PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Wojciech - niezwykły święty, który dał Chrobremu koronę a Gdańskowi początek historii

Wojciech - niezwykły święty, który dał Chrobremu koronę a Gdańskowi początek historii
Rzadko się zdarza, żeby we współczesnym portalu informacyjnym zamieszczać tekst, którego autorem jest… Adam Mickiewicz. Jednak jego “artykuł” poświęcony postaci Św. Wojciecha - postaci dla Gdańska i Polski bardzo ważnej - jest tak świetny, że naprawdę warto go przypomnieć i przeczytać. Dziś, 23 kwietnia, mija 1024 rocznica śmierci świętego.
Historię przybycia do Gdańska i dalszej misji do Prusów opowiadają z wielką ekspresją malowidła znajdujące się na ścianach kaplicy na Wzgórzu Wojciechowym. Na tym fragmencie: przybycie Świętego Wojciecha okrętem na do Gdańska
Historię przybycia Adalberta do Gdańska i dalszej jego misji do Prusów opowiadają z wielką ekspresją malowidła znajdujące się na ścianach kaplicy na Wzgórzu Wojciechowym. Na tym fragmencie: przybycie Świętego Wojciecha okrętem na do Gdańska, w eskorcie wojów otrzymanych od Bolesława Chrobrego
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Św Wojciech to postać tak pomnikowa, że większości z nas nawet nie chce się wgłębiać w szczegóły dotyczące jego osoby. Wiemy, że jest katolickim patronem Polski i Gdańska, że był w naszych okolicach w czasach, kiedy grasowały tu niedźwiedzie i że zginął ewangelizując pogański lud Prusów. Dla wielu może to znaczyć tyle, że sam prosił się o kłopoty. Mało kto jednak rozumie, jakie to, że zginął mogło mieć znaczenie 1000 lat temu a jeszcze mniej zdaje sobie sprawę, że ma to wręcz współczesne odniesienia. I to właśnie, niezwykle trafnie opisuje Adam Mickiewicz, w tekście sprzed 180 lat. Jego wykład jest tak prosty i tak przejrzysty, że aż wprawia w zdumienie, że może być tak zapomniany. Z Mickiewiczem kojarzymy poezję, tymczasem... 

Przeczytaj jak zobaczyć transmisję online:

Tegoroczny odpust św. Wojciecha będzie zorganizowany inaczej niż w latach ubiegłych. Uroczystości odbędą się w Bazylice Mariackiej w najbliższą niedzielę i ze względu na obostrzenia przeciwepidemiczne weźmie w nich udział jedynie 230 osób. Wszystko będzie można zobaczyć dzięki transmisji online na naszym portalu - 25 kwietnia, od godz. 12.00. 


Wojciech, kiedy w roku 997 przybywał w nasze okolice - a miał wówczas dopiero 41 lat - był już postacią otoczoną w Europie rodzajem legendy. Osobą, o której przyjaźń zabiegał m.in. cesarz niemiecki Otton III. W dzieciństwie - jak pisze Mickiewicz - ocalony od śmierci dzięki modlitwom rodziców i poświęcony do stanu duchownego. Kształcony następnie w Magdeburgu pod okiem najbardziej świątobliwych i uczonych mężów. W końcu - z powodu swych zasług - wybrany biskupem Pragi. Jako pierwszy Słowianin na tym urzędzie, osoba, która zna miejscowe obyczaje, początkowo uwielbiany przez lud, który jednak po pewnym czasie się od niego odwrócił, ze względu na nieprzejednaną postawę Wojciecha dla grzechów tegoż ludu, jego władców i duchowieństwa. Sprzeciwiał się np. handlowi chrześcijańskimi niewolnikami, a gdy jeden z wielmożów zamordował swoją niewierną żonę - co chyba musiało być naonczas dość zwyczajną praktyką - Wojciech, który chciał ją ocalić, rzucił na niego i jego ludzi ciężką klątwę.

Przybywając do Gdańska, Św. Wojciech zatrzymał się tak naprawdę poza jego obrębem. To do niego - zgodnie z kronikami - przybywały tłumy.
Przybywając do Gdańska, Św. Wojciech zatrzymał się tak naprawdę poza jego obrębem. To do niego - zgodnie z kronikami - przybywały tłumy.
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Po wielu przejściach, zniechęcony do posługi w Pradze, Wojciech rusza na wyprawę ewangelizacyjną do Prusów. Przyjmuje pomoc - transport i eskortę - polskiego władcy, Bolesława, później nazwanego Chrobrym. Ostatecznie ginie - jak pisze Mickiewicz - w Świętym Gaju w pobliżu Truso, czyli dzisiejszego Elbląga (współczesne źródła podają jeszcze inne możliwe miejsca jego śmierci). Także to, czy odbywał swą misję w wąskim gronie i pokojowo, czy też z towarzyszeniem zbrojnych, nie ma tu już większego znaczenia, szczególnie, że żadne źródła nie podają by wyrządził przez swą działalność jakieś gwałty.

 

Można w pewnym sensie powiedzieć, że misja Wojciecha wprowadziła nas ostatecznie w krąg kultury zachodniej. Po chrzcie otrzymanym w 966 roku z Czech, był to najdonioślejszy bodaj akt, dzięki któremu wieść o kraju rządzonym przez księcia Bolesława, rozniosła się po świecie. Już samo zwrócenie się o pomoc w tę stronę i udzielenie jej Wojciechowi, zostało w Europie przyjęte z wielkim uznaniem. Także zachowanie Bolesława po śmieci biskupa, świadczy o jego wielkim refleksie i zręczności. Wykupienie zwłok Wojciecha na wagę srebra było na pewno bardzo kosztowne, ale - rozumując nawet tylko w politycznych kategoriach - ten wydatek zwrócił się nam po tysiąckroć. 

 

Efekty tej wyprawy były dla Polski bardzo doniosłe. Zdobyliśmy poklask i przychylność najważniejszych postaci w Europie, czego efektem był Zjazd Gnieźnieński, odbyty w roku 1000 w Gnieźnie. W tej pielgrzymce do relikwii świętego - kanonizacja nastąpiła już w roku 999 - wziął przede wszystkim udział cesarz Otton III, do dziś uważany, za najbardziej sprzyjającego Polsce władcę Niemiec. Celem zjazdu, oprócz uhonorowania męczennika, było także pozyskanie przychylności Bolesława dla odrodzenia Cesarstwa Rzymskiego pod egidą Ottona. W jego ramach, cesarz planował objąć swą władzą wszystkie chrześcijańskie prowincje Europy. Rzec by można, że idea jednoczenia tych części kontynentu, które znajdują się w kręgu wspólnych wartości była żywa i wówczas i dziś. 

 

W trakcie zjazdu odbyło się coś w rodzaju małej koronacji Bolesława, czyli włożenie na głowę diademu. Znakiem rosnącego znaczenia było także utworzenie w Gnieźnie pełnoprawnego arcybiskupstwa, co znakomicie podniosło naszą rangę np. wobec Pragi, która - choć wcześniej dała nam chrzest - pozostała “zwykłym” biskupstwem, podległym metropolii w Magdeburgu. Gniezno zaś podlegało odtąd bezpośrednio Rzymowi.

Wojciech to postać z bez wątpienia niezwykła i bardzo znacząca dla Polski i także dla Gdańska. Jego ofiara bardzo zbliżyła nas do Zachodu. Wieść o tym, czego dokonał, kogo spotkał i kto mu pomagał, niosła się potężnym echem przez cały kontynent, także dzięki towarzyszowi jego podróży, mnichowi Janowi Kanapariuszowi, który w roku 1000 napisał był dzieło “Żywot pierwszy św. Wojciecha, biskupa praskiego i męczennika”. “Żywot” stanowi jedno z najstarszych źródeł historycznych odnoszących się do historii państwa polskiego. Znajduje się w nim najstarsze znane użycie nazwy Polska, a także nazwy Gdańska, zapisanego jako Urbs Gyddanyzc. Jeśli dodatkowo przyjąć tezę tak silnie akcentowaną przez Mickiewicza, że był św. Wojciech autorem pieśni “Bogurodzica” (choć akurat ta teoria, mimo, że solidnie osadzona w tradycji, ma też poważnych krytyków), to by znaczyło, że dał nam “pierwszy pomnik poetycki, jaki posiadamy, najstarszy z zabytków polskich”.

Pobyt Adalberta w Gdańsku jest w opisany jako wielki sukces ewangelizacyjny. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że Gdańska był to bez wątpienia przełom choćby z tego powodu, że nazwa miasta po raz pierwszy w dziejach została wspomniana na piśmie. Gdy mówimy o tysiącletnim Gdańsku, to właśnie z powodu tej wzmianki, bo osadnictwo w tym miejscu istniało już wcześniej, jednak nie mało nazwy, którą moglibyśmy odczytać
Pobyt Adalberta w Gdańsku jest w opisany jako wielki sukces ewangelizacyjny. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że dla Gdańska był to bez wątpienia przełom choćby z tego powodu, że nazwa miasta po raz pierwszy w dziejach została wspomniana na piśmie, już w trzy lata po jego śmierci. Gdy mówimy o tysiącletnim Gdańsku, to właśnie z powodu tej wzmianki, bo osadnictwo w tym miejscu istniało już wcześniej, jednak nie mało nazwy, którą moglibyśmy odczytać
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl

 

Tekst Mickiewicza urzeka swoją barwnością, znajomością tematu i pokazuje zręczność Autora w prowadzeniu narracji. Zwraca uwagę naświetlenie ówczesnych stosunków społecznych a także to, że Adam Mickiewicz angażuje się w wyjaśnienie znaczenia celibatu duchowieństwa a nawet - co tym bardziej zaskakuje jako pogląd osoby tak wspaniale posługującej się językiem narodowym - wartości, jaka płynęła w przyjęciu łaciny a odrzuceniu języków lokalnych. Wszystko to są ciekawe argumenty, warte poznania. Przyjemnie jest znów skonstatować, że wielkość Mickiewicza bierze się z prawdziwego talentu.

Lech Parell

 

Poniżej pełny tekst Adama Mickiewicza 

Tytuł oryginalny: Żywot Św. Adalberta

Zamieszczony w: Dzieła prozą, Tom I,

wydał Tadeusz Pini, Nowogródek 1934

 

ŻYWOT ŚW. ADALBERTA

(Pisownia tekstu oryginalna)

Święty Adalbert, apostoł północy i opiekun Polski (prawdziwe jego imię było Wojciech, co znaczy pociecha wojsk, consolator armorum) przyszedł na świat w 956 roku Lubniku Czechach. Miał matkę blizko z książętami tego kraju, a ojciec jego, Sławnik, posiadał niezależne księstwo na pograniczu Polski. Młody Wojciech, którego urodzenie i osobiste przymioty powoływały do najwyższych ludzkich dostojeństw, pobierał w zamku hrabiego Sławnika wychowanie całkiem rycerskie i światowe. Ale wkrótce ciężka choroba pozbawiła go rzadkiej piękności, zniszczyła jego siły i obudziła najwyższe obawy o jego Życie. Dla ocalenia ukochanego dziecięcia rodzice poświęcili go Najświętszej Pannie. Powróciwszy do zdrowia, Wojciech przyrzekł dotrzymać tego ślubu i oddać się służbie Kościoła. Zmienił więc tryb życia i zajęć. Matka go nauczyła czytać i śpiewać psalmy. Wybrał się później do Magdeburga, aby dokończyć swych studyów.

Arcybiskup Adalbert zajmował wówczas katedrę metropolii Magdeburga. Prałat ten, sławny z prac apostolskich, z cnoty, z surowości obyczajów i mocy charakteru, lubiony przez lud, szanowany przez papieża i cesarza, wywierał niezmierny wpływ na kościół Północy. Dopiero co założył był w klasztorze Św. Maurycego szkołę, której kierownictwo powierzył uczonemu mnichowi Oderykowi. Wojciech zaskarbił sobie życzliwość tego mistrza i zasłużył na szczególne względy arcybiskupa. Adalbert, udzielając Święcenia Wojciechowi, nadał mu zarazem swoje imię niemieckie. Prawdopodobnie doktryny i przykład prałata teutońskiego wpłynęły na przyszłe losy młodego słowiańskiego dyakona.

 

Po dziesięciu latach, spędzonych w Magdeburgu, Wojciech, któremu już zachowamy nowe imię Adalberta, powrócił do Pragi. Jako prosty dyakon Odznaczał się pobożnością, czystością obyczajów i rozległością swej wiedzy, które to przymioty były wówczas rzadkie w słowiańskiem duchowieństwie. Gdy umarł biskup praski, wskazano Adalberta jako jego następcę przy okrzykach całego ludu czeskiego.

Czesi byli dumni, widząc jednego ze swoich na tak wielkiem dostojeństwie kościelnem, lud uwielbiał biskupa, który znał jego zwyczaje i obyczaje. Niestety ta radość ludu niedługo trwała. Młody biskup, przejęty poczuciem swych obowiązków, wychowany w surowej szkole magdeburskiej, zaprowadzał w duchowieństwie dyscyplinę Kościoła rzymskiego i wziął się czynnie do wykorzenienia reszty zabobonów i nawyknień pogańskich. Nie szło mu już jedynie o zbudowanie bliźniego swojem postępowaniem; musiał starać się nakłonić drugich do praktykowania cnót, których dawał przykład. Wkrótce, naraził sobie wszystkie interesa i podrażnił wszystkie namiętności pogańskie. W owej epoce chociaż chrystyanizm był już rozpowszechniony w Czechach i nawet uznany za panującą religię, idee chrześcijańskie niedość przeniknęły obyczaje, aby dokonać poprawy podług ducha Ewangelii. Chrystyanizm panował w świątyniach, poganizm trwał w życiu narodowem. Czesi, przestawszy czcić bożyszcza, nie wyrzekli się jednak zabobonnych praktyk: wielożeństwa, handlu niewolnikami, gwałtów, pijaństwa i rozpusty. Wśród takiego ludu samo duchowieństwo rozprzęgało się, nikczemniało, bestwiło się, a złe cudzoziemskie przyszło jeszcze powiększyć trudności miejscowe. Odszczepieństwo wschodnie szerzyło swe doktryny pomiędzy Słowianami. Schizmatycy, żeby sobie zjednać narodowe pogaństwo, wprowadzili liturgię w języku slowiańskim i pozwalali żenić się księżom. Kościół katolicki potępił te nadużycia. Jakże bowiem mógł znieść, aby ksiądz bez nauki tłómaczył po swojemu słowa sakramentalne na język, którego nie znano pierwszych zasad? Jakież były środki porównania z tekstem tych niewczesnych przekładów? Kościół katolicki zmuszał więc księży uczyć się łaciny, choćby dla otwarcia im wszystkich skarbów literatury świętej i świeckiej, gdy duchowieństwo schizmatyckie, zadowalając się pospiesznem tłómaczeniem kilku formuł liturgicznych, ograniczało się do ich machinalnego powtarzania, nie czuło dalszej potrzeby nabycia języków uczonych i pozbawiało się wszelkich środków wykształcenia.

Święty Wojciech odprawia mszę na polanie leśnej. Zza drzew obserwują go Prusowie

Gdy Święty Wojciech przybył do Prusów spotkał się od razu z wrogością, której zresztą zupełnie się spodziewał. Kolejne malowidło z kaplicy na Wzgórzu Wojciechowym przedstawia Adalberta, który odprawia mszę św. na polanie leśnej. Zza drzew obserwują go już Prusowie...

Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl

 

Małżeństwo księży pociągało za sobą skutki niemniej zgubne dla powstającego kościoła. Ksiądz katolicki, ksiądz kraju, dopiero co nawróconego, naraża się na wszelkiego rodzaju ofiary, jest z zawodu swojego wyznawcą Chrystusa, apostołem i męczennikiem. Żona i rodzina uniemożliwiłyby mu spełnienie obowiązków, Dodać trzeba, że chrystyanizm walczył całemi siłami przeciw wielożeństwu, bardzo rozpowszechnionemu w owej epoce pomiędzy Słowianami, żo starał się uduchownić barbarzyńców, poskramiając ich chucie bydlęce i oczyszczając ich obyczaje : nie przystawało zaś księdzu żonatemu, ojcu rodziny i głowie domu nakazywać powściągliwośé, wyrzeczenie się samego siebie i ubóstwo. Kwestya liturgii i małżeństwa księży stała się tedy z kwestyi dyscypliny zadaniem życia i śmierci dla kościoła słowiańskiego. Adalbert miał więc jednocześnie do walczenia z poganami i schizmatykami.

Reformy, wprowadzane lub zamierzane przez biskupa Pragi, obudzały przeciw niemu powszechną nienawiść. Wystawiony na groźby magnatów, obelgi pospólstwa i odrazę duchowieństwa, widział się w niemożności utrzymania się w swej dyecezyi. Opuścił Pragę, udał się do Rzymu i padł do nóg Ojca Świętego. W tej pokornej postawie, zamiast czynić wyrzuty ziomkom swoim, na siebie samego zrzucił odpowiedzialnośé za niepowodzenie swej pracy, wyznał brak umiejętności i doświadczenia, słabość charakteru. Potrzeba my było, mówił, nabrać nowego hartu w usunięcia się od świata, w pokucie i w praktykowania cnót chrześcijańskich. Złożył stóp swój pastorał i otrzymał pozwolenie zamknięcia się w klasztorze. Uczeni mistrze magdeburscy wykształcili jego ducha, ale charakter swój wydoskonalił w twardej szkole klasztornej. Wszędzie, gdzie przebywał, w Monte-Casino, w klasztorze sw. Aleksego, na górze Awentynu, zostawił po sobie dobre przykłady i długie żale. Ścisły przestrzegacz reguły, pełnił z pokorą ciężkie obowiązki nowicyusza i poddawał się surowym praktykom pokutnika. Kolega jego i przyjaciel, Gaudencyusz, przekazał nam szczegóły o tem życiu śród pokornych robót, modlitw i umartwień. Adalbert, rad swego nowego położenia, mniemał, że nareszcie pojął swe powołanie i czekał z radością i ufnością końca swego zawodu.

 

Tymczasem kościół praski, pozbawiony pasterza, groził rozpadnięciem się. Arcybiskup Moguncyi i książe czeski nie przestawali odwoływać Adalberta. Adalbert z sercem przejętem boleścią złożył habit mniszy, oderwał się z żalem od samotnych murów celi, w której przepędził najszczęśliwsze chwile życia. Powracając do Pragi ze świetnym orszakiem, wśród wesołego tłumu, biskup tryumfujący wyglądał na męczennika pomiędzy swymi katami (r. 983).

23 kwietnia 997 roku pielgrzymi zostali zaatakowani. Święty Wojciech został ugodzony włócznią zaś jego towarzyszom napastnicy pozwolili odejść z życiem. Malowidło łączy kilka scen opisywanych w kronikach. Po pierwsze sam atak włócznią. Po drugie - zamierzenie siekierą, które zapowiada pośmiertne odcięcie głowy. I po trzecie - widoczny w tle człowiek z wiosłem odnosi się do wcześniejszego zdarzenia, tuż po wylądowaniu pielgrzymów, kiedy to Adalbert został tym wiosłem uderzony - zapewne aby wypróbować, czy nie ma on jakichś nadzwyczajnych mocy
23 kwietnia 997 roku pielgrzymi zostali zaatakowani. Święty Wojciech został ugodzony włócznią zaś jego towarzyszom napastnicy pozwolili odejść z życiem. Malowidło łączy kilka scen opisywanych w kronikach. Po pierwsze sam atak włócznią. Po drugie - zamierzenie siekierą, które zapowiada pośmiertne odcięcie głowy. I po trzecie - widoczny w tle człowiek z wiosłem odnosi się do wcześniejszego zdarzenia, tuż po wylądowaniu pielgrzymów, kiedy to Adalbert został tym wiosłem uderzony w plecy - zapewne aby wypróbować, czy nie ma on przypadkiem jakichś nadzwyczajnych mocy
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Nie miał żadnego złudzenia co do wartości tych ludowych manifestacyi. Znał usposobienie zmienne tłumu i niebawem doznał jego skutków. Gorliwość, którą rozwijał w pełnieniu obowiązków, wywołała nowe niezadowolenie i nowe bunty. Tym razem biskup zachował się energiczniej na swojem stanowisku. Widzieliśmy, że uczony kleryk magdeburski cofnął się był przed przeszkodami mnich Awentynu postanowił oprzeć się burzy, gardził groźbami, znosił spokojnie obelgi i stawiał czoło gwałtom, aż nareszcie po zbrojnej napaści, osobistych zniewagach, napadzie na kościół i po pogwałceniu przybytku Pańskiego przyszedł do przekonania, że wypadało mu opuścić na zawsze lud przeniewierczy.

Buntownicy jednak, nie poprzestając na wypędzeniu biskupa, napadli na jego krewnych, wyrżnęli jego braci i z ziemią zrównali zamek sławnicki. Adalbert, korząc się pod ręką Boga, przyjął ten cios, jako przestrogę nieba i nową wskazówkę jego woli. Zaczynał spostrzegać, że mu Opatrzność przeznaczyła inny zawód, inne powołanie i przysposabiała go doń próbami.

Rzeczywiście nie zostawiono go długo samotnym w Rzymie. Cesarz Otton III i arcybiskup Moguncyi pragnęli, aby powrócił do Pragi. Papież go do tego zachęcał. Trzeba mu było poddać się. Adalbert wyjechał z Rzymu, zawarowawszy sobie jednak, że mu będzie wolno, jeżeli znajdzie Czechów źle usposobionych dla siebie, zrzec się biskupstwa i pójść opowiadać Ewangelię poganom. 

 

Święty ten mąż uważał się od jakiegoś czasu za powołanego do prac apostolskich. Rozpamiętywania wypadków swego życia, tajemne głosy sumienia, tajemnicze natchnienia, pocieszające widzenia, z których zwierzał się jedynie przyjacielowi swemu, Gaudencyuszowi, utwierdzały go w tej myśli. Ale, pełen prostoty i pokory, nie czuł się jeszcze zupełnie pewnym swego powołania. Nie śmiał otwarcie dążyć do korony męczeńskiej z narażeniem się na zaniedbanie obowiązków, przywiązanych do stanowiska biskupa. Radził się przyjaciół, starał się o zezwolenie papieża, badał uczucia ludu swej dyecezyi. Daleki od kuszenia Opatrzności, szukał jedynie, jak sobie zdać sprawę z jej woli. Gdy Czesi odpowiedzieli z pogardą na pojednawcze słowa biskupa, cesarz Otton III. chciał zachować go przy swej osobie, a jednocześnie król polski powoływał go do swego kraju, dopiero co nawróconego na wiarę chrześcijańską. Biskup dał pierwszeństwo Polsce, która przedstawiała plon bogaty jego apostolskiej gorliwości. Po drodze zwiedził Chrobacyę i Śląsk. Nie znamy szczegółów tej podróży, ale kaplice, wystawione w Krakowie i we Wrocławiu za bytności Świętego i poświęcone później pod inwokacyą jego imienia, świadczą o jego pracy i są pomnikami jego powodzeń.

Ciało Świętego Wojciecha zostało pozbawione głowy, co miało być znakiem hańby. Głowę zatknięto na palu a ciało początkowo wrzucono do wody. Następnie jednak zostało z niej wyciągnięte.
Ciało Świętego Wojciecha zostało pozbawione głowy, co miało być znakiem hańby. Głowę zatknięto na palu a ciało początkowo wrzucono do wody. Następnie jednak zostało z niej wyciągnięte. Być może było to podyktowane nadzieją, że jego towarzysze zechcą wrócić i wykupić ciało tak ważnej osoby. Dążenie do uzyskania okupu za wziętych do niewoli lub ciała zabitych było oczywistością
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Bolesław Chrobry panował wówczas w Polsce, Od dawna skoligacony z domem Sławników i gorliwy krzewiciel religii, przyjął Adalberta jak przyjaciela, krewnego, posłańca nieba, Starał się zatrzymać go w Gnieźnie, swej stolicy, i przeznaczył mu nowe biskupstwo, dopiero co tam założone, Ale Adalbert wierny został swemu powołaniu: zażądał jedynie od króla rady i pomocy do dalszej swej misyi apostolskiej. Dwa narody pogańskie graniczyły z Polską: z jednej strony Pomorzanie, Słowianie z pochodzenia, poddani Bolesława, po większej części ochrzczeni, ale bezustannie buntujący się przeciw królowi i Kościołowi — z drugiej strony Prusacy. Ci ostatni byli tego samego szczepu, co Litwini i Łotysze, narody, pochodzenia niepewnego, których język różnił się od wszystkich znanych i bardzo przywiązani do swych zabobonów, Adalbert postanowił zanieść im Słowo Boże. Zanim króla pożegnał, zostawił mu na pamiątkę pobytu swego w Polsce pieśń, którą świeżo ułożył w języku słowiańskim na cześć Najświętszej Panny. Pieśń ta, zwana Boga-Rodzico, stała się sławną w dziejach Polski.

Adalbert, dostawszy się do Gdańska, wsiadł na okręt królewski, puścił się na morze i wylądował u ujścia Pregoli. Tu rozstawszy się ze swoim orszakiem polskim, który mógł obudzić niedowierzanie barbarzyńców, w towarzystwie Gaudencyusza i mnicha Benedykta śmiało poszedł ku Prusakom, których widok cudzoziemskiego statku przyciągnął na wybrzeże. Poganie otoczyli mały zastęp pielgrzymów, przypatrywali się ze zdziwieniem i pogardą ich pokornej postaci, drwili z ich nędznego i dziwnego ubioru, na końcu zaczęli ich turbować. Podczas gdy Adalbert usiłował gniew ich uśmierzyć, jeden z tych dzikich uderzył go maczugą i obalił na ziemię.

Pielgrzymi, nie dając się zniechęcić tak szorstkiem przyjęciem, weszli do wioski w pobliżu wybrzeża. Tam poddano ich pewnej indagacyi, a jak tylko dowiedziano się o celu ich podróży, nakazano im opuścić kraj pod karą śmierci, Adalbert był zmuszony przeprawić się na drugą stronę rzeki Pregoli. Postanowiwszy silniej, niż kiedykolwiek, dzieło swe na nowo rozpocząć, obmyślał w samotności najlepsze środki do jego wykonania. Uznał za pożyteczne skorzystać z niejakiego doświadczenia, nabytego podczas krótkiej bytności pośród pogan. Uważał za konieczne ostrzydz sobie brodę, ubrać się w odzież pruską i lepiej, niż dotąd, wyuczyć się miejscowego języka.

Wypłata okupu za głowę Wojciecha. Jak widać pokazana jest ona w aureoli. Na szali idzie w mocno górę, co oznaczać musi, że wypłacono za nią hojnie ponad jej wagę
Wypłata okupu za głowę Wojciecha. Jak widać pokazana jest ona w aureoli. Na szali idzie w mocno górę, co oznaczać musi, że wypłacono za nią hojnie ponad jej wagę
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Tak nasi trzej podróżni, błądząc po lasach odwiecznych, otoczeni dzikiemi zwierzętami, pozbawieni wszelkiej ludzkiej pomocy, trwali w zamiarze zreformowania religii i obyczajów całego narodu! Skarby ich, broń i amunicya składały się z kielicha, który im służył do odprawiania świętych tajemnic wśród wycia niedźwiedzi, wilków i żubrów.

Odwaga apostoła wytrzymała wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa i niedostatki; nie dał się zachwiać obawą, widzeniami i snami swych towarzyszy. Jednej nocy Gaudencyusz ujrzał we śnie kielich złoty, napełniony winem: wyciągał rękę, aby go chwycić, ale nagle zjawił się strażnik, który się temu sprzeciwił, mówiąc, że to kielich, zachowany dla Adalberta. Mnich, przestraszony tem widzeniem, opowiedział je swemu mistrzowi „Synu mój — odrzekł spokojnie Święty biskup. Niech Bóg da, by się twoje przeczucie ziściło, ale wystrzegaj się przywiązywać wiarę do sennych widzeń".

Nazajutrz puścili się w dalszą drogę, śpiewając psalmy. Gaudencyusz odprawił mszę św., a Adalbert przyjął z rąk jego Przenajświętszy Sakrament. Ani on ani jego towarzysze nie wiedzieli, że odprawili mszę w Świętym przybytku pogaństwa, śród Świętego lasu, obok bożyszcz i obok barbarzyńców, którzy od dawna szli ich śladem. Wkrótce barbarzyńcy nadbiegli tłumnie, rzucili się na biskupa, obalili i związali, Adalbert ledwie miał czas odmówić krótką modlitwę i udzielić towarzyszom kilka słów pociechy, gdy jeden sigo, czyli kapłan pogański, utopił mu oszczep w piersi. Na to hasło barbarzyńcy w liczbie siedmiu przebili go na wskroś wszyscy razem swemi lancami. Adalbert złożył ręce na krzyż i padł, modląc się o nawrócenie swych katów (23 kwietnia 997 r.). Gaudencyusz i Benedykt, zabrani w niewolę, znaleźli sposób umknąć i dostali się do Polski.

Król Bolesław, żywo zmartwiony śmiercią biskupa, wyprawił posłów, aby traktowali z Prusakami i wykupił na wagę złota zwłoki męczennika, które złożył w Gnieźnie we wspaniałym grobie.

Tymczasem wpływ, który Adalbert wywierał na Północy za życia, wzrósł po jego zgonie. Chwała jego prędko rozeszła się po całem chrześcijaůstwie. Wiedziano już w Rzymie o historyi jego męczeństwa: była ona zwiastowana w cudownem widzeniu świętemu braciszkowi z klasztoru na Awentynie. Przypomniano sobie cnoty, które Adalbert tam praktykował, cuda, których dokonał, a które skromność jego nie dozwolila dotąd ogłosić, Jednocześnie doświadczono w Polsce łask szczególnych, modląc się na jego grobie. Zbiegano się tłumnie do tego grobu. Cesarz Otton III. pojechał z pielgrzymką do Gniezna dla odwiedzenia relikwii dawnego przyjaciela. Bolesław skorzystał z tej okoliczności, aby rozwinąć przed cesarzem swą potęgę i bogactwa. Otton, zachwycony przyjęciem monarchy polskiego, nadał mu uroczyście tytuł króla i włożył mu na głowę własną koronę. Oto, jak Bolesław otrzymał, można powiedzieć, z rąk męczennika koronę królewską, o którą ubiegał się od dawna, a której nie mógł ani darami wyjednać u papieża ani siłą dobić się od cesarza. Uroczystość koronacyi zdaje się, że wywarła zbawienny wpływ na losy króla. Mało dotąd szczęśliwy w swych przedsięwzięciach, miał odtąd długi szereg powodzeń, odniósł wielkie zwycięstwa, podbił obszerne prowincye i zasłużył na tytuł założyciela królestwa. Moglibyśmy jednak uczynić mu wyrzut, że niedostatecznie zrozumiał polityczną doniosłość religijnej misyi Adalberta. Gdyby Bolesław, zamiast zapamiętałe gromić Niemców i Czechów, poszedł w ślady apostoła i skierował wysilenie swe ku północy, toby prawdopodobnie pozyskał dla religii i przyłączył do swego państwa Prusy i Litwę, które połączyły się z Polska, dopiero po trzystu latach walk i klęsk wzajemnych.

 

Wielka chwila pośmiertnego tryumfu, czyli Zjazd Gnieźnieński. Obok katafalku Wojciecha stoi cesarz niemiecki Otton III, który ostanie kilometry do grobu przyjaciela przeszedł piechotą a obok niego - w koronie - Bolesław Chrobry
Wielka chwila pośmiertnego tryumfu, czyli Zjazd Gnieźnieński. Obok katafalku Wojciecha stoi cesarz niemiecki Otton III, który ostanie mile do grobu przyjaciela przeszedł piechotą. Po jego lewej stronie, stoi przedstawiony jako równy mu (a może nawet minimalnie wyższy?) i w dość podobnej koronie, Bolesław Chrobry
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Wspomnieliśmy o hymnie Boga - Rodzicy. Hymn ten stał się śpiewem bohaterskim Polaków. Śpiewając Boga-Rodzico straszna konnica Lechów rzucała się na nieprzyjaciela. Hymn ten, torując drogę białemu orłu, rozbrzmiewał na niezliczonych pobojowiskach, szybował z nim razem po całej przestrzeni między morzem Czarnem a Bałtyckiem, Kremlinem a brzegami Elby i przestał rozlegać się dopiero w epoce, w której Polacy zaniechali podbojów. Te wieki historyi polskiej, które objęte są pod nazwą Polski mogłyby słusznie nazwać się wiekami Boga-Rodzicy. Tak się tłomaczy prorocze imię Wojciecha i jego znaczenie: pociecha wojsk.

Adam Mickiewicz

  

Gdańskie kościoły pod wezwaniem Św. Wojciecha

Historia kościoła w Świętym Wojciechu sięga XIV wieku
Historia kościoła w Świętym Wojciechu sięga XIV wieku
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


W Gdańsku są dwa kościoły poświęcone św. Wojciechowi. Najważniejszym jest sanktuarium świętego, znajdujące się w dzielnicy Św. Wojciech. To tu, na wzgórzu górującym nad okolicą Adalbert odprawił mszę, w trakcie której ochrzcił wielki tłum gdańszczan. Stąd też wyruszył w dalszą część swojej misji, która zakończyła się 23 kwietnia 997 roku jego śmiercią. Tutaj również, według podań, miał odbyć się wykup ciała Św. Wojciecha za taką ilość srebra, ile ważył. Także w tym miejscu zwłoki zostały na pewien czas pochowane.

Wnętrze kościoła pw. Świętego Wojciecha
Wnętrze kościoła pw. Świętego Wojciecha w dzielnicy Święty Wojciech
Fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl


Tę dramatyczną historię opowiadają szczegółowo malowidła, znajdujące się w kaplicy na wzgórzu wojciechowym, z których część została pokazana wyżej. 

Drugim kościołem jest świątynia zbudowana w latach 80-90 XX wieku w Świbnie, nosząca nazwę Milenijnego Sanktuarium Św. Wojciecha Chrzciciela Gdańska. Jej uroczysta konsekracja miała miejsce w roku milenijnym.

  



Lech Parellwww.gdansk.pllech.parell@gdansk.pl
Lech Parell - najnowsze
Lech Parellwww.gdansk.pllech.parell@gdansk.pl
Lech Parell - najnowsze