Opera Bałtycka. “Orfeusz w piekle” - zabawny i pikantny spektakl w sam raz na letni wieczór [RECENZJA]

Czy historia zakochanej pary - mit o tragicznej miłości Orfeusza do Eurydyki - opowiedziany w sposób przewrotny przez XIX - wiecznych librecistów i kompozytora, a przetłumaczony ponownie i uzupełniony współczesnymi pomysłami realizatorskimi, może jeszcze bawić? Zespół Opery Bałtyckiej wzmocniony młodymi, zdolnymi śpiewakami udowodnił, że zdecydowanie tak.

Opera Bałtycka. “Orfeusz w piekle” - zabawny i pikantny spektakl w sam raz na letni wieczór [RECENZJA]
A
A
data publikacji: 13 kwietnia 2018 r.

Sopranistka Maria Domżał w roli kapryśnej Eurydyki to wulkan erotycznej i muzycznej energii
Sopranistka Maria Domżał w roli kapryśnej Eurydyki to wulkan erotycznej i muzycznej energii
Krzysztof Mystkowski/KFP

“Orfeusz w piekle” Jacquesa Offenbacha to premiera, którą żegna się z Operą Bałtycką i jej publicznością dyrektor Warcisław Kunc. Obejmując ten urząd dwa lata temu, otworzył pierwszy sezon równie kolorową i bardzo dobrą “Cyganerią” Pucciniego. Jedynym spektaklem, który w ogóle wytrzymuje porównanie z czwartkowym przedstawieniem (nie wliczam do oceny spektakli baletowych - “Pinokia” i “Dziadka do orzechów”, bo te były udane).

“Cyganerię” Warcisław Kunc pozyskał jednak z teatru z Magdeburga. Reżyserka Karen Stone przywiozła ze sobą i scenografię i kostiumy, i wystawiła sztukę w sposób tradycyjny dokonując minimalnych korekt - zamiast XIX-wiecznego zimnego strychu oglądaliśmy niedogrzane poddasze w czasach po zakończeniu II wojny światowej. Stone zadbała za to o niezłe aktorstwo operowych śpiewaków i to może być wspólny mianownik z czwartkowym “Orfeuszem w piekle”.

Opinia Publiczna spełnia ważną rolę - i w spektaklu, i w życiu
Opinia Publiczna spełnia ważną rolę - i w spektaklu, i w życiu
Krzysztof Mystkowski/KFP

Już prolog spektaklu zapowiada jakiej jakości możemy się spodziewać. Jest intrygująco. Na scenie pojawiają się utykające trzy identyczne starsze panie - uczesane w gładki koczek, w szarych płaszczach i ze sztywną “torebką-kościółką” w ręku, oznajmiając że są … Opinią Publiczną.

- Kim jestem? W Antyku byłam chórem, a dziś Opinią tą Publiczną, co za słusznością stoi murem, z którą się wszyscy ludzie liczą. Więc chcę być bliżej was kochani, bo dziś jest, mówią, demokracja i służyć wam plotką czy radami - śpiewają potrójne Opinie, a publiczność się śmieje, bo Opinie noszą ciemne okulary, a w rękach dzierżą białe laski, niezbędny atrybut niewidomego. Ślepa Opinia Publiczna?!

Ja wyczarować Olimp? Proste rozwiązania są najlepsze
Ja wyczarować Olimp? Proste rozwiązania są najlepsze
Krzysztof Mystkowski/KFP


To oczywiście pomysł Offenbacha, ale brzmi wciąż bardzo dobrze “ubrany” w aktualny kostium. Takich żartów w spektaklu jest więcej - dwuznacznych, lekkich i zabawnych. Libretto zostało przetłumaczone na nowo przez reżyserkę spektaklu Marię Sartovą, która dodała mu też współczesnych znaczeń. Tekst w XIX wieku uchodził za wyuzdany i przewrotny, dziś można go uznać za pikantny, a lekka ręka reżyserki sprawia, że nawet w najbardziej ryzykownych scenach nie przekracza granicy dobrego smaku.

Oryginalni autorzy libretta Ludovic Halévy i Hector Crémieux pod pozorem lekkiej komedii zbudowali zjadliwą satyrę na ówczesnych rządzących Francją, Napoleona III i jego dwór. Na gdańskiej scenie symboliczny bunt znudzonych bogów przeciwko Jowiszowi, krzyczących: “Precz z iluzją! Precz z mamieniem!”, a na końcu: “Precz nektarem i ambrozją!” ma pewne konotacje polityczne, ale siła rażenia tych haseł jest już tylko “operetkowa”. Nie jest to jednak wina reżyserki. O tempora, o mores! - można by zawołać. W teatrze już nie robi się rewolucji. Ale może bawić sytuacyjny kontekst, w miejscu wstrząsanym od kilku lat nieustannymi konfliktami pomiędzy kolejnymi dyrektorami a zespołem.

Żywiołowy Pluton Przemysława Baińskiego to jedna z mocnych stron tego spektaklu
Żywiołowy Pluton Przemysława Baińskiego to jedna z mocnych stron tego spektaklu
Krzysztof Mystkowski/KFP


Scenograf Yves Collet zdecydował się na oprawę minimalistyczną, opartą często na prostym i celnym pomyśle. Symbolicznie zdefiniowane łany zbóż i wyrysowane maki na ścianie domku z dykty, przenoszą nas w ckliwy wiejski zakątek, gdzie oczekuje Eurydykę jej kochanek-pszczelarz. Tron Jowisza, sprytnego władcy, polityka zręcznie lawirującego pomiędzy rafami dworskich intryg, to pomalowana na złoto wieża ratownicza stojąca na pustej jasnej scenie. Collet nazywany jest “grafikiem scenografii i malarzem światła” i rzeczywiście jego praca przypomina książkowe ilustracje. Światło głównie zagrało w finałowej scenie, w której - jak w całym spektaklu sekunduje jego pomysłom celnie autorka kostiumów - Anna Chadaj (zaprojektowała je również do “Sądu ostatecznego”) ubierając artystów w piękne i zabawne stroje, zaprojektowane wg tej samej zasady - przewrotnego żartu. Szczególnym zaskoczeniem będzie dla publiczności słynny kankan.

Inteligentna choreografia Jarosława Stańka, którego widzowie pokochali choćby za “12 ławek” - pierwszy polski musical hip-hopowy - sprawia chwilami, że przedstawieniu bliżej do musicalu, niż drętwej operetkowej formy. Gdyby jeszcze balet zechciał tańczyć równo...

Scenografia Yvesa Collet'a jest minimalistyczna - graficzna i elegancka
Scenografia Yvesa Collet'a jest minimalistyczna - graficzna i elegancka
Krzysztof Mystkowski/KFP

Muzyka Offenbacha to już czysta przyjemność. Nie ma wprawdzie wśród wykonawców operowych gwiazd, to raczej muzyczna młodzież pełna talentu i chęci, choć musi wciąż pracować nad dykcją i nie w każdej minucie zapewnia spektaklowi równy poziom. Maria Domżał w roli Eurydyki zachwyca urodą, wdziękiem, aktorskim zaangażowaniem i temperamentem, który jednak czasem ją ponosi kosztem artykulacji dźwięku. Partnerują jej w udany sposób Dawid Kwieciński jako Orfeusz, Przemysław Baiński w roli Plutona i Adam Woźniak w partii Jowisza. Swoją szansę wykorzystał i oczarował publiczność Łukasz Ratajczak w roli Johna Styksa, któremy w zbudowaniu wyrazistej postaci pomógł też zabawny kostium.

I po raz kolejny znakomicie odnalazł się chór Opery Bałtyckiej. Zbiorowe sceny, pełne energii i siły to jedne z ciekawszych momentów spektaklu.

Warcisław Kunc, na koniec swojej kadencji, spełnił więc złożoną dwa lata temu obietnicę - więcej operetki - i zaproponował lekkie, choć inteligentne dzieło w niezłym wykonaniu.

Gdański “Orfeusz w piekle” to naprawdę niezłe przedstawienie. Publiczność żywo reagowała na żarty padające ze sceny, oklaskiwała chętnie kolejne akty, a na koniec zgotowała artystom kilkuminutową owację, w większości, na stojąco. Podobało się, to pewne, bo czy ta scena pamięta jeszcze moment, w którym kurtyna podnosi się dwa razy? A tym razem, tak się właśnie wydarzyło.

To wszystko może być jednak za mało, by twierdzić że kłopoty repertuarowe, obsadowe, finansowe, z zarządzaniem, komunikacją, infrastrukturą itd… opery minęły, ale dość, by łza pojawiła się w oku na myśl, że tego teatru mogłoby nie być. Może jednak jest dla niego jakaś szansa?

WIĘCEJ:

“Orfeusz w piekle” - francuska operetka na scenie Opery Bałtyckiej. Premiera 12 kwietnia

Sukces Opery Bałtyckiej. Baletowy “Pinokio” budzi zachwyt

“Poławiacze pereł” i narodziny gwiazdy w Operze Bałtyckiej

Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora