23 września

1968: Jacht “Kismet”, należący do Jachtklubu Stoczni Gdańskiej, zderzył się w okolicy Helu z trałowcem Marynarki Wojennej, w wypadku zginęła 19-letnia żeglarka.   
23.09.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
„Kismet” (z języka tureckiego: los, fatum, przeznaczenie), był jachtem żaglowym, typu kecz, zbudowanym w Gdańsku w 1964 r. Armatorem był Jachtklub Stoczni Gdańskiej. 
Kismet_jacht
Jacht „Kismet” w trakcie rejsu na Islandię, 1965
źródło: Gedanopedia
 
W 1965 r. “Kismet” odbył rejs do Islandii. Podróż w obie strony z gdańskiej Płoni do Reykjaviku zajęła jachtowi 63 dni, w tym siedem sztormowych. Trasa prowadziła przez Danię, Szetlandy, Wyspy Owcze, Orkneje (Orkady). Jacht powrócił do Polski 22 lipca 1965 r. cumując przy kei w Helu. Za dotarcie do stolicy Islandii załoga została uhonorowana nagrodą Conrada, przyznaną przez Gdański Okręgowy Związek Żeglarski. 
 
W następnych latach jacht pływał na rejsach krajowych, głównie po Morzu Bałtyckim.
 
Na tle stale rozrastającej się floty Jachtklubu Stoczni Gdańskiej z czasem uznano jednostkę za przestarzałą, ciasną i powolną, nadającą się jedynie do wynajmowania w czarter. 
 
Jesienią 1968 r. wypożyczającym jacht był Akademicki Klub Żeglarskiego AZS-ZSP z Łodzi. 
 
Na pokładzie jednostki podczas tragicznego rejsu było sześć osób: 
 
  • Kapitan Barbara K. (20 lat, studentka Politechnik Łódzkiej, jachtowy sternik morski, około 3000 mil morskich pływania w okresie 3 lat, ratownik wodny I klasy)
  • Zbigniew Sz. (21 lat, jachtowy sternik morski)
  • Anna K. (żeglarz)
  • Grzegorz G. (jachtowy sternik morski) 
  • Jan P. (żeglarz) 
  • Grażyna G. (żeglarz, lat 19) 
Kismet
Archiwalny numer "Dziennika Bałtyckiego" informujący o tragedii na morzu
źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa
 
23 września 1968 r. o godzinie 3.50, dwie mile od portu w Helu, płynąc z Gdyni do Jastarni, “Kismet” zderzył się z trałowcem Marynarki Wojennej przez opieszałość sygnalisty mata Tadeusza K., który nie poinformował kapitana o zbliżającym się okręcie. 
 
Okręt uderzył prawą częścią dziobu w rufę jachtu, jego kotwica zahaczyła o takielunek, wyrywając maszty, koła ratunkowe i olinowanie. 
 
W wodzie znaleźli się dwaj członkowie załogi jachtu pełniący wówczas wachtę. Jednej ofiary - Grażyny P. -  nie udało się uratować mimo poszukiwań przez jednostki marynarki wojennej. 
 
Przyczynami wypadku zajęła się Izba Morska w Gdyni.  
 
Postępowanie trwało kilka miesięcy i zostało zakończone wydaniem w lutym 1970 r. orzeczenia przypisującego 90 procent winy okrętowi, a 10 proc. załodze jachtu. 
 

Po jakimś czasie stojący przy sterze Jan P. usłyszał głos silnika dochodzący zza rufy. Odwrócił głowę do tyłu i zobaczył światła oraz zarys kadłuba zbliżającego się okrętu. Odległość od jachtu ocenił na około 150 m. Odniósł wrażenie, że okręt ten idzie wprost na jacht.

Wbrew wyraźnemu poleceniu kapitana, aby natychmiast meldował w razie ujrzenia w pobliżu innej jednostki, nie zameldował, choć drzwi do kabiny nawigacyjnej były otwarte, o zbliżaniu się okrętu, lecz przełożył rumpel w lewo, aby odpaść od wiatru w prawo, a kiedy próba ta nie powiodła się, ponowił ją jeszcze raz. Gdy jacht nie zmieniał jednak kursu, zawołał do Grażyny G., siedzącej w kokpicie z lewej strony burty, aby podała mu latarkę. Grażyna G. siedziała w kokpicie z lewej burty. W tym czasie obudził się również Zbigniew Sz., który słysząc wołanie Jana P., pobiegł do wyjścia z kabiny nawigacyjnej i ujrzał zbliżający się okręt. Krzyknął wówczas, lecz było już za późno, gdyż w tym samym nieomal momencie nastąpiło zderzenie.

Okręt uderzył w część rufową jachtu, który przechylił się gwałtownie na lewą burtę. Wnętrze zalała fala dziobowa okrętu. Sternikowi Zbigniewowi Sz. zalała twarz. Kpt. Barbara K. na skutek przechyłu jachtu uderzyła ustami w jakiś przedmiot. Pozostali, śpiący członkowie załogi powypadali z koi.

- ustaliła Izba Morska.
 

Po chwili żeglarz Jan P. odczuł bolesne uderzenie w nogi i wypadł za burtę do wody.

Nie zauważył, co stało się z Grażyną G. Pozostała mu w pamięci siedząca w kokpicie i zwracająca się w kierunku kabiny, jakby chciała się schronić przed zderzeniem. Upływ czasu pomiędzy spostrzeżeniem okrętu a zderzeniem i wypadnięciem do wody Jan P. ocenił na około 20-25 sekund (...) Po wyprostowaniu się jachtu, kpt. Barbara K. i sternik Zbigniew Sz. stwierdzili, iż z pokładu został zerwany cały osprzęt wraz z masztami, pozostał jedynie kosz dziobowy. 

Jana P. ani Grażyny G. nie było na pokładzie. Kpt. Barbara K. wydała polecenie “wszyscy na pokład”. Na pokład jachtu wydostali się, wyrwani ze snu żeglarz ster. Grzegorz G., żegl. Anna K. i jako ostatni Jan K. Kpt. Barbara K. wówczas usłyszała wołanie Jana P. “rzucić koło”. Spojrzała w kierunku, z którego dochodziło wołanie i zobaczyła w wodzie, w odległości około 30 m za rufą żegl. Jana P., wzywającego pomocy. Chciała rzucić koło ratunkowe, ale koła zerwano wraz z koszem rufowym. Ktoś z załogi rzucił kapokowy pas, który nie doleciał jednak do Jana P. Sternik Zbigniew Sz. pobiegł na dziób, aby z forpiku wydobyć pasy. Wówczas kpt, Barbara K. wydała polecenie “strzelajcie rakiety”, a sama zdjąwszy buty i kurtkę ortalionową, skoczyła do wody i popłynęła na pomoc Janowi P.

Grażyny G. nie było na pokładzie, ani też nie było widać jej w wodzie. Nie odpowiadała też na wołania. Barbara K. dopłynęła do Jana P. i wkrótce „przyholowała” go do jachtu. Wydobyto ich oboje na pokład. Jan P. doznał bolesnej kontuzji nóg i poruszał się z trudem.

Izba Morska stwierdziła, że jacht "Kismet" miał prawo pierwszeństwa drogi. 
 
Będący przy sterze żeglarz Jan P. prawidłowo ocenił sytuację i podjął próbę zejścia z kursu okrętu i uniknięcia w ten sposób zderzenia. Próba ta wprawdzie niestety nie powiodła się, gdyż nie starczyło już czasu na zluzowanie szotów. Intencja jednak była dobra i jak najbardziej prawidłowa. Można zasadnie przypuszczać, że do wypadku nie doszłoby, gdyby udało się zmienić kurs jachtu choćby tylko nieznacznie. Odejście od kursu o 2-3 m prawdopodobnie wystarczyłoby. W żadnym więc razie nie można tego kroku uznać za błąd, zwłaszcza zaś upatrywać w nim jedną z przyczyn zderzenia.
 
Zdaniem sędziów Izby Morskiej, obserwacja na okręcie Marynarki Wojennej była "zdecydowanie zła". 
 
Okręt miał pełne szanse i powinien był tak zorganizować obserwację, by była ona w pełni sprawna. Oznaczałoby to, że jacht nie mógłby ujść uwadze okrętu i powinien być zauważony dostatecznie wcześnie, gdy był jeszcze czas na podjęcie odpowiednich manewrów dla ustąpienia mu z drogi. W rzeczywistości zaś tylko artylerzysta R. spostrzegł jacht, ale było to dosłownie tuż przed zderzeniem, tak późno, że nie zdążył nawet przekazać swego spostrzeżenia na mostek. 
 
Po ocenie rzeczoznawców „Kismet” został przeznaczony do kasacji. 
 
DANE JACHTU "KISMET":
 
  • długość całkowita to 9,77 m
  • szerokość – 2,36 m
  • powierzchnia ożaglowania – 45 m² 

źródło m.in. Gedanopedia, internetowa encyklopedia Gdańska