańsku, by spotkać swojego idola. Przecież Lechii można kibicować także w Szkocji. Co tam Celtic i Rangers, liczą się biało-zieloni. Szkocki kibic przywiózł ze sobą pamiątkowy szalik z meczu eliminacyjnego do Euro’16 Szkocja - Polska. Ściskał się z Milą, robił zdjęcia, był wniebowzięty. Gdy wróci, będzie miał co opowiadać znajomym kobziarzom.

Byli ludzie z Wrocławia, gdzie Mila przez kilka sezonów grał dla Śląska. Przejechali pół Polski. Jeden kibic opowiadał, że ma już na ścianach w ramkach... dziesięć koszulek piłkarzy Lechii i Śląska. Ale żona nie zgadza się na jedenastą i dwunastą. Chce powiesić jakieś obrazki, a nie tylko trykoty. Będzie pewnie małżeńska kłótnia... 
 

Piłkarz w otoczeniu wiernych kibiców. Krzyczą: Lechia Gdańsk!!!
Piłkarz w otoczeniu wiernych kibiców. Krzyczą: Lechia Gdańsk!!!
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Sam prałem majtki, skarpetki

Najwięcej na spotkaniu z Milą było oczywiście gdańszczanek, gdańszczan, dzieci. Mila wiedział, jak im się odwdzięczyć. Oprowadzał grupę kilkudziesięciu osób po stadionie i dużo opowiadał. Mówił o swojej miłości do Lechii: - Z miłością jest różnie: inaczej się kocha swoją dziewczynę, inaczej mamę, a inaczej siostrę. Tak samo jest w przypadku Lechii i Śląska Wrocław. Lechia zawsze była czymś więcej. Tutaj chodziłem do szkoły, tutaj przyjechałem z Koszalina w wieku 14 lat. Sam musiałem prać skarpetki, majtki, sam sobą się zajmować. Tu były pierwsze przyjaźnie. No i ten klub, klub który zaszczepił mi coś większego, niż mogłem się spodziewać. Ja wiem, że nigdy nie będę wychowankiem Lechii, bo jestem z Koszalina. Ale jak kibic do mnie mówi: “nie, Sebastian, ty jesteś jak nasz, jak wychowanek”, to mi sprawia największą radość. Zawsze się identyfikowałem z tym klubem. Wrocław też jest mi bliski, moja córka się tam urodziła, mam wiele wspaniałych wspomnień związanych ze Śląskiem. Ale teraz w Gdańsku jestem szczęśliwszy!  

Mila mówił dalej, ponieważ o wielkiej miłości można mówić w nieskończoność: - Gdy odchodziłem ze Śląska, to na konferencji prasowej płakałem, bo zawsze są emocje, gdy coś się kończy w życiu. Ale pragnąłem i chciałem wrócić do Gdańska. W tym okresie, jak przechodziłem do Lechii, to bardzo chciałem, żeby tu się mojej żonie podobało. Moja żona jest z Warszawy. Ja chciałem tu mieszkać na stałe, więc uwierzcie mi, że jak było nawet półtora dnia wolnego przez tych sześć lat, jak byłem we Wrocławiu, to każde półtora dnia brałem żonę i dziecko za rękę i jechaliśmy do Gdańska, żeby wiedzieli, że tu jest pięknie, żeby im się spodobało. Oni jeszcze wtedy nie wiedzieli, że robię to właśnie po to. Początek w Gdańsku z rodziną nie był łatwy, wiadomo, bywało ciężko, ale teraz już sobie nie wyobrażają, żeby się stąd wyprowadzić. To jest ich dom. Może ich trochę zmusiłem, ale i Michalina i Ula są teraz kibickami tego klubu. Na zawsze!
 

Wszystkie światła na gwiazdę!
Wszystkie światła na gwiazdę!
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Zaszczepić biało-zieloną krew 

Potem była już mowa o piłce nożnej. Jakie cele stawia sobie piłkarz w tym sezonie? - Powrót na boisko po wielomiesięcznej przerwie. I mistrzostwo Polski. Ja o mistrzostwo Polski zawsze grałem i będę grał. W tamtym roku ten cel okazał się zbyt daleko. W tym sezonie ma być mistrzostwo!

Co to znaczy być kapitanem drużyny? - Nie ma nic piękniejszego niż móc wyprowadzać drużynę na mecz! Jest to szalenie trudne zadanie, bo w drużynie mamy 26, 27, 28 piłkarzy i wszyscy chcą grać, wszyscy chcą być w pierwszej jedenastce i wszyscy uważają, że są najlepsi. Nikt tego głośno nie mówi, ale każdy uważa, że jest najlepszy i to jest trudno okiełznać. Obcokrajowcom trzeba zaszczepić biało-zieloną krew, żeby oni się angażowali dla klubu, żeby oddawali klubowi coś więcej, żeby spełniali marzenia nie tylko swoje, ale i kibiców. Wiele jest w drużynie problemów, niektóre są błahe, ale są też wagi ciężkiej i trzeba szukać kompromisów. Ale ta drużyna jest dojrzała, z doświadczeniem i świadomością.
 

Domowe przedszkole. Mila jako przedszkolanka poradził sobie świetnie!
Domowe przedszkole. Mila jako przedszkolanka poradził sobie świetnie!
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Talent jest przereklamowany 

Mila wrócił też do fatalnie przegranego meczu 0:3 z Legią Warszawa: - Dziś [12 października - red.] mieliśmy trzy godziny odprawy z trenerem Piotrem Nowakiem na temat Legii Warszawa. Analizowaliśmy tamto spotkanie. Zawsze przy takiej okazji pojawia się tyle tematów: jeden się źle przesunie na boisku i każdy ma inną wersję tego, dlaczego tak się stało. Siedzimy i się sprzeczamy. Szukamy rozwiązań. Oglądaliśmy też mecz z Cracovią, który nam wyszedł, i porównywaliśmy go do meczu z Legią. Dotknęliśmy też tematu psychologii: trener próbuje do nas dotrzeć, żebyśmy uwierzyli w siebie. Niestety, przytrafiają nam się wciąż takie porażki, jak ta z Legią. I trzeba sobie z tym radzić. Piotr Nowak opowiadał nam też o Aleksie Fergusonie, legendarnym trenerze Manchesteru United: Ferguson budował zespół na tym, że chciał mieć zawodników, którzy nie potrafią przegrywać. Widać u nich złość, wściekłość, nie potrafili się pogodzić z porażką. Talent każdy z nas ma, ale talent jest przereklamowany. Najwięcej trzeba włożyć pracy i wyrzeczeń.

Jak wspomina mecz z Niemcami na Narodowym, gdy strzelił mistrzom świata gola na 2:0? - Ten wieczór to było coś niesamowitego. Najwspanialszy dzień mojego piłkarskiego życia! Reprezentowałem Polskę w historycznym meczu. Muszę przyznać, że spałem może dwie godziny po tym meczu. Takie emocje! Całe życie człowiek trenuje i przez jedną krótką chwilę wie, że było warto.
 

Wierny kibic z koszulką idola. I z idolem. Niestety żona kibica ma dosyć koszulek na ścianach w domu.
Wierny kibic z koszulką idola. I z idolem. Niestety żona kibica ma dosyć koszulek na ścianach w domu.
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Nie wszyscy się lubią 

Piłkarz pokazał też kibicom stadionową kaplicę, w której mogą się modlić zawodnicy różnych wyznań, katolicy, muzułmanie, żydzi, prawosławni. Kaplica jest ekumeniczna i ma na ścianie plakat z symbolami wielu religii, choć w centralnym miejscu stoi ołtarz z krzyżem i wizerunek Matki Boskiej. Mila mówił, że trener Piotr Nowak, praktykujący katolik, ma zwyczaj modlić się tu przed meczami: - Zawodnicy już wychodzą na murawę, rezerwowi idą na ławkę, a trener wtedy wchodzi do kaplicy i tutaj zostaje sam na chwilę. A później szybko przybiega do nas. Więc jeszcze coś tam na górze przed meczem załatwia.

Najlepszy przyjaciel Mili w drużynie? Naturalnie Sławek Peszko: - Mieszkamy blisko siebie, czasem on pomaga mi odebrać dziecko ze szkoły, czasem, w momencie choroby, jak mu coś załatwię, przywiozę. Takie pozaboiskowe przyjaźnie scalają nas, to się przekłada na zachowanie na boisku. Choć nie jest tak, że wszyscy w tym zespole się lubią. O nie, aż tak różowo nie jest. Ale przynajmniej wszyscy mają do siebie szacunek.

Dlaczego Mila zaczął grać w Lechii z numerem “6”? - Córeczka miała wtedy sześć lat, i pomyślałem, że to będzie symboliczne. Ale teraz już występuję z “10”. Prestiżowy numer, ciężki, ale mam nadzieję, że udźwignę go z pomocą kibiców.

Czy istnieją mecze przyjaźni? Mila: - Nie ma czegoś takiego. Nawet jeśli ktoś z przeciwnej drużyny jest twoim kolegą, dobrym znajomym, to ta przyjaźń zaciera się już w tunelu prowadzącym na boisko. W czasie meczu jest już tylko sportowa rywalizacja. 


Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora