Obcokrajowcy o Jarmarku św. Dominika: - Najlepsze targi w Polsce, przyjeżdżamy z przyjemnością

Coraz więcej zagranicznych wystawców bierze udział w Jarmarku Dominikańskim. W tym roku obcokrajowcy oferują m.in. produkty z Turcji, Egiptu, Gruzji, Hiszpanii, Austrii, Węgier i Litwy. Zapytaliśmy ich, co Polacy najchętniej kupują i jak ich zdaniem Jarmark Dominikański wypada na tle innych jarmarków w Europie.

Obcokrajowcy o Jarmarku św. Dominika: - Najlepsze targi w Polsce, przyjeżdżamy z przyjemnością
A
A
data publikacji: 19 sierpnia 2016 r.

Kęstutis Šeduikis był pierwszym Litwinem, który sprzedawał swoje wyroby na Jarmarku św. Dominika. Dziś wystawców z Litwy jest 20.
Kęstutis Šeduikis był pierwszym Litwinem, który sprzedawał swoje wyroby na Jarmarku św. Dominika. Dziś wystawców z Litwy jest 20.
Dominik Paszliński

W Gdańsku… jak w Istambule

Polsko-tureckie małżeństwo Tunc i Marta Türksezer mieszka w Zielonej Górze. Tunc przyjechał do Polski z Istambułu. Na Jarmarku Dominikańskim drugi rok z rzędu wystawia produkty importowane z Turcji: aromantyczne przyprawy, ostre pasty, oryginalne herbaty i kawy i suszone owoce.

Choć widywał podobne imprezy handlowo-kulturalne w innych krajach, Jarmark św. Dominika szczególnie mu się podoba. - To bardzo ładny jarmark, kolorowy, a do tego z historią. Dzięki temu, że wystawcami są nie tylko Polacy, ale również obcokrajowcy, oferta jest bardzo szeroka i różnorodna - mówi Tunc. - Jeżeli porównam to do jarmarków, które odbywają się na przykład w Niemczech, to wyczuwa się tutaj więcej serdeczności.

Jak podoba mu się tegoroczny Jarmark św. Dominika?

- Z roku na rok jest coraz lepiej - ocenia. - Jest bardzo dobra organizacja. Porównując z poprzednią edycją, widzę, że w tym roku jest dużo więcej turystów, spotkaliśmy tu ludzi z każdego zakątka świata. Być może jest to związane z pogodą, która mniej dopisuje, w związku z czym turyści przychodzą na jarmark, zamiast wylegiwać się na plaży.

Co ciekawe, jak mówi, Polacy są bardzo otwarci na nowe, często egzotyczne smaki.

- Najchętniej kupują herbaty - zwykle czarne, ale też zielone. Często pytają o chałwy i słodkie wyroby. Coraz popularniejsze stają się także ostre smaki: przyprawy, sosy i pasty - mówi.

Podkreśla jednak, że Polacy otwarci są także na jego pochodzenie i nie zawsze odwiedzają jego stoisko tylko po to, żeby coś kupić.

- Czasem po prostu chcą podyskutować. Pytają jak jest w Turcji, jaka jest obecnie sytuacja polityczna i gospodarcza, chętnie rozmawiają też o produktach, które wystawiam, i próbują nowych rzeczy. Bardzo podobnie jest w Turcji, gdzie ludzie niezwykle łatwo wchodzą w kontakt z innymi i nawet jeżeli się nie znają, zawsze znajdą wspólny temat do dyskusji - porównuje Tunc.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego przybysz z Turcji w Gdańsku czuje się jak u siebie. - To piękne miasto portowe, z jedną z najpiękniejszych starówek, jakie widziałem i wspaniałymi plażami. Zawsze kiedy jestem w drodze do Gdańska - chociażby gdy wybieram się na jarmark - i słyszę mewy, czuję się, jakbym był w domu, w Istambule.

Polsko-tureckie małżeństwo: Tunc i Marta Türksezer otwiera Polaków na nowe smaki.
Polsko-tureckie małżeństwo: Tunc i Marta Türksezer otwiera Polaków na nowe smaki.
Dominik Paszliński

Międzynarodowe przyjaźnie

Stoisko Tunca i jego żony chętnie odwiedzają inni Turcy, którzy mieszkają w Gdańsku. - Nawet jeżeli niczego akurat nie potrzebują, kupują u nas, żeby nas w ten sposób wspierać. Robił u nas zakupy nawet sam konsul honorowy Turcji, Serdar Davran, który mówił, że cieszy się, że jesteśmy w Gdańsku i możemy przekazać cząstkę kultury tureckiej - mówi Tunc.

Czasem odwiedzają ich inni zagraniczni wystawcy obecni na jarmarku.

- Zacieśnianiu kontaktów między wystawcami służy przede wszystkim pierwszy i ostatni dzień, kiedy jest mniejszy ruch. W pozostałe dni właściwie jesteśmy cały czas zajęci, więc nie mamy czasu na poznawanie nowych osób. Ale z tymi wystawcami, z którymi się znamy, jesteśmy przez cały czas w kontakcie, doradzamy sobie i pomagamy wzajemnie - mówi Marta Türksezer.

Jedną z osób, z którymi zaprzyjaźniło się polsko-tureckie małżeństwo jest Egipcjanin Ehab Atalla, który od sześciu lat mieszka w Polsce, w Zgorzelcu. Na Jarmarku św. Dominika jest już czwarty raz z rzędu.

- Z roku na rok jest coraz lepiej, jest coraz więcej wystawców, w tym tych zza granicy, i coraz więcej kupujących. W tym roku jest dużo Polaków, w poprzednim było więcej Szwedów i Norwegów, Niemców i Brytyjczyków. To dobra reklama dla Polski - zauważa Ehab.

Na Jarmark św. Dominika przywiózł kosmetyki naturalne z Egiptu i Maroko: oleje arganowe, zwane „Złotem Maroko”, olejki z płatków róży damasceńskiej i masło shea - inne od tego, co znajdziemy w zwykłych drogeriach. - Polacy są bardzo otwarci na to, co oferujemy. Lubią nasze produkty, ponieważ wiedzą i czują, że są prawdziwe, a do tego są w dobrej cenie - mówi.

Jego zdaniem duże zainteresowanie wokół jego stoiska wynika z tego, że ludzie coraz częściej wracają do naturalnych produktów, i to nie tylko upiększających. Największą popularnością wśród tego, co oferuje, cieszą się oleje arganowe i masło shea, które oprócz tego, że jest dobrym kosmetykiem nawilżającym i korzystnie wpływa na urodę, ma także działanie lecznicze - Ehab poleca je szczególnie osobom z problemami skórnymi.

Swoje produkty sprzedaje na jarmarkach w całym kraju: między innymi w Kołobrzegu, Wrocławiu i Warszawie, ale to ten w Gdańsku najbardziej mu się podoba.

- To najlepsze targi w Polsce. Bardzo cenię sobie organizatorów, wszystko jest w porządku, do tego jest dużo stoisk. Polacy są otwarci i mili, nie dali mi nigdy odczuć, żebym był dla nich „obcy”. Poza tym Gdańsk to piękne miasto, najpiękniejsze w Polsce - mówi z uśmiechem.

Ehab Atalla na Jarmarku św. Dominika sprzedaje płynne złoto Maroka - czyli olej arganowy, i inne kosmetyki naturalne, także z Egiptu.
Ehab Atalla na Jarmarku św. Dominika sprzedaje płynne złoto Maroka - czyli olej arganowy, i inne kosmetyki naturalne, także z Egiptu.
Dominik Paszliński

Pierwsi byli Litwini

W Gdańsku spodobało się także Kęstutisowi Šeduikisowi z Wilna. I to tak bardzo, że przyjeżdża tu od kilkunastu lat. - To już będzie piętnasty, albo szesnasty rok, jak tu pojawiliśmy się pierwszy raz z żoną. Spróbowaliśmy, spodobało nam się, więc wróciliśmy. Po nas zaczęli stopniowo przyjeżdżać następni rodacy i teraz na Jarmarku jest dwadzieścia domków litewskich - mówi Kęstutis.

Na jego stoisku można dostać ręcznie robione przedmioty z ceramiki: dzwoneczki, które wyganiają z domu złe duchy, naczynia, figurki, ozdoby, magnesy. Z myślą o turystach, którzy chcieliby mieć pamiątkę z Gdańska nie mogło zabraknąć wyrobów z nazwą miasta. - Dzwoneczki z Gdańskiem schodzą jak woda. Miałem ich około 400, wszystkie już się sprzedały.

Kiedy patrzy z perspektywy lat na Jarmark św. Dominika obserwuje, że jedno się nie zmieniło - zainteresowanie produktami litewskimi. - Kiedyś było chyba więcej turystów. Ale ludzie kupują tak samo. W Polsce się kupuje. Kiedy Polacy pytają skąd jest nasz produkt, a my odpowiadamy, że z Litwy, to nie wiem dlaczego, ale dla nich to jest jak znak jakości. Mówią „jeśli to jest z Litwy, to na pewno będę kupował”. Polacy lubią Wilno - cieszy się Kęstutis.

Sam jest organizatorem podobnego, choć mniejszego jarmarku na Litwie. W Gdańsku z kolei co roku na początku września organizuje jarmark litewski: Wilno w Gdańsku. W tym roku wydarzenie odbędzie się już po raz czternasty.

Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl