- Kapitan Barbara K. (20 lat, studentka Politechnik Łódzkiej, jachtowy sternik morski, około 3000 mil morskich pływania w okresie 3 lat, ratownik wodny I klasy)
- Zbigniew Sz. (21 lat, jachtowy sternik morski)
- Anna K. (żeglarz)
- Grzegorz G. (jachtowy sternik morski)
- Jan P. (żeglarz)
- Grażyna G. (żeglarz, lat 19)
Po jakimś czasie stojący przy sterze Jan P. usłyszał głos silnika dochodzący zza rufy. Odwrócił głowę do tyłu i zobaczył światła oraz zarys kadłuba zbliżającego się okrętu. Odległość od jachtu ocenił na około 150 m. Odniósł wrażenie, że okręt ten idzie wprost na jacht.
Wbrew wyraźnemu poleceniu kapitana, aby natychmiast meldował w razie ujrzenia w pobliżu innej jednostki, nie zameldował, choć drzwi do kabiny nawigacyjnej były otwarte, o zbliżaniu się okrętu, lecz przełożył rumpel w lewo, aby odpaść od wiatru w prawo, a kiedy próba ta nie powiodła się, ponowił ją jeszcze raz. Gdy jacht nie zmieniał jednak kursu, zawołał do Grażyny G., siedzącej w kokpicie z lewej strony burty, aby podała mu latarkę. Grażyna G. siedziała w kokpicie z lewej burty. W tym czasie obudził się również Zbigniew Sz., który słysząc wołanie Jana P., pobiegł do wyjścia z kabiny nawigacyjnej i ujrzał zbliżający się okręt. Krzyknął wówczas, lecz było już za późno, gdyż w tym samym nieomal momencie nastąpiło zderzenie.
Okręt uderzył w część rufową jachtu, który przechylił się gwałtownie na lewą burtę. Wnętrze zalała fala dziobowa okrętu. Sternikowi Zbigniewowi Sz. zalała twarz. Kpt. Barbara K. na skutek przechyłu jachtu uderzyła ustami w jakiś przedmiot. Pozostali, śpiący członkowie załogi powypadali z koi.
Po chwili żeglarz Jan P. odczuł bolesne uderzenie w nogi i wypadł za burtę do wody.
Nie zauważył, co stało się z Grażyną G. Pozostała mu w pamięci siedząca w kokpicie i zwracająca się w kierunku kabiny, jakby chciała się schronić przed zderzeniem. Upływ czasu pomiędzy spostrzeżeniem okrętu a zderzeniem i wypadnięciem do wody Jan P. ocenił na około 20-25 sekund (...) Po wyprostowaniu się jachtu, kpt. Barbara K. i sternik Zbigniew Sz. stwierdzili, iż z pokładu został zerwany cały osprzęt wraz z masztami, pozostał jedynie kosz dziobowy.
Jana P. ani Grażyny G. nie było na pokładzie. Kpt. Barbara K. wydała polecenie “wszyscy na pokład”. Na pokład jachtu wydostali się, wyrwani ze snu żeglarz ster. Grzegorz G., żegl. Anna K. i jako ostatni Jan K. Kpt. Barbara K. wówczas usłyszała wołanie Jana P. “rzucić koło”. Spojrzała w kierunku, z którego dochodziło wołanie i zobaczyła w wodzie, w odległości około 30 m za rufą żegl. Jana P., wzywającego pomocy. Chciała rzucić koło ratunkowe, ale koła zerwano wraz z koszem rufowym. Ktoś z załogi rzucił kapokowy pas, który nie doleciał jednak do Jana P. Sternik Zbigniew Sz. pobiegł na dziób, aby z forpiku wydobyć pasy. Wówczas kpt, Barbara K. wydała polecenie “strzelajcie rakiety”, a sama zdjąwszy buty i kurtkę ortalionową, skoczyła do wody i popłynęła na pomoc Janowi P.
Grażyny G. nie było na pokładzie, ani też nie było widać jej w wodzie. Nie odpowiadała też na wołania. Barbara K. dopłynęła do Jana P. i wkrótce „przyholowała” go do jachtu. Wydobyto ich oboje na pokład. Jan P. doznał bolesnej kontuzji nóg i poruszał się z trudem.
Będący przy sterze żeglarz Jan P. prawidłowo ocenił sytuację i podjął próbę zejścia z kursu okrętu i uniknięcia w ten sposób zderzenia. Próba ta wprawdzie niestety nie powiodła się, gdyż nie starczyło już czasu na zluzowanie szotów. Intencja jednak była dobra i jak najbardziej prawidłowa. Można zasadnie przypuszczać, że do wypadku nie doszłoby, gdyby udało się zmienić kurs jachtu choćby tylko nieznacznie. Odejście od kursu o 2-3 m prawdopodobnie wystarczyłoby. W żadnym więc razie nie można tego kroku uznać za błąd, zwłaszcza zaś upatrywać w nim jedną z przyczyn zderzenia.
Okręt miał pełne szanse i powinien był tak zorganizować obserwację, by była ona w pełni sprawna. Oznaczałoby to, że jacht nie mógłby ujść uwadze okrętu i powinien być zauważony dostatecznie wcześnie, gdy był jeszcze czas na podjęcie odpowiednich manewrów dla ustąpienia mu z drogi. W rzeczywistości zaś tylko artylerzysta R. spostrzegł jacht, ale było to dosłownie tuż przed zderzeniem, tak późno, że nie zdążył nawet przekazać swego spostrzeżenia na mostek.
- długość całkowita to 9,77 m
- szerokość – 2,36 m
- powierzchnia ożaglowania – 45 m²
źródło m.in. Gedanopedia, internetowa encyklopedia Gdańska