Jarosław Sellin: o Muzeum Westerplatte i dumie narodowej

Wiceminister kultury w rządzie PiS mówi nam o planach powołania muzeum Westerplatte, polityce historycznej i możliwej korekcie w działaniu Muzeum II Wojny Światowej.
( Publikacja: 20.01.2016 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

Jarosław Sellin, wiceminister kultury, na gdańskim lotnisku, w drodze do Warszawy.

Sebastian Łupak: Dlaczego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało się powołać Muzeum Westerplatte, którego budowa w Gdańsku wkrótce ma ruszyć?

Jarosław Sellin, wiceminister kultury, poseł PiS z okręgu gdańskiego: - Próbowaliśmy powołać to muzeum już wtedy, gdy rządziliśmy w latach 2005-2007, mówię o Prawie i Sprawiedliwości. Przy ówczesnym wojewodzie powstała grupa organizacyjna. Wydawało nam się i nadal nam się wydaje, że to powszechnie kojarzone przez Polaków miejsce nie jest wyeksponowane w sposób właściwy. Nie można tam poznać szczegółów tej siedmiodniowej bitwy. A to jest takie polskie Pearl Harbor i powinniśmy pokazywać ten heroizm polskiego żołnierza przez tych siedem dni. Każdy dzień bitwy miał swoja dramaturgię. Marzy nam się muzeum narracyjno-terenowe, gdzie w formie spaceru możnaby poznać szczegóły tej bitwy i losy poszczególnych żołnierzy; bo na przykład przy wartowni numer 3 zginął prawdopodobnie pierwszy żołnierz II wojny światowej: starszy strzelec Konstanty Jezierski. Czy ktoś o tym wie? A jest miejsce zachowane w tej wartowni, jest nawet otwór w murze, przez który wleciała kula i tego polskiego żołnierza zabiła. To wszystko jest zachowane, ale ludzie tam chodzą i nic o tym nie wiedzą. Chodzi o przywrócenie opowieści o Westerplatte przez los konkretnego człowieka, który tam walczył i bronił ojczyzny. Władze PO tego projektu nie rozwinęły; zdecydowały się na inną inicjatywę - Muzeum II Wojny Światowej, które oczywiście trzeba dokończyć. Postanowiliśmy więc, po ponownym zdobyciu władzy, wrócić do tego projektu. Dlatego w Ministerstwie Kultury powołaliśmy ludzi, którzy są gotowi tę instytucję stworzyć. Jest plan narracyjny, jest budżet, i myślę, że będzie to o wiele bardziej atrakcyjne miejsce do zwiedzania za rok dwa, niż teraz. Teraz oglądamy jakieś betonowe wylewki z lat 60. które ludziom się mylą z bunkrami, oglądamy wartownię numer 1, ruiny koszar i to wszystko. A miejsc do wyeksponowania i zachowanych reliktów jest bardzo, bardzo dużo. Trzeba je wygrzebać, odkopać, uporządkować i troszkę zrekonstruować.

Znamy nazwę i budżet tego muzeum?

- “Muzeum Westerplatte i wojny obronnej 1939”. Warto przy okazji pokazać szerzej cały wysiłek obronny Polski. Budżet będzie znany lada tydzień. Środki na rok 2016 zabezpieczyliśmy. Zasadnicze inwestycje będą w latach 2017, 2018 i dobrze by było, gdyby do 2019 roku wszystkie prace zakończyć, na kolejną okrągłą rocznicę wybuchu II wojny światowej.  

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz powiedział portalowi Gdansk.pl, że "o pomyśle muzeum miasto dowiaduje się z prasy, z mediów. Nie otrzymaliśmy żadnego pisma z ministerstwa, a przecież miasto Gdańsk, obok Straży Granicznej, jest zarządcą tego terenu. To jest dosyć niezwyczajny sposób komunikowania się. Jakiekolwiek pomysły na budowę czegokolwiek wymagają współpracy z miastem Gdańsk. A jesteśmy otwarci na współpracę, bo pamięć o Westerplatte jest nam bliska”...

- Jeśli ktoś uważa, że coś jest robione w złej woli, albo przeciwko komuś, to proszę przyjąć do wiadomości, że w dobrych sprawach trzeba współpracować i nikt zbędnego konfliktu nie szuka. Taka była wola, żeby powołać to muzeum w Ministerstwie Kultury. Kiedy przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie rozmawiać z miastem o sprawach własnościowych na terenie Westerplatte, to oczywiście będzie podjęta taka rozmowa i będziemy normalnie rozmawiać, bez szukania jakiegoś niepotrzebnego konfliktu.

Bardzo dobrze nam się współpracuje z należącym do marszałka województwa pomorskiego Muzeum Narodowym, bo środki na organizowanie muzeum Westerplatte musiały przejść w formie dotacji przez jakąś instytucję, w której Ministerstwo Kultury ma kawałek władzy. Otrzymaliśmy od marszałka Mieczysława Struka bardzo przyjemny list, że jak najbardziej popiera tę ideę i nie ma nic przeciwko temu, żeby środki na muzeum przechodziły przez Muzeum Narodowe w Gdańsku.

Co z powstającym w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej? Pan Minister otwarcie krytykował rzekomy uniwersalizm planowanej ekspozycji, mówiąc, że trzeba tam się skupić na polskiej interpretacji wojny. Co znaczy “uniwersalizm”?  

- Napisałem list do dyrekcji Muzeum II Wojny Światowej, bo przestudiowałem ich plan działań na rok 2016 i w tym planie zostało użyte sformułowanie, że muzeum planuje w ramach wystawy stałej opowieść o losach różnych narodów w czasie II wojny światowej. Więc ja w odpowiedzi zapytałem dyrekcję, jakich narodów i jak chce o tych narodach opowiadać...

Jest taki styl opowiadania o wojnie z różnych punktów widzenia. Clint Eastwood wyreżyserował dwa filmy o bitwie o wyspę Iwo Jima na Pacyfiku. Pierwszy z punktu widzenia Amerykanów - “Sztandar Chwały”  - i drugi z punktu widzenia Japończyków - “Listy z Iwo Jimy”. Bardzo ciekawa perspektywa...

- Jestem ciekaw, czy Francuz przyjeżdżający do Gdańska będzie zaciekawiony, co w Gdańsku, w Polsce, opowiada się o losie Francuzów w czasie II wojny światowej? Albo Anglik czy Włoch. Wydaje mi się, że jednak cudzoziemiec w Gdańsku raczej chce się dowiedzieć, co my sami opowiadamy, jak interpretujemy II wojnę światową z polskiego punktu widzenia. Muzeów, które opowiadają o losach Francuzów w czasie II wojny światowej Francuz zapewne ma wystarczająco dużo u siebie w kraju. To jest zasadnicza rzecz, o której dyskutujemy z dyrekcją Muzeum II Wojny Światowej. Na razie w formie pisemnej. I mam nadzieję, że jakieś ciekawe wyjaśnienie tego planu otrzymam.

Na czym ma polegać polityka historyczna prowadzona przez Pana ministerstwo?

- Polityka historyczna prowadzona przez każde poważne państwo powinna polegać na tym, że opowiadamy naszą własną interpretację naszych własnych losów na użytek wewnętrzny, żebyśmy wiedzieli, co nas łączy, jakie wrażliwości są nam wszystkim bliskie, jakie mity są cenne i dobre do kontynuowania. Jest też polityka historyczna prowadzona do udowodnienia światu ważności istnienia takiego fenomenu jak Polska i naród polski. Do tego służy polityka historyczna, żeby lepiej rozumiano nas i nasz wkład w historię dziedzictwa ludzkości, a zwłaszcza Europy. I to ma też wymiar związany z przyszłością: naprawdę lepiej się inwestuje, chętniej się przyjeżdża do kraju, który się podziwia i który się cieszy szacunkiem, niż do kraju, którego się nie podziwia i wmawia się mu, że wiele przewin jest na jego sumieniu. Polityka historyczna powinna być ofensywna i zmuszać świat do myślenia i szacunku do Polaków.

Czy w ramach takiej polityki, prowadzonej przez ministerstwo, na dotacje mogą liczyć projekty, instytucje, teatry, periodyki, które reprezentują opcję inną niż prawicowa czy narodowa, na przykład lewicowe czy gejowskie?  

- Kultura jest sferą wolności. Nie tworzą jej politycy, ani urzędnicy, tylko twórcy kultury. Natomiast zadaniem urzędników i polityków, jest - w imieniu narodu, który tych polityków wybiera do władzy - gospodarować środkami publicznymi na rzecz instytucji, dzieł i twórców kultury. To jest sfera, gdzie jest konieczność podejmowania roztropnych decyzji i powiem tak: ta sfera wolności jest szeroka, ona się wręcz poszerza, natomiast jeżeli się dysponuje groszem publicznym, to trzeba też oprócz wolności myśleć o odpowiedzialności. Wolność zawsze ma granice. Liberał by powiedział, że tą granicą jest granica nosa drugiego człowieka, że nie można go po prostu uderzyć. Więc zawsze trzeba się zastanawiać nad tym, czy również w sferze kultury jakieś dzieło nie jest obliczone wyłącznie na skandal i wyłącznie na obrażanie drugiego człowieka czy grupy ludzi. Tutaj jednak ludzie dysponujący groszem publicznym mają prawo do refleksji, czy takie rzeczy należy wspierać z publicznych pieniędzy, czy może raczej takie rzeczy powinny być finansowane wyłącznie przez fanów, z pieniędzy prywatnych.

Ale liberałowie, lewica, geje, czy po prostu ludzie gotowi na prowokację w sztuce, też płacą podatki!

- To jest kwestia rozłożenia akcentów, bo wszyscy płacimy podatki. Ale też wszyscy dokonujemy jakichś wyborów i w tych wyborach jedni wygrywają, a drudzy przegrywają. Jeżeli ktoś bierze odpowiedzialność za władzę, to proszę się nie dziwić, że wrażliwość tych, którzy wygrali, będzie teraz nieco mocniej eksponowana.

Czy tak rozumiana polityka historyczna nie będzie podsycać nacjonalizmu i ksenofobii?

- Proszę używać innych pojęć: duma narodowa, świadomość narodowa, kultura narodowa, a nie takich, których pan użył: nacjonalizm, ksenofobia. Mi się te pojęcia, które ja wymieniłem, kojarzą dobrze.

Czy nie sądzi Pan, że po interwencji ministerstwa w sprawie spektaklu “Śmierć i dziewczyna” we Wrocławiu inni artyści będą siłą rzeczy sięgać po autocenzurę - ze strachu, z obawy, że po raz kolejny ministerstwo będzie domagać się zmian w wizji artystycznej?  

- Jeżeli ktoś planuje łamanie prawa i mówi, że będzie prawo łamał za trzy dni, to władza ma obowiązek reagować. Tak było w tym przypadku. Zapowiadano, że w teatrze publicznym, finansowanym ze środków publicznych, należącym do władz samorządowych województwa i do ministerstwa, będzie złamane prawo: będzie pokazany na scenie akt seksualny przez aktorów porno. Na to władza miała obowązek zareagować! To nie była żadna cenzura, tylko żądanie wycofania się z tego planu. Co ciekawe wycofano się, więc interwencja okazała się skuteczna.