Dzieci Sowietów wchodzą w butach do wanny, czyli jak CIA opisywała przez lata Gdańsk i Wybrzeże

Odtajnione właśnie raporty CIA malują ponury obraz Polski powojennej: brak jedzenia, lekarstw, ludzie zmuszani do stachanowskiej pracy. Dostęp do akt amerykańskiej agencji szpiegowskiej ma teraz dzięki Internetowi każdy, kto tylko zechce!

Dzieci Sowietów wchodzą w butach do wanny, czyli jak CIA opisywała przez lata Gdańsk i Wybrzeże
A
A
data publikacji: 21 stycznia 2017 r.

Strona tytułowa teczki CIA z raportami ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina
Strona tytułowa teczki CIA z raportami ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina
CIA LIBRARY

W 1952 roku informator CIA przesłał do centrali wywiadu amerykańskiego informacje zbierane na terenie Polski. Najwięcej danych uzyskał w Gdyni i Gdańsku, miastach portowych, choć pisał też o sytuacji w Poznaniu i Warszawie.

Informator pisał nie tylko o sprawach strategicznych: wojsku, milicji, typach statków stojących w portach Gdańska i Gdyni, ale także o sprawach przyziemnych. Dla Amerykanów życie za żelazną kurtyną, w części Europy kontrolowanej przez Związek Radziecki, było zagadką. Amerykanie chcieli więc wiedzieć wszystko: co ludzie jedzą, jak długo pracują, jakie są wśród nich nastroje.

Stąd w raporcie CIA z 1952 roku pojawia się nawet opis sytuacji ze sklepu przy ul. 10 Lutego w Gdyni. Informator CIA informuje, że do sklepu weszła rodzina Rosjan mieszkających w Gdyni, rozejrzała się zdegustowana, a kobieta powiedziała: - Nic tu dla nas nie ma! Na co sprzedawczyni miała jej odpowiedzieć: - A u was niby co jest?!

To przykład antyradzieckich nastrojów na polskiej ulicy. Jeden z wielu podanych w raporcie z 1952 roku. Agenci CIA, analizujący te dane w swojej siedzibie w stanie Wirginia, dowiedzieli się też, że sowieccy oficjele mieszkający w Gdyni w apartamentach na wzgórzu Focha, nie wiedzieli, jak zachowywać się w łazience. “Rosyjskie dzieci wchodzą w butach do wanny, a łazieniki u Rosjan wyglądają jak chlew” - donosił raport CIA.

Ile w tym prawdy, a ile niechęci do sowieckich okupantów, nie wiemy. Amerykanie nie mieli możliwości weryfikacji wszystkiego. Musieli, jak to w pracy wywiadowczej bywa, nauczyć się oddzielać prawdę od zmyślenia. W końcu ten sam raport podawał, że Rosjanie w lasach pod Gdynią rozstrzelali rzekomo 10 tysięcy swoich obywateli wracających z robót przymusowych w Niemczech. Czyżby do raportów CIA trafialy nawet niezweryfikowane plotki? Taka plotka mogła nikogo nie dziwić po okrucieństwach II wojny światowej - takich, jak masowe mogiły w lesie katyńskim.

Informacja o zabiciu 10 tys. Rosjan jest niepotwierdzona, a polscy historycy uznają ją za prawie na pewno fałszywą. 

Na wielu dokumentach CIA widać pięczątkę: "This is UNEVALUATED". To jest niepotwierdzone. Amerykanie siłą rzeczy musieli więc uważać, co mówią ich agenci.

Ale przecież analitycy z CIA dostawali też informacje, które musiały być prawdziwe: jak ta, że uczniów jednej ze szkół aktywu partyjnego w Gdańsku wysłano w 1952 roku na pomorskie wsie, gdzie młodzi ludzie mieli robić rewizje i zabierać rolnikom produkty rolne, które ci mieli obowiązek oddać państwu, a które chowali dla siebie.

Fragment odręcznego szkicu Gdańska z grudnia 1953 r. Amerykanie nie mogli sobie po prostu kupić mapy? Naprawdę nie mogli. Obłęd czasów stalinowskich był tak daleko posunięty, że wszelkie mapy stanowiły tajemnicę wojskową. Kto sporządził ten szkic? Tego akurat Amerykanie konsekwentnie nie zamierzają ujawniać
Fragment odręcznego szkicu Gdańska z grudnia 1953 r. Amerykanie nie mogli sobie po prostu kupić mapy? Naprawdę nie mogli. Obłęd czasów stalinowskich był tak daleko posunięty, że wszelkie mapy stanowiły tajemnicę wojskową. Kto sporządził ten szkic? Tego akurat Amerykanie konsekwentnie nie zamierzają ujawniać
CIA LIBRARY

W 1952 roku - jak donosiła CIA - w Gdańsku, przy stoczni, powstała szkoła typu stachanowskiego, dla przekraczających normy przodowników pracy.

Przejrzeliśmy te raporty, bo są one dostępne online. Co jeszcze w nich jest? CIA raportowała o stanie pomorskiego rolnictwa: PGR-y Amerykanie okeślali mianem sowchozów i kołchozów, i pisali, że polscy rolnicy są z nich niezadowoleni, nie chcą oddawać swoich plonów państwu i często dochodzi do aktów sabotażu. Polscy rolnicy byli aresztowani za sabotaż, jeśli chowali w domu więcej niż sześć kilo cukru!

Robotnicy pierwszej kategorii dostawali kartki na mięso cztery razy w miesiącu, po 20 deko; a robotnicy drugiej kategorii - o wiele mniej lub nic.

Raport CIA z 1953 roku donosił: 1 grudnia 1952 Zarząd Portu Gdynia-Gdańsk wydłużył dzień pracy dokerów z 8 do 12 godzin. Gdy po ośmiu godzinach pierwsza zmiana szykowała się do wyjścia, bramy zostały zamknięte i otoczone przez straż portową i milicjantów, a co gwałtowniej protestujący zostali aresztowani. Reszta, przestraszona, wróciła do pracy.

Władze portu w Gdańsku i Gdyni zdecydowały się pojechać na białostocczyznę, by tam rekrutować nowych pracowników. Obiecały im 1200 złotych pensji i hotele robotnicze. Gdy robotnicy przyjechali do Trójmiasta, okazało się, że nia ma dla nich hoteli, a dzień pracy ma wynosić 12 godzin! Do tego kazano im płacić za jedzenie w czasie pracy. Jedzenie nie dość, że było słabej jakości, to na dodatek miało według wcześniejszej umowy być darmowe. Według raportu CIA 40 procent robotników z Białegostoku od razu wyjechało z Gdańska, a część z nich została aresztowana przez MO. Zmuszono ich do powrotu, ale kilka dni później i tak uciekli!


Dodawać mięso piżmaka do kiełbasy! 

Raport CIA z 1954 roku: na terenie Trójmiasta przychodnie nie mają bandaży, używają w zastępstwie papierowych. Lekarze nie wypisują recept na jodynę czy watę, bo ich nie ma w aptekach. Pacjenci mają przychodzić ze swoimi bandażami, których jednak nie ma jak kupić w aptekach, więc muszą robić je z prześcieradeł czy szmat.

Kolejny raport z 1954 roku: wydział zaopatrzenia w żywność Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku nakazuje zakładom mięsnym dodawać mięso piżmaka do kiełbasy. Producenci mięsa zaprotestowali: ludzie, gdy się o tym dowiedzą, nie kupią takiej kiełbasy! Wojewoda: siedzieć cicho, dodawać mięso gryzonia i ukrywać przed ludźmi, że jedzą piżmaka!

Raport z 1953 roku: oddział ORMO [Ochotnicze Rezerwy MO - red.] w Gdańsku znajduje się przy ul. Świerczyńskiego, komendantem jest niejaki Mielcarek; dwa razy w tygodniu ORMO-wcy mają wykłady propagandowe, a ćwiczenia z bronią raz w miesiącu. Dostają 300 złotych nagrody za dobre sprawowanie.

Raporty szły też ze stoczni gdańskich: inżynierowie i robotnicy ze Związku Radzieckiego przyjeżdżają do pracy do stoczni i mieszkają w hotelu Robotniczym we Wrzeszczu; w Gdańsku buduje się dla Rosjan statki określane, jako Pioniersk, Biełomorski czy Donieck. Ktoś z pamięci odtworzył dla CIA plan Gdańska z podaniem lokalizacji koszar, dworca i elektrowni; ktoś raportował postępy prac instalacyjnych w porcie gdańskim: poszerzenie wejścia do portu o 40 metrów i inne.

Później pojawiły się oczywiście raporty o dużo większym ciężarze gatunkowym: o wypadkach grudniowych roku 1970; powstaniu Solidarności; działalności Lecha Wałęsy; o ruchach wojsk Układu Warszawskiego tuż przed stanem wojennym; o internowaniu Wałęsy; o bułgarskich i tureckich agentach KGB, którzy w 1981 mogli dostać zadanie zamachu na Wałęsę podczas jego wizyty w Rzymie (odwiedzał wtedy papieża Jana Pawła II).

W latach 80. CIA non stop przygotowywała raporty o Lechu Wałęsie i jego działaniach. CIA badała też, czy KGB rzeczywiście przygotowywała zamach na Wałęsę w Rzymie w 1981 roku z udziałem bułgarskich i tureckich agentów
W latach 80. CIA non stop przygotowywała raporty o Lechu Wałęsie i jego działaniach. CIA badała też, czy KGB rzeczywiście przygotowywała zamach na Wałęsę w Rzymie w 1981 roku z udziałem bułgarskich i tureckich agentów
Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Nie trzeba już kserować akt!

Raporty CIA zostały opublikowane online przez agencję w ostatni czwartek, 19 stycznia, po długiej sądowej batalii. Sąd uznał, że CIA musi działać zgodnie z amerykańską ustawą o wolności informacji. Sprawę do sądu przeciw CIA skierowała jeszcze w 2014 roku organizacja pozarządowa MuckRock, która wierzy, że państwo działa lepiej, gdy jest przejrzyste, i im mniej ukrywa przed własnymi obywatelami, tym lepiej. Batalia o ujawnienie części (a dokładnie 13 milionów stron!) archiwów CIA toczyła się przed amerykańskim sądem kilka lat. Obywatele wygrali! Nie trzeba więc już jechać do biblioteki CIA w miejscowości College Park w stanie Maryland. Wystarczy mieć działający internet.

W ten sposób, jeśli wejść na stronę CIA, do zakładki Library (biblioteka), i wpisać Gdansk bądź Lech Walesa, można dowiedzieć się, jakie informacje amerykańska agencja zebrała przez lata na terenie naszego miasta.

Oczywiście, nie wszystko zostało jeszcze ujawnione. Ale jak piszą przedstawiciele organizacji MuckRock: - Dzięki nam CIA weszła wreszcie do XXI wieku. Nie trzeba już jeździć do ich biblioteki i kserować dokumentów na miejscu. Teraz są one dostępne w internecie. Dzięki temu lepiej uda nam się zrozumieć działania CIA i świat jej agentów.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora