Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 1:1. To mogło być zwycięstwo, ale...

Szybko strzelona bramka z karnego, a potem drugi karny - niestety zmarnowany. Lechia na własnym boisku oddawała Śląskowi inicjatywę, by dobić przeciwnika bramką z kontry. Nie udało się. Śląsk imponował uporem i bardzo dobrym przygotowaniem kondycyjnym, w końcu dopiął swego: w 82 minucie. Tylko remis, choć Lechii zależało na drugim zwycięstwie w drugim meczu nowego sezonu.

Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 1:1. To mogło być zwycięstwo, ale...
A
A
data publikacji: 27 lipca 2018 r.
Mecz rozpoczął się minutą ciszy na cześć niedawno zmarłego Romana Korynta - najlepszego piłkarza w historii Lechii Gdańsk.
Mecz rozpoczął się minutą ciszy na cześć niedawno zmarłego Romana Korynta - najlepszego piłkarza w historii Lechii Gdańsk.
Krzysztof Mystkowski/KFP

Przed pierwszym gwizdkiem było trochę wzruszeń, na cześć Romana Korynta - legendarnego obrońcy Lechii z lat 50. i 60. ubiegłego wieku, który zmarł 15 lipca. Najpierw minuta ciszy. Trębacz ubrany w biało-zieloną koszulkę zagrał solo "Amazing Grace". Każdy z piłkarzy Lechii wyszedł przeciwko Śląskowi z czarną opaską na ramieniu. I chyba tym bardziej szkoda, że nie skończyło się zwycięstwem. Trzeba powiedzieć wprost: gdańszczanie przez niemal cały mecz trzymali w garści trzy punkty, ale dwa z nich zgubili w ostatnich minutach, a mogli stracić nawet wszystkie.

Lechia na początku robiła lepsze wrażenie niż Śląsk. Lepiej zorganizowana gra, niebezpieczne akcje ofensywne. W 10. minucie Lukas Haraslin dostał z prawego skrzydła mocne podanie w pole karne. Piłka mu trochę odskoczyła, ale pognał za nią, pomiędzy dwoma obrońcami Śląska. Jeden z nich - Mateusz Cholewiak - wbiegł w Haraslina, który padł na murawę, dodając nieco aktorskich gestów. Decyzja sędziego Szymona Marciniaka: karny. Piłka już stała na "wapnie", gdy sędzia postanowił, że sprawdzi jednak przez VAR, czy karny Lechii się należy. Chwila niepewności i potwierdzenie: tak, to był faul. Jedenastkę strzelił Flavio Paixao, mocno, przy lewym słupku. Bramkarz wyczuł kierunek uderzenia, ale nie dał rady sięgnąć piłkę. 1:0.

Remis nie krzywdzi żadnej z drużyn, choć przy odrobinie szczęścia Śląsk mógł nawet wygrać
Remis nie krzywdzi żadnej z drużyn, choć przy odrobinie szczęścia Śląsk mógł nawet wygrać. O piłkę walczy Flavio Paixao, zdobywca jedynej bramki dla Lechii
Krzysztof Mystkowski/KFP

Piłkarze Lechii cofnęli się, zaczęli coraz wyraźniej oddawać Śląskowi inicjatywę. Czekali na wyprowadzenie kontry, która by przesądziła o wyniku meczu.

W 26. minucie ostrzeżenie dla Lechii. Zamieszanie w polu karnym i Śląsk pakuje piłkę do bramki gdańszczan. Jednak sędzia uznaje, że jeden z wrocławian znajdował się na spalonym tuż przed linią bramkową. Nie ten, który strzelał - inny, ale zdaniem arbitra absorbował swoją obecnością bramkarza Lechii, co miało wpływ na całą sytuację. Gola nie uznano.

Lechia doczekała się swojej dużej szansy i można było pomyśleć, że wszystko jest jednak pod kontrolą. W 31. minucie Michał Mak wbiegł dynamicznie z prawego skrzydła w pole karne Śląska i został sfaulowany przez obrońcę - Mateusza Cholewiaka, tego samego, który doprowadził do pierwszej jedenastki. Były wątpliwości: gdzie faul miał miejsce? W polu karnym, czy tuż przed nim. Sędzia jednak znowu odgwizdał karnego. Do piłki ponownie podszedł Flavio Paixao. Chwila na zastanowienie - jak przechytrzyć bramkarza? Strzelić znowu przy lewym słupku, czy może inaczej? Flavio uderza przy prawym słupku - lekko. Bramkarz nie daje się oszukać, z łatwością łapie piłkę. 

Obraz meczu nie ulega zmianie. Śląsk ma coraz więcej z gry. Raz piłka trafia w poprzeczkę bramki Lechii. Gdańszczanie od czasu do czasu groźnie kontratakują, ale bez powodzenia. 

82. minuta, rzut rożny z prawego skrzydła - na bramkę Lechii. Dobrze bita wrzutka w pole karne. Piłkę sięga głową najlepszy zawodnik wrocławian - Piotr Celeban - i robi się 1:1. Do gwizdka końcowego już nic się nie zmienia.

Wynik nikogo nie krzywdzi, bo był to mecz na remis. Po obu stronach zbliżone statystyki: podobna liczba i celność podań, podobny dystans pokonany przez zawodników (115,5 km i 115,8 km), nieco wyższe posiadanie piłki po stronie Śląska. 

Trener Piotr Stokowiec (w białym dresie) nie chce obiecywać niczego na wyrost: początek sezonu jest całkiem udany - zwycięstwo i remis - ale odbudowa marki Lechii wymaga czasu i systematycznej pracy
Trener Piotr Stokowiec (w białej koszuli) nie chce obiecywać niczego na wyrost: początek sezonu jest całkiem udany - zwycięstwo i remis - ale odbudowa marki Lechii wymaga czasu i systematycznej pracy
Krzysztof Mystkowski/KFP

Trener gdańszczan Piotr Stokowiec nie wyglądał po meczu na rozczarowanego. Mówił, że drużyna jest w przebudowie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku - widzi pozytywne nastawienie do pracy i duze zaangażowanie zawodników. 

- Jest trochę złych nawyków, ale naprawimy to - stwierdził Stokowiec po meczu. - Widzę progres. Wszystko przed nami. Trzeba popracować nad sferą mentalną, pewnością siebie. Nie może być tak, że optymistyczny nastrój pryska w trakcie meczu, a zawodnicy są przestraszeni rozwojem sytucji na boisku. 

Jaki będzie ten sezon? Piotr Stokowiec nie chce składać żadnych obietnic. Kibice muszą uzbroić się jeszcze w cierpliwość. 

Efektowna gra i zwycięstwa to jedyny sposób, by kibice chcieli masowo przychodzić na Stadion Energa Gdańsk
Efektowna gra i zwycięstwa to jedyny sposób, by kibice chcieli masowo przychodzić na Stadion Energa Gdańsk
Krzysztof Mystkowski/www.gdansk.pl

Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 1:1 (1:0)

Sędzia: Szymon Marciniak

Widzów: 14 068

Bramki: Flavio 14 k. - Celeban 83

Żółte kartki: Mladenović, Łukasik, Lipski, Nunes (wszyscy Lechia) 

Lechia: Kuciak - Nunes (74. Fila), Nalepa, Augustyn, Mladenović, Lipski, Łukasik, Kubicki, Mak (64. Borysiuk), Paixao, Haraslin (66. Stolarski)

Śląsk: Słowik - Cholewiak, Golla, Celeban, Dankowski, Augusto, Pałaszewski (76. Radecki), Gąska (64. Robak), Chrapek (55. Pich), Ahmadzadeh, Piech

oprac. RD (0)
www.gdansk.pl
oprac. RD (0)
www.gdansk.pl