Lechia wygrywa w Poznaniu i jest nadal liderem ekstraklasy

Trener Piotr Stokowiec świetnie przygotował zespół pod względem taktycznym, jego piłkarze świetnie bronili, był agresywni i konsekwentni. No i był wśród nich Flavio Paixao, zdecydowanie najlepszy zawodnik meczu w Poznaniu. Lechia po jego strzale wygrała z Lechem 1:0 i ciągle jest liderem Lotto Ekstraklasy.

Lechia wygrywa w Poznaniu i jest nadal liderem ekstraklasy
A
A
data publikacji: 04 listopada 2018 r.
Jakub Arak podawał, Flavio Paixao strzelał
Jakub Arak podawał, Flavio Paixao strzelał
fot. www.lechia.pl

Piłkarze Lechii w niedzielę, 4 listopada, w Poznaniu naciskali gospodarzy od samego początku już na ich połowie. Przeszkadzali w wyprowadzaniu akcji, licząc na błąd, przejęcie piłki i przeprowadzenie szybkiej kontry.

Pierwszy celny strzał padł w 16. minucie, Pedro Tiba uderzył z dystansu, ale nie zaskoczył Zlatana Alomerovicia, który pewnie chwycił piłkę w obie ręce.

W 19. minucie w podobnej sytuacji znalazł się Flavio Paixao: strzelił niezbyt silnie i Jasmin Burić nie miał kłopotów z obroną. Tym razem się nie udało, ale w 26. minucie już tak. Jakub Arak tuż przed polem karnym zagrał wzdłuż linii do Portugalczyka, ten złożył się momentalnie, uderzył z woleja lewą nogą. Interweniujący Burić był bez szans. 1:0 dla Lechii. Był to dziewiąty gol Paixao w tegorocznym sezonie.

Groźnie pod bramką biało-zielonych było w 34. minucie. Christian Gytkjaer znakomicie podał po skosie na dobieg do Joao Amarala, który wyprzedził środkowych obrońców Lechii, strzelił mocno po ziemi, ale fantastycznie bronił Alomerović, który wybił piłkę na róg.

Gospodarze napędzili gdańszczanom stracha jeszcze w doliczonym czasie pierwszej połowy. Po rzucie rożnym słabo z pięciu metrów uderzył Kamil Jóźwiak i Alomerović nie miał żadnych problemów ze złapaniem słabo lecącej piłki.

Chwilę później rzut wolny z prawej strony wykonywał Filip Maldenović, piłka wyszła na 16 metr, stamtąd huknął Jarosław Kubicki. Obok bramki.

Ilość strzałów (wszystkich 5-9, celnych 2-3) oraz posiadanie piłki (Lechia niespełna 40 procent, Lech ponad 60) świadczyły, że przewagę mieli poznaniacy. Statystyki nie zawsze potwierdzają wydarzenia na boisku. Tak było w pierwszej połowie. Gdańszczanie grali mądrze, dużo biegali (do przerwy 3 km więcej niż gospodarze), skutecznie bronili i blokowali.

No i mieli w składzie Paixao, który był bardzo aktywny. Próbował rozgrywać, przerywał akcje rywali, szarpał, kąsał, a gdy trzeba było to cofał się nawet pod własną bramkę.

Portugalczyk był najlepszy na boisku. Brał udział w każdej groźnej akcji Lechii także po zmianie stron. Tak było, gdy dogrywał z prawej strony w pole karne a Arak - naciskany przez obrońcę Lecha - główkował niecelnie. Tak było, gdy Arak podawał do pędzącego Konrada Michalaka, który odgrywał do Paixao a jego strzał został zablokowany. Tak było, gdy właśnie Flavio długim dokładnym podaniem rozpoczął akcję Mladenovicia i Lukasa Haraslin, zakończoną uderzeniem Słowaka (Burić był na posterunku).

Lechia wygrała z Lechem na jego stadionie w najwyższej klasie rozgrywek po raz pierwszy od 56 lat. Dzięki temu zwycięstwu gdańszczanie nadal są liderem ekstraklasy, natomiast zarząd Lecha półtorej godziny po meczu zwolnił Ivana Djurdjevicia z funkcji trenera. 

I jeszcze garść statystyk z meczu:

  • strzały: Lechia 12 - Lech 19
  • strzały celne: Lechia 7 - Lech 4
  • posiadanie piłki: Lechia 38 - Lech 62
  • przebiegnięte kilometry: Lechia 118 - Lech 113

Co ciekawe w czwórce zawodników, którzy przebiegli najwięcej kilometrów byli tylko gdańszczanie: Jarosław Kubicki, Flavio Paixao, Joao Nunes i Daniel Łukasik.


Powiedzieli po meczu

Piotr Stokowiec, trener Lechii:

- Cieszę się ze zdobytych trzech punktów, bo dla nas to był taktycznie mecz trudny. Musieliśmy sporo się napracować, żeby przypilnować wyniku. Gra się po to, żeby wygrywać. Dzisiaj koncentrowaliśmy się na tym. Wbrew pozorom nie było to łatwe spotkanie, Lech ma w sobie dużo jakości. Dziś ta jakość nie przełożyła się na gole, ale było trudno. Cieszę się, że udało nam się zachować czyste konto i strzelić zwycięskiego gola.

Lechowi życzę przełamania nienajlepszej passy. To miasto zasługuje na zwycięstwa i myślę, że za chwilę, to co się dzieje teraz, będzie tylko wspomnieniem. Nie tak dawno temu przegraliśmy w Poznaniu 0:3, wtedy nastroje nie były dobre, ale wzięliśmy się do pracy i jest lepiej. 

Ivan Djurdjević, trener Lecha:

Bardzo trudny moment dla nas. Przegrywamy z Lechią 0:1. Weszliśmy w mecz nerwowo, a rywal nie potrzebował zrobić dużo, żeby wygrać. Taka jest prawda. Przez większość czasu było widać niedokładne podania, dużo nerwowości w naszej grze. Spotkanie Pucharu Polski siedziało nam cały czas w głowach, presja jest wysoka. To trudny moment, z którego musimy wyjść.

Dzisiaj graliśmy bez ikry. Lechia grała z kolei wyrachowanie, co było widać. Wiedzieliśmy, że to trudny mecz i musimy wygrać. Tak się nie stało. Straciliśmy bramkę z niczego, rywale czekali na nasze błędy. Rzuciliśmy się do ataku, chcieliśmy strzelić gola, ale się nie udało. Trzeba znaleźć rozwiązanie tej sytuacji i mocno pracować.


Następny mecz w ekstraklasie biało-zieloni rozegrają w sobotę, 10 listopada, na Stadionie Energa Gdańsk z Cracovią. Wcześniej - w środę, 7 listopada - na wyjeździe z Resovią Rzeszów w 1/16 Pucharu Polski.


Lech Poznań - Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)

Bramki: Flavio Paixao (26.)

Żółte kartki: Robert Gumny, Tiba (Lech) - Filip Mladenović, Jakub Arak (Lechia)

Lech: Burić - Gumny, Goutas, Rogne, Kostewycz - Tiba, Gajos, Amaral (90. Tomczyk) - Wasielewski (62. Villalba), Gytkjaer, Jóźwiak (62. Jevtić)

Lechia: Alomerović - Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Haraslin (86. Makowski), Łukasik, Kubicki, Michalak (68. Fila) - Paixao, Arak (60. Sobiech)

oprac. WG (0)
www.gdansk.pl
oprac. WG (0)
www.gdansk.pl