Malmö, Saloniki, Merzenich i Gdańsk - jak cztery europejskie miasta pomagają uchodźcom

Przedstawiciele czterech europejskich miast opowiadali w ECS o swoich doświadczeniach z uchodźcami. Oto relacje naocznych świadków ze szwedzkiego Malmö, greckich Salonik i małego niemieckiego Merzenich koło Kolonii. Jak na tle tych miast, zaangażowanych w pomoc uchodźcom, wypada Gdańsk?

Malmö, Saloniki, Merzenich i Gdańsk - jak cztery europejskie miasta pomagają uchodźcom
A
A
data publikacji: 08 czerwca 2017 r.

Egipcjanin Sayied z córką Miriam w Gdańskim meczecie. Sayied jest imigrantem ekonomicznym
Egipcjanin Sayied z córką Miriam w Gdańskim meczecie. Sayied jest imigrantem ekonomicznym
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Malmö, Szwecja

Opowiada wiceprezydent Malmo Andreas Schönström

Pierwszego dnia Malmö wyglądało jak miasto przyfrontowe, jakby wojna toczyła się kilkanaście kilometrów stąd: wszędzie zmęczeni ludzie, namioty, policja, chaos. Ale szybko to opanowaliśmy. Uchodźcy szli przez Grecję, Bałkany, Węgry, Austrię, Niemcy do Danii. Duńczycy chcieli pozbyć się problemu: eskortowali rzekę uchodźców w samochodach policyjnych. Uchodźcy weszli na most między Kopenhagą a Malmö.

Na początku spali w halach targowych na materacach. Potem zaczęliśmy umieszczać ich w mieszkaniach, duża część wyjechała do innych miast w Szwecji: do Göteborga i Sztokholmu. Obecnie mamy ich w Malmö około trzech tysięcy. Tak, mamy za mało mieszkań i szkół, ale poradzimy sobie. Skąd ta pewność? W Malmö mieszka w sumie 172 narodowości: przyjeżdżali do nas wcześniej Włosi, Hiszpanie, potem ludzie z Ameryki Południowej, uciekający przed juntami wojskowymi w Chile i Argentynie, Cypryjczycy (wojna domowa), Bośniacy i inni z Bałkanów w czasie wojny z Serbią. Teraz są to Syryjczycy. Zawsze Malmö radziło sobie z przyjezdnymi i nie ma powodu, żebyśmy teraz sobie nie poradzili. Nie dzieje się to od razu: Bośniakom zabrało kilka lat, zanim zintegrowali się ze Szwedami. Ludzie muszą nauczyć się języka, poznać kulturę, nauczyć nowych zawodów, nostryfikować dyplomy (np. lekarze).

Czy są problemy? Oczywiście: uchodźcy z Somalii nie mają nawet w języku takich pojęć jak: trauma czy depresja, musimy więc nauczyć ich nazywać ich kłopoty psychologiczne po wojnie. Chcemy, żeby uchodźcy zbudowali nowe domy i nowe szkoły, również dla siebie. Żeby żyli i rozwijali się z miastem. Szwecja jest małym krajem, jest nas w sumie 10 milionów, tyle co w Nowym Jorku. Żeby konkurować z największymi gospodarkami na świecie, a chcemy z nimi konkurować, musimy się rozwijać, musimy mieć ludzi do pracy. Uchodźcy są więc naszą szansą.

Oczywiście, że część Szwedów boi się: czy będę miał emeryturę, czy dostanę się do lekarza, skoro pojawiło się tylu nowych mieszkańców. Ale ci ludzie będą za rok, dwa nowymi pracownikami, nauczycielami, lekarzami i konsumentami. Kupują już przecież nie w Syrii, tylko w Szwecji. To oni będą pracować na nasze emerytury. Dzięki nim Szwecja pozostanie w grze: IKEA, Volvo; oni założą nowe firmy.

Europa potrzebuje pozytywnych przykładów, że imigranci mogą się zintegrować z resztą społeczeństwa i Malmö jest takim przykładem. Udało nam się. Nasze programy działają, choć pierwszego dnia, gdy oni przekroczyli most, było wiele obaw. Potrzeba czasu, cierpliwości i wizji. Z drugiej strony moi wyborcy pytają mnie na ulicy: dlaczego to my, Szwedzi, mamy ponosić te wyrzeczenia, co z resztą Europy?!

Wiceprezydent Malmo Andreas Schönström w ECS w Gdańsku
Wiceprezydent Malmo Andreas Schönström w ECS w Gdańsku
Grzegorz Mehring/ archiwum ECS

Saloniki, Grecja

Opowiada Lazaros Panagiotidis, przedstawiciel władz miasta Saloniki

Grecja jest krajem gościnnym. Trzy lata temu burmistrz miasta Saloniki powiedział: “Uchodźcy, witajcie!” Witajcie, ale gdzie? W mieście z dużym długiem, w kraju pogrążonym w kryzysie gospodarczym?! Tak! Jesteśmy na dnie i wierzymy, że jedyna droga z samego dołu prowadzi do góry, a uchodźcy ze swoją energią, odwagą, zapałem i inwencją nam w tym pomogą. Dadzą nam nową energię. Czy w Polsce ludzie otworzyliby drzwi swoich domów i powiedzieli do uchodźców: "dostaniecie u nas jedzenie i miejsce do snu"? Tylko pytam. W Salonikach to się właśnie stało. Ludzie biedni, ubodzy, bo kryzys naprawdę nas dotknął, dzielą się tym co mają, a mają niewiele. Być może klasa średnia w Europie boi się, że może stracić to, co ma, ale najubożsi w Salonikach nie mają wiele do stracenia.

Mamy teraz w Salonikach i okolicach kilkanaście tysięcy uchodźców. Rząd grecki nam nie pomaga finansowo: pomaga ONZ, Unia Europejska, organizacje kościelne. Pamiętam, jak tysiące uchodźców stało w polu i czekało, żeby przejść dalej do Europy. Ale Macedonia zamknęła swoje granice z Grecją. Dla uchodźców Grecja to nie Europa, oni mają swoje marzenia o Niemczech, Szwecji, Holandii. Lokalna mafia - bałkańska, afrykańska - namawia tych biednych ludzi, żeby płacili ostatnie pieniądze, to zostaną przeszmuglowani dalej. A my mówimy: "zostańcie w Grecji, razem zbudujemy coś pozytywnego". Sami pamiętamy, co to znaczy żyć w prawicowej, militarnej dyktaturze i wiemy, co znaczy uciekać z kraju z powodów politycznych. Ostatnio przeznaczyliśmy 300 mieszkań w całym mieście dla uchodźców. Oni nigdy nie widzieli normalności. Dzieci i młodzież znają tylko wojnę, przeprawę morską do Grecji i potem obozy. To ich życie. Dajemy im więc nadzieję.

Grecy z lewicy i z prawicy karmią tych ludzi, organizują dla nich spotkania, rozrywkę, lekcje językowe. Zauważyliśmy, że kobiety z Syrii są bardziej otwarte i szukają rozwiązań problemów chętniej niż mężczyźni, którzy są bardzo konserwatywni, ciężko zmienić ich przyzwyczajenia. Wy znacie te problemy z telewizji, my patrzymy tym ludziom codziennie w oczy. Mamy jedno życie i możemy z nim zrobić coś dobrego.

Czy mam żal do Polaków, że nie pomagają Grecji? Chyba nie. Pewnie przeciętny Polak myśli: "a co Grecja zrobiła kiedykolwiek dla mnie, dlaczego ja niby mam pomagać Grekom?" I ja to trochę rozumiem. Ale wciąż wierzę w solidarność europejską, w Unię. Naprawdę! Wierzę, że UE może być czymś więcej niż rajem dla księgowych, którzy mają dużo liczb, dużo słupków, dużo pracy. Uwierz mi, że trzeba mieć dużo miłości do Unii i wiary w nią, żeby zabrać się za wypełnianie tych wszystkich podań, papierów, biurokrację. Unia Europejska powstała jako latarnia morska dla całego świata. Ale nagle ktoś zgasił w niej światło! Potrzeba nam nowej wizji, nowej wiary, nowej solidarności i wierzę, że Polacy też te wartości w sobie znajdą.

Lazaros Panagiotidis, przedstawiciel greckiego miasta Saloniki oraz Inga Dohmes z niemieckiego Merzenich w ECS
Lazaros Panagiotidis, przedstawiciel greckiego miasta Saloniki oraz Inga Dohmes z niemieckiego Merzenich w ECS
Grzegorz Mehring/ archiwum ECS

Merzenich koło Kolonii

Opowiada Inga Dohmes, pracownica społeczna

Pewnego dnia dostaliśmy telefon z Berlina: jedzie do was autobus z uchodźcami. Życie potrafi sprawiać niespodzianki! Przyjechało w sumie około 200 osób. W Merzenich i okolicach mieszka około 10 tysięcy ludzi. Koncern energetyczny RWE, który prowadził w naszej okolicy kopalnię, przeznaczył byłe mieszkania dla pracowników na mieszkania dla uchodźców. To było małe osiedle górnicze, teraz nie ma tam nawet sklepu, a połączenia autobusowe są rzadkie. Ja i mój mąż byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przywitali uchodźców. Byli to młodzi chłopcy w wieku naszego nastoletniego syna. Szybko się zaprzyjaźnili.

Trzeba było zorganizować pomoc: zajęły się tym władze lokalne, organizacje pozarządowe, kościelne, grupy sąsiedzkie, Caritas. Wspólnie stworzyliśmy nową organizację “Merzenich Hilft” - Merzenich pomaga, która skoordynowała wszystkie działania. Zaczęliśmy zbierać odzież, używane meble. Do pomocy uchodźcom została wyznaczona lekarz pediatra i pielęgniarka. Wolontariusze uczą uchodźców języka niemieckiego. Pomagamy im znaleźć pracę. Stworzyliśmy rodzaj świetlicy dla dzieci i matek, zwany “Tobihaus”. Dzieci mogą się tam bawić, uczyć języka, matki mogą gotować, młodzież naprawić zepsuty rower. W sumie z niczego, głównie dzięki wolontariuszom, stworzyliśmy całkiem dobry, jak na nasze małe miasteczko, system pomocy uchodźcom. Bez pomocy Berlina!

Ostatnio nowi uchodźcy już do nas nie przyjeżdżają, no, może 5-6 nowych osób, a starzy pewnie wkrótce wyjadą do większych miast. Część ludzi cieszy się, że mogła pomóc, ale mówią, że już starczy; a inni mówią, że się już przyzwyczaili i chętnie nieśliby pomoc dalej. Antyuchodźcza partia Alternative fur Deutschland (AfD) ma w naszej okolicy 16 procent poparcia. Moim zdaniem to dużo. A ty jak sądzisz?!



Cztery miasta w Europie, cztery różne doświadczenia z uchodźcami 

Gdańsk

W Gdańsku działa Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek (CWII). - Zgłasza się do nas wielu wolontariuszy gotowych pomagać uchodźcom - mówi Marta Siciarek, prezeska CWII. W pewnym okresie było to nawet ponad 100 osób. Osoby te mogą na przykład uczyć przyjezdnych języka polskiego w ramach projektu "Aktywizacja po polsku" realizowanego od lutego 2016 roku. Oczywiście, w Gdańsku jest tak naprawdę kilkunastu uchodźców wojennych, głównie z Czeczenii. Cześć z nich mieszka wspólnie w domu na Oruni, inni wynajmują mieszkania w mieście. W Gdańsku mieszka też kilku Syryjczyków (trzech - czterech). Gdańsk byłby gotowy wdrożyć w życie program pomocy uchodźcom, gdyby rząd polski wyraził taką wolę.

Gdańsk stara się też pomagać imigrantom ekonomicznym z Ukrainy, których jest w mieście i okolicach kilkanaście tysięcy. Gdańskie Towarzystwo św. Alberta zebrało pieniądze na kontener, który służy jako szkoła dla dzieci w obozie dla Syryjczyków pod Ammanem w Jordanii. 

Czeczenki w domu na Oruni. Gdańsk stara się pomóc w ich integracji z resztą miasta
Czeczenki w domu na Oruni. Gdańsk stara się pomóc w ich integracji z resztą miasta
Dominik Paszliński/ gdansk.pl

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora