Deportacja Tatarów z Krymu - gdańska społeczność tatarska wspomina wydarzenie sprzed 78 lat

We wrzeszczańskiej restauracji “Azima” w środę, 18 maja, odbyło się spotkanie w rocznicę deportacji Tatarów z Krymu, które miało miejsce tego samego dnia maja w 1944 roku. - Wierzę w piękną przyszłość Tatarów na Krymie - mówi Oleksandr Plodystyi, konsul generalny Ukrainy w Gdańsku.
( Publikacja: 18.05.2022 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Od flagi UE po flagę krymskich Tatarów - ten zestaw mówi sam za siebie
Od flagi UE po flagę krymskich Tatarów - ten zestaw mówi sam za siebie
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

W restauracji Susanna İzzetdinova i jej córka Azima od dwóch lat już serwują dania kuchni krymskich Tatarów, której przepisy przywiozły do Gdańska wprost z malowniczego czarnomorskiego półwyspu. Żyły tam do 2015 roku, gdy rodzina postanowiła opuścić zajęty przez Rosję Krym. Odkąd przybyły do Gdańska, rokrocznie przypominają o deportacji swego narodu z ojczyzny z czasu II wojny światowej.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele społeczności tatarskiej z Gdańska, a także Oleksandr Plodystyi oraz Lev Zacharczyszyn - obecny i były konsul generalny Ukrainy w Gdańsku oraz Monika Chabior zastępczyni prezydent Gdańska.

Na początek goście obejrzeli krótki film, który przypominał podstawowe fakty: 18 maja 1944 roku Związek Radziecki przeprowadził deportację całego narodu tatarskiego z Krymu - przeszło 200 tysięcy osób, wywożąc ludzi w wagonach bydlęcych, bez picia i jedzenia do Azji Środkowej bez prawa powrotu. Na spakowanie się Tatarzy otrzymali 10 minut. W trakcie wyczerpującej podróży zmarła blisko połowa wygnańców. Pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku Tatarom pozwolono wrócić na Krym, ale powrót do ojczyzny nie był prosty. Ich domy i ziemie uprawne dawno były zajęte, a miejscowa ludność nie była zadowolona z ich powrotu. Musieli zaczynać od zera, bez wsparcia ze strony państwa, często latami mieszkali w namiotach. 

Od prawej: Monika Chabior zastępczyni prezydent Gdańska, gospodyni wydarzenia - Susanna İzzetdinova, Oleksandr Plodystyi konsul generalny Ukrainy w Gdańsku
Od prawej: Monika Chabior zastępczyni prezydent Gdańska, gospodyni wydarzenia - Susanna İzzetdinova, Oleksandr Plodystyi konsul generalny Ukrainy w Gdańsku
Fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

 - To bardzo onieśmielające spotkać się z rodzinami osób, które uczestniczyły w tej potwornej zbrodni. Zupełnie inaczej jednak rozmawialiśmy o tym w ubiegłym roku, kiedy Krym co prawda był już okupowany przez Rosję i wiedzieliśmy, że Tatarzy buntują się przeciw temu i walczą, a zupełnie inaczej patrzymy na film o deportacji dziś, wiedząc, że dokładnie to, co działo się wtedy, dzieje się i dzisiaj, nie tylko w okupowanym Donbasie, ale i całej wschodniej Ukrainie - powiedziała Monika Chabior. - Jest to dla nas wszystkich ogromnie bolesne. Wszyscy marzymy o tym, żeby Ukraina wróciła w swoje granice sprzed 2014 roku, żeby wszystkie narody ją zamieszkujące mogły realizować swoje marzenia i potencjał. Żeby mieszkańcy Ukrainy mogli żyć w pokoju.

Obaj konsulowie przypominali, że naród tatarski po raz pierwszy nie zaznał represji politycznych i ograniczeń wolność, gdy Krym był częścią Ukrainy. 

Rada Miasta Gdańska. Konsul Generalny Ukrainy nie mógł ukryć łez, gdy dostał wielkie brawa

Konsul Oleksandr Plodystyi: - Krym był jedynym obszarem naszego państwa, który miał status autonomicznej republiki. Od 2014 roku z półwyspu wyjechało już kilkanaście tysięcy Tatarów. Wielu walczy u boku Ukraińców. Wierzę w piękną przyszłość Tatarów na Krymie.