Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Szalona impreza Teatru Wybrzeże. Spektakl na 70. urodziny (RECENZJA)

“Urodziny czyli ceremonie żałobne na czas radosnego święta” Radosława Paczochy i Adama Orzechowskiego to spektakl pełen sprzeczności: kalejdoskop zdarzeń, ludzi i ich namiętności, błyskotliwy, ironiczny, lecz niewolny od okrucieństwa, z których składa się zjawisko teatr i Teatr Wybrzeże również.

Szalona impreza Teatru Wybrzeże. Spektakl na 70. urodziny (RECENZJA)
A
A
data publikacji: 08 kwietnia 2017 r.

Przewodnikami po meandrach nagromadzonych w sztuce faktów są trzej portowi marynarze (na zdjęciu Marcin Miodek). Perwersyjni jak z reklam Jeana Paula Gaultier’a, radośni jak z reklamy Baltony, lecz też ironiczni, przewrotni i okrutni jak aktorski los
Przewodnikami po meandrach nagromadzonych w sztuce faktów są trzej portowi marynarze (na zdjęciu Marcin Miodek). Perwersyjni jak z reklam Jeana Paula Gaultier’a, radośni jak z reklamy Baltony, lecz też ironiczni, przewrotni i okrutni jak aktorski los
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Wyobraźmy sobie taką sytuację - dyrektor teatru z sukcesami dzwoni do młodego, ale już nagradzanego autora sztuk teatralnych i mówi:

- Mój teatr obchodzi 70. urodziny. Chcę byś napisał sztukę, którą wystawimy na jubileusz.

- O czym miałaby być ta sztuka?

- O teatrze oczywiście.

Proste? Bardzo. Ale jak to zrobić? Przyjąć historyczną chronologię: czas powojenny, socrealizm, kapitalizm, czy może podporządkować chronologię stylom teatralnym. Oddać głos dyrektorom teatru? Co zrobić, by nie iść w “dziady” ani w hagiograficzne wyliczanie życiorysów?

Radosław Paczocha wybrnął z zadania, pisząc “Urodziny czyli ceremonie żałobne na czas radosnego święta” i już sam tytuł zdradza intencje autora. Powstał spektakl pełen sprzeczności: kalejdoskop zdarzeń, ludzi i ich namiętności, radosny i smutny, błyskotliwy, ironiczny, unikający podniosłego fetowania lecz niewolny od okrucieństwa, z których składa się z zjawisko Teatr Wybrzeże, ale również teatr w swej istocie. 

Paczocha wraz z reżyserem Adamem Orzechowskim (tandem znany choćby z nagradzanego “Broniewskiego”), opowiedzieli nam teatr poprzez ludzi (Cybulski - zapada w pamięć epizod Roberta Ninkiewicza, Kobiela, Bista, Wajda, Swinarski, Hubner, Babicki - nie sposób wszystkich wymienić), wspominając dzieła ("Smak miodu", "Kapelusz pełen deszczu", "Dziady", "Kordian", "Hamlet"), ale i przez pamięć tego miejsca - historię i politykę, która czai się za rogiem, przed którą chcemy uciec w teatralną nierealność, lecz która nierzadko przekracza jej próg. Teatr Wybrzeże czasem się z nią zmagał, jak w latach 50. i dziś (zaklejone usta czarną taśmą to cytat z protestów aktorów Teatru Polskiego we Wrocławiu przeciwko nowemu dyrektorowi), czasem unikał komentowania - jak latach 70., gdy zachłysnął się formą, modernizmem i nie chciał zauważać rzeczywistości, a czasem uczestniczył - jak w 1980 roku, kiedy aktorzy teatru bywali w stoczni, by czytać strajkującym robotnikom poezję Miłosza.


Marynarze (Marcin Miodek i Piotr Biedroń) oraz Adam Orzechowski, reżyser spektaklu i dyrektor Teatru Wybrzeże
Marynarze (Marcin Miodek i Piotr Biedroń) oraz Adam Orzechowski, reżyser spektaklu i dyrektor Teatru Wybrzeże
Jerzy Pinkas/gdansk.pl

Teatr to też jego dyrektorzy. Jak choćby pierwszy z nich, Iwo Gall, który przywiózł do Gdańska swoich studentów, perfekcyjny Krzysztof Nazar, który potrafił 9 miesięcy przygotowywać spektakl, który wystawił 9 razy czy zaangażowany społecznie Maciej Nowak, który wyprowadzał metaforycznie, ale i fizycznie teatr poza jego mury. 

Teatr to widzowie. - Po co tu przychodzicie - pyta autor. Czy to niezdrowy wojeryzm? Ucywilizowana forma podglądactwa, która jeszcze nie tak dawno, bo w 1689 roku przywiodła ludzi na Targ Węglowy, by obejrzeć egzekucję kobiety oskarżonej o czary?

Teatr to nawet recenzenci. Szczególnie dla jednego z nich ten wieczór będzie niezapomniany.

Ale teatr to przede wszystkim emocje. Jak ból zapomnienia - brutalna scena nie zaproszonej na “bal celebrytów” zasłużonej aktorki Teatru Wybrzeże Wandy Stanisławskiej-Lothe (świetna Dorota Androsz) czy lęku przed brakiem akceptacji - przejmujący Krzysztof Matuszewski, zwierzający się widowni z mąk twórczego niespełnienia.

Autor rozpina sieć narracji pomiędzy tymi wszystkimi elementami. Oddaje głos pamięci - która jest kapryśna i nietrwała: oświetla reflektorem pewne twarze (jak Ireneusza Iredyńskiego, granego przez Michała Jarosa. Znakomita “Kreacja” przypomniała nam po wielu latach jego twórczość), ale też o innych zapomina.

Wydobywa z przeszłości zdarzenia, zjawiska, jak komercyjne lata 90., gdzie słowo marketing staje się bogiem. Teatr Wybrzeże, by przetrwać “odcina kolejne członki” wyprzedając swoje mienie, a w budynku pojawia się kantor. I nie ma nic wspólnego z krakowskim Cricotem 2.

Przewodnikami po meandrach nagromadzonych w sztuce faktów są trzej portowi marynarze (w tych rolach świetni: Piotr Biedroń, Marcin Miodek i Jakub Mróz). Perwersyjni jak z reklam Jeana Paula Gaultier’a, radośni jak z reklamy Baltony, lecz też ironiczni, przewrotni i okrutni jak aktorski los. Są personifikacją teatru i komentatorami zdarzeń. Zapraszają na scenę kolejne postaci, potrafią je też brutalnie z niej wyrzucić, jak czas z naszej pamięci.

Bo taki też jest teatr - mówią autorzy spektaklu - kapryśny i niesprawiedliwy. Seksowny jak Kalina Jędrusik (lub Marta Herman) w wannie z kieliszkiem szampana w ręku. I cóż począć, że pamiętamy lepiej epizodyczny, bo roczny pobyt w Wybrzeżu, kapryśnej Kaliny niż kilkunastoletni dorobek Lothe?

Kiedy poczujemy się przytłoczeni ilością faktów, nazwisk i anegdot, warto przypomnieć sobie, że teatr to też zabawa. Nie musimy aż tak wypuszczać chartów intelektu, by zapamiętać wszystkie szczegóły. W końcu zaproszono nas na urodzinową imprezę i być może nie znamy wszystkich gości, ale poprawmy cylindry z papieru, bo muzyka świetna (Marcin Mirowski) i aktorstwo znakomite.

Wyjdziemy z teatru oszołomieni - jestem przekonana - i każdy z nas zapamięta nieco inny obraz. Ja wróciłam do domu mając pod powiekami widok wykonanych z lodu czerwonych liter układających się w słowo Solidarność, które zawieszone na łańcuchach chyboczą się i topnieją, a Państwo?



URODZINY CZYLI CEREMONIE ŻAŁOBNE W CZAS RADOSNEGO ŚWIĘTA


autor:
Radosław Paczocha,

reżyseria: Adam Orzechowski,

scenografia i reżyseria świateł: Magdalena Gajewska,

muzyka: Marcin Mirowski.

W spektaklu występują: Dorota Androsz, Agata Bykowska, Katarzyna Dałek, Marta Herman, Katarzyna Z. Michalska, Maria Mielnikow-Krawczyk, Marzena Nieczuja Urbańska, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Jerzy Gorzko, Michał Jaros, Mirosław Krawczyk, Piotr Łukawski, Krzysztof Matuszewski. Marcin Miodek, Jakub Mróz, Robert Ninkiewicz, Jakub Nosiadek, Zbigniew Olszewski, Grzegorz Otrębski, Cezary Rybiński, Marek Tynda, Piotr Witkowski.


Premiera: 7 kwietnia 2017 roku na Dużej Scenie. Kolejne spektakle: 8, 9, 11, 12, 17, 18 kwietnia oraz 12, 13, 14 maja. Czas: 3 godziny 15 minut (jedna przerwa).



-
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora
-
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora