Siedem goli w Krakowie. Porażka gdańszczan z Wisłą i strata pozycji lidera

W Krakowie grał lider z wiceliderem. I grali znakomicie, ponad 20 tys. widzów oglądało świetne spotkanie. W meczu padło siedem goli, niestety aż pięć do gdańskiej bramki. Antybohaterem Lechii był Filip Mladenović, który zamiast grać, leżał na murawie i zwijał się z niby bólu. Biało-zieloni bez niego stracili gola na 2:2 a potem - już z nim - następne.

Siedem goli w Krakowie. Porażka gdańszczan z Wisłą i strata pozycji lidera
A
A
data publikacji: 15 września 2018 r.
Michał Nalepa ustawia kolegów z defensywy w meczu w Krakowie
Michał Nalepa ustawia kolegów z defensywy w meczu w Krakowie
fot. lechia.pl

Neymar to jeden z najlepszych piłkarzy świata. Brazylijczyk na mistrzostwach świata w Rosji był bohaterem żartów i memów: po starciach z rywalami (faktycznych i wydumanych) padał na murawę, zwijał się z niby z bólu, krzyczał i płakał. Stał się pośmiewiskiem.

Tak samo zachował się Filip Mladenowić w sobotę, 15 września, w Krakowie pod koniec pierwszej połowy meczu Lechii z Wisłą. A w tym momencie Lechia prowadziła 2:1.

Jak to wyglądało?

Mladenović pod własną bramką w starciu z jednym z rywali (obtarli się głowami w wyskoku o piłkę) padł na ziemię, jak rażony prądem. Sędzia pozwolił grać dalej a Serb leżąc na murawie zwijał się i turlał. Piłka wyszła na rzut rożny, Paweł Gil podszedł do Mladenovicia, nakazał mu wstać. Ten dalej leżał i się wił z rękoma przy twarzy. W końcu na boisko wbiegli masażyści. Mladenoviić wstał i ruszył poza boczną linię boiska. Arbiter nakazał rozegranie rzutu rożnego bez Mladenovica. Lechia w tej trudnej sytuacji była na boisku w dziesiątkę. Pan Filip odpoczywał sobie poza boiskiem.

Gospodarze rozegrali rzut rożny. Jesus Imaz wrzucił w pole karne, Jakub Bartkowski strzelił, Dusan Kuciak absorbowany przez rywali nie doszedł do piłki, ta wpadła do bramki, z której wybił ją Flavio Paixao. Ale był gol, bo Portugalczyk wybijał, gdy piłka całym obwodem przekorczyła już linię bramkową. Było 2:2. A nie musiało.

Nie musiało, bo biało-zieloni grali mądrze taktycznie. Mieli mniej posiadania piłki, ale grali uważnie, dokładnie, byli skupieni. Ale też atakowali. Gole zdobyli po wypracowanych stałych fragmentach gry.

W 6. minucie był rzut wolny dla Lechii. Patryk Lipski strzelił z lewej strony narożnika pola karnego. Trzech piłkarzy Wisły, którzy byli w murze, wyskoczyło w górę, Imaz - stojący jako pierwszy z lewej - trącił piłkę łokciem, ta skręciła, bramkarz gospodarzy Mateusz Lis rzucił się, dotknął piłki, ale ta mimo wszystko wpadła do siatki. 1:0 dla Lechii!

W 33. minucie Mladenović wgrywał z lewej strony, Marcin Wasilewski odbił, piłkę przejął Artur Sobiech, który zadebiutował w Lechii. Były reprezentant Polski strzelił, ale został zablokowany przez Macieja Sadloka. Napastik Lechii upadł na ziemię. Sędzia Gil zarządził VAR. Telewizyjne powtórki pokazały, że w stopę Sobiecha stopą wszedł Wasilewski. To samo widział arbiter: rzut karny.

Już w 38. minucie do jedenastki podszedł Paixao. Strzelił w prawy róg bramki, Lis poszedł w tę stronę, ale uderzenie Portugalczyka było mocne i precyzyjne. 2:1 dla Lechii.

Wcześniej - na 1:1 - w 18. minucie trafił najlepszy strzelec ekstraklasy: Zdenek Ondrasek. Czech podawał na prawo do Imaza, ten strzeli po skosie, Kuciak rzucił się, ale nie doszedł do piłki. W okolicy był Michał Nalepa, odbił, niestety tak niefortunnie, że pod nogi do Ondraska. Strzelec nr 1 ekstraklasy takie prezenty zamienia na gole.

W drugiej połowie więcej z gry mieli zdecydowanie gospodarze. Wisła atakowała, Lechia próbowała. Wisła strzalała i zdobywała gole. Aż trzy.

W 64. minucie Dawid Kort główkował w polu karnym, piłka trafiła w głowę Mladenovicia i poleciała w stronę bramki, Kuciak nie miał szans obronić. 2:3.

W 75. minucie świetnie od wlasnej bramki piłkę wgrał Lis, rezerwowy Kamil Wojtkowski przez nikogo nie pilnowany wpakował piłkę do siatki.

W 85. minucie gospodarze wykonywali rzut rożny. Rafał Boguski główkował z trzech metrów. 2:5.

Chwilę wcześniej był rzut karny dla Wisły po faulu w polu karnym Stevena Vitorii. Do jedenastki podszedł Sadlok: strzelił, ale Kuciak obronił - piąstkował a piłka poleciała nad porzeczką. Potem była sytuacja z 85. minuty...

Równie dobrze ten mecz mógł zakończyć się wynikiem 5:4. W ostatnich minutach Paixao miał dwie 100-procentowe sytuacje bramkowe. Po wrzutkach w pole karne strzelał na bramkę Wisły z odległości ok. 3 m. Za pierwszym razem głową, za drugim - nogą. W obu przypadkach uderzył nie dość dobrze. Bramkarz krakowskiej drużyny obronił, choć bardziej zgodne z prawdą byłoby stwierdzenie, że został przez napastnika Lechii dwa razy trafiony piłką w sytuacjach, w których praktycznie nie miał szans na skuteczną interwencję.

Trener Lechii Piotr Stokowiec miał rację w jednym. Dwa dni przed spotkaniem w Krakowie zapowiadał: - Myślę, że będzie to interesujące widowisko. Dla takich meczów warto trenować, takie mecze warto oglądać.

To było rzeczywiście świetne spotkanie. Niestety Lechia przegrała i nie jest już liderem, tym została Wisła.

W sobotę - 22 września - kolejny mecz, Lechia w Gdańsku zagra z Zagłębiem Lubin.


Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 5:2 (2:2)

Bramki: Ondrasek (19.), Bartkowski (45.), Kort (65.), Wojtkowski (75.), Boguski (85.) - Lipski (7.), Flavio (38.)

Żółte kartki: Boguski, Kostal - Lipski, Mladenović.

Wisła: Lis - Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Kort, Boguski, Imaz, Kostal (74. Wojtkowski) - Ondrasek

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Vitoria, Mladenović - Łukasik (72. Sopoćko), Kubicki, Lipski - Mak (58. Haraslin), Sobiech (85. Arak), Paixao

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora