PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Mariusz Wlazły: - Mam dużo znajomych, którzy przyjechali do Gdańska i zostali. To o czymś świadczy

Mariusz Wlazły: - Mam dużo znajomych, którzy przyjechali do Gdańska i zostali. To o czymś świadczy
Jest jednym z najlepszych polskich siatkarzy w historii, mistrz świata z 2014 roku, wicemistrz świata z 2006. Ma niespełna 37 lat a ciągle gra na światowym poziomie. Od 1 lipca będzie zawodnikiem Trefla. Dlaczego wybrał Gdańsk? Jakie będą relacje między nim a trenerem Michałem Winiarskim, byłym kolegą z boiska, z którym prywatnie się przyjaźni? Mówi Mariusz Wlazły.
Mariusz Wlazły: - Jestem spod znaku lwa, więc określenie “gdańskie lwy” (tak mówi się o zespole Trefla Gdańsk - red.) jest mi bliskie
Mariusz Wlazły: - Jestem spod znaku lwa, więc określenie “gdańskie lwy” (tak mówi się o zespole Trefla Gdańsk - red.) jest mi bliskie
fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl

 

Mariusz Wlazły od 1 lipca w Treflu. Transfer na miarę Roberta Lewandowskiego


Urodził się w 1983 roku w Wieluniu, całą seniorską karierę, czyli od 2003 roku spędził w Skrze Bełchatów. Ma 194 cm wzrostu, waży 80 kg, gra na pozycji atakującego. 

W 2003 roku z reprezentacją Polski juniorów wywalczył mistrzostwo świata, w 2006 roku już wśród seniorów był drugi na świecie. Na turnieju w Japonii kandydował do tytułu MVP - przegrał z Brazylijczykiem Gibą. W 2014 roku poprowadził biało-czerwonych do tytułu mistrza świata: został MVP i najlepszym atakującym turnieju rozgrywanego w Polsce. 

Ma na koncie kilkanaście medali (większość złotych) mistrzostw Polski, Puchary Polski, Superpuchary Polski, medale Ligi Mistrzów i Klubowych Mistrzostw Świata. Niezliczoną ilość nagród indywidualnych. 

Ludzie Trefla: Mariusz Wlazły, Andrea Anastasi, Michał Winiarski i Piotr Nowakowski najlepsi w historii PlusLigi


Od 1 lipca Mariusz Wlazły będzie zawodnikiem Trefla Gdańsk. W piątek, 5 czerwca, w Europejskim Centrum Solidarności uczestniczył w specjalnej prezentacji. Odpowiadał też na pytania dziennikarzy. 

 

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz podczas prezentacji zwróciła się do nowego siatkarza Trefla: - Witamy legendę
Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz podczas prezentacji zwróciła się do nowego siatkarza Trefla: - Witamy legendę
fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl

 

Trefl zabiegał o Pana, ale też Pan chciał przenieść się do Gdańska.

Mariusz Wlazły: - Pod kątem życiowym tak. Rozmyślałem od dość dawna o tym, żeby zamieszkać w Gdańsku. Wielokrotnie tutaj byłem, nie miałem czasu, żeby pozwiedzać. Teraz obejrzałem miasto, jest bardzo ciekawym miejscem. Mam też dużo znajomych, którzy przyjechali po prostu do Gdańska i zostali tutaj na stałe. To też o czymś świadczy. W momencie kiedy sytuacja się rozwiązała w moim poprzednim klubie, Trefl był jedną z pierwszych drużyn które złożyły mi propozycję. Wstępnie przystąpiliśmy do rozmów, później one nabrały tempa. Uzgodniliśmy dogodne warunki dla obu stron, porozumieliśmy się ustnie i wybuchła pandemia. Wszystko stanęło, podobnie jak wszelkiego rodzaju rozmowy kontraktowe (śmiech - red.). W dalszym ciągu nie mam podpisanej umowy, ale to nie jest naprawdę problem. Do 30 czerwca jestem zawodnikiem Skry Bełchatów, od 1 lipca będę pełnoprawnym zawodnikiem Trefla Gdańsk.


W piątek, 5 czerwca, w Europejskim Centrum Solidarności podczas prezentacji Mariusz Wlazły mówił, że ważnym powodem, dla którego wybrał Gdańsk jest możliwość bardzo dobrego rozwoju dla jego dzieci. A co zdecydowało o wyborze Trefla pod względem sportowym?

- Dla mnie ważną i istotną kwestią w podjęciu decyzji było zaufanie i wiara w moje możliwości, doświadczenie i umiejętności, które posiadam.

Trener Winiarski powiedział, że jestem atakującym światowej klasy. My się znamy prywatnie i w jego ustach takie słowa, to jest naprawdę wielkie docenienie i wielki szacunek dla mojej osoby.

Zresztą ja też mam wielki szacunek do niego, widząc w jaki sposób sobie radzi jako trener w Treflu, a nie pracuje długo. Dowodzi to, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu.


Większość osób uważa, że Pański transfer do Trefla jest hitem. Ale są też tacy, którzy mówią, że to już nie ten Mariusz Wlazły, co dawniej.

- Nie ma człowieka na świecie, który zadowoliłby wszystkich. Ja też nie jestem w stanie, ale mogę obiecać, że frajda jaką czerpię z siatkówki, pasja i pozytywne emocje są dalej takie a może nawet większe niż dawniej. Nie jestem na początku swojej kariery, tylko przy końcu. Życzę każdemu człowiekowi, żeby mógł wykonywać taką pracę, która sprawia mu niezwykłą przyjemność. To jest coś nie do opisania i ja bym się z nikim nie zamienił.


Zmienia Pan klub po 17 latach. Nie ma Pan obaw, jak to będzie w nowym miejscu, w nowym domu, z nowymi kibicami?

- Siedemnaście lat to potężny okres w karierze sportowca. Całe moje dotychczasowe sportowe życie spędziłem w jednym klubie. To absolutnie nowa sytuacja dla mnie, dla mojej rodziny. Rozmawiałem dużo z prezesem (Dariuszem Gadomskim, prezesem Trefla Gdańsk - red.) i z Michałem (trenerem Winiarskim - red.), zaufanie i wiara jakimi mnie obdarzyli powodują, że ta zmiana jest dla mnie dużo łagodniejsza.

Naprawdę czekam z niecierpliwością na przeprowadzkę do Gdańska i pierwszy mecz w Ergo Arenie.


Z Michałem Winiarskim znacie się od lat, w 2003 roku zdobyliście mistrzostwo świata juniorów, potem byliście wicemistrzami świata seniorów (2006) i mistrzami świata (2014), graliście wspólnie w Skrze Bełchatów. Jakie będą teraz wasze relacje, jako zawodnik - trener.

- W przeszłości już występowałem w relacji: mój były kolega z boiska, mój trener (m.in. Stephane Antiga, który był selekcjonerem reprezentacji Polski, namówił Mariusza Wlazłego do powrotu do drużyny narodowej, czego konsekwencją był złoty medal mistrzostw świata w 2014 roku - red.). Nie stanowiło to żadnego problemu. Rozgraniczam pracę i szacunek do moich zwierzchników od momentów, gdzie można pozwolić sobie na troszeczkę więcej. Oczywiście poza boiskiem (śmiech - red.). Ja jestem tu po to, żeby podporządkować się jego decyzjom i nie mnie jest oceniać co jest dobre. On (Michał Winiarski - red.) prowadzi ten zespół, ma swoją filozofię na temat tego projektu. On podchodzi z pełnym zaufaniem do mnie, tak samo ja podchodzę z pełnym zaufaniem do jego pracy. Jeśli on określa priorytety, to ja jestem po to, żeby te priorytety wypełniać. Bo taka jest moja rola w zespole. Przyznam, że nie mogę się doczekać tej współpracy. Myślę, że będzie bardzo owocna.

 

Koledzy z boiska, przyjaciele, od 1 lipca w relacji trener - zawodnik: Michał Winiarski i Mariusz Wlazły
Koledzy z boiska, przyjaciele, od 1 lipca w relacji trener - zawodnik: Michał Winiarski i Mariusz Wlazły
fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl

 

Mariusz Wlazły już nie jest taki jak dawniej?

- Jestem lepszy (śmiech - red.)


Jeśli przychodzi ktoś taki jak Mariusz Wlazły do zespołu, to zaraz myślimy, że ten zespół będzie walczył o najwyższe cele.

- Jestem spod znaku lwa, więc określenie “gdańskie lwy” (tak mówi się o zespole Trefla - red.) jest mi bliskie. Mój znak zodiaku oznacza pewną waleczność, motywację, zawziętość.

Przez poprzednie lata wyhodowałem w sobie mistrzowską mentalność i z tym wszystkim przychodzę tutaj, by służyć swoim doświadczeniem.

Nie jestem tym samym Mariuszem Wlazłym co dwadzieścia lat temu, mam zdecydowanie większe doświadczenie i mogę się nim podzielić z młodszymi kolegami. Ale to nie umniejsza moim umiejętnościom i na pewno będę mógł zaprezentować podczas niejednego spotkania na co mnie stać.


Trzydzieści kilka lat, to nie dwadzieścia kilka. Ciało reaguje inaczej, trening musi być chyba inny, by być dobrze przygotowanym do gry.

- Myślę, że kluczowe jest dojście do konsensusu z trenerem przygotowania fizycznego. Opracowanie pewnego schematu, w którym będą dobrze funkcjonował. Nie jestem typem zawodnika, który na siłowni podnosi bardzo duże ciężary.

Jestem szybkim, eksplozywnym, dynamicznym zawodnikiem, który bazuje na swojej wrodzonej szybkości i skoczności. Tych moich walorów nie można zabić.

Z każdym trenerem, z którym zaczynam pracę próbujemy znaleźć rozwiązanie, by moje zalety wykorzystać na maksa. Myślę, że tu jest klucz. Oczywiście, ja przez cały czas dorosłej kariery i rozgrywania meczów na wysokim ładunku stresowym i emocjonalnym, nauczyłem się też obchodzić z własnym ciałem, zauważać co jest z korzyścią dla mnie a co nie jest. To na pewno też się przyda, by zapewnić mi optymalne obciążenia treningowe.


Kontrakt z Treflem zostanie podpisany 1 lipca, ale tylko na rok.

- Nie wybiegam na długo w przyszłość. Najdłuższy kontrakt w życiu miałem pięcioletni, reszta na rok albo na dwa lata, jeden był chyba jeszcze trzyletni. Nie przywiązuję wagi do długości kontraktu, chcę jak najlepiej, jak najwięcej dać od siebie w tym sezonie. A co będę robił za rok, czy będę chciał jeszcze grać, czy będę miał możliwości do grania, to pokaże ten sezon. I w jakim stanie zdrowotnym będę po zakończonym sezonie. Jeśli wszystko będzie przebiegało po mojej myśli, tak jak to było w wielu poprzednich sezonach, to będę jeszcze kontynuował grę.

 

oprac. WGwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl